Dzisiejszy nowoczesny przemysł, najnowszej generacji technologie, choćby te skupione wokół podkarpackiej (umownie) „Doliny Lotniczej”, profesjonalna współpraca z uczelniami, instytutami naukowymi, jednostkami badawczymi – nie pojawiły się z niczego.
W głównej mierze stanowią pokłosie inicjatyw, doświadczeń, ale też praktycznych sukcesów Polski przedwojennej, a przede wszystkim państwowej konsekwentnej strategii inwestycyjnej realizowanej pod nazwą COP.
Wszystko zaczęło się w czerwcu 1936 r., kiedy wicepremier i minister skarbu Eugeniusz Kwiatkowski przedstawił w sejmie śmiały, czteroletni plan inwestycyjny. Ideą było rozkręcenie pokryzysowej gospodarki – poprzez rozbudowę przemysłu przetwórczego i rozszerzenie rynku wewnętrznego – ale jeszcze bardziej wzmocnienie obronności państwa.
Wszystko zaczęło się w czerwcu 1936 r., kiedy wicepremier i minister skarbu Eugeniusz Kwiatkowski przedstawił w sejmie śmiały, czteroletni plan inwestycyjny. Ideą było rozkręcenie pokryzysowej gospodarki – poprzez rozbudowę przemysłu przetwórczego i rozszerzenie rynku wewnętrznego – ale jeszcze bardziej wzmocnienie obronności państwa. Gwałtowne, w latach 30. już nieukrywane, zbrojenia niemieckie i sowieckie sprawiały, że rozwój nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego stawał się dla Polski priorytetem. Modernizację uzbrojenia i wyposażenia wojska zamierzano oprzeć na krajowych fabrykach broni i sprzętu wojskowego, tworzonych w ramach specjalnego, sześcioletniego planu wzmocnienia polskich sił zbrojnych, który został zestawiony w Ministerstwie Spraw Wojskowych i Sztabie Generalnym WP. Tym samym reaktywowano sformułowaną w latach 20. koncepcję ośrodka przemysłu wojskowego zlokalizowanego między Wisłą a Sanem (w tzw. trójkącie bezpieczeństwa).
Życiorys Kwiatkowskiego jest imponujący; studiował na Politechnice Lwowskiej i w Królewskiej Bawarskiej Technicznej Szkole Wyższej w Monachium, gdzie otrzymał dyplom inżynierski. W czasie I wojny światowej służył w Legionach Polskich, a potem konspirował w Polskiej Organizacji Wojskowej.
Plan ten został zahamowany przez światowy kryzys gospodarczy, który rozpoczął się w 1929 r., a w naszym kraju trwał ponad 5 lat. W pół roku po exposé wicepremiera, sejm zatwierdził 4 lutego 1937 r. dopracowany przez Kwiatkowskiego plan i dał zielone światło idei Centralnego Okręgu Przemysłowego. Koszt ogólny inwestycji oszacowano na niebagatelną kwotę ponad 6 mld zł; składały się nań środki z budżetu państwa, inwestycje prywatne oraz francuska pożyczka zbrojeniowa.
Szczegóły strategii rozbudowy przemysłu zbrojeniowego na terenie COP przygotował zespół doc. Władysława Kosieradzkiego, ekonomisty z Uniwersytetu Warszawskiego oraz jego brata Pawła, inżyniera w Fabryce Karabinów w Warszawie, a po wojnie profesora nauk technicznych. Natomiast twórcą ogólnej koncepcji Centralnego Okręgu Przemysłowego, liderem i twarzą tej inwestycji był wicepremier Kwiatkowski, menedżer i polityk, wizjoner, twórca programu gospodarczego II RP.
Charakter i sposób istnienia
Eugeniusz Kwiatkowski „to charakter i sposób istnienia”, jak określił wicepremiera Stefan Bratkowski. Życiorys Kwiatkowskiego jest imponujący; studiował na Politechnice Lwowskiej i w Królewskiej Bawarskiej Technicznej Szkole Wyższej w Monachium, gdzie otrzymał dyplom inżynierski. W czasie I wojny światowej służył w Legionach Polskich, a potem konspirował w Polskiej Organizacji Wojskowej.
W 1934 r., w 8 lat po otrzymaniu praw miejskich, Gdynia stała się największym pod względem wielkości przeładunków portem na Bałtyku, a zarazem najnowocześniejszym w Europie. Kwiatkowski skutecznie nadzorował rozbudowę polskiej floty handlowej; powołał Żeglugę Polską SA.
W niepodległej Rzeczypospolitej, jako docent Politechniki Warszawskiej, wraz z profesorem, a następnie prezydentem Ignacym Mościckim, rozwijał zakłady azotowe w Królewskiej Hucie (Chorzowie) i Tarnowie. Dzierżył tekę ministra przemysłu i handlu (m.in. w rządzie Józefa Piłsudskiego) oraz ministra skarbu, a od 1935 r. był wicepremierem w dwóch ostatnich gabinetach II RP. Eugeniusz Kwiatkowski to również autor koncepcji rozwoju handlu morskiego oraz budowniczy (obok inż. Tadeusza Wendy) portu w Gdyni, polskiego okna na świat. W 1934 r., w 8 lat po otrzymaniu praw miejskich, Gdynia stała się największym pod względem wielkości przeładunków portem na Bałtyku, a zarazem najnowocześniejszym w Europie. Kwiatkowski skutecznie nadzorował rozbudowę polskiej floty handlowej; powołał Żeglugę Polską SA. Według rodziny i współpracowników
„nigdy [się] nie wahał. Zawsze był pośród tych, którym marzyła się Polska silna, sprawiedliwa, zasobna; i którzy pracowali nad urzeczywistnieniem marzeń”.
Córka Ewa wspominała, że ojciec,
„racjonalista, pragmatyk z wyboru i usposobienia, uważał, że jeżeli można cokolwiek pożytecznego zrobić, to należy to zrobić bez oglądania się na osobiste emocje”.
To również człowiek bezkompromisowy.
„Umiem zrobić jajecznicę z jajek, ale nie umiem zrobić jajek z jajecznicy”
– stwierdził, odrzucając w 1957 r. propozycję objęcia ministerstwa przemysłu chemicznego. Wyprzedzał swoją epokę. Już w latach 20. minionego stulecia Kwiatkowski stawiał na komunikację za pomocą nowoczesnych mediów; był zwolennikiem radia, które pozwalało na propagowanie idei gospodarczych pośród szerokich kręgów społeczeństwa.
Kiedy w 1930 r. Kwiatkowski na krótko odszedł od polityki, Aleksander Prystor, jego następca na stanowisku ministra przemysłu i handlu, zaufany marsz. Piłsudskiego, podkreślił w swoim wystąpieniu inauguracyjnym:
„Trudność polega na tym, że przychodzę w okresie złej koniunktury gospodarczej i przychodzę po ministrze Kwiatkowskim, który pracę tego ministerstwa podniósł do wyżyn, na jakich ono nie stało w odrodzonej Polsce, a może i poza jej granicami”.
Możliwość realizacji planu COP Kwiatkowski zawdzięczał prezydentowi Mościckiemu, który podczas wręczenia nominacji premierowi Felicjanowi Sławojowi Składkowskiemu oświadczył:
„Sprawy ekonomiczne prowadzi od śmierci Komendanta pan Kwiatkowski, do którego mam zupełne zaufanie. Będzie pomagał panu jako wicepremier gospodarczy i przewodniczący Komitetu Ekonomicznego Ministrów”.
Między Śląskiem a Kresami
Centralny Okręg Przemysłowy zaplanowano jako zaplecze energetyczne, surowcowe, techniczne i aprowizacyjne dla armii. Za lokalizacją COP w widłach Wisły, Dunajca i Sanu przemawiały trzy główne argumenty: strategiczny (oparty na nieco iluzorycznym oddaleniu od agresywnych sąsiadów – III Rzeszy i Związku Sowieckiego); demograficzno-społeczny (poprzez rozładowanie problemu przeludnienia agrarnego, zmniejszenie bezrobocia oraz złagodzenie nastrojów po strajkach chłopskich); ekonomiczny (stworzenie pomostu pomiędzy terenami rozwiniętymi gospodarczo, na przykład Śląskiem, a zacofanymi pod tym względem Kresami).
Za lokalizacją COP w widłach Wisły, Dunajca i Sanu przemawiały trzy główne argumenty: strategiczny (oparty na nieco iluzorycznym oddaleniu od agresywnych sąsiadów); demograficzno-społeczny (poprzez rozładowanie problemu przeludnienia agrarnego, zmniejszenie bezrobocia); ekonomiczny (stworzenie pomostu pomiędzy terenami rozwiniętymi gospodarczo, a Kresami).
Położenie COP dawało też możliwość eksploatacji miejscowych surowców (kamienia, glin ceramicznych, rud żelaza i fosforytów), wykorzystania zasobów energetycznych (bliskość źródeł ropy naftowej i gazu oraz siłowni wodnych), rezerw siły roboczej, a przy okazji rozbudowy komunikacji lądowej i wodnej. Administracyjnie COP oparto na styku czterech województw: kieleckiego, krakowskiego, lubelskiego i lwowskiego. Obejmował 46 głównie rolniczych powiatów, które stanowiły ponad 15 proc. powierzchni Polski (w tym dawne zagłębia przemysłowe: staropolskie i hrubieszowskie). Obszar COP w 1938 r. zamieszkiwało blisko 6 mln osób; w większości z ubogich, przeludnionych wsi, gdzie prawie połowa gospodarstw miała od pół do 2 ha, a ukryte bezrobocie oceniano na ponad pół miliona osób.
Centralny Okręg Przemysłowy podzielony został na regiony z określonymi zadaniami: a) region kielecki – surowcowy; b) lubelski – aprowizacyjny; c) sandomiersko-rzeszowski – przetwórczy (przemysł maszynowy, w tym zbrojeniowy). Zachętę do inwestowania stanowił system ulg, który pozwalał na odliczenie od dochodów osób fizycznych i prawnych kosztów gruntów, budynków oraz zakupu maszyn i urządzeń. Ponadto nowo wznoszone obiekty uzyskiwały na 15 lat zwolnienie z podatków i danin publicznych.
W ramach COP, w praktycznie pozbawionym przemysłu regionie (w 1931 r. z pracy w przemyśle utrzymywało się ok. 25 proc. ogółu zatrudnionych w województwie kieleckim i tylko niespełna 12 proc. w lwowskim), powstało 51 nowoczesnych fabryk, opartych „na polskiej myśli technicznej, na polskich technologiach”, a ponad 50 zmodernizowano.
Realizację programu COP rozpoczęto wczesną wiosną 1937 r., a planowano zakończyć w 1941 r. Po uruchomieniu wszystkich nowych fabryk Polska od 1942 r. miała być samowystarczalna w zakresie produkcji uzbrojenia i amunicji. Zaplecze naukowe polityki gospodarczo-inwestycyjnej Kwiatkowskiego zapewniały Politechnika Warszawska, Politechnika Lwowska, Akademia Górnicza w Krakowie i pozostająca poza granicami Politechnika Gdańska. Ich mury opuszczali inżynierowie z wieloma patentami międzynarodowymi.
Kwiatkowski, również inżynier, członek Polskiej Akademii Technicznej, starał się wdrażać najnowsze – „innowacyjne” – rozwiązania technologiczne w nowych i modernizowanych fabrykach. Zastosowano je między innymi przy budowie szybów kopalnianych, wielkich pieców hutniczych, walcowni projektu inż. Tadeusza Sędzimira, turbin parowych dla celów energetycznych, sieci elektrycznych, tworzyw sztucznych, farmaceutyków, nowoczesnych wrzecion w przemyśle włókienniczym, konstrukcji skrzyniowo-żelbetowych w budownictwie, a także w przemyśle lotniczym (samolotach projektowanych przez Ryszarda Bartla, Stanisława Cywińskiego, Zygmunta Puławskiego, Stanisława Rogalskiego i Jerzego Rudnickiego) oraz w różnym sprzęcie wojskowym.
Wola narodu
Jednym z największych copowskich przedsięwzięć był kombinat w Stalowej Woli, pod którego budowę zakupiono 600 ha terenu. Już w 1938 r., w iście sprinterskim tempie, uruchomiono tam produkcję nowoczesnej broni artyleryjskiej, maszyn rolniczych oraz stali szlachetnej (po raz pierwszy w Europie zastosowano gaz ziemny jako paliwo w piecach martenowskich). Jak odnotował Melchior Wańkowicz, produkowano
„stale o najwyższych wymaganiach, obsługujące różnorakie potrzeby – od spinki do samochodu. […] Tę stal będą otrzymywać wszystkie zakłady w COP-ie i w całej Polsce”.
Sztandarowa inwestycja COP rozpoczęła się 20 marca 1937 r., kiedy to w lasach otaczających wieś Pławo nad Sanem (pomiędzy Niskiem a Rozwadowem) uroczyście ścięto pierwszą sosnę pod hutnicze Zakłady Południowe. Jednocześnie ruszyła budowa przyfabrycznego osiedla o nazwie Stalowa Wola – od słów gen. Tadeusza Kasprzyckiego, ministra spraw wojskowych, dla którego budowa COP
„to stalowa wola narodu polskiego wybicia się na nowoczesność”.
W styczniu 1938 r. nazwa została oficjalnie zatwierdzona przez premiera Składkowskiego; wkrótce osiedle liczyło już 4 tys. mieszkańców. Dokładnie w 26 miesięcy i 26 dni od ścięcia symbolicznej sosny – co odnotował gen. Aleksander Litwinowicz, wiceminister spraw wojskowych – przystąpiono do poświęcenia Zakładów Południowych.
„Mamy tu potężne zakłady, dymią kominy, huczą młoty, warczą maszyny, nad podniesieniem obronności i niezależności gospodarczej pracuje kilka tysięcy obywateli Rzeczypospolitej. Powstaje nowe miasto”
– powiedział podczas ceremonii gen. Litwinowicz. W 1939 r. Zakłady Południowe zatrudniały ponad 3,5 tys. pracowników. Tymczasem w Rzeszowie w ramach COP zakupiono tereny pod 2 nowe fabryki. Pierwsza to fabryka obrabiarek i sprzętu artyleryjskiego, należąca do renomowanej firmy z Poznania „H. Cegielski S.A.”; w tym wypadku wykorzystano budynki, urządzenia i instalacje miejscowej fabryki „Mars”. Po 8 miesiącach rzeszowski Cegielski wyprodukował pierwszą obrabiarkę. W 1939 r. zakład zatrudniał 1,8 tys. pracowników i zapewniał 1/3 krajowego zapotrzebowania na obrabiarki.
Ponadto fabryka wytwarzała na licencji szwedzkiego Boforsa armaty przeciwpancerne i przeciwlotnicze, co stanowiło 50 proc. wartości zamówień. Latem 1939 r. produkowano miesięcznie 80 armat (ppanc. 37 mm, plot. 40 mm).
Drugą nowoczesną copowską fabryką w Rzeszowie były Państwowe Zakłady Lotnicze – Wytwórnia Silników nr 2, o docelowej zdolności produkcyjnej 420 silników lotniczych dużej mocy rocznie. Już w 1938 r., w niewykończonych jeszcze halach, rozpoczęto montaż obrabiarek i urządzeń, w większości na licencjach amerykańskiej, angielskiej i szwajcarskiej. Wykwalifikowaną kadrę sprowadzono z PZL Okęcie. Zatrudnienie w sierpniu 1939 r. wynosiło 1,2 tys. pracowników. Pod koniec 1938 r. uruchomiono produkcję silników tłokowych na licencji czeskiej firmy Walter oraz angielskiej wytwórni Bristol – Pegasus. Do wybuchu wojny wyprodukowano 50 kompletów. Zapotrzebowanie na energię elektryczną zabezpieczała elektrownia w Mościcach k. Tarnowa. Zakłady miały własną bocznicę kolejową (ponad 3 km), która łączyła je ze stacją Rzeszów Staroniwa. W planie była budowa kolonii robotniczej (1000 mieszkań) i urzędniczej (150 mieszkań).
Do wybuchu wojny powstało 10 bloków mieszkalnych i 2 wille dla kadry. Copowski rozmach, a nawet „gwałt inwestycyjny w Rzeszowie”, jak pisały miejscowe gazety w 1937 r., spowodował gruntowną zmianę wizerunku miasta, które w 1939 r. przekroczyło 40 tys. mieszkańców i coraz wyraźniej aspirowało do objęcia kierowniczej roli całego zagłębia. Aż trudno uwierzyć, że niespełna pół wieku wcześniej redaktorzy Wielkiego Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego pisali o Rzeszowie – „jedno z najpiękniejszych trzeciorzędnych miast Galicji”, a Melchior Wańkowicz, uznany felietonista, nawet dosadniej –
„emeryckie miasto nędzy galicyjskiej”.
Równocześnie z inwestycjami w Stalowej Woli i w Rzeszowie rozbudowano fabryki broni w Radomiu i Starachowicach. W 1938 r. powstała wytwórnia celulozy w Niedomicach, a w Dębicy polskiego kauczuku syntetycznego. W ramach planu zwiększenia potencjału obronnego państwa uruchomiono fabrykę broni w Sanoku oraz Wytwórnię Amunicji nr 3 w Dębie (Nowa Dęba). Z kolei w Lublinie powstała montownia ciężarówek, a w Mielcu bardzo ważne zakłady lotnicze – Państwowe Zakłady Lotnicze – Wytwórnia Płatowców nr 2. Tam właśnie w mieleckim PZL do wybuchu wojny ukończono 6 bombowców PZL-37 „Łoś” z podzespołów dostarczonych z fabryki w Warszawie oraz wdrożono linię produkcyjną samolotów wielozadaniowych PZL-46 „Sum”.
Centralny Okręg Przemysłowy to również nowe elektrownie, na przykład wodna w Rożnowie na Dunajcu, cieplna w Stalowej Woli oraz w Mościcach, zapory w Porąbce i w Czchowie, linie wysokiego napięcia, gazociągi (300 km na linii Gorlice – Jasło – Krosno – Ostrowiec), linie kolejowe i drogi, regulacja rzek, inwestycje telekomunikacyjne (międzymiastowa centrala telefoniczna w Rzeszowie).
W wymierny sposób urzeczywistniano politykę sensownego interwencjonizmu i racjonalnego, państwowego planowania. Niestety, do wybuchu wojny zdołano uruchomić jedynie ok. 100 z 300 zaplanowanych nowoczesnych zakładów. W ramach COP, w praktycznie pozbawionym przemysłu regionie (w 1931 r. z pracy w przemyśle utrzymywało się ok. 25 proc. ogółu zatrudnionych w województwie kieleckim i tylko niespełna 12 proc. w lwowskim), powstało 51 nowoczesnych fabryk, opartych „na polskiej myśli technicznej, na polskich technologiach”, a ponad 50 zmodernizowano. Na ich bazie przygotowano 110 tys. miejsc pracy.
Do wideł Wisły i Sanu doprowadzono gazociąg oraz zasilanie z wybudowanej w Rożnowie elektrowni wodnej. Inwestowano też w wydobycie gazu. Pojawiły się zgoła fantastyczne pomysły.
„Już się mówi, że w czasie wojny będzie można gaz zastosować do popędu aut”
– odnotował Melchior Wańkowicz.
W marcu 1939 r. produkcję opon rozpoczęła Fabryka Gum Jezdnych w Dębicy (oficjalnie otwarta dopiero w kwietniu tego roku podczas wizyty Kwiatkowskiego). Copowski przemysł zbrojeniowy rozpoczął produkcję ciężkich karabinów maszynowych, armat przeciwpancernych i przeciwlotniczych, bombowców, samolotów obserwacyjnych, sprzętu łączności.
Tymczasem Kwiatkowski pracował nad planem drugiej fazy COP, który zakładał aktywizację gospodarczą ziemi świętokrzyskiej, Lubelszczyzny, Podlasia i całego Podkarpacia. Uwzględniał eksploatację miejscowych surowców oraz modernizację rolnictwa, dalszą rozbudowę dróg lądowych i wodnych, obwałowanie Wisły i jej dopływów. Kolejny, teraz 15-letni, plan inwestycyjny, obejmował rozbudowę potencjału obronnego (1939–1942) i komunikacji (1942–1945), poprawę położenia wsi (1945–1948), urbanizację i uprzemysłowienie kraju (1948–1951), zatarcie różnic pomiędzy Polską A i B (1951–1954). Kwiatkowski nie zapominał o wyzwaniach edukacyjnych. Podkreślał, że „najważniejszą inwestycją jest inwestycja skierowana na edukację i wychowanie młodzieży”, a
„wszystkie plany strategiczne rozwoju Polski będą martwe, jeśli nie uzyskają akceptacji młodzieży polskiej”.
Od niepodległości do nowoczesności
Trudno jednoznacznie ocenić realizację i dokonania COP bowiem we wrześniu 1939 r. plan inwestycyjny brutalnie przerwała niemiecka i sowiecka agresja. Niemniej polska odmiana amerykańskiego New Dealu miała i wciąż ma swoich apologetów, a nawet propagandystów. Wśród nich niebagatelną rolę odegrał wspomniany Wańkowicz (który nawet porównywał COP z sowieckim kombinatem metalurgicznym w Magnitogorsku na Uralu), a także malarz Rafał Malczewski, syn Jacka. Po placach budów krążyli dziennikarze i budzące niemałą sensację ekipy filmowe. Dzięki nim idea COP mogła liczyć na odpowiedni zapał i społeczną gotowość do wyzwań. Medialny, ale i realny sukces inwestycji zaskoczył nawet Kwiatkowskiego, który wcześniej pesymistycznie konstatował:
„Społeczeństwo, które nie wierzy w siły własnego państwa, które sceptycznie patrzy na każdy podejmowany wysiłek, które nie wzbudza w sobie entuzjazmu z powodu zwycięskiego przełamania takich lub innych trudności – traci zdolność bronienia własnego samodzielnego istnienia, traci wewnętrzną spoistość, atomizuje się, a w konsekwencji cofa się na niższy szczebel rozwoju”.
Warto pamiętać, że COP budowano w wyjątkowo skomplikowanej rzeczywistości, w obliczu różnych zewnętrznych i wewnętrznych problemów. Polska coraz wyraźniej okazywała się celem agresywnej polityki Berlina i Moskwy. W kraju, pozbawionym charyzmy marsz. Piłsudskiego, raz za razem dochodziło do społecznych i politycznych kryzysów. Copowski plan miał też grono zażartych krytyków, którzy podkreślali nierówny rozdział państwowych środków i duże ograniczenia w inwestycjach w innych regionach (na Śląsku, Pomorzu, Mazowszu, w rejonie łódzkim, na Wileńszczyźnie). Rzeczywiście, w latach 1937–1939 na rozwój COP przeznaczano ok. 60 proc. wszystkich budżetowych wydatków inwestycyjnych i z Funduszu Obrony Narodowej. Przeciwnicy inwestycji podnosili też niewystarczające sukcesy w walce z bezrobociem (kraj potrzebował ok. 400 tys. nowych miejsc pracy).
Tak czy inaczej, Centralny Okręg Przemysłowy był jednym z największych polskich przedsięwzięć industrialnych okresu międzywojennego. Stanowił odważny, fundamentalny i w pełni udany przykład polskiej drogi od niepodległości do nowoczesności. Dokonania copowskiej inwestycji na trwałe zmieniły oblicze gospodarcze południowo-wschodnich rejonów współczesnego państwa polskiego.
Tekst pochodzi z numeru 11/2024 „Biuletynu IPN”
Czasopismo dostępne w księgarniach IPN, placówkach Poczty Polskiej, sieciach EMPIK lub na stronie ksiegarniaipn.pl
