Jan Stachowski, bo o nim mowa, przez większość życia związany był z Katowicami. Ten opozycyjnie nastawiony wobec władzy twórca i animator kontaktów kulturalnych z Czechosłowacją, stał się przedmiotem zainteresowania Służby Bezpieczeństwa. Internowany w stanie wojennym, w kolejnych latach inwigilowany był w ramach sprawy kryptonim „Słowak”. Mimo to potrafił nie tylko budować sieć kontaktów z artystami z Czech i Słowacji, ale także tworzyć kulturę poza cenzuralnymi ograniczeniami.
Od kandydata na TW do figuranta
Stachowski urodził się w Bydgoszczy w 1951 r. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale ukończył bohemistykę w Instytucie Filologii Obcej Uniwersytetu Śląskiego, gdzie był krótko zatrudniony w 1978 r. Już jednak w tym samym roku podjął pracę redaktora w dziale literackim w istniejącym od 1954 r. Wydawnictwie „Śląsk” w Katowicach. Zajmował się tu literaturą czechosłowacką, ważną w profilu wydawniczym oficyny. Stawiał wówczas pierwsze kroki jako tłumacz, nie tylko literacki – debiutem książkowym w 1979 r. był opublikowany we wrocławskim Ossolineum przekład Teorii derywacjiczeskiego językoznawcy Miloša Dokulila (razem z Anną Bluszcz). Pierwszym głośniejszym przekładem literackim była przełożona na potrzeby spektaklu Teatru Telewizji sztuka Igraszki z diabłem Jana Drdy, ciesząca się od premiery w styczniu 1980 r. ogromną popularnością.
Opozycyjnie nastawiony wobec władzy twórca i animator kontaktów kulturalnych z Czechosłowacją, stał się przedmiotem zainteresowania Służby Bezpieczeństwa. Internowany w stanie wojennym, w kolejnych latach inwigilowany był w ramach sprawy kryptonim „Słowak”.
Na ten czas przypada zainteresowanie Stachowskim ze strony katowickich struktur SB, a konkretnie Sekcji IV Wydziału III, zajmującej się inwigilacją środowisk kulturalnych. Z Wydawnictwa „Śląsk” dopiero co odszedł poeta Czesław Slezák, przez kilkanaście lat dostarczający – jako tajny współpracownik ps. „Leszek” – obfitych donosów dla SB. Bezpieka utraciła więc cenne źródło informacji. Por. Marian Mizgała z SB zaplanował werbunek Stachowskiego, licząc, że ten, jako nowy człowiek w firmie, da się wykorzystać do zadań agenturalnych. Plany Mizgały spaliły na panewce, Stachowskiego nie pozyskano.
Co gorsza – przynajmniej z perspektywy SB – we wrześniu 1980 r. zaangażował się on w tworzenie zakładowych struktur „Solidarności”. Rychło w komisji związkowej znalazło się 65 z 75 pracowników „Śląska”, a Stachowski został wiceprzewodniczącym związku. Bezpartyjny, nieuwikłany w lokalne układy, cieszył się sympatią współpracowników. Jako wiceprzewodniczący był zdaniem SB „bardzo aktywny”. Dyrektor oficyny Jeremi Gliszczyński charakteryzował Stachowskiego w rozmowie z funkcjonariuszami SB jako człowieka zagadkowego, skrytego, ale popularnego wśród załogi i potrafiącego wpływać na pracowników. Gliszczyński starał się więc izolować go od reszty kolegów z pracy.
W latach 1980–1981, korzystając z liberalizacji sytuacji politycznej, Stachowski często bywał w Czechosłowacji, nawiązując kontakty z pisarzami, krytykami literackimi i wydawnictwami, w tym Bohumilem Hrabalem, Jiřim Navratilem, Janem Pilařem, Jaroslavem Bouskiem. Coraz więcej przekładał z języka czeskiego i na ten czas przypadł jego debiut przekładu literackiego – Święto przebiśniegu Hrabala, wydane w „Śląsku” w 1981 r. Był też coraz intensywniej obserwowany przez SB, zwłaszcza, gdy gościł w swym mieszkaniu w Katowicach obywateli czechosłowackich.
W stanie wojennym
Po wprowadzeniu stanu wojennego Stachowski został internowany i osadzony w areszcie w Katowicach, przeciwko czemu złożył pisemny protest. 24 grudnia 1981 r., po podpisaniu dokumentu o wstrzymaniu się od wrogiej działalności, zwolniono go i wrócił do pracy. Jednak nie przywrócono go na dawne stanowisko – trafił do mniej istotnego działu młodzieżowego, co było oczywiście złośliwością dyrekcji oficyny. Także SB uprzykrzała mu pracę – przeprowadzano z nim rozmowy „profilaktyczno-ostrzegawcze”, szczególnie przed 1 maja, grożąc konsekwencjami za podejmowanie antypaństwowych demonstracji. Stachowski podkreślał zawsze, że nie zamierza uczestniczyć w pochodzie pierwszomajowym ani demonstrować lojalności wobec władz, które go internowały.
W komisji związkowej znalazło się 65 z 75 pracowników „Śląska”, a Stachowski został wiceprzewodniczącym związku. Bezpartyjny, nieuwikłany w lokalne układy, cieszył się sympatią współpracowników. Jako wiceprzewodniczący był zdaniem SB „bardzo aktywny”.
Jak wielu ludzi kultury w pierwszych miesiącach stanu wojennego zaangażował się w działania na rzecz zwolnienia uwięzionych i internowanych i zorganizował zbiórkę podpisów pod takim apelem. SB podejrzewała też (po części słusznie), że Stachowski zajmuje się tworzeniem i dystrybucją literatury bezdebitowej. Dlatego w lutym 1982 r. otwarto przeciwko niemu sprawę operacyjnego rozpracowania kryptonim „Słowak”. Już dwa miesiące później zdecydowano się na rewizję w jego mieszkaniu – tłumacz był jednak ostrożny i funkcjonariusze nie znaleźli niczego obciążającego – nic takiego zresztą nie udało im się nigdy znaleźć. Trudno mu było też zarzucić jakąkolwiek polityczną aktywność w miejscu pracy.
A przecież Stachowski nie krył krytycyzmu wobec władz i dyrekcji oficyny – zwłaszcza uważanego za partyjnego nominata dyrektora Gliszczyńskiego. Ignorował apele o wstąpienie do partii, kpił z rozmów ostrzegawczych, a gdy w 1988 r. powstały w wydawnictwie nowe, proreżimowe związki zawodowe („neozwiązki”), tłumacz wyśmiewał je, wskazując, że nie ma wśród nich ani jednego przedstawiciela redaktorów merytorycznych, a wyłącznie pracownicy administracji, przymuszeni do wstąpienia przez dyrekcję.
W październiku 1983 r. odnotowano, że „notorycznie” wdaje się w „utarczki słowne” z pracownikami katowickiego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk, nie zgadzając się na ich interwencje i zarzucając im:
„brak kompetencji i niepotrzebne oraz bezpodstawne zmiany w tekstach, które opracowuje i przygotowuje do druku”.
Z cenzorami spotykał się oczywiście jako redaktor wydawniczy – UKPiW, ulokowanemu w jednej z kamienic na katowickiej ul. Mariackiej, trzeba było przedkładać przygotowywane do wydania prace. Po kilku takich utarczkach w wydawnictwie zdecydowano o odsunięciu Stachowskiego od jakichkolwiek kontaktów z cenzorami.
W drugiej połowie lat osiemdziesiątych
Po wprowadzeniu stanu wojennego skończyły się wyjazdy Stachowskiego do Czechosłowacji, bowiem SB zastosowała wobec niego zastrzeżenie wyjazdu zagranicznego (przedłużane do końca lat osiemdziesiątych). Podejrzewano, że mógł się spotykać z przedstawicielami opozycyjnej czechosłowackiej Karty 77. Gdy w kwietniu 1986 r. do Wydawnictwa „Śląsk”, jako oficyny promującej literaturę czechosłowacką, przybyła delegacja Ministerstwa Kultury Czechosłowacji, wówczas starannie odseparowano Stachowskiego od jakichkolwiek kontaktów z gośćmi.
Stachowski nie krył krytycyzmu wobec władz i dyrekcji oficyny – zwłaszcza uważanego za partyjnego nominata dyrektora Gliszczyńskiego. Ignorował apele o wstąpienie do partii, kpił z rozmów ostrzegawczych, a gdy w 1988 r. powstały w wydawnictwie nowe, proreżimowe związki zawodowe („neozwiązki”), tłumacz wyśmiewał je.
Tłumacz próbował podtrzymywać kontakty osobiste z czeskimi przyjaciółmi w inny sposób. Latem 1986 r. zatrzymał go oddział Wojsk Ochrony Pogranicza w Przesiece, na tzw. Drodze Przyjaźni Polsko–Czeskiej. Spotkał się tam ze znajomymi z Czechosłowacji, którzy m.in. przekazali mu powieść Lwiątko emigracyjnego pisarza czeskiego Josefa Škvorecky’ego, wydaną w Kanadzie. Dla polskich władz nie było podstaw, by wyciągać konsekwencje karne wobec Stachowskiego, ale dla bezpieki stało się jeszcze bardziej jasne, że niepokorny tłumacz pomysłowo omija rzucane mu pod nogi kłody.
Jak się zdaje, SB nie udało się nigdy ustalić z pewnością, że Stachowski regularnie publikował – pod pseudonimami – w pismach i wydawnictwach drugoobiegowych, zamieszczając tam zarówno teksty własne, jak też przekłady z literatury czechosłowackiej. W 1987 r. we wrocławskiej Inicjatywie Wydawniczej „Aspekt” wydał jedną z najsłynniejszych powieści Hrabala – Obsługiwałem angielskiego króla. Tłumaczenie ukazało się pod pseudonimem Maciej Prażek (potem także jako Prażak). Coraz bardziej doskonalił swój warsztat i kompetencje translatorskie, kładąc niejako podwaliny pod boomksiążek z języka czeskiego i słowackiego, jaki stał się jego udziałem po 1989 r., a szczególnie po 2000 r. Rosła też jego pozycja oficjalna – w 1986 r. w „Śląsku” ukazała się powieść Karela Štorkána Żegnaj maturo, Program III Polskiego Radia wyemitował teksty Hrabala w tłumaczeniu Stachowskiego. Jako tłumacz stawał się coraz bardziej rozpoznawalny w kraju, cieszył się też poważaniem wśród kolegów w wydawnictwie.
W 1987 r. załoga wybrała go przewodniczącym rady pracowniczej. Jednak ponad rok później zdecydował wraz ze współpracownikami o jej rozwiązaniu, uznając, że rada jest kompletnie ignorowana przez dyrekcję, której nie szczędził otwartej krytyki. Nie ukrywał też krytycyzmu wobec reżimu. W miejscu pracy twierdził publicznie, że:
„w naszym kraju nie ma miejsca dla osób, które w swoim postępowaniu chociaż na moment zejdą z ideologicznie wytyczonej ścieżki. Takie osoby na zawsze mogą pożegnać się z awansem i uznaniem za swoją pracę, czego sam jest żywym przykładem”.
Wiosną 1987 r. Stachowski zatrudniony był już tylko na pół etatu, a w sierpniu 1989 r. w ogóle zwolnił się z oficyny. SB zdecydowała wówczas o zamknięciu prowadzonej przeciwko niemu sprawy.
* * *
Dla Stachowskiego upadek komunizmu oznaczał początek prawdziwej kariery translatorskiej, jak również – dyplomatycznej. Na fotografii ze spotkania Václava Havla z Lechem Wałęsą na Śnieżce z marca tego roku widać Stachowskiego wraz z Andrzejem S. Jagodzińskim na jednym krześle, tłumaczących symultanicznie rozmowę polityków. Od 1990 r. przez kilka kolejnych lat pracował w ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Pradze, cały czas zajmując się przekładami.
Gdy w 2019 r. przyznano mu w Czechach ważną nagrodę im. Jiřego Theinera, jury podkreślało, że:
„Stachowski jest tłumaczem – odkrywcą, który wprowadził na polski rynek kilku wybitnych czeskich pisarzy różnych pokoleń”.
Faktycznie, katowicki tłumacz adaptował do języka polskiego dzieła autorów tak różnorodnych jak Hrabal, Ota Pavel, Josef Škvorecký, Arnošt Lustig, Ota Filip, Michal Viewegh, Jan Pelc, Ivan Klima, Patrik Ouřednik, Jiři Kratochvil i wielu innych. Nie zaskakuje, że translator o tak szerokich horyzontach nie mógł wzbudzać zaufania komunistycznej policji politycznej.
Zmarł w Katowicach 24 grudnia 2020 r.
