Lakoniczny zapis brzmiał:
„spalili się w domu, z aeroplanu polskiego spadła bomba (za dużo nabrali [bomb]) o godz. 12 ½ [tj. 12.30], jedli obiad. Jego chałupa spaliła się i Jana Kuźniarza – wiatr zachodni – wody nigdzie (posucha)”.
Ten dość zaskakujący opis spowodował, iż lokalna społeczność, czcząc pamięć o tragicznie zmarłych rodakach, ostrożnie opisała okoliczności ich śmierci. Na odsłoniętym w 2011 r. obelisku, upamiętniającym śmierć rodziny napisano:
„stracili życie od wybuchu bomby lotniczej zrzuconej na ich dom”.
Podobnie lakoniczny zapis widnieje na nagrobku Koleniaków na miejscowym cmentarzu parafialnym:
„zginęli w dniu 1 września 1939 r. w wyniku wybuchu bomby lotniczej”.
Alarm w Jarosławiu
„Polski aeroplan” nad Chłopicami, w dodatku przeładowany bombami, w dniu wybuchu wojny? W literaturze przedmiotu brak jest informacji, by tego dnia polskie lotnictwo wojskowe dokonywało jakichś przelotów w rejonie tej miejscowości.
Wiesław Kielar, jarosławski harcerz, pełniący funkcję w biernej obronie przeciwlotniczej Jarosławia, a niedługo później jeden z pierwszych więźniów KL Auschwitz, tak wspominał południe w dniu 1 września:
„Około południa rozdzwonił się nasz telefon. Uwaga, uwaga! Nadchodzi! Już grają syreny, łącząc jednostajne, wysokie dźwięki w jeden żałosny skowyt przewiercający uszy. Z animuszem kręcę korbą. Z tuby wydobywa się basowy ton, tak głośny i potężny, że aż boli w uszach. […] Z napięciem wpatrujemy się w bezchmurne niebo. Prócz słońca, częstującego nas we wrześniu lipcowym upałem, nic nie widać. Ani też nic nie słychać. Kompletna cisza. Ogłuchliśmy od tej piekielnej syreny lub, co jest najprawdopodobniejsze, ustał wszelki ruch na skutek alarmu. Mijają długie minuty w najwyższym napięciu. Chyba fałszywy alarm. Nie ogłuchłem jednak, bo oto słuchać przerywany sygnał odwołujący nalot”1.
Mimochodem warto wspomnieć, że pierwszego dnia wojny Jarosław miał jeszcze silną obronę przeciwlotniczą, bowiem w mieście (oraz rozśrodkowane w sąsiednich wioskach) znajdowały się oddziały )dopiero co mobilizowanej i wyprawianej koleją na front) 24. Dywizji Piechoty. Inny harcerz, również członek biernej OPL i również późniejszy „oświęcimiak”, Kazimierz Tokarz, wspominał, że
„w pierwszym dniu wojny Jarosław zmienił swój wygląd. Na dachach budynków mieszczących się obok stacji PKP oraz obok koszar wojskowych zainstalowano gniazda ciężkich karabinów maszynowych. W niektórych punktach miasta i poza nim stała artyleria p[rzeciw]lotnicza oraz działa przystosowane do strzelania do samolotów”2.
Lot niemieckiego dywizjonu II/KG 4
1 września 1939 r. o godzinie 10.05 z lotniska w Oleśnicy (Oels) koło Wrocławia wystartowało 29 Heinkli He-111P z dywizjonu II/KG 4. Celem ataku było lotnisko Skniłów we Lwowie, w okresie pokoju miejsce stacjonowania 6. pułku lotniczego. Niemiecka wyprawa dotarła do Lwowa tuż przed południem. Po ataku na lotnisko, na którym notabene polskich samolotów bojowych nie było, skierowała się w drogę powrotną do Oleśnicy. Na macierzyste lotnisko niemieckie bombowce dotarły niemal w komplecie po ponad dwóch godzinach, o 14.26. Jeden Heinkel, trafiony przez polską obronę przeciwlotniczą, rozbił się podczas awaryjnego lądowania w rejonie Sambora. Dwa He 111 wróciły później: o 16.05 samolot o numerach bocznych 5J+GN; o 17.21 – 5J+HP.
Bez wątpienia właśnie z wyprawą II/KG 4 należy wiązać alarm przeciwlotniczy w Jarosławiu, a także bombę zrzuconą w Chłopicach. Wiadomo, że nad Chłopicami pojawił się jeden samotny bombowiec. Czy był jeden z dwóch He 111, które dotarły do Oleśnicy z opóźnieniem?
Niewyjaśnioną jest przyczyna bombardowania. Wiadomo, że w Chłopicach odbywała się koncentracja jednego z dywizjonów 40. pułku artylerii lekkiej. Naturalnym miejscem takiej koncentracji wydawałby się np. miejscowy folwark, oddalony ledwie ćwierć kilometra od gospodarstwa Koleniaków. Czy żołnierze, względnie sprzęt wojskowy, zostali dostrzeżeni przez lotników, skłaniając ich do ataku z powietrza? Czy był to popełniony z premedytacją akt terroru? Czy może przypadek – pozbycie się bomby, niezrzuconej podczas nalotu na Lwów z powodu awarii wyrzutnika? Pytania te zapewne pozostaną bez odpowiedzi, faktem jest natomiast, że w wyniku niemieckiego ataku zginęli cywile.
Skąd zapis w chłopickiej Liber Mortuorum o „polskim aeroplanie”? Wyjaśnienie tego faktu może być prozaiczne. Dwusilnikowy bombowiec dla ogółu mógł być kojarzony z polskim PZL 37 „Łoś”, znanym z plakatu Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej „Silni, zwarci, gotowi”, szeroko kolportowanego wiosną i latem 1939 roku. Lecącego Heinkla He 111 z ziemi mogły rozpoznać wyłącznie osoby dobrze zorientowane w ówczesnej technice lotniczej. Mogło być i tak, że świadkom dramatu rodziny Koleniaków nie mieściło się w głowie, że pierwszego dnia wojny niemiecki samolot może dokonać ataku w małej miejscowości w głębi Polski.
1 W. Kielar, Nasze młode lata. Wspomnienia, Wrocław 2004, s. 195.
2 K. Tokarz, Nie tracić nadziei. Wspomnienia więźnia Oświęcimia nr 282, Rzeszów 2000, s. 10.
