Barbie urodził się w 1913 r. w Nadrenii Północnej-Westfalii. Jako młody człowiek, nieco ponad dwudziestoletni, został członkiem SS i zaczął robić karierę w SD, partyjnej policji politycznej. W czasie II wojny światowej zyskał przydomek „Kata Lyonu” – jako szef tamtejszego Gestapo był odpowiedzialny za zbrodnie przeciwko ludzkości. Bezwzględnie realizował założenia antysemickiej polityki, deportował Żydów, ścigał i torturował członków francuskiego ruchu oporu. Znany był z tego, że sam przeprowadzał liczne, niezwykle brutalne przesłuchania. Po wojnie powinien powędrować prosto na stryczek. Stało się jednak inaczej.
W czasie wojny zyskał przydomek „Kata Lyonu”. Jako szef Gestapo był odpowiedzialny za zbrodnie przeciwko ludzkości.
Koniec II wojny światowej był początkiem nowego konfliktu. Wschód miał się zmierzyć z Zachodem, a Amerykanie szykowali się do powstrzymania ekspansji komunizmu wszelkimi możliwymi środkami.
Dawni naziści, specjaliści od brudnej roboty z szerokimi siatkami znajomości mogli być wartościowymi sojusznikami. Barbiego zrekrutował kontrwywiad amerykańskich sił zbrojnych – Counter Intelligence Corps. Oficer prowadzący Barbiego będzie wspominał po latach, że oficerowie CIC dobrze wiedzieli, co Barbie robił w czasie wojny:
„Wszyscy wiedzieliśmy”.
Barbie zorganizował siatkę informatorów, wśród których znajdowali się także dawni oficerowie SS. Nie znaczy to, że żywił on sentymenty wobec towarzyszy broni – kiedy zachodziła potrzeba, był w stanie wyśledzić i wydać w ręce Amerykanów innych zbrodniarzy wojennych. Zbierał także informacje na temat komunistycznych i komunizujących działaczy.
Kiedy jego usługi nie były już potrzebne, Amerykanie pozwolili mu na ewakuację do Boliwii poprzez tzw. szczurzą ścieżkę, którą naziści uciekali z Europy do Ameryki Południowej. Oficer, który go prowadził, spytany o moralny ciężar współpracy i ochrony zbrodniarza wojennego odpowiedział:
„Ja tylko wykonywałem rozkazy”.
Z resztą Barbie utrzymywał kontakty z amerykańskim wywiadem także w Ameryce Południowej.
Handlarz śmiercią
Fachowiec tej klasy nie pozostawał długo bez zajęcia. Szybko znalazł wspólny język z boliwijskimi władzami. Administracja ówczesnego prezydenta Víctora Paz Estenssoro zaczęła korzystać z jego usług – został nieformalnym konsultantem do spraw bezpieczeństwa. W zamian za pracę nie tylko otrzymywał wynagrodzenie, ale także uzyskał boliwijskie obywatelstwo.
W 1964 r. w kraju doszło do zamachu stanu. Urzędujący prezydent został postawiony przed wyborem:
„albo pojedziesz na cmentarz albo na lotnisko”
i wybrał wyjazd do Argentyny. Władzę przejął generał René Barrientos Ortuño, który zacieśnił współpracę z USA i ściągnął licznych amerykańskich doradców wojskowych. Nowy prezydent był przez CIA uważany za człowieka, który mógł powtrzymać lewicowe ruchy w Boliwii. Coup d'état nie wpłynął na kooperację z Barbie, który realizował w tym czasie zadania dla departamentu zajmującego się kontrwywiadem i ściganiem opozycji politycznej.
Fachowiec tej klasy nie pozostawał długo bez zajęcia. Szybko znalazł wspólny język z boliwijskimi władzami. Administracja ówczesnego prezydenta Víctora Paz Estenssoro zaczęła korzystać z jego usług – został nieformalnym konsultantem do spraw bezpieczeństwa.
Sam Barbie został człowiekiem sukcesu – zaczął rozkręcać swoją biznesową działalność. Pomocy udzielił mu Frederich Schwend, dawny esesman, magik od finansów. Razem stworzyli spedycyjną firmę Transmaritania, do zarządu której doprosili wpływowych członków boliwijskiego rządu i armii. Przedsiębiorstwo, które zajmowało się sprzedażą wszelkich towarów konsumpcyjnych, wkrótce zajęło się także przewozem broni, a ostatecznie nawet pasty kokainowej. Barbie i Schwenda współpracowali nawet z legendarnym komandosem SS Otto Skorzennym, który zasłynął między innymi misją odbicia Mussoliniego, a po wojnie zajmował się „doradztwem” w zakresie bezpieczeństwa.
Solą w oku rządu Boliwii oraz oraz współpracującej z nią CIA był Ernesto Che Guevara, który w 1966 r. przedostał się w tajemnicy do kraju i rozpoczął przygotowania do zbrojnej rewolty. Według poszlak Barbie brał udział w operacji mającej na celu polowanie na Che. Miał spotkać się z majorem Ralphem W. Sheltonem, Zielonym Beretem, wysłanym do Boliwii jako „konsultant” do spraw walki z terroryzmem. Sam Amerykanin opowiadał po latach:
„rząd boliwijski chciał się pozbyć Guevary i poprosił o pomoc, której chętnie udzieliliśmy. Ten gość może być dziś sławny, ale faktem jest, że zabił wielu niewinnych ludzi. Chętnie pomogliśmy się go pozbyć”.
W październiku 1967 r. Che został otoczony przez oddział kilkuset żołnierzy i zabity.
Faworyt Amerykanów, generał Barrientos zginął w katastrofie lotniczej w 1969 r. Jego następcą na prezydenckim fotelu został generał Juan José Torres. Problem polegał na tym, że w oczach części armii zaczął on prowadzić zbyt lewicową politykę. Dokonano kolejnego zamachu stanu, którego beneficjentem został generał Hugo Banzer Suárez, Tym razem Barbie brał aktywy udział w przygotowaniu przewrotu. W zamian za to został mianowany pułkownikiem oraz doradcą boliwijskiego MON oraz MSW. Pomagał między innymi wypracowywać założenia nowej represyjnej polityki realizowanej przez wojsko. Prowadził także szkolenia z zakresy technik przesłuchań.
Koka nostra
Nowy prezydent Banzer był wspierany nie tylko przez CIA i amerykańską administrację, ale także przez przedsiębiorców. Jednym z jego stronników był Roberto Suárez Gómez, potentat w hodowli bydła, który jednak zdobył przydomek nawiązujący do kluczowej gałęzi jego biznesowego imperium. Był on powszechnie znany jako „Król Kokainy” bądź „El Padrino” („Ojciec Chrzestny”). Kiedy na początku lat 70 kokaina wkroczyła na rynek w USA, Suárez zaczął na masową skalę produkować pastę kokainową, kupił małą flotę lotniczą i rozkręcił eksport do Kolumbii. Jego głównym partnerem i odbiorą był kartel Medellín, którego twórcą i najbardziej prominentnym członkiem był Pablo Escobar.
Narkobiznes działał z błogosławieństwem boliwijskich wojskowych, którzy dostrzegli okazję do zarobku.
Transmaritania, wspomniana firma Babiego, także weszła w kokainowy biznes. Dawny esesman zasilił grupę najemników działających na rzecz „Króla”. Miał sformować elitarną jednostkę do brudnej roboty, w skład której wchodzili, bez zaskoczenia, dawni oficerowie SS oraz prawicowi najemnicy i terroryści z Europy. Los Novios de la Muerte(Kochankowie Śmierci) służyli jako osobista ochrona „Króla” oraz narzędzie porachunków z konkurencyjnymi kartelami. Mimo, że ta prywatna armia nie liczyła więcej niż 25 osób, to jednak budziła przerażenie swoją brutalnością i ponurą sławą otaczającą dawnych nazistów.
Cały narkobiznes działał z błogosławieństwem boliwijskich wojskowych, którzy dostrzegli okazję do zarobku. Jak oceniał jeden z agentów amerykańskiej DEA (Drug Enforcement Administration):
„Boliwijscy wojskowi zaczęli eksportować kokainę i jej półprodukty tak, jakby to był legalny towar”.
W ciągu kilku lat produkcja skoczyła trzykrotnie. Między 1978-1980 Boliwia, pod wpływem czynników wewnętrznych oraz nacisku USA, starała się wprowadzać demokratyczne reformy. Starania te przerwał, przeprowadzony w 1980 r., „kokainowy przewrót”. W jego wyniku Luis García Meza Tejada krwawo rozprawił się z opozycją polityczną.
Cały przewrót był sponsorowany narkodolarami. Spiskowcy w momencie przygotowań wycenili koszty przeprowadzenia operacji na 5 milionów dolarów. Szacuje się, że „Król” zarabiał w najlepszych latach 400 milionów rocznie. Kupienie sobie przychylnego rządu było dla niego drobnym wydatkiem, zwłaszcza, że wszystko miało się zwrócić w zyskach biznesowych. Ministrem spraw wewnętrznych nowego rządu został pułkownik Luis Arce Gomez, prywatnie kuzyn „Króla”. Nowy szef MSW w niedługim czasie dorobił się pseudonimu „Minister do spraw Kokainy”. I to bynajmniej nie dlatego, że zwalczał jej produkcję i przemyt.
Barbie maczał swoje palce w przygotowaniu „kokainowego przewrotu”. Był jednym z łączników miedzy wojskowymi a „Królem”. Los Novios de la Muerte stanowili szpicę uderzeniową, która w dniu zamachu stanu uderzyła na lokale opozycji. Dla Barbiego liczyły się interesy, jednak to nie była jego jedyna motywacja. Po prostu – przez całe życie był zwolennikiem państwa faszystowskiego. Na kolacji z udziałem „Króla Kokainy” tłumaczył:
„Wy, Boliwijczycy, nie jesteście gotowi do życia w demokracji. Potrzebujecie autorytarnego rządu”.
Zgodnie z tym przekonaniem, wspierał wprowadzanie w Boliwii rządów terroru, napędzanych narkodolarami.
Powrót do Lyonu
„Kokainowy przewrót” i następujące po nim rządy terroru spotkały się z potępieniem opinii międzynarodowej. To było za dużo nawet dla Amerykanów, którzy nie byli w stanie zaakceptować krwawego prześladowania opozycji politycznej i rozkręcania eksportu kokainy. Dyktator został zmuszony do odejścia. Uciekł za granicę, został jednak skazany zaocznie na 30 lat, a w 1995 r. ściągnięty do kraju. Jego bliski współpracownik pułkownik Luis Arce Gomez, minister spraw wewnętrznych i kuzyn „Króla”, trafił ostatecznie do USA, gdzie skazano go za handel narkotykami.
Los Novios de la Muerte (Kochankowie Śmierci) służyli jako osobista ochrona „Króla” oraz narzędzie porachunków z konkurencyjnymi kartelami. Mimo, że ta prywatna armia nie liczyła więcej niż 25 osób, to jednak budziła przerażenie swoją brutalnością i ponurą sławą otaczającą dawnych nazistów.
Nowy rząd boliwijski zwinął parasol ochronny rozpostarty nad Barbiem, który zaczął obawiać się o swoją wolność, a nawet życie. Złym zwiastunem było wydalenie do Włoch jednego z członków Los Novios de la Muerte. Pierluigi Pagliai, 28-letni prawicowy terrorysta, oskarżany o zorganizowanie krwawego zamachu w Bolonii, został wydany władzom Rzymu. W operacji maczało palce amerykańska DEA (Drug Enforcement Administration). Barbie obawiał się, że może być następny w kolejce. I rzeczywiście, w 1983 r. został aresztowany w związku z nieprawidłowościami finansowymi, następnie przekazany w ręce Francuzów, od lat ścigających go za zbrodnie popełnione w czasie II wojny światowej.
Umieszczono go w więzieniu w Lyonie, do którego sam kilkadziesiąt lat wcześniej wysyłał ludzi. W 1987 r. został skazany na dożywocie, zmarł w 1991 r. Po aresztowaniu, jeden z dziennikarzy miał go spytać, czy czegoś w swoim życiu żałuje.
„Nie, osobiście, nie. Jeżeli popełniłem jakieś błędy, to trudno. Ale człowiek musi czymś się zajmować, no nie?”
– odpowiedział.
