Lata II wojny światowej stanowiły jednak dla polskich sportowców okres walki o najcenniejsze wartości, jakimi były wolność i prawo do życia. Walka, którą przyszło im stoczyć, odbywała się na nierównych zasadach, bowiem przeciwnik nie uznawał zasady fair play.
Ten patriotyzm był w nas…
Wartości, jakimi kierowali się polscy sportowcy okresu międzywojennego podczas II wojny światowej, najlepiej oddają słowa Marii Kwaśniewskiej-Maleszewskiej, wypowiedziane podczas wywiadu w maju 2000 r.:
„Sport nie był mi wtedy w głowie, na pewno… Wraz z kolegami, tak myślę, dobrze spełniliśmy obowiązek wobec Ojczyzny. Byliśmy patriotami. Ten patriotyzm był w nas. Dwudziestolecie międzywojenne może było zbyt krótkie, żeby poczuć się zupełnie wyzwolonym. Ciągle wisiał nad nami ten bicz, ale kiedy przyszło zagrożenie, nie było jednego zawodnika, który by nie stanął do walki. Kusociński, Lokajski i agent numer jeden, czyli Szajnowicz, Zabierzowski, Głuszek – to wszystko byli młodzi ludzie, młodzi sportowcy. A przecież są to bohaterowie”.
Poświęcenie sportowców było widoczne już na kilka miesięcy przed wybuchem wojny, gdy przekazywali swoje najcenniejsze trofea i medale na rzecz dozbrojenia polskiej armii. Złotym sygnetem olimpijskim (za zdobycie złotego medalu w Los Angeles w 1932 r.) wsparł Fundusz Obrony Narodowej Janusz Kusociński. Podobnie postąpiła 38-krotna mistrzyni świata w łucznictwie Janina Kurkowska-Spychajowa, która przekazała gen. Leonowi Berbeckiemu – komisarzowi generalnemu Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej – wszystkie swoje pamiątki sportowe. W liście z 6 maja 1939 r. pisała:
„Składam na ręce Pana zdobyte przeze mnie na boiskach całego świata nagrody sportowe, drogie pamiątki triumfów odnoszonych z Białym Orłem na piersiach. Deklarując na każde wezwanie swoje życie, oddaję obecnie oprócz subskrypcji POP do dyspozycji Pana, Panie Generale, na ukochane Polskie Lotnictwo osiem srebrnych pucharów, które otrzymałam jako mistrzyni świata, i wzywam jednocześnie wszystkich sportowców polskich, aby ze swych trofeów mających wartość jako kruszec uczynili ofiarę na rzecz dozbrojenia Ojczyzny w powietrzu”.
Dzień później, 7 maja 1939 r. w sali kina Mars (ul. Ostrobramska 5) w Warszawie odbyło się widowisko sportowe – konkurs w dźwiganiu ciężarów – z którego dochód również został przekazany na rzecz Funduszu Obrony Narodowej. Natomiast miesiąc później, w czerwcu 1939 r. zorganizowano wydarzenie sportowe pt. „Wielka Rewia Asów Sportu na rzecz Funduszu Obrony Narodowej”, która zgromadziła wielu znakomitych sportowców Drugiej Rzeczpospolitej. Fotografia opublikowana na łamach „Przeglądu Sportowego” uchwyciła moment szczególny: dwóch najwybitniejszych polskich biegaczy – na ostatniej zmianie sztafety Janusz Kusociński przejmuje pałeczkę od Józefa Noji. Obaj ponieśli najwyższą cenę, pierwszy w czerwcu 1940 r. został rozstrzelany w Palmirach, drugi zaś w lutym 1943 r. pod tzw. „ścianą śmierci” w KL Auschwitz.
Jeszcze Polska nie zginęła!
Agresja Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r. przerwała także karierę sportowcom, w tym wspomnianemu Józefowi Noji, 10-krotnemu mistrzowi Polski w biegach długodystansowych. Po zakończeniu kampanii polskiej 1939 r. zatrudnił się w warszawskich warsztatach tramwajowych. Jego osiągnięcia sportowe były powodem dla którego Niemcy dwukrotnie zaproponowali mu podpisanie niemieckiej listy narodowościowej (tzw. volkslisty), lecz Noji dwukrotnie odmówił.
W okupowanej Warszawie zajmował się drukiem i kolportażem pracy Związku Walki Zbrojnej, później Armii Krajowej. We wrześniu 1940 r. został aresztowany prze Gestapo, osadzony w więzieniu na Pawiaku, gdzie poddany został brutalnym przesłuchaniom. Jedenaście miesięcy później, w lipcu 1941 r. znalazł się w transporcie do KL Auschwitz wśród 350 więźniów, wśród których był również rektor Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego – Witold Staniszkis (dziadek Jadwigi Staniszkis). Podczas swojego pobytu w obozie wielokrotnie poddawany był szykanom ze strony niemieckich władz obozowych, m.in. karze chłosty, czy pobytowi w bunkrze. Józef Noji wraz z 54 innymi współwięźniami został rozstrzelany 15 lutego 1943 r. pod ścianą straceń bloku 11. Według zachowanych relacji, tuż przed śmiercią zdążyli krzyknąć:
„Jeszcze Polska nie zginęła!”.
W kampanii polskiej 1939 r. uczestniczyli przedwojenni szermierze, drużynowi brązowi medaliści w szpadzie Igrzysk Olimpijskich z Amsterdamu (1928 r.) i Los Angeles (1932 r.) – Aleksander Małecki i Leszek Lubicz-Nycz. Urodzony w rodzinie ziemiańskiej Aleksander Małecki, przerwał naukę w klasie szóstej Wyższego Realnego Gimnazjum Prywatnego im. A. Mickiewicza we Lwowie, aby jako ochotnik wziąć udział w obronie Lwowa. Pod koniec 1918 r. wstąpił do 8. Pułku Ułanów w Krakowie, a następnie wyjechał na front. Po demobilizacji w listopadzie 1920 r. rozpoczął studia malarskie na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, które ukończył siedem lat później. W latach 1927–1928 odbył dziewięciomiesięczny II Kurs Szkoły Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Trzy lata później awansował do stopnia podporucznika rezerwy, zaś w 1936 r. do stopnia porucznika.
Aleksander Małecki należał do czołowych polskich szermierzy tamtego okresu, brał udział w zawodach w szabli i szpadzie. Pod koniec 1921 r. był jednym z współtwórców odtworzonego klubu szermierczego AZS Kraków, członkiem jego zarządu. Startował w barwach tego klubu aż do zakończenia kariery sportowej w 1928 r. Dwukrotny mistrz (w 1924 r. i 1928 r.) oraz wicemistrz Polski (w 1925 r. i 1926 r.) w szpadzie. Debiutował jako reprezentant Polski na arenie międzynarodowej podczas Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 1924 r. Cztery lata później na kolejnych igrzyskach w Amsterdamie w 1928 r. zdobył wraz z drużyną pierwszy – historyczny dla polskiej szermierki – medal (brąz). We wrześniu 1939 r. został zmobilizowany jako porucznik rezerwy Korpusu Ochrony Pogranicza. Zginął najprawdopodobniej podczas próby przedostania się na Węgry.
Dwa lata starszy Leszek Lubicz-Nycz, absolwent Centralnej Wojskowej Szkoły Gimnastyki i Sportu w Poznaniu oraz dwuletniego kursu szermierczego u słynnego węgierskiego trenera Brli Szombathely’ego. Ochotnik Legionów Polskich podczas I wojny światowej. W listopadzie 1918 r. został żołnierzem Wojska Polskiego, szczególnie zasłużył się w wojnie polsko-bolszewickiej, za co został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Virtuti Militari (IV i V kl.). Po ustaniu walk o granice II Rzeczypospolitej kontynuował karierę wojskową, ale pracował także jako instruktor we wspomnianej Centralnej Wyższej Szkole Gimnastyki i Sportu w Poznaniu oraz wileńskim Ośrodku Wychowania Fizycznego i warszawskim Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego.
Leszek Lubicz-Nycz, jako jeden z najlepszych szablistów okresu międzywojennego w Polsce był członkiem drużyny narodowej na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles w 1932 r., która zdobyła brązowy medal w tej dyscyplinie. W indywidualnym starcie doszedł do półfinału. Dwukrotny brązowy medalista Mistrzostw Europy (w Liége 1930 r. i w Warszawie 1934 r.) oraz dwukrotny mistrz Polski (1931 r. i 1934 r.). Podczas walk we wrześniu 1939 r. w bitwie nad Bzurą dowodził II dywizjonem 14. Pułku Artylerii Lekkiej 14. Wielkopolskiej Dywizji Piechoty (wchodzącej w skład „Armii Poznań”). Zginął 22 września w bitwie pod Łomiankami w okolicach wsi Buraków podczas walk odwrotowych i próby przedostania się przez Puszczę Kampinoską do broniącej się Warszawy. Śmierć jednego z najwybitniejszych polskich szablistów odnotowana została w relacji kpt. Adama Soji, lekarza 11. dywizjonu artylerii konnej:
„mjr Nycz podjechał konno pod wał wiślany, gdzie ja znajdowałem się z rannymi. Opowiedział mi o sytuacji i powiada: »jedyna możliwość przedarcia się jest pod wałem wiślanym do lasu Burakowa, tutaj mamy osłonę z drzew i zarośli. Wolnej i gołej przestrzeni, zupełnie nieosłoniętej, mamy około 150 m – uda się to dobrze, a nie, to trudno« i prosto zaraz pojechał pierwszy (...). Jechaliśmy pod wałem wiślanym z Łomianek do lasu Burakowa. Przestrzeń – jakie 150 m – była równa jak stół i zupełnie pusta, bez choćby jednego drzewka, bez żadnego szuwaru tak, iż z Łomianek Górnych, skąd prażyli do nas Niemcy z kilku karabinów maszynowych, przedstawialiśmy cel wymarzony. Ja w końcu, patrzę, a dopędzam majora, reszta wszystko leży na ziemi, tak konie, jak i ludzie, albo stoją jakby urzeczeni, bez ruchu. Koń majora widocznie ranny, bo niby leci, a nic mu nie ubywa drogi, wreszcie tak koń, jak i major padają”.
Leszek Lubicz-Nycz został pośmiertnie awansowany do stopnia podpułkownika, spoczywa na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
* * *
Wielu spośród polskich sportowców przelewając krew w obronie Ojczyzny zapłaciło najwyższą cenę. Opracowanie autorstwa Bogdana Tuszyńskiego pt. „Księga sportowców polskich ofiar II wojny światowej 1939–1945”, zawiera 1421 biogramów polskich sportowców, którzy zginęli podczas okupacji. Walczyli i oddawali życie na wielu frontach II wojny światowej, w kampanii polskiej 1939 r., lesie katyńskim, pod Monte Cassino, w powstaniu warszawskim, czy w niemieckich obozach koncentracyjnych.
