W II Rzeczypospolitej gen. Gustaw Paszkiewicz cieszył się uznaniem i sławą zdobytą podczas obrony Lwowa i wojny polsko-bolszewickiej. Na jego piersi widniały trzy Ordery Virtuti Militari – III, IV i V klasy, które dostał za walkę z bolszewikami w 1920 r. Właśnie dlatego cieszył się ogromnym poważaniem wśród adeptów Szkoły Podchorążych i Oficerskiej Szkoły Piechoty w Warszawie, której był komendantem. Tę świetnie zapowiadającą się karierę wyhamowało stanowcze opowiedzenie się po stronie rządowej podczas przewrotu majowego. Nie została ona jednak przekreślona. Być może zadecydowała o tym pełna konformizmu postawa Paszkiewicza; wkrótce po przewrocie majowym w 1926 r. na łamach prasy opublikował on artykuł, w którym odciął się od dotychczasowych działań i deklarował lojalność wobec nowego obozu władzy.
Generał Władysław Anders w swoich wspomnieniach Bez ostatniego rozdziału odnotował, że takim zachowaniem gen. Paszkiewicz stracił szacunek dawnych przyjaciół, niekoniecznie zyskując go u nowych. W październiku 1926 r. płk. Paszkiewicz otrzymał stanowisko dowódcy piechoty dywizyjnej 24. Dywizji Piechoty, a od 12 października 1935 r. był dowódcą 12 DP w Tarnopolu. Awans otrzymał jednak dopiero po śmierci marsz. Józefa Piłsudskiego – w 1938 r. mianowano go generałem brygady.
Rodzina była z niego dumna. Gustaw, syn felczera z Wasiliszek, miał dwie siostry i sześciu braci. Mieczysław został księdzem, Wilhelm robił karierę w armii, ale to właśnie Gustaw zaszedł najdalej. Na fali sukcesów postanowił się ustatkować, jego wybranką była Helena Hartingh.
„Któż z czytelników orientuje się dziś, kim była Helena Hartingh? Należało wyjaśnić, że była to ziemianka z Kresów, z pow. nowogródzkiego, bardzo dobrze skoligacona. Małżeństwo takie określa rolę Paszkiewicza wówczas, pod koniec lat międzywojennych, kiedy to był on dowódcą okręgu korpusu w Tarnopolu i pacyfikował ukraińską wieś, oczywiście noszony na rękach przez miejscowe ziemiaństwo, nazywany też z rozczuleniem »generałem ziem podolskich«”
– pisał o Paszkiewiczu Stefan Kieniewicz1.
Nie był ulubieńcem Andersa
Spokojne lata trwały jednak krótko, nadeszła wojna. W kampanii wrześniowej 1939 r., dowodząc 12 DP, gen. Gustaw Paszkiewicz niczym szczególnym się nie wykazał. Po zakończeniu walk został internowany w Rumunii, skąd przedostał się do Francji, gdzie zdobył zaufanie gen. Władysława Sikorskiego. W Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie odgrywał ważne, choć często fasadowe role.
Od 1 grudnia 1939 do 23 czerwca 1940 r. sprawował funkcję zastępcy komendanta głównego Związku Walki Zbrojnej. Miał na tym stanowisku stanowić w pewnym stopniu przeciwwagę dla uznawanego w kręgach emigracyjnych za sztandarowego piłsudczyka komendanta ZWZ gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Na przełomie maja i czerwca 1940 r. z ramienia komendanta głównego ZWZ uczestniczył w konferencji w Belgradzie, której celem była wymiana informacji i uzgodnienie poglądów między władzami naczelnymi w Paryżu a krajowymi władzami podziemnymi i bazami łączności z krajem. Z racji pełnionych funkcji często miał okazję spotykać się z francuskimi i angielskimi wyższymi oficerami i politykami.
Po upadku Francji dowodził wielkimi jednostkami w Wielkiej Brytanii i na Bliskim Wschodzie. Po tragicznej śmierci gen. Sikorskiego, na wniosek gen. Andersa, z którym był skonfliktowany, został odwołany z powrotem do Wielkiej Brytanii na stanowisko zastępcy dowódcy I Korpusu Polskiego w Szkocji. Politycznie zbliżył się wówczas do nowego premiera Stanisława Mikołajczyka. Z dniem 1 marca 1945 r. przez p.o. Naczelnego Wodza gen. Andersa został przeniesiony w stan nieczynny oraz usunięty z Kapituły Orderu Virtuti Militari. Perspektywy jego dalszej kariery stanęły pod znakiem zapytania.
Początki w powojennej Polsce
Sztandary wszystkich jednostek Polskich Sił Zbrojnych, w tym także 2 Korpusu Polskiego, uroczyście złożono 10 lipca 1947 r. Do września 1949 r. do Polski Ludowej wyjechało ok. 120 tys. żołnierzy, w tym wielu dowódców jednostek i szefów służb. Większość jednak została w Wielkiej Brytanii lub rozjechała się po świecie.
Generał Gustaw Paszkiewicz postanowił wrócić, a swoje dobre imię roztrwonił wkrótce po przybyciu do komunistycznej Polski. Deklarował, że będzie wiernie służyć nowej władzy, mimo że jego brat Wilhelm, podpułkownik WP, nie wrócił z sowieckiej niewoli.
Schwytany we wrześniu 1939 r., gdy był dowódcą zgrupowania „Jasiołda” wchodzącego w skład Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”, przetrzymywany w Starobielsku, został zamordowany w Charkowie; leży w Piatichatkach.
Czerwony generał
Spośród generałów służących w PSZ na Zachodzie do kraju wróciło tylko kilku. Niektórzy z nich liczyli na to, że dojdą do porozumienia z władzą ludową i ułożą sobie życie w powojennej Polsce. Władze komunistyczne zabiegały o takie powroty, potrafiły doskonale wykorzystać ten fakt na użytek propagandy i dlatego powrót gen. Paszkiewicza spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem.
Po przyjeździe do Polski w sierpniu 1945 r. generał zameldował się u naczelnego dowódcy WP marsz. Michała Żymierskiego. Już 22 stycznia 1946 r. otrzymał stanowisko dowódcy stacjonującej w Białymstoku 18 DP, której oddziały były zaangażowane w zwalczanie polskiego zbrojnego podziemia niepodległościowego.
W kwietniu 1946 r., jako dowódca wielkiej jednostki stacjonującej na tym terenie, został przewodniczącym Wojewódzkiego Komitetu Bezpieczeństwa w Białymstoku. Do jego obowiązków należała koordynacja działań jednostek WP, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a także UB i MO w walce z polskim podziemiem niepodległościowym. Podległe gen. Paszkiewiczowi formacje zajmowały się nie tylko zwalczaniem oddziałów partyzanckich, lecz również agitacją i propagandą prowadzoną wśród miejscowej ludności, zwłaszcza w tzw. akcji przedreferendalnej w czerwcu 1946 r., a następnie w styczniu 1947 r. w wyborach do Sejmu Ustawodawczego. Wspominając okres spędzony na Białostocczyźnie, gen. Paszkiewicz napisał:
„byłem dowódcą dywizji w białostockim i wiem, że przywódcy band leśnych, świadomi zwolennicy Andersa, niejednokrotnie świadomi agenci obcego wywiadu – mordercy, grabieżcy i podpalacze – wszelkimi siłami popierają PSL. Wiem, z drugiej strony, że wielu wybitnych działaczy PSL to równocześnie aktywni werbownicy i kierownicy działalności terrorystycznego podziemia”2.
Podczas pobytu Paszkiewicza na Białostocczyźnie miejscowa PPR skarżyła się, że doprowadził on do rozłamu we władzach Urzędu Wojewódzkiego Białostockiego. Zanim się pojawił, w najważniejszych naradach urzędu uczestniczyli wojewoda Stefan Dybowski (reprezentujący SL) oraz dwaj wicewojewodowie Wacław Białkowski (SD) oraz Aleksander Borowski (PPR). Generał Paszkiewicz zaprzyjaźnił się z Dybowskim i Białkowskim i od tej pory Borowski przestał być zapraszany na narady, co oczywiście wzbudziło niepokój w PPR, która obawiała się utraty wpływów w UWB.
Z tego powodu Główny Zarząd Informacji WP w lipcu 1950 r. postanowił objąć go inwigilacją i założył akta rozpracowania pojedynczego pod kryptonimem „Koniunkturalny”, następnie kontrolę jego poczynań przejęła cywilna bezpieka, prowadząc sprawę agenturalną pod kryptonimem „Anglik” aż do jego śmierci w 1955 r.
Paradoksalnie, mimo że przez szeregowych żołnierzy był nazywany „czerwonym generałem”, to swoim postępowaniem gen. Paszkiewicz mimowolnie działał na ich korzyść. Spowalniał sowietyzację podległych mu oddziałów oraz osłabiał postępującą skrajną komunistyczną ideologizację w szeregach wojska. Jednocześnie na odprawach WKB nie szczędził uwag i nie krył niezadowolenia z dotychczasowych działań wszystkich jednostek biorących udział w walce z podziemiem niepodległościowym. Swoich oficerów krytykował za naiwne nadzieje, że sprawa polska nie została jeszcze ostatecznie skrystalizowana na arenie międzynarodowej.
Natomiast w kuluarach prosił zaufanych oficerów i żołnierzy, aby nie traktowali poważnie tego, co mówi publicznie. Wydaje się, że gen. Paszkiewicz był szczery, gdy tłumaczył podwładnym, że przyszłość Polski widzi u boku ZSRS i nie liczy na realną pomoc zachodnich mocarstw. Nie była to pierwsza w karierze generała zmiana barw politycznych. Jego „realizm polityczny”, graniczący z cynizmem, musiał zdumiewać współpracowników, zważywszy, że wszyscy wiedzieli, jakim w rzeczywistości sojusznikiem jest ZSRS i jakie zbrodnie popełnił na Polakach.
Mimo szumnych deklaracji i ambitnych planów obiecujących szybką i bezwzględną rozprawę z podziemiem wygłaszanych na posiedzeniach WKB żołnierze wcale nie rwali się do walki. Często tylko ją pozorowali i robili wszystko, aby uniknąć strat po obu stronach. Generał Paszkiewicz spotykał się z tego powodu z ostrą krytyką ze strony funkcjonariuszy UB i członków PPR, którzy podejrzewali, że ten brak skuteczności był działaniem celowym. Nie zmienia to jednak faktu, że zhańbił mundur oficera WP, dowodząc wojskiem, które ramię w ramię z UB i NKWD pacyfikowało Białostocczyznę. Zwalczając podziemie niepodległościowe, w istocie stanął przeciwko swoim byłym podkomendnym, nad którymi w latach 1939–1940 jako zastępca komendanta głównego ZWZ pełnił zwierzchnictwo.
Jego powrót z emigracji i służba w szeregach będącego pod kontrolą komunistów wojska były postrzegane nie tylko jako naganne moralnie, ale również wysoce szkodliwe dla sprawy polskiej. Kierownictwo Zrzeszenia WiN rozważało nawet, czy nie powinien on zostać zlikwidowany, do czego jednak ostatecznie nie doszło.
22 lipca 1946 r. Krajowa Rada Narodowa mianowała go generałem dywizji. Wkrótce, 18 października objął funkcję dowódcy Warszawskiego Okręgu Wojskowego nr 1, którą pełnił do 14 października 1948 r., kiedy to został przeniesiony w stan spoczynku. We wrześniu 1949 r. okazał się jednak potrzebny i został ponownie powołany do służby wojskowej, obejmując stanowisko dyrektora Biura Wojskowego przy Ministerstwie Leśnictwa. Ostatecznie w stan spoczynku przeszedł 19 października 1952 r.
Niepewny element
Jako specjalista wojskowy gen. Paszkiewicz nie był oceniany pozytywnie. Zarzucano mu brak zdolności operacyjnych odpowiadających zajmowanemu stanowisku i niedbały stosunek do obowiązku podnoszenia poziomu wyszkolenia powierzonych mu jednostek wojskowych. W lipcu 1947 r. Informacja Wojskowa otrzymała anonim obciążający gen. Paszkiewicza podejrzeniem, że prawdziwym powodem jego powrotu do Polski było prowadzenie działalności szpiegowskiej. Wojskowa bezpieka oskarżała go o dwulicowość oraz o negatywne ustosunkowanie się do oficerów Armii Sowieckiej i „Odrodzonego WP”. Generał Paszkiewicz chciał bowiem pozbyć się m.in. podległych mu sowieckich oficerów: dowódcy 57 pp ppłk. Bazylego Naumowa oraz dowódcy 65 pp ppłk. Jana Rogala. Faworyzował natomiast i otaczał się przedwojennymi oficerami, których starał się ściągnąć do podległych mu oddziałów.
Informacja Wojskowa otrzymała anonim obciążający gen. Paszkiewicza podejrzeniem, że prawdziwym powodem jego powrotu do Polski było prowadzenie działalności szpiegowskiej.
W sprawozdaniu szefa Głównego Zarządu Informacji WP płk. Stefana Kuhla, przedstawionym 5 lipca 1949 r. na posiedzeniu Komisji Wojskowej Biura Politycznego KC PZPR, gen. dyw. Paszkiewicz został wymieniony obok generałów Franciszka Hermana, Józefa Kuropieski, Stefana Mossora i Stanisława Tatara jako jeden z podejrzanych o prowadzenie działalności konspiracyjnej w wojsku. Spośród wymienionych tylko on uniknął aresztowania i nie był sądzony w „procesie generałów”. Do dziś nie zostały jednoznacznie rozstrzygnięte motywy, którymi kierowano się, aresztując jednych oficerów, a innych – w tym gen. Paszkiewicza – pozostawiając na wolności.
Mogły o tym zdecydować nie tyle wiernopoddańcze deklaracje samego generała składane komunistycznym władzom w Warszawie, ile bezpardonowe atakowanie przez niego środowisk, z którymi do niedawna sam był związany – Rządu RP na Uchodźstwie i byłych towarzyszy broni, dowódców PSZ na Zachodzie z gen. Andersem na czele. W swoich wypowiedziach wielokrotnie podkreślał „oddanie” władzy ludowej.
„Kariera” polityczna
Równolegle do kariery wojskowej gen. Paszkiewicz próbował zrobić w powojennej Polsce karierę polityczną. Konformizm oraz miałkość moralna, jakimi się wówczas wykazał, były ogromne, ale nie stanowiły zaskoczenia dla ludzi, którzy znali go od dawna. Pamiętali, że po przewrocie majowym zachowywał się jak chorągiewka.
Jednak byli zaskoczeni, gdy okazał się jednym z sygnatariuszy odezwy wydanej w lipcu 1945 r. i opublikowanej w prasie emigracyjnej i krajowej zachęcającej żołnierzy przebywających na emigracji do powrotu do Ojczyzny. Wiosną 1947 r., będąc już dowódcą Okręgu Wojskowego nr 1, wysyłał listy zachęcające do powrotu żołnierzy PSZ na Zachodzie, które rozpoczynały się od słów:
„Bardzo źle, że ulegając zbrodniczej agitacji różnych zaprzańców emigracyjnych, zwlekaliście z powrotem do Kraju. Kraj potępił zbrodniczą działalność Andersów, Raczkiewiczów, Maczków, Kopańskich i innych im podobnych typów”3.
Oprócz namowy do natychmiastowego powrotu, dołączał również obietnicę umieszczenia chętnych w szeregach „Odrodzonego Wojska Polskiego”.
Ten wzrost zaangażowania w działalność propagandową po stronie komunistów nie był przypadkowy. Generał Paszkiewicz kandydował do Sejmu Ustawodawczego z listy Bloku Demokratycznego jako członek Stronnictwa Ludowego w okręgu wyborczym nr 20 Ełk. Co interesujące, jeszcze w grudniu 1946 r. starał się o przyjęcie go do Polskiej Partii Robotniczej, deklarując w podaniu, że reprezentowana przez nią
„podstawa ideowa, czystość podejścia i śmiałość decyzji odpowiadają mi całkowicie”.
Ostatecznie, w szeregach PPR się nie znalazł i musiał zadowolić się startowaniem z listy SL. W opublikowanej wówczas broszurze Dlaczego kandyduję z listy Bloku Demokratycznego nr 3 przedstawił swój życiorys i polityczne credo. Był to atak na polityczne i wojskowe władze II RP, które oskarżył o zdradę i celowe pchanie Polski do zguby. W podobnym duchu pisał o Rządzie RP na Uchodźstwie. Zasugerował, że tragiczna śmierć gen. Sikorskiego w katastrofie lotniczej w Gibraltarze była rezultatem zamachu i w niedwuznaczny sposób odpowiedzialnością za nią obarczył gen. Andersa. Aby zohydzić opinii publicznej w kraju dowódcę 2 Korpusu Polskiego, pisał, że przygarnia on w swoje szeregi m.in. esesmanów.
Jako poseł zasłynął przemówieniem wygłoszonym z mównicy sejmowej 24 czerwca 1947 r., w którym brutalnie zaatakował Stanisława Mikołajczyka i PSL. W ten sposób po raz kolejny udowodnił, że porzucanie byłych politycznych sojuszników nie sprawia mu problemów. Powtórzył też swoje wcześniejsze oskarżenia, mówiąc już bez ogródek, że to gen. Anders stał za zamachem na gen. Sikorskiego, a członków PSL i żołnierzy podziemia niepodległościowego nazwał bandytami i szumowinami reakcji. Trzy dni później jego wystąpienie spotkało się ze stosowną ripostą Mikołajczyka, który przypomniał mu, że w 1937 r. gen. Paszkiewicz jako dowódca 12 DP nadzorował pacyfikację wsi w Tarnopolskiem oraz rozkazał żołnierzom bić zatrzymanych chłopów, zachęcając ich przy tym słowami:
„Bijcie tych s…synów bolszewików”.
Stefan Korboński, który był świadkiem tego zdarzenia i opisał je w tomie wspomnień W imieniu Kremla, odnotował, że na sali sejmowej wybuchła w tym momencie olbrzymia wrzawa i tylko gen. Paszkiewicz siedział cicho w swojej ławie z opuszczoną głową.
Atakowane przez niego środowisko polskiej emigracji również nie pozostało mu dłużne. W „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” 28 czerwca 1947 r. ukazał się artykuł Marka Święcickiego Kariera Watażki, który był paszkwilem na gen. Paszkiewicza. Autor nie tylko obnażył jego oportunizm, nadęcie i bufonadę, ale też przypomniał, że wcześniej był on znany z ostrych antybolszewickich wypowiedzi i tropił „czerwone spiski” w armii, a teraz stał się znany jako „pacyfikator” Białostocczyzny, odpowiedzialny za krwawą rozprawę z żołnierzami podziemia.
Artykuł kończył się gorzką, lecz celną konstatacją:
„Z błazna, który by miał może nawet kiedyś ciepłe wspomnienia w pogawędkach weteranów, awansował na oprawcę i prowokatora”.
Bez honoru
Paszkiewicz nazywał żołnierzy podziemia niepodległościowego bandytami, a przecież podczas wojny pełnił funkcję zastępcy komendanta głównego ZWZ. Zwracał się więc w ten sposób m.in. do swoich byłych podkomendnych. Jak duże musiały być zatem ambicja i pragnienie odegrania ważnej roli w wojsku i państwie, by nie zważać na honor oficerski, posiadane odznaczenia i generalskie epolety i decydować się na podjęcie kroków przekreślających dotychczasowy dorobek.
Gdy przestał być komunistom potrzebny, został odstawiony na boczny tor, skończyła się jego kariera w wojsku. Nie był przez komunistów represjonowany, jak wielu innych oficerów, którzy zdecydowali się na powrót do Ojczyzny, ale też nigdy nie zdobył ich pełnego zaufania. Ceną, jaką musiał zapłacić, była utrata szacunku i dobrego imienia w oczach dawnych towarzyszy broni. Gdy odszedł w stan spoczynku, został wicedyrektorem Państwowych Torów Wyścigów Konnych na warszawskim Służewcu.
Zmarł nagle, w wieku 62 lat, 27 lutego 1955 r. Cztery dni później na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach stawiła się zasmucona rodzina. Żona, córki i liczne rodzeństwo na tak szybkie pożegnanie nie byli przygotowani.
Tekst pochodzi z numeru 12/2022 „Biuletynu IPN”
1 Polski Słownik Biograficzny, t.XXV, s.94, https://rcin.org.pl/Content/33694/WA303_25539_ A52-KH-R-89-1_Kieniewicz.pdf.
2 Cyt.za A.Marcinkiewicz-Kaczmarczyk, Generałowie, którzy powrócili do Polski Ludowej, „Biuletyn IPN” 2022, nr 9, s.81.
3 AIPN, 2602/382, List gen.G.Paszkiewicza do mjr.M.Kuźniewicza zachęcający do powrotu do kraju, 17 IV 1947 r., k.1.
