Umocniona w pełni w okresie stalinowskim władza poczuła się wystarczająco silna w latach pięćdziesiątych. Po kolejnym fałszerstwie na poziomie ogólnokrajowym (tzw. „wybory do sejmu PRL” w październiku 1952 r.) przeprowadzono w grudniu 1954 r. wspomnianą procedurę, pozorującą akcję wyborczą. Dodajmy, że ważnym elementem zmian była także formalna likwidacja gmin wiejskich i zastąpienie ich (aż do końca 1972 r.) przez (znacznie mniejsze i słabsze ekonomicznie) gromady jako jednostki administracyjne.
Wyróżniał się radny Jan Kujawa, podnoszący zarzut zarówno złej pracy prezydium, jak i sam model ich powołania, czyli wspomniane „przywiezienie w teczce”.
Rady – gromadzkie, miejskie, powiatowe i wojewódzkie – były całkowicie kontrolowane przez PZPR oraz jej sojuszników i realizowały politykę wyznaczaną przez stalinowską partię rządzącą. Jesienią 1956 r. rady na poziomie lokalnym odegrały dość aktywną rolę w zmianie politycznej, związanej z odejściem od stalinizmu, ale pozostały nadal pod pełną kontrolą komunistów. Na przykładzie niewielkiego powiatu nidzickiego, położonego w południowej części ówczesnego województwa olsztyńskiego, przedstawię kilka charakterystycznych aspektów tej pseudowyborczej procedury, która w pełni potwierdzała, że PRL po październikowym przełomie 1956 r. czy wcześniej odwilży politycznej, pomimo szeregu pozytywnych zmian – np. zmniejszenia zakresu represji czy nieco większej swobody gospodarczej – nadal pozostała krajem całkowicie niedemokratycznym. Także na poziomie lokalnym, gromad, miast i powiatów.
„Radni byli jak manekiny, tylko do podnoszenia ręki”
Wstępem do kampanii „wyborczej” do rad były sprawozdania Frontu Jedności Narodu na ostatnich sesjach rad, przeprowadzane pod koniec 1957 r., na których władze wykazywały większą szczerość w informowaniu o niepowodzeniach niż w poprzednich latach.
Na sesji nidzickiej MRN w sprawozdaniu przyznano nawet, że znaczna część obietnic z grudnia 1954 r. nie została zrealizowana. Dodać należy, że aktywność wielu radnych w ostatnim okresie kadencji była bardzo mała. Przykładowo na sesji Powiatowej Rady Narodowej w październiku 1957 r., w której wziął udział poseł na sejm PRL Antoni Włodarski, z 55 radnych obecnych było tylko 22. Ostatnia sesja Powiatowej Rady Narodowej w kadencji zapoczątkowanej w 1954 r. odbyła się 4 grudnia 1957 r. Tym razem przybyło 36 radnych, a jako goście dwaj urzędnicy z Olsztyna (zastępca przewodniczącego oraz szef Wydziału Kadr Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej).
Była to oczywista brednia, gdyż potrzeba było uczciwych wyborów, a nie wskazania przez KW PZPR czy Wydział Kadr PWRN, które nie miały większego pojęcia, jakie były potrzeby powiatu nidzickiego.
Ustalili oni m.in. liczebność rad gromadzkich w związku z zaplanowanymi na luty 1958 r. „wyborami” – gromady: Dobrzyń – 16; Dziurdziewo – 15; Gardyny – 15; Jagarzewo – 15; Janowiec Kościelny – 15; Jabłonka - 15; Janowo – 20; Kozłowo – 15; Kot – 15; Kanigowo – 15; Łysakowo – 15; Magdaleniec – 15; Nowa Wieś – 15; Napiwoda – 15; Powierż – 15; Pielgrzymowo – 15; Róg – 15; Szkotowo – 15; Szczepkowo Borowe – 15; Waplewo - 15. Na posiedzeniu wybrano również skład Miejskiej Komisji Wyborczej w Nidzicy, w składzie: przewodniczący - Jerzy Przybysz, PZPR, wiceprezes PZGS; zastępca przew. - Bogdan Życki, ZSL, pracownik PZU; sekretarz - Sobolewski Karol, bezpartyjny, kierownik techniczny PPRB; członkowie: Nogajewski Edmund, bezpartyjny, kierownik Wydz. Finansowego PPRN; Arceusz Jan, bezpartyjny, zastępca dyr. MPGK; Garbowski Stefan, bezpartyjny, zastępca kierownika PZU; Jaworski Jerzy, PZPR, kierownik PUPiK „Ruch”; Uzdowski Leon, bezpartyjny, rolnik; Osoliński Franciszek, bezpartyjny, robotnik MPGK.
Przy okazji tego posiedzenia odbyła się także dość ciekawa dyskusja. Dotychczasowy I sekretarz KP PZPR Marian Chajduś – przenoszony właśnie do administracji powiatowej - w pożegnalnym wystąpieniu bardzo brutalnie zaatakował przeciwników komunistycznej władzy, wzywając:
„męty społeczne wyrugować”.
Kłamliwie zapewnił, że kończące kadencję władze „nie pracowały źle”, a
„PZPR i ZSL nie wprowadzają dyktatury”.
Była to reakcja stalinowskiego polityka na szczere wystąpienia niektórych radnych, w tym Łucji Jadanowskiej, która otwarcie określiła mijającą kadencję PRN, jako anemiczną i barwnie, ale słusznie dodała:
„przez całą kadencję, to radni byli jak manekiny, tylko do podnoszenia ręki”.
Taką ocenę poparli też otwarcie niektórzy inni radni, apelujący aby nowa rada nie była już tak bezwolna, wykonująca wyłącznie polecenia instruktora z Komitetu Powiatowego PZPR. Taka szczerość wzbudziła wściekłość komunistów, podobnie jak kilka głosów protestujących przeciwko planom „przywiezienia w teczce” nowego szefa PPRN.
„Przywożenie w teczce”
I sekretarz KP PZPR nie zgodził się z krytycznymi uwagami, bardzo otwarcie wyraził także poparcie dla władz wojewódzkich, które zupełnie nie liczyły się z interesami lokalnych społeczności i tradycyjnie narzucały kandydatów na ważne stanowiska, często ludzi zupełnie obcych w danym środowisku. Oznaczało to zapowiedź, że nowym szefem władz powiatowych zostanie taki właśnie przywieziony „w teczce”. Marian Chajduś otwarcie powiedział:
„ci co krzyczą o przywożeniu przewodniczącego w teczce nie mają racji, bo na odpowiedzialne stanowisko potrzeba takich przywiezionych”.
Była to oczywista brednia, gdyż potrzeba było uczciwych wyborów, a nie wskazania przez KW PZPR czy Wydział Kadr PWRN, które nie miały większego pojęcia, jakie były potrzeby powiatu nidzickiego. Bardzo ciekawym elementem ostatniej sesji PRN, związanym z ostrym wystąpieniem Chajdusia, była rezygnacja dotychczasowych członków PPRN: przewodniczącego P. Hasiuka oraz S. Golby i A. Modlińskiego z zajmowanych dotychczas stanowisk zastępców przewodniczącego PPRN, a Wenancjusza Maćkowiaka z członka Prezydium.
Do krytycznych uwag przyłączył się także goszczący na otwartej sesji rady miejscowy duchowny ewangelicki, ks. J. Otello, który upomniał się o krzywdę autochtonów.
Cała akcja wzbudziła niezadowolenie niektórych radnych. Jedni bronili dotychczasowej ekipy rządzącej, inni krytykowali. Wśród tych ostatnich głosów wyróżniał się radny Jan Kujawa, podnoszący zarzut zarówno złej pracy prezydium, jak i sam model ich powołania, czyli wspomniane „przywiezienie w teczce”. Przede wszystkim jednak podniósł zarzut, miejscowi działacze PZPR i ZSL postępowali „po dyktatorsku”.
Do krytycznych uwag przyłączył się także goszczący na otwartej sesji rady miejscowy duchowny ewangelicki, ks. J. Otello, który upomniał się o krzywdę autochtonów, przypominając, że opieka nad rdzenną ludnością była bardzo zła. Zarzucił władzom, że szczególnie zabrakło troski nad ludnością ubogą. Także inni radni poruszyli problemy społeczne, w tym zaniedbania w opiece nad młodzieżą. Po dość burzliwej dyskusji radni przyjęli rezygnację dotychczasowego Prezydium PRN, czyli ówczesnego organu wykonawczego, faktycznej władzy administracyjnej szczebla powiatowego (od 1950 r., gdy zlikwidowano urzędy starostów). Radny Witold Załęski w związku z tym nagłym wakatem zgłosił na nowego przewodniczącego powiatowego Prezydium Władysława Korzeniowskiego, także działacza PZPR ze stażem w ruchu komunistycznym jeszcze z okresu PPR, co radni zaakceptowali. Na zastępcę rada wybrała Eugeniusza Włodzimirowa, na sekretarza Kazimierza Lewandowskiego, na członków Czesława Saję, Henryka Wojnacha, Waldemara Angryka, Ignacego Komorowskiego i Leopolda Wierzbickiego. W uzasadnieniu całej zmiany władz powiatu, w protokole sesji PRN odnotowano:
„doszło w pracach PPRN oraz prezydiów gromadzkich rad do sporego bałaganu, szczególnie tam gdzie członkowie prezydiów nie starali się kandydować. Pijani do pracy chodzili, ale także stosowali ulgi nadmierne i w ogóle sporo rzeczy załatwiali, kombinacje różne”.
Podkreślić należy, że ze zmianą prezydium nie odczekano nawet do samego dnia „wyborów”.
Pozoracja demokracji
W „wyborach” 5 lutego 1958 r. wyłaniano 50 radnych do PRN, 30 radnych MRN w Nidzicy oraz 323 radnych do 21 Gromadzkich Rad Narodowych. W ramach kampanii przygotowawczej do „wyborów” władze przeprowadziły nasilone działania propagandowe, w tym 136 spotkań kandydatów na radnych z wyborcami.
W rzeczywistości brak kontroli wyborów przez niezależne od PZPR struktury nie pozwala uwierzyć, że nie było oszustw podczas „wyborów”.
Przedstawiciele władz przyznali, że podczas tych akcji mieszkańcy bardzo krytycznie ocenili mijającą kadencję rad. Dopominali się na nich o nowe szkoły, elektryfikację i inne istotne działania zmierzające do poprawy warunków życia. Apelowano także o nasilenie walki z chuligaństwem i pijaństwem. Krytykowano także władze za brak zakończenia działań związanych z klasyfikacją podatkową gruntów oraz powolność w akcji uwłaszczeniowej, gdyż część gospodarstw nie miało jeszcze uregulowanego statusu.
W powiecie było 17135 uprawnionych do głosowania. Utworzono 68 okręgów wyborczych dla gromad oraz 24 obwody wyborcze, w tym jeden zamknięty w szpitalu. Powołano także 26 komisji wyborczych. Przewodniczącym powiatowej komisji wyborczej został Jan Jankiewicz. Do rad wszystkich szczebli w powiecie kandydowało 579 osób, wybranych zaś zostało 406, w tym 3 do WRN, 50 do PRN, 30 do MRN oraz 323 do GrRN. Według oficjalnych danych głosować miało 89,5% uprawnionych, z tego 99% miało rzekomo zagłosować na listę kandydatów Frontu Jedności Narodowej.
Mieszkańcy mogli głosować tylko na listę całkowicie kontrolowanego przez PZPR Frontu Jedności Narodowej albo oddać głosy nieważne.
W rzeczywistości brak kontroli wyborów przez niezależne od PZPR struktury nie pozwala uwierzyć, że nie było oszustw podczas „wyborów”. Przypomnijmy także, że mieszkańcy mogli głosować tylko na listę całkowicie kontrolowanego przez PZPR Frontu Jedności Narodowej albo oddać głosy nieważne. Ta sytuacja, czyli brak demokracji, a także zła sytuacja ekonomiczna, budziła niezadowolenie wielu osób i powodowała, że w rzeczywistości kampania wyborcza odbywała się w skomplikowanych warunkach. Kilkanaście miesięcy po październiku 1956 r. wielu ludzi było bardzo rozczarowanych.
Opór
Zatrzymanie dalszych reform gospodarczych, zastopowanie demokratyzacji, nierozliczenie zbrodniarzy stalinowskich wystarczało, aby uznać, że system komunistyczny, chociaż zmieniony, trwał w PRL nadal. Władze rejestrowały szereg wystąpień, potwierdzających rozczarowanie mieszkańców powiatu. Zamieszkały w Nidzicy były dowódca Narodowych Sił Zbrojnych z pow. mławskiego Czesław Szczepkowski, którego po wojnie skazano na 12 lat, z których siedem spędził w więzieniu, latem 1957 r. w gronie znajomych mówił:
„Październik nie przyniósł nam pożądanych rezultatów, ponieważ demokracja zatrzymała się w pół drogi”.
Pod koniec 1957 r. jeden z pracowników Spółdzielni „Mazur” z Nidzicy stwierdził:
„Gomułka poszedł w stronę Rosji i obecnie tak samo się robi jak za Bieruta”.
Niestety pod wieloma względami była to prawda. Na szczęście były także korzystne różnice, m.in. w nowej polityce PZPR wobec Kościoła oraz wsi. Wspomniana wyżej sprawa wypowiedzi byłego żołnierza NSZ wiązała się w powszechną także po październiku 1956 r. inwigilacją żołnierzy podziemia niepodległościowego, których zwolniono z więzienia. Wśród inwigilowanych przez nidzicką SB byłych więźniów politycznych był np. Michał Baran. Śledzono też Mariana Rymarza, zamieszkałego w Gołębiewie, pracownika Zespołu PGR Kozłowo. Do 1945 r. był żołnierzem AK w Wilnie, a po wojnie pracował w nidzickim Starostwie, gdzie za zniszczenie portretów komunistycznych dygnitarzy, w tym Stalina, oraz zabranie map sztabowych został aresztowany i osadzony na 7 lat w więzieniu. Zwolniony dzięki amnestii w 1956 r.
Służba Bezpieczeństwa nadal także kontynuowała niektóre sprawy z okresu stalinowskiego, nawet z lat czterdziestych, jak np. śledztwo w sprawie T. Pietrzykowskiego, byłego żołnierza AK, a później oddziału antykomunistycznej konspiracji w powiecie, któremu przypisywano zastrzelenie kapitana Armii Czerwonej w 1946 r. Śledzono też kilka osób podejrzanych o powojenną aktywność w Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”. Większość żołnierzy podziemia niepodległościowego nie tylko nie zmieniła swoich przekonań, ale po stalinowskiej dekadzie była umocniona w niechęci do ZSRS i systemu komunistycznego. Korzystając z liberalizacji, odważniej wypowiadali swoje krytyczne uwagi, m.in. przy okazji „wyborów” w 1957 r. i tych do rad narodowych z lutego 1958 r. Władze były wyraźnie zaniepokojone zaktywizowaniem się środowisk akowskich czy peeselowskich. Należy jednak dodać, że osoby w przeszłości związane z działalnością niepodległościową czy aktywnością w niezależnym ruchu ludowym znacznie odważniej po 1956 r. wyrażały swoje zdanie. Spotykały się np. na zebraniach towarzyskich, a bezpieka mogła co najwyżej podsłuchiwać. Nie miała zgody na masowe represje za taką „małą opozycję”.
Wielu mieszkańców skrytykowało procedurę wyłaniania radnych, komentując całą sytuację jako manipulację ze strony PZPR. Jednak władza nad „urnami” w 1958 r. była nadal w rękach tej partii, więc „wygrała”.
Swoistą formą tej quasi opozycyjnej aktywności była wiosną 1957 r. ostatecznie nieudana próba utworzenia w Nidzicy „klubu młodej inteligencji”. Jesienią 1957 r., w związku z „wyborami” do rad, w gromadzie Janowo powstał grupa określona jako „Cichy Komitet Gromadzki” z udziałem Izydora Miecznikowskiego ze wsi Smolany. Ten zamożny rolnik (ponad 30 ha) przed wojną był działaczem Stronnictwa Narodowego, wyróżniał się też bardzo dobrym wykształceniem rolniczym. Wśród aktywistów tego środowiska były także inne osoby związane w przeszłości z konspiracją niepodległościową, z AK i WiN oraz z niezależnym ruchem ludowym. Grupa ta agitowała, aby w wyborach do rad wybrano ludzi rzeczywiście posiadających kwalifikacje oraz nie związanych z komunistyczną ideologią. Akcja ta nie powiodła się i PZPR, wspierana przez SB, zablokowała umieszczenie tych działaczy na listach FJN.
Także w gromadzie Kozłowo grupa mieszkańców podjęła próbę wzięcia udziału w staraniach o demokratyczne wybory do rad. Byli to Henryk Chmielewski z Zabłocia oraz mieszkańcy Kozłowa - Hieronim Zalewski, Franciszek Januszkiewicz, Ignacy Zwoliński i Stanisław Panek. Byli oni mocno związani z parafią w Kozłowie. Blisko z tą grupą związany był kierownik szkoły w Kozłowie, wspomniany już J. Karasiński z ZSL. Należy dodać, że w wielu miejscowościach powiatu działacze zeteselowcy prowadzili wówczas podobną politykę, jak rok wcześniej, czyli promowali swoich członków oraz osoby bezpartyjne, a faktycznie zwalczali PZPR. To niechętne wobec komunistycznej partii nastawienie było bardzo powszechne. Wielu mieszkańców skrytykowało procedurę wyłaniania radnych, komentując całą sytuację jako manipulację ze strony PZPR. Jednak władza nad „urnami” w 1958 r. była nadal w rękach tej partii, więc „wygrała”. Przez kolejne 30 lat sytuacja była bardzo podobna. Ostatnie oszukańcze „wybory” do rad narodowych odbyły się 19 czerwca 1988 roku, a na prawdziwe wybory lokalne trzeba było czekać aż do 27 maja 1990 roku.
