W okresie PRL był przez komunistów wymazywany z powszechnej świadomości, ale dzisiaj, wbrew pozorom, pamięć o Ossendowskim jest obecna. Może nie jest ona masowa, jednak wśród znawców i miłośników tematu wyraźnie wybrzmiewa. Czy jednak, niejako chcąc oddać mu te odebrane dekady popularności, ta pamięć nie jest czasem zbyt idealizowana? Wciąż pozostaje aktualne pytanie: na ile Ossendowski był podróżnikiem dokumentującym swoje barwne przygody, a na ile pisarzem kreującym swoją największą, bo dotyczącą siebie samego, opowieść?
Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów
Człowiekiem, który niewątpliwie odmienił życie Ossendowskiego, był Lewis Stanton Palen. Ten amerykański dyplomata oraz urzędnik, poznany na statku płynącym w 1920 r. z Japonii do Stanów Zjednoczonych, przekonał Ossendowskiego, że zamiast tworzyć artykuły prasowe poświęcone Mongolii powinien skupić się na pisaniu książki. Taka barwna powieść podróżnicza, opisująca jego ucieczkę z Rosji ogarniętej chaosem rewolucji przez Azję, boje toczone z bolszewikami u boku barona Ungerna, okraszona modnymi wówczas wątkami mistycznymi i okultystycznymi, wzmiankami o tajemniczym królestwie, ukrytych skarbach czy samotnym przetrwaniu zimy w tajdze, według Palena zapewniłaby autorowi znacznie większe przychody.
Wydana w Nowym Jorku pod koniec 1920 r. „Beasts, Men and Gods” stała się najpopularniejszą publikacją Ossendowskiego. Przetłumaczono ją na 19 języków.
Tak też się stało. Wydana w Nowym Jorku pod koniec 1920 r. „Beasts, Men and Gods” stała się najpopularniejszą publikacją Ossendowskiego. Przetłumaczono ją na 19 języków. W samych Stanach Zjednoczonych w ciągu 2 lat została wydana aż dwadzieścia cztery razy! W 1923 r. w Warszawie ukazała się jej polska wersja o tytule „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów (konno przez Azję Centralną)”. Należy podkreślić, że oba wydania różniły się od siebie w sposób znaczący, co w swoim artykule „Robinson czy heroiczny męczennik? O dwóch wersjach najsłynniejszej książki Ferdynanda Ossendowskiego” wykazała dr Elzbieta Koziołkiewicz z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jaka była przyczyna wprowadzenia tych zmian? W polskiej wersji literat chciał przestawić swoją historię troszeczkę z innej perspektywy, nawiązać do naszej historii, w tym do zsyłek Polaków na Syberię. Jednak głównym powodem zmian było usunięcie w polskim wydaniu kontrowersyjnych zapisów. Pierwotne, amerykańskie poddane zostało ostrej krytyce szwedzkiego geografa i podróżnika Svena Hedina, jednego z najbardziej znanych w tym okresie badaczy Azji Środkowej. Oskarżał on Ossendowskiego o kłamstwa i manipulacje w opisie wydarzeń, wykazywał, że odległości wspomniane w książce nie mogły być pokonane w tak krótkim czasie, że historie o pobycie w Mongolii i Tybecie były zmyślone, a także, że w nieprawdziwy sposób przedstawione zostały postaci takie jak Dalajlama. Prof. Andrzej Piskozub w swoim poście internetowym „Ferdynanda Ossendowskiego przypadki” pisze, że Hedin zwrócił również uwagę na motto książki, które miałoby być cytatem z antycznego historyka Tytusa Liwiusza:
„Są czasy i wydarzenia, jakie tylko historia może rozstrzygająco ocenić. Współcześni albo pojedynczy obserwator powinni opisywać to, co widzieli lub to o czym słyszeli. Tego bowiem wymaga prawda”.
Sven Hedin po konsultacjach z ekspertami tematu oznajmił, że w żadnym z dzieł Liwiusza nie ma takich słów. Do krytyki pod koniec 1924 r. dołączył George Montandon w artykule we francuskim czasopiśmie „Nouvelles Litteaires”. Oskarżył w nim Ossendowskiego
„o to iż jest kłamcą i oszustem; zmyślił większość tras podróży, których w ogóle nie odbył, a nade wszystko nigdy nie pojechał do Tybetu”.
Jak pisał o nim pisarz Stefan Krzywoszewski w „Długim życiu”:
„Jego twórczość literacką cechowało niezawodne wyczucie tematów i środowisk, pociągających czytelników aktualnością i egzotyzmem. Porywisty talent opowiadawczy i polotna wyobraźnia sprawiały, że Ossendowski nie zawsze sam rozróżniał, co było wytworem fantazji, a co – ścisłością sprawozdawczą. Zawsze święcie wierzył w to, co opowiadał. Te zalety sprawiły, że Ossendowski stał się bodaj najpoczytniejszym pisarzem polskim za granicą. […]”.
W dalszych wspomnieniach Krzywoszewskiego:
„9 stycznia, po południu, dwie godziny spędziłem w jego pokoju. Rozmowa zeszła na przeżycia myśliwskie, Ossendowski ożywił się, opowiadał o swoich wyczynach łowieckich w Mandżurii.
– Niech pan powie, ile pan naprawdę zabił tygrysów? – pytałem.
– Cztery.
Przekomarzałem się
– Kolego! Czy nie za dużo! Opuść pan choć jednego!
Ossendowski śmiał się, ale obstawał przy swoim. Nie chciał również ustąpić z 68 niedźwiedzi, które miał ustrzelić w Azji. A tak rad był z gawędy, że gdym odchodził, gorąco za odwiedziny dziękował.[…]”.
Uczestnicy balu na schodach. Wśród zebranych widoczni m.in.: Ferdynand Antoni Ossendowski (pośrodku, w stroju kucharza), ppłk Józef Beck (w dolnym prawym rogu), Julian Tuwim (stojący po prawej z papierosem w dłoni), Jan Lechoń (w górnym lewym rogu w okularach). Luty, 1927 r. Autor nieznany. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
W cieniu caratu
W zasadzie biografię tego pisarza-podróżnika w znacznej części napisał lub opowiedział sam Ossendowski. Mając świadomość, że swoje przygody uzupełniał o efektowne elementy, należy dopuszczać myśl, że część z nich po prostu mogła nigdy nie mieć miejsca. Niestety jest to konstatacja ze szkodą dla autora, ponieważ wiele zawartych w książkach Ossendowskiego wydarzeń znajduje potwierdzenie w źródłach historycznych. Bogaty życiorys podróżnika nie wymagał ubarwiania. Przedstawienie przez pisarza tylko i wyłącznie suchych faktów wystarczyłoby, by podejść do jego historii z uznaniem.
Uczestnictwo w zamieszkach podczas pierwszego w Rosji strajku studenckiego w lutym 1899 r. doprowadziło do tego, że Ferdynand Ossendowski musiał emigrować do Francji.
Ferdynand Antoni Ossendowski urodził się 27 maja 1878 r. w carskiej Rosji, w małym miasteczku Lucyn. Obecnie znajduje się ono we wschodniej części Łotwy. Rodzina Ossendowskich kilkukrotnie zmieniała miejsce zamieszkania. M.in. udała się do Kamieńca Podolskiego, a następnie do Petersburga. Po śmierci ojca, Marcina Ossendowskiego (z zawodu lekarza), utrzymaniem rodziny musiała zająć się matka, Wiktoria z Bortkiewiczów. Po ukończeniu w 1895 r. VI Gimnazjum Petersburskiego, Ferdynand rozpoczął studia matematyczno-przyrodnicze na tamtejszym Uniwersytecie. Rozwijał swoją pasję przyrodnika, biorąc udział w wyprawach naukowych, odkrywając imperium od Dniestru na Ukrainie po rejony jeziora Bajkał. Pracował także jako pisarz okrętowy na statkach handlowych. W trakcie tych podróży odwiedził Chiny, Japonię, a także Sumatrę. Kilkudniowa podróż do Indii zaowocowała debiutem pisarskim „Chmury nad Gangesem”, za który otrzymał nagrodę petersburskiego Towarzystwa Literackiego.
Uczestnictwo w zamieszkach podczas pierwszego w Rosji strajku studenckiego w lutym 1899 r. doprowadziło do tego, że Ferdynand Ossendowski musiał emigrować do Francji. Tam kontynuował naukę, studiując fizykę i chemię na paryskiej Sorbonie. W 1901 r. powrócił do Rosji i pracował w Tomskim Instytucie Technologicznym jako asystent laboratoryjny. Tu też jakoby miał uzyskać stopień doktora nauk chemicznych. Z chwilą wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej w 1905 r. wyjechał do Mandżurii, gdzie prowadził badania geologiczne. Celem jego podróży było odkrywanie surowców i kopalin, w tym rud żelaza, które mogły być wykorzystane do działań rosyjskiej armii.
Nawet tu, na Dalekim Wschodzie, nie przestał angażować się politycznie. Według własnej relacji jako przewodniczący Rewolucyjnego Komitetu Naczelnego przez dwa miesiące sprawował władzę na pograniczu chińsko-rosyjskim. W tym czasie na ziemiach polskich trwała rewolucja. Ossendowski został schwytany przez siły rosyjskie i skazany przez sąd carski w Harbinie na karę śmierci. Według części źródeł, powodem ujęcia było organizowanie przez skazanego manifestacji przeciwko represjom w Królestwie Polskim oraz brutalnym rządom cara. Jak sam relacjonował, uzyskał nadzwyczajne złagodzenie wyroku. Odbywał go do października 1907 r., w którym to – paradoksalnie – odniósł sukces naukowy.
Za swoją pracę „Węgle kopalne i inne związki węglowe rosyjskiego Dalekiego Wschodu z punktu widzenia ich składu chemicznego" został pierwszym laureatem nagrody im. Fiodora Bussego. Wyróżnienie to, wraz z kwotą 300 rubli, zostało mu przyznane przez Towarzystwo Badań nad Terytorium Amurskim, mające swoją siedzibę we Władywostoku. Na wolności napisał powieść „W ludzkim pyle”, w której zawarł swoje doświadczenia więzienne. Wydana w 1911 r. książka przyniosła mu popularność i umożliwiła powrót do Petersburga. Do 1917 r. pracował tam jako publicysta, korespondent i redaktor w kilku gazetach, m.in. w „Dzienniku Petersburskim”.
Był mocno zaangażowany w przedstawianie największego domu handlowego na Dalekim Wschodzie Kunst & Albers jako niemieckiej siatki szpiegowskiej.
Obecnie w komentarzach na rosyjskich forach internetowych Ferdynandowi Ossendowskiemu wypomina się, że w okresie I wojny światowej jako dziennikarz „Wieczernyje wiremia” m.in. pod pseudonimem Mark Chertwan (nawiązanie do postaci z powieści Marii Rodziewiczówny „Dewajtis”) publikował artykuły wykazujące wywrotową działalność niemieckich firm w Rosji. Był mocno zaangażowany w przedstawianie największego domu handlowego na Dalekim Wschodzie Kunst & Albers jako niemieckiej siatki szpiegowskiej. Ossendowski wymieniany jest także jako współautor (wraz z Jewgienijem Siemionowem) jakoby sfabrykowanych (wg rosyjskich badaczy) dokumentów kontrwywiadu sztabu armii rosyjskiej, potwierdzających, że przywódca rewolucji październikowej, Włodzimierz Lenin, był agentem niemieckiego wywiadu, a dodatkowo, że utworzona partia bolszewików była finansowana przez Niemców, a jej przywódcy prowadzili korespondencję z niemieckim Sztabem Generalnym. Materiały te znane pod nazwą „Dokumentów Sissona” powstały w latach 1918-1919. Autorzy sprzedali je za 25 tys. dolarów kpt. Edgarowi Sissonowi, ambasadorowi Stanów Zjednoczonych (a niejawnie oficerowi amerykańskiego wywiadu) przebywającemu w Petersburgu.
Azja w ogniu
Ferdynand Ossendowski po wybuchu w 1917 r. rewolucji październikowej jednoznacznie opowiedział się przeciwko bolszewikom. W 1918 r. wyjechał z Petersburga do Omska i zaangażował się we współpracę z admirałem Białej Gwardii Aleksandrem Kołczakiem. Jedną z wielkich zalet Ossendowskiego była znajomość 7 języków, w tym azjatyckich (mongolskiego, urdu, chińskiego i japońskiego). Początkowo armia Kołczaka odnosiła sukcesy w wypieraniu bolszewików z rosyjskiego imperium. Z czasem szala przechyliła się na rzecz bolszewików.
Po rozgromieniu armii Kołczaka i rozstrzelaniu admirała 7 lutego 1920 r. w Irkucku, Ossendowski salwował się ucieczką z kontrolowanej przez czerwonych Rosji w kierunku Mongolii.
Po rozgromieniu armii Kołczaka i rozstrzelaniu admirała 7 lutego 1920 r. w Irkucku, Ossendowski salwował się ucieczką z kontrolowanej przez czerwonych Rosji w kierunku Mongolii. Miał świadomość, że jest poszukiwany przez CzeKa – bolszewicką policję polityczną. Przez Krasnojarsk w zimowej scenerii ruszył piechotą w tajgę, posiadając jedynie przedmioty niezbędne do przetrwania, takie jak karabin, siekiera, nóż czy kociołek. Jego prowiant stanowiły: herbata, suchary i sól. Przez dwa miesiące ukrywał się w jamie wygrzebanej w śniegu i ziemi. O przetrwanie musiał walczyć z niedźwiedziem, którego powalił trzema kulami. Gdy nastąpiła wiosna, udał się w dalszą drogę wzdłuż rzeki Jenisej. Udało mu się dotrzeć do Mongolii. Według niektórych źródeł miał w tym czasie prowadzić misję szpiegowską na rzecz wywiadu japońskiego.
Po raz kolejny znajomość języków, w tym mongolskiego, stała się mocną kartą naszego podróżnika. W Urdze, jak sam opisywał, stał się doradcą poznanego gen. Romana Nicolausa von Ungern-Sternberga. Krwawy Baron, jak zwano tego dowódcę białej armii, planował pod swoją komendą zjednoczyć ludy Mongolii, aby przy ich pomocy pokonać opanowujących Rosję bolszewików. Ungern ogłosił się chanem mongolskim i ze swoją armią, liczącą 20 tys. żołnierzy, podjął się walki ze swoim przeciwnikiem. Ferdynand Ossendowski miał jakoby stać się powiernikiem tajemnic Krwawego Barona, w tym wiedzy o wielkim skarbie w postaci złotych rubli cara Mikołaja II, pozyskanych jeszcze przez Kołczaka i klejnotów przejętych z klasztorów lamów. Te kosztowności miały zapewnić finansowanie dalszej walki z bolszewikami.
We wrześniu 1920 r. trafił do Japonii. Stamtąd, płynąc statkiem, dotarł do Stanów Zjednoczonych.
Domniemany skarb, warty blisko 20 mln dolarów, do dzisiaj nie został odnaleziony. Polski podróżnik nigdy nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, że w ogóle istnieje. Tym bardziej nie wskazał, gdzie mógłby być ukryty. Warto podkreślić, że w tym okresie splotły się losy Ossendowskiego z Kamilem Giżyckim. W nim także upatrywano się osoby, która posiada wiedzę o tym, gdzie znajduje się rzekomy skarb barona Ungerna.
Prawdopodobnie jeszcze przed upadkiem Krwawego Barona Ossendowskiemu udało się wydostać z kontrolowanej przez bolszewików Mongolii. We wrześniu 1920 r. trafił do Japonii. Stamtąd, płynąc statkiem, dotarł do Stanów Zjednoczonych jeszcze pod koniec października 1920 r.
Ruiny szpitala powiatowego w Grodzisku Mazowieckim. W tym budynku 3 stycznia 1945 r. zmarł Ferdynand Ossendowski, 2024. Fot. P. Zielony
Grób Ferdynanda Ossendowskiego na cmentarzu w Milanówku. Nekropolia ta powstała w 1939 r. Już w pierwszych dniach wojny pochowano na niej ofiary niemieckiej napaści. W okresie okupacji chowano tutaj zmarłych wskutek ciężkich chorób (ewakuowanych z warszawskich szpitali), a także uczestników Powstania Warszawskiego, którzy zmarli w wyniku odniesionych ran, 2024. Fot. P. Zielony
Szczyt kariery
Na polskiej ziemi znalazł się w 1922 r. Światowy sukces jego książki i ogromna popularność pobudzały wyobraźnię Polaków. Jako najbardziej znany rodzimy globtroter szybko odnalazł się w gronie warszawskiej bohemy. Był to także czas, by uporządkować swoje prywatne życie.
Dzięki dużym zyskom ze sprzedaży książek mógł pozwolić sobie na kolejne egzotyczne podróże: do Afryki Północnej i Zachodniej, na Daleki Wschód czy na wyspy Mórz Południowych.
Rozwiódł się ze swoją pierwszą żoną, Rosjanką Anną Nikołajewną. 10 czerwca 1923 r. zawarł związek małżeński z Zofią z Iwanowskich. By ożenić się ponownie, musiał dokonać konwersji na luteranizm. Z drugą żoną znali się jeszcze z młodości, kiedy to Ferdynand darzył ją głębszym uczuciem. Zofia, z pierwszego małżeństwa Płoszko, była z zawodu wykładowczynią Warszawskiego Konserwatorium Muzycznego.
Ossendowski chętnie organizował odczyty, spotykał się ze swoimi oddanymi czytelnikami. Dzięki dużym zyskom ze sprzedaży książek mógł pozwolić sobie na kolejne egzotyczne podróże: do Afryki Północnej i Zachodniej, na Daleki Wschód czy na wyspy Mórz Południowych. W jedną z nich, w 1926 r. do zachodniej Afryki, Ossendowski zabrał ze sobą, oprócz żony Zofii, także Kamila Giżyckiego. Przyjaciel z czasów barona Ungerna podczas wyprawy zajmował się preparacją zwierząt. On także realizował się jako pisarz opisujący swoje podróże.
Łączny nakład wszystkich wydanych książek Ossendowskiego wynosił 80 milionów egzemplarzy.
Popularność i odnoszone sukcesy powodowały że Ossendowski budził kontrowersje, miał swoich przeciwników, a także krytyków w środowisku rodzimych literatów. Nie przeszkadzało to jednak przyznać mu w 1936 r. Złotego Wawrzynu Akademickiego Polskiej Akademii Literatury. Oprócz książek, teksty jego autorstwa można było przeczytać w ówczesnej prasie. To w nich referował swoje podróże. Był społecznikiem, a także osobą aktywną politycznie. Doświadczenia z młodych lat ukształtowały jego antykomunistyczną postawę. Jako nauczyciel akademicki, w tym jako profesor Wyższej Szkoły Wojennej Generalnego Sztabu, angażował się w inicjatywy naukowe.
Polski podróżnik był jednak przede wszystkim jednym z najbardziej rozpoznawalnych i najczęściej czytanych pisarzy polskich. Jego twórczość to modne wówczas książki podróżniczo-przygodowe, obyczajowe, historyczne, a także literatura młodzieżowa i dziecięca, romanse, publikacje opisujące polskie krajoznawstwo, szlaki turystyczne czy folklor. Pierwsze książki Ossendowskiego były wydane jeszcze w carskiej Rosji, w języku rosyjskim. Po debiucie angielskojęzycznym zaczął pisać po polsku. Od jego piątej książki tytuły były wydawane w naszym języku. Napisał ich łącznie ponad 90 – według niektórych źródeł nawet 120 tytułów.
Łączny nakład wszystkich wydanych książek Ossendowskiego wynosił 80 milionów egzemplarzy. Jego dzieła były przełożone 142 razy na 27 języków. Wg przedwojennych statystyk, przez pewien okres był w czołówce pięciu najczęściej czytanych literatów na świecie. Szacuje się, że z polskich pisarzy jedynie noblista Henryk Sienkiewicz osiągnął większą liczbę egzemplarzy sprzedanych książek wydanych w obcym języku.
Rozkopany grób
Wybuch II wojny światowej zmienił wszystko. W celu uniknięcia aresztowania, Ossendowski przeniósł się z Warszawy do Podkowy Leśnej. W biografiach pisarza pojawiają się zapiski, że w lutym 1943 r. podjął się działalności konspiracyjnej w Stronnictwie Narodowym. Przed wybuchem Powstania Warszawskiego lub w jego trakcie, jak wielu innych warszawiaków, skorzystał z gościny Henryka Witaczka w dworku w Żółwinie. Choć miał problemy ze zdrowiem, to w nowym miejscu nie przestawał pracować nad kolejnymi książkami. Tu miał stworzyć powieść „Warszawa”, opisującą niemiecką inwazję na Polskę we wrześniu 1939 r. oraz swoje losy z czasów okupacji, a także kilka opowiadań dla młodzieży.
Tego samego dnia, wieczorem, doktor Wieńczysław Doński stwierdził u Ossendowskiego krwotok wewnętrzny.
Znana jest powszechnie legenda o przepowiedni, w której Ossendowski miał umrzeć, gdy ponownie spotka Ungerna. Pod koniec II wojny światowej, do miejsca gdzie przebywał pisarz, przybył jakoby tajemniczy oficer Wehrmachtu. W różnych relacjach wątek ten jest przedstawiany w innym okresie i miejscu. Raz miało to miejsce jeszcze w warszawskim mieszkaniu Ossendowskiego, drugi raz w domu w Podkowie Leśnej w trakcie Powstania Warszawskiego, gdzie odwiedził go esesman, syn barona Ungerna. Według najpopularniejszej relacji miało to miejsce 2 stycznia 1945 r w dworku w Żółwinie. W tej wersji w rozmowie bez świadków gość przedstawił się jako krewny barona Romana von Ungern-Sternberga i pytał się o miejsce ukrycia jego skarbu. Niemiec wyjechał bez interesujących go informacji.
Tego samego dnia, wieczorem, doktor Wieńczysław Doński stwierdził u Ossendowskiego krwotok wewnętrzny. Nazajutrz, wczesnym rankiem podjęto decyzję przewiezieniu pisarza do Grodziska Mazowieckiego. W tamtejszym szpitalu w wyniku ponownego krwotoku Ferdynand Ossendowski umarł. Został pochowany, bez rozgłosu, na cmentarzu w znajdującym się nieopodal Milanówku. Wśród nielicznego grona żegnających byli właściciele dworku w Żółwinie – Stanisława, Henryk i jego żona Halina Witaczkowie – oraz kilka osób z kręgu przyjaciół zmarłego.
Wraz z wkraczającymi na te tereny żołnierzami Armii Czerwonej pojawili się funkcjonariusze NKWD. Poszukiwali człowieka, który swoimi książkami oraz postawą zapracował na miano wroga bolszewizmu. Możliwe, że liczyli oni także na odpowiedź, gdzie został ukryty skarb barona Ungerna. Po uzyskaniu informacji, że pisarz zmarł, wkroczyli na cmentarz w Milanówku i nakazali grabarzowi wydobyć trumnę z grobu. Ściągnięty siłą dentysta miał za zadanie upewnić Sowietów, że odkryte ciało należy do Ferdynanda Ossendowskiego. Po wykonaniu dokumentacji fotograficznej zwłoki ponownie zakopano. Przeszukano miejsca, w których pisarz przebywał w ostatnich latach swojego życia. Panuje przekonanie, że przed śmiercią zdołał on zniszczyć swoje archiwum.
Życie po życiu
Po wojnie, w nowej, komunistycznej rzeczywistości, jego twórczość, zwłaszcza dotycząca tworzenia się bolszewickiej Rosji i przedstawiająca życiorys Lenina, nie miała racji bytu. W zapisie cenzorskim z 1951 r. Centralnego Zarządu Bibliotek (Wykaz nr 000305 z 31 X 1951 r.) podległego Ministrowi Kultury i Sztuki przedstawiono spis książek podlegających niezwłocznemu wycofaniu z bibliotek. Pod pozycją 1090. figuruje w nim zapis: „Ossendowski A.F., wszystkie utwory”.
Ferdynand Antoni Ossendowski był erudytą, potrafił barwnie opowiadać, umiał zainteresować swoją historią słuchaczy.
Pisarz ten znalazł się w gronie takich autorów jak Helena Mniszek, Sergiusz Piasecki, Józef Piłsudski czy nawet Karol May. Choć wycofany z bibliotek i przestrzeni publicznej, nie zniknął tak do końca. Liczne egzemplarze przedwojennych książek znajdowały się w domowych bibliotekach.
Jak wspominają jego biografowie, postać Ossendowskiego pozostała nienaruszona w wznowieniach książeczki dla dzieci Kornela Makuszyńskiego i Mariana Walentynowicza pt. „Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki”. Rzeczona małpka wraz z czarnoskórym przyjacielem o imieniu Goga-Goga podczas ucieczki z niewoli napotkała na środku pustyni w Północnej Afryce ludzką głowę zakopaną w piasku. Po odkopaniu i zaprowadzeniu podróżnika do wioski okazało się, że jest nim sławny profesor Ossendowski. Na koniec należy dodać, że w odrodzonej III Rzeczpospolitej na krajowym rynku pojawiły się wznowienia książek Ossendowskiego.
Ferdynand Antoni Ossendowski był erudytą, potrafił barwnie opowiadać, umiał zainteresować swoją historią słuchaczy. Miał zdolność autopromocji i umiejętność zarabiania pieniędzy. Był bardzo pracowity. W zasadzie w ciągu 20 lat swojej pisarskiej kariery tworzył statystycznie od 5 do 6 książek rocznie. Odbył wiele podróży po świecie.
Był oddany idei walki z systemem sowieckim. Demaskował światu zachodniemu oblicze bolszewickiej Rosji oraz przebieg samej rewolucji. Dla inteligencji Zachodniej Europy jego powieść „Lenin” na swój sposób była odtrutką na sowiecką propagandę, przedstawiającą Włodzimierza Ilicza jako człowieka ideałów, niosącego pokój i dobrobyt wodza rewolucji. Rozbudzał także zainteresowanie orientalnym, ezoterycznym Dalekim Wschodem, w tym Mongolią. Był także polskim patriotą, dbającym o interesy kraju, czemu dawał liczne przykłady. Był ambasadorem polskiej kultury.
Fotografia portretowa Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego. B.d., autor nieznany. Narodowe Archiwum Cyfrowe
