Do pożaru doszło w nocy z 31 października na 1 listopada 1980 r. Na nieszczęście dla pensjonariuszy i pracowników, którzy w budynku mieli służbowe mieszkania, jako pierwszy ogień zauważył jeden z pacjentów. Paradoksalnie pacjent ten, którego nazywano Ali, leczony był na piromanię.
Ali miał pilnować korytarza w czasie, gdy pielęgniarki, po rozdaniu wieczornych leków i zamknięciu sal na klucz, udawały się do pomieszczenia socjalnego, by przygotować sobie kolację. Ten sam pacjent mówił już dzień wcześniej, że „ściana jest ciepła”, ale nie został potraktowany poważnie.
Budynki Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Górnej Grupie. Stan po pożarze, 1 listopada 1980 r. Zdjęcie pochodzi z pracy magisterskiej Wiesława Bieska pt. „Organizacja działań ochronno-porządkowych WUSW w Bydgoszczy podczas katastrof i klęsk żywiołowych na przykładzie pożaru szpitala psychiatrycznego w Górnej Grupie” (fot. z zasobu AIPN)
Budynki Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Górnej Grupie. Stan po pożarze, 1 listopada 1980 r. Zdjęcie pochodzi z pracy magisterskiej Wiesława Bieska pt. „Organizacja działań ochronno-porządkowych WUSW w Bydgoszczy podczas katastrof i klęsk żywiołowych na przykładzie pożaru szpitala psychiatrycznego w Górnej Grupie” (fot. z zasobu AIPN)
Śmierć tliła się pod podłogą
Bardzo prawdopodobne, że do zaprószenia ognia doszło z powodu nieszczelnego przewodu kominowego. Jak później ustalili eksperci, wypełnione łatwopalnym ociepleniem ściany (mech, igliwie, trociny) tliły się już od jakiegoś czasu. W wyniku pożaru uszkodzeniu uległa instalacja elektryczna, w całej placówce zgasło światło, co jednak przy przerywanych dostawach energii nie było niczym niespotykanym. Gdy konserwator wyszedł z mieszkania służbowego, żeby uruchomić generator prądu, został zaalarmowany przez jedną z pielęgniarek:
„Palimy się!!!”.
W wyemitowanym przez TVP Historia filmie dokumentalnym pt. „Śmierć tliła się pod podłogą” (z cyklu „Nieznane katastrofy”) dokonano rekonstrukcji zdarzeń i zamieszczono wywiad z byłymi pracownicami placówki. Były to młode pielęgniarki, niejednokrotnie skierowane tam do pracy świeżo po ukończeniu liceum medycznego. Po latach opowiadały przed kamerą, ze łzami w oczach, że robiły wszystko, by uratować wszystkich podopiecznych.
Niestety, mimo ofiarnego zaangażowania pracowników w akcję ewakuacyjną, śmierć poniosły na miejscu 52 osoby, zaś 3 zmarły wskutek obrażeń w szpitalu.
Część chorych, przymocowana do łóżek pasami bezpieczeństwa, nie miała w ogóle możliwości ucieczki, inni, dla których szpitalna sala i personel medyczny były jedyną znaną rzeczywistością, nie chcieli uciekać. Bali się idących im z pomocą żołnierzy i strażaków. Ratownicy musieli zakładać szpitalne kitle, by chorzy pozwolili wyprowadzić się z płonących pomieszczeń.
Dodatkowo akcję ratowniczą utrudniał brak wody do gaszenia, ponieważ pobliski staw zanieczyszczony był liśćmi i pompy strażackie nie mogły pobierać wody. Niestety, mimo ofiarnego zaangażowania pracowników w akcję ewakuacyjną, śmierć poniosły na miejscu 52 osoby, zaś 3 zmarły wskutek obrażeń w szpitalu. Akcja ratunkowa przebiegała bardzo chaotycznie.
Szkic II piętra w północnym skrzydle Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Górnej Grupie, wykonany w trakcie akcji wydobywania zwłok po pożarze, 1 listopada 1980 r. Szkic pochodzi z pracy magisterskiej Wiesława Bieska pt. „Organizacja działań ochronno-porządkowych WUSW w Bydgoszczy podczas katastrof i klęsk żywiołowych na przykładzie pożaru szpitala psychiatrycznego w Górnej Grupie” (fot. z zasobu AIPN)
Efekt systemowych zaniedbań
Opieka psychiatryczna w latach 80. pozostawiała wiele do życzenia. Niedofinansowanie, niewystarczająca ilość personelu medycznego i opłakany stan szpitali, w który trzymano pacjentów, zepchniętych na margines życia społecznego, to obraz wyzierający z ówczesnych opisów oraz relacji lekarzy i pielęgniarek pracujących w tego typu miejscach.
Nie inaczej rzecz miała się w szpitalu w Górnej Grupie koło Grudziądza, filii Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Świeciu. Mieścił się on w dawnym domu zakonnym księży werbistów, wybudowanym w XIX wieku, który został przejęty w 1952 roku przez komunistyczne państwo. W budynku zorganizowano szpital. Nie został on jednak wyremontowany i przystosowany do potrzeb nowej placówki. Dopiero po kilku latach, podczas przeprowadzonej inspekcji, odnotowano, że szpital mieści się w budynku z drewnianymi stropami.
(...) wieloosobowa sala szpitalna była jedynym światem, jaki znali. Praktycznie zostali wyrzuceni ze społeczeństwa. Porzucili ich bliscy, nikt ich nie odwiedzał, nie przysyłał paczek.
Pacjenci stłoczeni byli w wieloosobowych salach. Mniejsze z nich liczyły po dwadzieścia łóżek, większe – od czterdziestu do pięćdziesięciu. Ustawione były tak gęsto, że nie było między nimi przejścia. Pacjenci musieli przechodzić po łóżkach sąsiadów. Nie podejmowano jednak żadnych działań, by poprawić istniejącą sytuację. Nie było też dokąd skierować nadliczbowych chorych.
Dla najciężej chorych – epileptyków, schizofreników, katatoników i innych pacjentów izolowanych ze względu na ciężkie upośledzenie umysłowe – wieloosobowa sala szpitalna była jedynym światem, jaki znali. Praktycznie zostali wyrzuceni ze społeczeństwa. Porzucili ich bliscy, nikt ich nie odwiedzał, nie przysyłał paczek. Dopiero po tragedii, gdy okazało się, że mają być wypłacone odszkodowania dla rodzin ofiar, krewni nagle się odnaleźli.
W pracy magisterskiej Wiesława Bieska, adepta Akademii Spraw Wewnętrznych Instytutu Porządku Publicznego i Szkolenia Bojowego, której egzemplarz znajduje się w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej (Biesek Wiesław, „Organizacja działań ochronno-porządkowych WUSW w Bydgoszczy podczas katastrof i klęsk żywiołowych na przykładzie pożaru szpitala psychiatrycznego w Górnej Grupie”), czytamy, że budynek posiadał stropy drewniane, gdzieniegdzie wzmocnione stalową belką. Podłogi były drewniane, pokryte wykładziną pcv, która była łatwopalna. Izolacja otynkowanych ścian wykonana była również z materiałów łatwopalnych.
Z relacji świadków oraz byłych pracowników placówki wynika, że korytarze miały zabudowane przejścia, uniemożliwiające bezpieczną ewakuację. W takich warunkach nietrudno było o nieszczęście.
* * *
Pożar Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Górnej Grupie był kolejną tragedią w latach 80., która obnażyła olbrzymie zaniedbania w placówkach zdrowia. Pracownicy szpitala zrzeszeni w ZKZ NSZZ „Solidarność” wydali oświadczenie, w którym zaprotestowali przeciwko nierzetelnemu informowaniu opinii publicznej o przyczynach, które zadecydowały o zaistnieniu i rozmiarze tragedii.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
