Zagłada Parośli jest uznawana za początek Zbrodni Wołyńskiej, ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Polakach zamieszkujących wschodnie województwa II Rzeczypospolitej. Po dezercji policji ukraińskiej na Wołyniu, mordy na Polakach nabrały masowego charakteru.
Od dezercji do zbrodni
Ucieczka ukraińskich policjantów przetoczyła się przez Wołyń od połowy marca do połowy kwietnia 1943 r. i miała charakter zaplanowany; duża część dezerterów zasiliła oddziały UPA i bojówki OUN. Rok później zjawisko to dotarło (a nawet przekroczyło) na zachodnie krańce Dystryktu Galicja Generalnego Gubernatorstwa. Podobnie jak na Wołyniu, było zwiastunem masowej akcji wymierzonej w Polaków.
W marcu 1944 r. doszło do dezercji policjantów ukraińskich na terenie okupacyjnego powiatu Rawa Ruska (Kreis Rawa Ruska). Największy rozmiar miała dezercja przeprowadzona w samej Rawie, a którą przeprowadził zastępca komendanta powiatowego policji ukraińskiej Iwan Szpontak. Po wyprowadzeniu kilkudziesięciu policjantów (w mieście były skoncentrowane załogi części posterunków, szczególnie z południowej i wschodniej części powiatu) w kierunku Lubaczowa, w rejonie Werchraty zainscenizowano napad „partyzantki”, w wyniku którego cała grupa miała zostać rozbita.
Podobnie sfingowano dezercję z najbardziej wysuniętego na zachód posterunku w Oleszycach. Ks. Stanisław Mroczkowski, proboszcz parafii w Oleszycach zapisał pod datą 31 marca:
„W wigilię »aprila« ważne wydarzenia w Oleszycach. Niemcy polecili, aby ukraińska policja zjawiła się 1/4 [tj. 1 kwietnia] w Lubaczowie celem demobilizacji. Wiedzieliśmy naprzód, że policja nie podda się temu zarządzeniu. Śledziliśmy dzień cały i wieczór ruch milicjantów wyciągając różne wnioski. Ruch panował wielki. Ustał on chwilowo o godz. 9.00 wieczór, kiedy milicjanci zasiedli do jedzenia i picia. Widzieliśmy potem, jak posłani »strażacy« wpadali do sal urzędów prowizorycznie niszcząc sprzęt i uszkadzając akta. Miało to imitować napad »leśnych ludzi«, »zniszczenie« urzędów i upozorować uprowadzenie do lasu kilkunastu milicjantów. Pod oknami plebanii urządzono inscenizację napadu i walki. Dokładnie o godz. 12-tej w nocy piekielne wycie i strzały przeraziły mieszkańców. Poczęto bić drągami w drzwi wchodowe – wydawało się, że wtargną do wnętrza i rozpocznie się rzeź. Osłaniając odwrót, kierowaliśmy się na strych, tam rozpoczynając obronę. Na szczęście wszystko skończyło się na hałasach. Przed posterunek zjechały wozy (z Suchej Woli) zabrały »herojów« i zrabowano mienie (aparaty, telefon, magazyny) i powiozły w kierunku Zalesia. W Zalesiu trzymał wartę krawiec Stanisław Kordas, tego ujęli i zabrali ze sobą do lasu”1.
Szpontak i jego towarzysze zostali skierowani przez kierownictwo rawskiej OUN do Gorajca (miejscowość położona 15 kilometrów na północny wschód od Lubaczowa), gdzie formalnie 1 kwietnia rozpoczęto tworzenie nowej sotni UPA o kryptonimie „Mesnyky” („Mściciele”). Jej dowódcą został Szpontak, odtąd posługujący się pseudonimem „Zalizniak”.
Jak liczną była grupa dezerterów, która przybyła do Gorajca? W opracowaniach można spotkać informację, że oddział, który trafił do Gorajca, liczył około 30 ludzi. Wydaje się, że jest ona niedoszacowana. Andrij Kordan, który był uczestnikiem tamtych wydarzeń, obliczał, że w Rawie Ruskiej skoszarowanych było 120–140 policjantów, ale w plany ucieczki nie zostali wtajemniczeni „niepewni”, niektórzy spośród szeregowych i funkcyjnych („starych komendantów”). Być może więc bliższa faktów jest podawana przez Mykołę Tarabana i Iwana Fila liczba około 80 ludzi. Warto zwrócić uwagę na to, że jesienią 1943 r. w posterunkach policji ukraińskiej na terenie Kreis Rawa Ruska służyło nieco ponad 160 policjantów, co koreluje z podawaną przez Kordana liczbą skoszarowanych (obsada posterunków i komendy powiatowej z wyłączeniem posterunków Landkommissariatu Lubaczów).
W przypadku Kreis Bilgoraj zjawisko dezercji było znacznie bardziej rozłożone w czasie – od początku maja po lipiec 1944 r. Już 6 maja zdezerterowali policjanci z Dzikowa Starego oraz część obsady posterunku w Księżpolu. Trafili oni do sotni „Zalizniaka”. Dezercję z Dzikowa upozorowano na tyle wiarygodnie, że w fałszywy scenariusz wydarzeń uwierzyli bechowcy, którzy informowali później, że
„Policja z Dzikowa została wybita przez Sowietów”2.
Niemcy usiłowali powstrzymać dezercję, a służyć temu miało zawieszenie działalności posterunków terenowych, przy równoczesnej koncentracji załóg w Tarnogrodzie (siedziba Landkommissariatu), co uczyniono na początku czerwca. Podjęte środki zaradcze okazały się nieskuteczne, wkrótce część z policjantów, szczególnie stanowiących wcześniej obsadę w Cieplicach i Kuryłówce, uciekła ze służby. W odróżnieniu od wcześniejszych zbiegów, trafili oni do bojówek OUN, w tym do Służby Bezpieczeństwa (Służby Bezpeky).
Sytuacja w położonych na wschód od okupacyjnego powiatu jarosławskiego (Kreis Jaroslau) terenach spowodowała, że już wczesną wiosną 1944 r. niemiecki Komendant Żandarmerii w Krakowie zaczął rozważać wymianę obsady posterunków z ukraińskiej na polską. Posterunki policji ukraińskiej funkcjonowały wówczas w trzech miejscowościach: Laszkach, Radymnie i Sieniawie; liczebność policji ukraińskiej wynosiła wówczas między 50 (stan na 1 stycznia) a 80 (stan na 1 lipca) funkcjonariuszami. Ostatecznie, wobec braków kadrowych na terenie dystryktu, zamiaru tego nie zrealizowano. Rozwój wydarzeń pokazał, że obawa przed dezercją była bezpodstawna. Kilka dni przed nadejściem Armii Czerwonej ukraińskie posterunki z Kreis Jaroslau niemal w komplecie, wraz z niemiecką administracją, ewakuowały się na zachód. Przyczyną tak odmiennego działania był fakt opanowania ich przez przedstawicieli frakcji melnykowskiej OUN.
* * *
Zaskakujące jest to, że ogólnie znany jest ledwie odsetek personaliów policjantów-dezerterów, późniejszych upowców. Głównie są to osoby z „pierwszego garnituru”, dowódcy sotni: Hryhoryj Mazur „Kałynowycz”, Iwan Szpontak „Zalizniak” i Iwan Szymański „Szum”.
Jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy? Niewątpliwie zaważyło kilka elementów. Pierwszym, podstawowym była ograniczona dostępność do dokumentów wytworzonych przez niemiecki okupacyjny aparat policyjny. Niewiele informacji można znaleźć również w ukraińskiej memuarystyce; zaledwie kilku autorów nawiązywało we wspomnieniach do służby w policji ukraińskiej, a i to w sposób dość lakoniczny. Kolejnym było milczenie lub lakoniczność polskich źródeł. Wątek ewentualnej służby w niemieckich formacjach policyjnych czy wojskowych rzadko kiedy był podejmowany przez śledczych wobec osób zatrzymanych za udział w ukraińskiej konspiracji. Śledczy i prokuratorzy często zadowalali się zebraniem materiału dowodowego, wystarczającego do oskarżenia z artykułu 85 kkWP („Kto w czasie wojny, nie należąc do wojska nieprzyjacielskiego, przedsiębierze działania zbrojne przeciw Państwu Polskiemu, podlega karze śmierci”).
Dla ilustracji tej ostatniej tezy warto wskazać przykłady. Zatrzymany na terenie Czechosłowacji i przekazany władzom polskim sotenny Hryhoryj Mazur „Kałynowycz” w lipcu 1948 r. tak zeznawał na temat okoliczności wstąpienia do UPA:
„Było to w kwietniu 1944 r., przyszedł do mego domu [w Karowie] Iwan Woronka, któren pełnił funkcję stanicznego […] dając mi rozkaz ażeby ja zebrał się, ponieważ mam odejść do oddziału UPA […] Woronka Iwan dał nam furmankę, która odwiozła nas do Poddębiec pow. Rawa Ruska skąd dostaliśmy dalsza furmankę do następnej wioski i tak od wioski do wioski odwozili nas aż do wsi Horajec pow. Lubaczów. W Horajcu był zborny punkt banderowców, gdzie zastałem ich około 150 ludzi…”3.
Z odnalezionych dotychczas dokumentów wynika, że wątek służby w policji ukraińskiej w prowadzonym przez Urząd Bezpieczeństwa śledztwie przeciwko Mazurowi w ogóle nie był podjęty.
Podobnie było w przypadku Wołodymyra Horeczego „Skały”, kwatermistrza sotni „Mesnyky 2”, który został zatrzymany wiosną 1946 r. Wprawdzie w pierwszym przesłuchaniu, prowadzonym przez oficera Wydziału Informacji 9. DP, Horeczy zeznał, że w okresie wojny służył w policji ukraińskiej, lecz w dalszej części śledztwa wątek ten nie był kontynuowany. W późniejszym okresie Urząd Bezpieczeństwa i Służba Bezpieczeństwa przywiązywały więcej uwagi do ustalenia szczegółowych życiorysów członków ukraińskiego podziemia. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych praktykowano również wymianę informacji w tej kwestii z KGB.
* * *
Do pierwszego masowego mordu popełnionego przez sotnię UPA „Zalizniaka” doszło 19 kwietnia 1944 r. w Rudce, miejscowości oddalonej w linii prostej od Gorajca o dziesięć kilometrów. 18 czerwca bojówka OUN dokonała najścia na Kolonię Polską, niewielką wioskę oddaloną od Tarnogrodu o niespełna 15 kilometrów. W zeznaniach i relacjach świadków zbrodni, do jakich doszło w tych miejscowościach, pokrywają się informacje o ubiorze sprawców. Byli oni w mundurach policji ukraińskiej.
1 J. Wołczański, ks., Eksterminacja Narodu Polskiego i Kościoła rzymskokatolickiego przez ukraińskich nacjonalistów w Małopolsce Wschodniej w latach 1939–1945. Materiały źródłowe, cz. 2, Kraków 2006, dokument: I/12, s. 272–273.
2 Cyt. za: J. Jóźwiakowski, Armia Krajowa na Zamojszczyźnie, t. 2, Lublin 2001, s. 712.
3 AIPN Rzeszów, 072/1, t. 70, Protokół przesłuchania Grzegorza Mazura z 13 VII 1948 r., k. 64.
