Pod koniec lat 50. jedno z podstawowych narzędzi stanowił domiar podatkowy. Zarówno osobom, jak i instytucjom kościelnym wymierzano absurdalnie wysokie podatki. Niepłacone, szybko przekształcały się w ogromne kwoty, czyniące Kościół dłużnikiem wobec państwa. Zadłużenie to pozwalało na przeprowadzenie konfiskaty majątku oraz egzekucji komorniczej.
Zastosowany przez władze komunistyczne domiar podatkowy za 1960 r. przekraczał możliwości finansowe jezuitów, dlatego zadłużenie klasztoru wobec państwa znacznie wzrosło.
Dużą uwagę przywiązywano do podatków dochodowych i lokalowych. Szczególnie te pierwsze uderzały przede wszystkim w seminaria duchowne oraz domy zakonne i nowicjaty. Władze państwowe ustaliły zasadniczą stawkę na utrzymanie jednego alumna. Równie duży był podatek lokalowy, którego wysokość za 1 m2 była kilkadziesiąt razy wyższa niż dla prywatnego lokatora.
Jesienią 1961 r. w domu Ojców Jezuitów w Kaliszu mieszkało około 50 zakonników, z czego więcej niż połowę stanowili nowicjusze przygotowujący się do powołania. Zastosowany przez władze komunistyczne domiar podatkowy za 1960 r. przekraczał możliwości finansowe jezuitów, dlatego zadłużenie klasztoru wobec państwa znacznie wzrosło. Podjęta przez zakonników próba pisemnego odwołania nie przyniosła pozytywnego rozwiązania, ponieważ Wydział Finansowy Miejskiej Rady Narodowej w Kaliszu za pomocą upomnień wzywał do uiszczenia zaległej kwoty podatku. Po upływie wyznaczonego do zapłaty terminu władze wyznaczyły datę egzekucji komorniczej na 2 października 1961 r. Jej przedmiotem miał być żywy inwentarz hodowany w przyklasztornym gospodarstwie. Wydarzenia, jakie rozegrały się w dniu egzekucji zapisały się w historii miasta, jako „kaliska wojna kokosza”. Po jednej stronie konfliktu był Wydział Finansowy MRN w Kaliszu, Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa, po drugiej zaś jezuicka wspólnota zakonna oraz społeczeństwo kaliskie.
Pierwsza faza zatargu
Postępowanie komornicze rozpoczęło się w wyznaczonym terminie o godzinie 8.00 rano, kiedy na podwórko gospodarcze przez otwartą bramę wjechała ciężarówka z komornikiem oraz jego dwoma pomocnikami. Przełożony kaliskiego domu zakonnego, o. Stefan Dzierżek, próbując grać na zwłokę, polecił przekazać ojcu furtianowi, aby urzędnicy chwilę zaczekali.
Egzekucja komornicza została niefortunnie zaplanowana, ponieważ 2 października wypadał dzień targowy, a targ znajdował się na tyłach ogrodu Ojców Jezuitów.
Po latach wspominał, że od samego początku założył, iż będzie zwlekać, ponieważ w mieście liczącym 80 tys. mieszkańców, jakim był wówczas Kalisz, poczta pantoflowa działała błyskawicznie i niezawodnie. Należało więc dać troszkę czasu i pozwolić wiernym, obecnym na porannej mszy świętej, na podjęcie działań. Ojciec słusznie założył, że najpóźniej za godzinę nadejdzie pomoc.
Podczas, gdy komornik wraz z pomocnikami oczekiwał na przełożonego, ten spokojnie najpierw dokończył śniadanie, a następnie zrobił poranne porządki w swoim pokoju. Urzędnik, zdenerwowany przedłużającą się nieobecnością o. Dzierżka, zagroził, że rozpocznie czynności procesowe bez niego. Gdy na plac przybył o. Dzierżek, ciężarówka podjeżdżała pod kurnik, gdzie około 150 kur kokoszyło się na obszernym wybiegu, oddzielonym wysoką siatką od ogrodu. Wówczas pomocnicy przystąpili do „polowania”. Jak wspominał o. Dzierżek:
„dwóch pomocników komornika ile krzepy w nogach cwałowało wzdłuż i wszerz za uciekającym w panicznym popłochu ptactwem. Sypało się pierze, schwytane ofiary darły się wniebogłosy”.
Proces wyłapywania drobiu przebiegał dość mozolnie. Pół godziny później, ilość kur przerzedziła się ledwo o połowę, a pracownicy opadli z sił. Jednak zagonienie drobiu do kurnika zdecydowanie ułatwiło realizację zadania, gdyż po kolejnej godzinie wszystkie kury znajdowały się w klatkach. Po zakończeniu pierwszej części zadania ciężarówka z cennym łupem zmieniła stanowisko bojowe, podjeżdżając pod chlewnię, lecz w tym samym czasie nadeszła pierwsza fala odsieczy. Przez otwartą szeroko bramę podwórza, od strony miasta na plac wkroczyło kilkanaście Kaliszanek.
Drzwi od chlewni były zamknięte na klucz, zaś jezuita odpowiedzialny za opiekę nad gospodarstwem zakonnym wyszedł do miasta. Po nieudanej próbie sforsowania drzwi, komornik zdecydował, że poczeka na jego powrót, co wyraźnie wpływało na korzyść zakonników, ponieważ z miasta nadciągały nowe posiłki. Zgromadzeni na placu mieszkańcy Kalisza rzucali oskarżenia wobec władzy ludowej. Zaskoczony obrotem wydarzeń komornik, mając świadomość, że jego sytuacja jest niekorzystna, poinformował o sytuacji kierownika Wydziału Finansowego MRN. Pod nieobecność o. Dzierżka oraz komornika, na ciężarówkę wdrapali się około dziesięcioletni chłopiec i osiemdziesięcioletnia kobieta, wypuszczając na plac schwytane wcześniej kury, które rozpierzchły się po całym placu. Pozostałe osoby skutecznie przepłoszyły pomocników, krzycząc
„A wy komuniści, a wy złodzieje. Przyjechaliście naszych Ojców rabować? Wstydu nie macie? Sumienia nie macie?”.
Pracownicy tłumaczyli się, że otrzymali polecenie służbowe, aby jechać wraz komornikiem, gdyby zaś wiedzieli w jakim celu jadą, odmówiliby.
Obecni na miejscu zastępca komendanta MO w Kaliszu oraz kierownik Wydziału Finansowego MRN, widząc rosnące napięcie, podjęli próbę pokojowego rozwiązania konfliktu, proponując napisanie odwołania i prośby o rozłożenie zaległych podatków na raty.
Na plac konfliktu oprócz obrońców dołączyli również funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej oraz Służby Bezpieczeństwa. Przełożony Jezuitów, o. Dzierżek, zaproponował, aby drzwi do chlewni otworzył jeden z zakonników, będący ślusarzem z zawodu. Gdy uporano się z zamkiem, pojawił się nowy problem – w postaci braku pomocników. Podjęto – nieudaną – próbę rozwiązania go, ściągając pracowników pobliskiej gazowni, którzy, gdy zorientowali się na miejscu na czym polegać ma powierzone im zadanie, wrócili do swojego zakładu pracy.
Egzekucja komornicza została niefortunnie zaplanowana, ponieważ 2 października wypadał… dzień targowy, a targ znajdował się na tyłach ogrodu Ojców Jezuitów. Po godzinie 11:00, gdy sprzedawcy wracali z placu targowego, wydarzenia sięgały zenitu. Do pomocy władzom przeciwko rosnącemu tłumowi mieszkańców Kalisza ściągnięto strażacką motopompę oraz dodatkowe posiłki MO. Obecni na miejscu zastępca komendanta MO w Kaliszu oraz kierownik Wydziału Finansowego MRN, widząc rosnące napięcie, podjęli próbę pokojowego rozwiązania konfliktu, proponując napisanie odwołania i prośby o rozłożenie zaległych podatków na raty. Poprzestając na tej propozycji, pierwsza próba przeprowadzenia egzekucji komorniczej została wstrzymana.
Druga faza wojny
Przełożony kaliskich Jezuitów o. Dzierżek zdawał sobie sprawę, że o ile pierwsze „starcie” zostało przez nich wygrane, o tyle wojna nie została jeszcze rozstrzygnięta. Świadczy najlepiej o tym fakt, że kilka dni później do Ojców Jezuitów przybyła delegacja z Poznania na czele z wiceprokuratorem wojewódzkim, który domagał się zwrotu taśmy magnetofonowej i filmowej, nagranych przez zakonników podczas wydarzeń z 2 października. Wobec zdecydowanej odmowy o. Dzierżka, zarządzone zostało przeszukanie, którego dokonało ponad 30 funkcjonariuszy SB, prawdopodobnie z Komendy Wojewódzkiej MO w Poznaniu.
Obecni na miejscu lokalni funkcjonariusze zostali oddelegowani do odgrodzenia posesji zakonników, aby tym razem mieszkańcy Kalisza nie mogli udzielić im pomocy. Trwające ponad osiem godzin przeszukanie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Zarekwirowano wyłącznie taśmę magnetofonową z piosenkami religijnymi oraz pieczątki Akcji Charytatywnej, które kilka dni później zwrócono.
Według wspomnień o. Dzierżka, po zakończonym przeszukaniu wiceprokurator podzielił się z nim refleksją:
„Widziałem sporo klasztorów, niektóre nawet bogate. Ten klasztor jest raczej biedny. Ale czego wam zazdroszczę, to tych książek. To jest wasze bogactwo”.
Natomiast Edmund Kędzierski, kierownik Wydziału do Spraw Wyznań Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu, poinformował o. Dzierżka o przeprowadzeniu konfiskaty żywego inwentarza za zaległe podatki. Zarekwirowano 30 warchlaków, które stanowiły niecałe 10% zadłużenia Ojców Jezuitów z Kalisza.
Skutki i różnorakie reperkusje wojny
Za nieudolne przeprowadzenie pierwszej egzekucji komorniczej – 2 października – wyciągnięte zostały konsekwencje wobec przedstawicieli lokalnych władz. Kilka dni później z urzędu usunięto kierownika Wydziału Finansowego MRN w Kaliszu, a następnie ze stanowiska ustąpił także przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej w Kaliszu, Jan Kraśny. Z kolei około trzech tygodni później usunięto I sekretarza Komitetu Miejskiej PZPR w Kaliszu, Stanisława Krysia.
Ostatecznie wydawać by się mogło, że władza przeprowadzając egzekucję komorniczą odniosła sukces w tej – nierównej – walce, jednak straty wizerunkowe poniesione w oczach społeczeństwa Kalisza w stosunku do zysku (30 warchlaków) były zdecydowanie niewspółmierne.
