Pod przykrywką „troski” oraz „zaangażowania emocjonalnego” działała jedna z najbardziej kontrowersyjnych, a jednocześnie najbardziej zakonspirowana agentka SB – Nena Zofia Darowska primo voto O’Bretenny.
Pani z dziekanatu
Szukając miejsca i drogi życiowej rozpoczęła studia na SGH, a następnie na Uniwersytecie Warszawskim. Zarówno jedne, jak i drugie studia przerwała. Ze względu na znajomości ze znanymi osobami z opozycji, np. takimi jak Janusz Szpotański, który w swoich pracach szydził z ówczesnych władz, znalazła się w kręgu zainteresowania SB.
W połowie lat 60. O’Bretenny otrzymała specjalne zadanie: miała możliwie jak najbardziej zbliżyć się do Leona Beynara – Pawła Jasienicy, historyka, pisarza, eseisty i publicysty „Tygodnika Powszechnego”.
Bezpieka zaoferowała jej pracę w dziekanacie Politechniki Warszawskiej. W zamian miała donosić na pracowników naukowych oraz studentów uczelni. Zofia Darowska wybrała sobie pseudonim operacyjny „Ewa” i 28 września 1963 roku podpisała zobowiązanie do współpracy na zasadzie dobrowolności, zapewniając o swojej rzetelności w kontaktach z funkcjonariuszami aparatu bezpieczeństwa.
Według funkcjonariuszy pozyskanie Zofii O’Bretenny miało na celu rozpoznanie działalności byłych członków Klubu Krzywego Koła, osób ze środowiska warszawskiej inteligencji oraz aktywnych działaczy opozycji.
Wytypowanie oraz pozyskanie TW okazało się trafne. W toku współpracy odbyto z TW „Ewa” 462 spotkania, w trakcie których pozyskano szereg wartościowych informacji operacyjnych.
Według akt zachowanych w IPN uzyskała „dotarcie do wielu figurantów prowadzonych rozpracowań”. Spotkania z funkcjonariuszami odbywały się w lokalach konspiracyjnych oraz kawiarniach. Za przekazane w trakcie współpracy informacje TW „Ewa” była 160 razy wynagradzana kwotami pieniężnymi w kwotach od 500 do 4000 zł, co zostało udokumentowane jej własnoręcznymi pokwitowaniami.
Sieć wokół Pawła Jasienicy
W połowie lat 60. O’Bretenny otrzymała specjalne zadanie: miała możliwie jak najbardziej zbliżyć się do Leona Beynara – Pawła Jasienicy, historyka, pisarza, eseisty i publicysty „Tygodnika Powszechnego”, członka Stowarzyszenia „Pax” oraz działacza i ostatniego prezesa Klubu Krzywego Koła.
O’Bretenny była wysyłana na spotkania autorskie pisarza, podczas których zachowywała się tak, by zwrócić na siebie jego uwagę. Na wszystkie przychodziła doskonale przygotowana. Siadała w pierwszych rzędach słuchaczy, wygłaszała trafne uwagi i zadawała pytania przygotowane dla niej przez historyków pracujących dla władz.
Jasienica, sprzeciwiając się cenzurze oraz aktywnie działając w opozycji liberalno – demokratycznej, pozostawał na celowniku władz. W połowie lat 60. donosiło na niego co najmniej trzydziestu agentów. O’Bretenny była wysyłana na spotkania autorskie pisarza, podczas których zachowywała się tak, by zwrócić na siebie jego uwagę. Na wszystkie przychodziła doskonale przygotowana. Siadała w pierwszych rzędach słuchaczy, wygłaszała trafne uwagi i zadawała pytania przygotowane dla niej przez historyków pracujących dla władz.
Nie było to zresztą trudne. Według notatek oficerów prowadzących „Ewa” była nie tylko pełną uroku blondynką, ale także osobą wysoce inteligentną, posiadającą doskonałe umiejętności interpersonalne. Beynar błyskawicznie stracił dla niej głowę. Kiedy w marcu 1968 r. Jasienica wystąpił ostro przeciwko władzom i zaczęła się na niego nagonka, zamieszkał w jej mieszkaniu przy ul. Koszykowej. 19 marca 1968 roku. TW „Ewa” donosiła:
„(…)Od soboty 16.03.1968r. mieszka u mnie Paweł Jasienica. Nastąpiło to na skutek namowy jego córki i mojej, po wypadku pobicia Kisielewskiego…”.
Wejście w stosunek małżeński nie zmieni jej lojalnej postawy
Od tego czasu TW miała nad nim bezpośrednią kontrolę. Była z tego bardzo zadowolona, czego nie ukrywała przed funkcjonariuszami.
Zakochany Jasienica poprosił ją o rękę, zabierał na przyjęcia, wprowadził do odpowiedniego towarzystwa. W grudniu 1969 roku doszło do ich ślubu, a Paweł Jasienica był zachwycony swoją żoną. Tymczasem „Ewa”, która po ślubie zmieniła pseudonim na „Max” (ew. „Maks”), nadal pisała raporty.
Wiedziała, kto do niego dzwonił, kto przychodził, znała treść rozmów z Melchiorem Wańkowiczem, Janem Olszewskim czy Stefanem Kisielewskim. Niejednokrotnie już parę godzin po ich wyjściu sporządzała odpowiednie raporty dla SB.
Zakochany Jasienica poprosił ją o rękę, zabierał na przyjęcia, wprowadził do odpowiedniego towarzystwa. W grudniu 1969 roku doszło do ich ślubu, a Paweł Jasienica był zachwycony swoją żoną. Tymczasem „Ewa”, która po ślubie zmieniła pseudonim na „Max” (ew. „Maks”), nadal pisała raporty. Odbierał je prowadzący ją funkcjonariusz, pojawiający się w domu Beynarów, jako jej dobry znajomy, pod pozorem pożyczania książek.
Inspektor Wydz. III zanotował po ślubie:
„TW »Ewa« zapewniła, że wejście w stosunek małżeński nie zmieni jej lojalnej postawy”.
Tylko nieliczni przyjaciele podejrzewali, że z Zofią jest coś nie tak. Stefan Kisielewski tak podsumowywał ją po wizycie:
„(…) jest to osoba wyszczekana, inteligentna, bywała, jeszcze »akówka« ale coś mi za mądra”.
Jasienica zmarł wycieńczony chorobą w 1970 roku, a Zofia na pogrzebie odegrała rolę zrozpaczonej wdowy. Po śmierci Jasienicy nie chciała już przebywać w domu, w którym mieszkali razem. Poprosiła SB o nowe mieszkanie. Dostała je na Starym Mieście. Otrzymała też rentę po mężu, po czym wyjechała do Francji.
* * *
Zofia Beynar-O’Bretenny zmarła w kwietniu 1997 r. Po ujawnieniu w 2002 r. przez IPN jej współpracy z SB córka pisarza, Ewa Beynar-Czeczott, wystąpiła do sądu o odebranie praw autorskich synowi Zofii O’Bretenny. Chciała, by jej macochę uznano za niegodną do dziedziczenia po mężu. W 2006 sąd przyznał wyłączność praw autorskich do dzieł Jasienicy jego córce.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
