Lenino służyło m.in. umniejszaniu osiągnięć wojsk Polskich Sił Zbrojnych i przeciwstawianiu im wykreowanego wprawdzie, lecz bezwzględnie, konsekwentnie oraz długotrwale promowanego wizerunku bohaterskich bojów 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Bitwa stała się nie tylko mitem założycielskim tzw. Ludowego Wojska Polskiego, lecz także fundamentem propagandowej idei polsko-sowieckiego braterstwa broni w czasie II wojny światowej i w okresie późniejszym oraz jednym z symbolicznych elementów legitymizacji komunistycznych rządów w Polsce.
Dziedzictwo komunistycznej propagandy
Echa prowadzonych przez kilkadziesiąt lat komunistycznych działań propagandowych, szeroko obecnych m.in. w prasie, literaturze, filmie oraz w licznych materiałach do szkoleń politycznych przeznaczonych dla żołnierzy, wciąż rezonują w świadomości społecznej. Jest to niewątpliwie skutek długotrwałego oddziaływania na Polaków także i po 1989 r. w sferze symbolicznej, poczynając od sal tradycji i wystaw muzealnych, poprzez nazwy ulic, na tablicach i pomnikach kończąc.
Oddziaływanie to, mimo oporu środowisk złożonych z ideowych spadkobierców Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego, ostatecznie ograniczono relatywnie niedawno na mocy ustawy z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki.
Należały w związku z tym przypominać o podstawowym fakcie: 1. DP im. Tadeusza Kościuszki była traktowanym czysto instrumentalnie narzędziem Józefa Stalina, który miał mu posłużyć w procesie sowietyzacji Polski.
Bitwa pod Lenino była elementem dużej operacji zaplanowanej przez Armię Czerwoną na Białorusi (tzw. druga operacja orszańska), która tylko dlatego nie doczekała się szerszego rozgłosu, ponieważ zakończyła się całkowitą klęską, co skazało ją na dołączenie do wcale niekrótkiej listy zapomnianych operacji sowieckich na froncie wschodnim II wojny światowej. Brak sukcesu operacyjnego spowodował, że budowany przez komunistów mit Lenino ostatecznie przybrać musiał wymiar o wiele skromniejszy niż pierwotnie planowano.
Nie doszło do głębokiego przełamania frontu w kierunku Orszy, na jakie liczono i które można by wykorzystać jako symboliczne zwycięstwo „kościuszkowców” na początku ich szlaku bojowego, który z geograficznego punktu widzenia prowadził najkrótszą drogą do wyzwolenia spod niemieckiej okupacji ziem zamieszkałych przez Polaków. Tymczasem, jak zapisano np. w jednej z propagandowych ulotek:
„[…] mimo niezwykle zaciętego oporu nieprzyjaciela, oddziały polskie złamały niemiecką obronę, sforsowały rzekę Miereję wraz z jej błotnistymi odnogami i odpierając hitlerowskie kontrataki – umocniły się na zdobytych pozycjach”.
W takim ujęciu bitwa miała wyłącznie ograniczone znaczenie taktyczne i pozostawała przez jej hagiografów zawieszona w operacyjnej próżni.
Armia Stalina
W ramach indoktrynacji, jaką prowadzono wśród żołnierzy 1. DP, nie tajono, że głównym celem komunistów jest radykalna przebudowa nie tylko stosunków społecznych i politycznych w odrodzonym państwie polskim, lecz również „sprawiedliwe” nakreślanie granic między Polską a ZSRS, dla których podstawę widziano w Linii Curzona. Choć prawdą było, iż szeregowi i podoficerowie 1. DP składali się w znacznej mierze z Polaków będących ofiarami sowieckich represji, dla których po opuszczeniu Kraju Rad przez wojska gen. Andersa najlepszą możliwością powrotu do ojczyzny zdawało się wstąpienie do dywizji „kościuszkowskiej”, to sprawa była bardziej skomplikowana.
Oprócz bowiem wszystkich tych nieszczęsnych ludzi, którzy „nie zdążyli do Andersa”, składających się na szarą żołnierską masę 1. DP, służyli w niej również przydzieleni do niej oficerowie Armii Czerwonej, jak też osoby narodowości żydowskiej. Mieli oni nie tylko odpowiadać za dowodzenie, lecz również oddziaływać na nastroje „kresowych” żołnierzy. Należy przy tym podkreślić, że ludzie ci nie identyfikowali się z państwem polskim, a służbę w 1. DP uznawali wręcz za degradację i poniżenie. Szczególnie było to widoczne w przypadku lewicujących Żydów, dla których koniunkturalnie nakazany przez Stalina „narodowy” charakter 1. DP, wraz z towarzyszącą mu otoczką religijną, był szczególnie dokuczliwy i nie do zniesienia. Żydzi, z których niejeden przed 1939 r. działał w nielegalnych organizacjach komunistycznych, okazywali się negatywnie nastawieni do Polski i Polaków, dopatrując się wśród nich antysemityzmu. Sytuację tę tylko pogarszał fakt, iż byli oni przymuszani do spolszczania nazwisk i uczestnictwa w katolickich obrządkach religijnych.
Nie należy zapominać, iż ludzie ci po II wojnie światowej w niemałej liczbie zasilili formujący się komunistyczny aparat bezpieczeństwa odpowiedzialny m.in. za represjonowanie członków podziemia niepodległościowego, jak też zajęli ważne stanowiska w wojsku i aparacie władzy.
Opisane wyżej czynniki powodowały, że morale w 1. DP nie mogło być dobre, co miało przełożenie na występowanie zjawiska dezercji bezpośrednio przed bitwą pod Lenino, jak też w jej trakcie. Również liczba kilkuset jeńców, których Niemcy wzięli do niewoli, świadczyła o ograniczonej woli walki żołnierzy, zwłaszcza w sytuacji, gdy sytuacja stała się krytyczna. Część jeńców i dezerterów podjęła współpracę z wrogiem – najpierw przerzucono ich na front włoski, by wykorzystać do oddziaływania na żołnierzy gen. Andersa, następnie organizowano im prelekcje na terenie Generalnego Gubernatorstwa, na których opowiadali o swych ciężkich przeżyciach w ZSRS i pod Lenino oraz nakłaniali słuchaczy, by wspólnie z Niemcami prowadzić działania mające na celu obronę Europy przed zalewem bolszewizmu. W 1944 r. ukazała się wydana przez Niemców publikacja pt. Służyłem w dywizji Tadeusza Kościuszki, która zawierała relacje jeńców i dezerterów z 1. DP, opisujące fatalne warunki życia w ZSRS, jak również nieudolne dowodzenie i faktyczne wysłanie Polaków na śmierć przez Sowietów. Kwestia dezerterów i jeńców była dla apologetów tzw. LWP niezwykle wstydliwym tematem, którego nie wolno było poruszać.
Militarna katastrofa
Przeciwko „kościuszkowcom” pod Lenino walczyło kilka batalionów przeciętnej jak na front wschodni 337. DP wspieranych przez pewną liczbę dział samobieżnych i niszczycieli czołgów. Mimo to 1. DP za cenę ciężkich strat udało się uzyskać bardzo płytkie – w stosunku do planowanego wręcz symboliczne – włamanie w linie wroga pierwszego dnia bitwy, wskutek niemieckiego kontrataku zakończyło się brakiem zysków terenowych i zużyciem dywizji. „Kościuszkowców” po ledwie dwóch dniach walk musiano wycofać z frontu w obawie przed całkowitym rozpadem jednostki.
Wbrew komunistycznej propagandzie, straty zadane Niemcom przez „kościuszkowców” nie były imponujące. Informacje o dużej liczbie zabitych, rannych oraz pojmanych żołnierzy niemieckich, prezentowane głównie w starszej literaturze przedmiotu, nie miały pokrycia w faktach. Jak pisał Kamil Anduła, 337. DP straciła pod Lenino 2007 ludzi, lecz wyliczenia te obejmowały dziesięć dni walk, a do tego nawet w dniach 12–13 października 1943 r. z 1. DP walczyły głównie dwa bataliony, z których ubyło nieco ponad pięciuset ludzi. Mimo to, by dodatkowo udramatyzować bitwę pod Lenino, jak też uzasadnić poniesione w jej toku straty, stwierdzano np.:
„Dowiedziawszy się, że mają przeciw sobie Polaków, Niemcy ściągnęli przeciwko kościuszkowcom wszystkie siły, jakimi tylko dysponowali. Nie tylko ze względów strategicznych, ale i polityczno-prestiżowych zależało im na zniszczeniu jedynej polskiej formacji na Wschodnim Froncie. Z innych odcinków frontu ściągnięte zostały przeciw kościuszkowcom znaczne siły lotnicze, dużo artylerii, sześciolufowych moździerzy, itp.”.
Długi cień propagandy
Komunistyczna propaganda informowała, że żołnierze 1. DP ponosili ofiary na szlaku prowadzącym najkrótszą drogą do wyzwolenia Polski spod okupacji niemieckiej. Niemniej bitwa pod Lenino okazała się mitem wykreowanym przez propagandę. W rzeczywistości była ona militarną katastrofą, która w najmniejszym stopniu nie przyczyniła się do poprawy losów narodu polskiego w czasie wojny, zaś po jej zakończeniu – jako fałszywy symbol – pomogła w narzuceniu mu obcej władzy.
Czymś charakterystycznym i całkowicie nieprzypadkowym było wyemitowanie w telewizji 12 grudnia 1981 r., a więc dzień przed wprowadzeniem staniu wojennego, filmu pt. Do krwi ostatniej poświęconego formowaniu 1. DP w Sielcach nad Oką oraz bitwie pod Lenino. Pojawiające się próby rehabilitowania tzw. LWP na przykładzie działań pod Lenino wydają się świadczyć o silnym wciąż oddziaływaniu na ludzi wychowanych w PRL masowej, wszechstronnej propagandy komunistycznej, której przełamywanie nadal napotyka na pewne trudności.
