W czasie Powstania Warszawskiego Franciszek Edward Pfeiffer „Radwan” był dowódcą Obwodu I Śródmieście; ppłk Mieczysław Niedzielski „Żywiciel” – dowódcą Obwodu II Żoliborz; mjr Jan Tarnowski „Waligóra” – dowódcą Obwodu III Wola; ppłk Mieczysław Sokołowski „Grzymała” – dowódcą Obwodu IV Ochota; ppłk Aleksander Hrynkiewicz „Przegonia” – dowódcą Obwodu V Mokotów, a jego następcy na tym stanowisku to: ppłk Stanisław Kamiński „Daniel” (jednocześnie dowódca pułku „Baszta”) i ppłk Józef Rokicki „Karol”; płk Antoni Żurowski „Papież” – dowódcą Obwodu VI Praga. Poza Warszawą znajdowały się dwa elementy struktury Okręgu Warszawa: Obwód VII „Obroża” obejmujący teren powiatu warszawskiego, którym dowodził mjr Kazimierz Krzyżak „Bronisław”, i samodzielny rejon Okęcie pod dowództwem mjr. Stanisława Babiarza „Wysockiego”.
Przedstawienie sylwetek dowódców obwodów wymaga skrótowego choćby omówienia ich losów przed 1 sierpnia 1944 r. Przede wszystkim posiadali oni doświadczenie konspiracyjne z okresu walki o niepodległość Polski. Pięciu z nich miało za sobą służbę w POW (Pfeiffer, Niedzielski, Tarnowski, Sokołowski i Hrynkiewicz); Rokicki należał do konspiracji dowborczyków w 1918 r.
Posiadali oni doświadczenie konspiracyjne z okresu walki o niepodległość Polski. Pięciu z nich miało za sobą służbę w POW (Pfeiffer, Niedzielski, Tarnowski, Sokołowski i Hrynkiewicz); Rokicki należał do konspiracji dowborczyków w 1918 r.
Drugą wartą podkreślenia cechą była służba w formacjach uważanych za elitarne. Sokołowski, Żurowski i Babiarz byli oficerami w Korpusie Ochrony Pogranicza, a Hrynkiewicz oficerem w 1 pułku szwoleżerów. Najmniejsze doświadczenie wojskowe miał z pewnością Krzyżak, który jako jedyny z tego grona był tylko oficerem rezerwy. Doświadczenie dowódcze w bojach wrześniowych wyróżniało dowódców batalionów: Pfeiffera, Sokołowskiego, Żurowskiego. Komendanci Niedzielski, Tarnowski, Sokołowski, Żurowski i Krzyżak od początku konspiracji działali na terenie swych obwodów. Hrynkiewicz i Babiarz zostali mianowani dowódcami obwodów w 1942 r. W odmiennej sytuacji znajdowali się Pfeiffer mianowany po scaleniu jego organizacji z AK w 1944 r. oraz Kamiński i Rokicki, którzy uzyskali swą funkcję ze względu na niesubordynację Hrynkiewicza.
20 września 1944 r. jednostki Obwodu I stały się 28. Dywizją Piechoty im. Stefana Okrzei – regularną jednostką Wojska Polskiego. Obwód II został przekształcony w 8. DP AK im. Romualda Traugutta, Obwód V w 10. DP AK im. Macieja Rataja, a komendanci obwodów stali się dowódcami tych jednostek. Zmiana nazwy oznaczała ostateczne zakończenie okresu konspiracyjnego. Powstańcy stali się pełnoprawnymi żołnierzami, uczestnikami walk po stronie aliantów.
„Radwan”
Podpułkownik Franciszek Edward Pfeiffer „Radwan” był dowódcą Obwodu I Śródmieście. Ze wspomnień o nim przebija obraz człowieka o silnej woli, zdyscyplinowanego i surowego dla podwładnych. Nie unikał dowodzenia na pierwszej linii. Już 5 sierpnia został poważnie ranny w szyję podczas prowadzenia nieudanego szturmu na PAST-ę. Mimo to „dowodził leżąc na noszach” – jak zapisał płk Chruściel.
Już w pierwszym tygodniu powstania zachodnia flanka Obwodu I stała się głównym celem niemieckiego ataku. Gwałtowne uderzenie ugrupowania gen. SS Heinza Reinefartha doprowadziło do odcięcia Starego Miasta od Śródmieścia. Pułkownik Chruściel zdecydował wtedy o powołaniu na tym terenie Grupy „Północ” pod dowództwem płk. Karola Ziemskiego „Wachnowskiego”, zastępcy „Montera”. Podpułkownik Pfeiffer miał pod swoją komendą ugrupowanie, którego zadaniem było zlikwidowanie odosobnionych punktów oporu nieprzyjacielskiego wewnątrz obwodu. Jednym z nich był budynek PAST-y na ul. Zielnej; zdobycie tej niemieckiej placówki było możliwe jedynie dzięki pomysłowości powstańców. Zaproponowali oni, aby za pomocą motopompy oblać gmach mieszanką palną. „Radwan” początkowo był niechętny – zależało mu na ocaleniu urządzeń technicznych wewnątrz gmachu. Później zaakceptował pomysł, dzięki czemu 20 sierpnia akowcy odnieśli jeden z największych sukcesów taktycznych w powstaniu. Do końca sierpnia powstańcy zdobyli budynek „Żywca” (na rogu Alej Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej), „Cristal” (ul. Bracka 16) i „Cafe Club” (Nowy Świat 15) w Śródmieściu Północnym oraz budynek YMCA (ul. Konopnickiej 6), ul. Frascati, ul. Matejki i Dolinę Szwajcarską w Śródmieściu Południowym.
Podpułkownik Franciszek Edward Pfeiffer „Radwan” był dowódcą Obwodu I Śródmieście. Ze wspomnień o nim przebija obraz człowieka o silnej woli, zdyscyplinowanego i surowego dla podwładnych. Nie unikał dowodzenia na pierwszej linii. Już 5 sierpnia został poważnie ranny.
Zadaniem „Radwana” było także połączenie się z innymi częściami Warszawy objętymi powstaniem. 23 sierpnia przeprowadził on atak na stanowiska niemieckie po zachodniej stronie Krakowskiego Przedmieścia, w wyniku którego zajął budynki przedwojennego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, komendę stołeczną policji granatowej i kościół Świętego Krzyża. Natarcie było skoordynowane z uderzeniem powstańców od strony Powiśla na zabudowania uniwersyteckie, które jednak się nie powiodło.
Kolejne trudne dla ppłk. Pfeiffera doświadczenie nastąpiło nocą 30/31 sierpnia. Na rozkaz KG AK przeprowadzono próbę wyjścia naprzeciw oddziałom ewakuującym się ze Starówki. Powstańcy usiłowali przebić się na pl. Żelaznej Bramy z okolic ul. Królewskiej, jednak natarcie utknęło pod silnym ogniem przeciwnika. Od strony Starówki z dużym opóźnieniem ruszyli podkomendni płk. Mazurkiewicza, którzy także natrafili na zaporę ogniową. Następnie Niemcy kontratakowali, zadając żołnierzom ze Śródmieścia duże straty. Podpułkownik Pfeiffer „Radwan” mógł jedynie obserwować pozbawione szans powodzenia natarcie. We wrześniu przeprowadził dwie inne próby wsparcia sąsiednich dzielnic: Powiśla w walkach o teren Uniwersytetu i Czerniakowa w rejonie pl. Trzech Krzyży i ul. Książęcej. Choć spowodowały one znaczne straty w szeregach niemieckich, to nie mogły zatrzymać upadku obu dzielnic wchodzących w skład Obwodu I. „Radwan” skapitulował 2 października wraz z KG AK.
„Żywiciel”
Powstanie w Obwodzie II Żoliborz rozpoczęło się przed godziną „W”. Pomiędzy trzynastą a czternastą doszło do przypadkowego starcia żołnierzy 9. Kompanii z Oddziału Dywersji Bojowej, przenoszących broń na miejsce koncentracji, z jadącymi ul. Krasińskiego niemieckimi żandarmami. Niemcy natychmiast odcięli Żoliborz od Śródmieścia na linii torów kolejowych. Uniemożliwiło to wielu akowcom stawienie się na punktach koncentracji.
W tak trudnych warunkach w godzinie „W” doszło do wykonania zaplanowanych ataków na obiekty zajęte przez okupanta. Nie było jednak już mowy o zaskoczeniu. Oddziały powstańcze nacierały umocnione pozycje niemieckie m.in. na Cytadeli, w forcie Bema, Akademii Wychowania Fizycznego. Wszystkie ataki zostały odparte z dużymi stratami. Kiedy wieczorem doszło do koncentracji oddziałów, a ich dowódcy złożyli raporty, „Żywiciel” zdecydował się na przedostanie się do Puszczy Kampinoskiej „z powodu strat i braku amunicji” – jak skonstatował w meldunku do „Montera”. Żołnierze Obwodu II wymaszerowali nocą w ulewnym deszczu i bez przeszkód znaleźli się w Puszczy Kampinoskiej. Podpułkownik Niedzielski miał zamiar dozbroić się tu sprzętem ze zrzutów alianckich, a następnie opanować lotnisko bielańskie i Żoliborz. Plany te unieważnił jednak rozkaz powrotu do Warszawy, który przyniosła łączniczka od „Montera”.
Podpułkownik Pfeiffer miał pod swoją komendą ugrupowanie, którego zadaniem było zlikwidowanie odosobnionych punktów oporu nieprzyjacielskiego wewnątrz obwodu. Jednym z nich był budynek PAST-y; zdobycie tej niemieckiej placówki było możliwe jedynie dzięki pomysłowości powstańców. Zaproponowali oni, aby za pomocą motopompy oblać gmach mieszanką palną.
„Żywiciel” zdecydował o natychmiastowym powrocie do stolicy. Doprowadziło to jednak do buntu, w wyniku którego część żołnierzy AK pozostała w Kampinosie. Podpułkownik Niedzielski musiał pogodzić się z tą niesubordynacją, jako że sam wcześniej podjął samowolną decyzję o wycofaniu się z Warszawy. Z pozostałych żołnierzy sformował kolumnę marszową, na czele której wkroczył w granice miasta. Późnym wieczorem powstańcy dostrzegli na swej drodze patrole nieprzyjaciela. Byli to żołnierze węgierscy, frontowcy, którzy pod Warszawą mieli odpocząć po trudach długiego odwrotu. Podpułkownik Niedzielski uznał, że warto zaryzykować podjęcie rozmów z przychylnie nastawionymi do Polaków Honwedami. Węgrzy zgodzili się przepuścić polski oddział. Tymczasem zaczęło świtać i powstańcy zatrzymali się w budynkach osiedla „Zdobycz Robotnicza”, aby przeczekać dzień. Wkrótce warty dały znać o zbliżającej się od strony miasta tyralierze. Jeden z oficerów z niewyjaśnionych przyczyn uznał, że to powstańcy wychodzą im naprzeciw i kazał wywiesić polską flagę. Zbliżający się żołnierze okazali się niemieckim pododdziałem przeczesującym okolicę. Następnie pojawiły się czołgi i samochody pancerne. Wszystkie podejmowane przez Niemców próby zdobycia zaciekle bronionych budynków zostały odparte. Zapadający wieczór oznaczał zwycięstwo powstańców i szansę na dotarcie do Żoliborza.
Aby usprawnić marsz, ppłk Niedzielski nakazał pozostawienie nieuzbrojonych i rannych w mieszkaniach na terenie osiedla. Rozkaz oprotestowali podkomendni, którzy uznali, że skazuje on na pewną śmierć nie tylko towarzyszy broni, ale i ukrywających ich cywilów. Doszło do scysji, która zakończyła się kolejnym rozerwaniem sił obwodu. Buntownicy, zabierając ze sobą rannych i bezbronnych, wyszli z osiedla w stronę Kampinosu. „Żywiciel” wraz z 350–400 uzbrojonymi powstańcami przemknął się między niemieckimi pozycjami na Żoliborz.
Podpułkownik Niedzielski zorganizował na nowo obronę obwodu, wykorzystując pozycje obronne oddziałów, które pozostały na Żoliborzu. Z pomocą ludności robiono barykady i przekopy, przebijano przejścia między domami, by umożliwić bezpieczną komunikację. Do oddziałów powstańczych zgłaszali się ochotnicy, co umożliwiło stopniową odbudowę sił obwodu.
Powstanie w Obwodzie II Żoliborz rozpoczęło się przed godziną „W”. Pomiędzy trzynastą a czternastą doszło do przypadkowego starcia żołnierzy 9. Kompanii z Oddziału Dywersji Bojowej, przenoszących broń na miejsce koncentracji, z jadącymi ul. Krasińskiego niemieckimi żandarmami.
4 sierpnia odparto kilka wspieranych bronią pancerną niemieckich natarć wzdłuż ul. Słowackiego. Kolejne dni nie przyniosły znaczących starć. Doszło jednak do zmian w strukturze dowodzenia Okręgu Warszawa, w związku z przebiciem się Niemców z Woli aż do mostu Kierbedzia. Powołanie Grupy „Północ” pod dowództwem płk. Ziemskiego miało umożliwić skupienie wszystkich sił powstańczych ze Starówki, Żoliborza i Puszczy Kampinoskiej pod jedną komendą. „Wachnowski” dążył do połączenia swoich sił – zaplanował uderzenie na Dworzec Gdański przez Obwód II i Zgrupowanie „Kampinos” od północy oraz Zgrupowanie „Radosław” od południa. Zadaniem ppłk. Niedzielskiego było wsparcie uderzenia częścią sił oraz prowadzenie ostrzału innych pozycji niemieckich, aby nie mogły one przyjść z pomocą załodze Dworca Gdańskiego. Pierwszy atak nocą z 20 na 21 sierpnia utknął na przedpolu linii obwodowej w ogniu broni maszynowej i artylerii. Także siłom „Radosława” nie udało się przełamać niemieckiej obrony od strony ul. Bonifraterskiej.
Kolejny szturm nastąpił 24 godziny później, w wyniku zaskakującej decyzji dowództwa AK. Szef Sztabu KG AK gen. Tadeusz Pełczyński „Grzegorz”, który przeszedł na Żoliborz kanałami, objął dowództwo akcji. Szturm trwał od 3 do 4.14 nad ranem, w jego wyniku jedynie kompania partyzancka z Kampinosu przedostała się przez linię obwodową na Stawki, gdzie została zniszczona przez Niemców. Gdy do walki włączył się niemiecki pociąg pancerny, gen. Pełczyński rozkazał odwrót. Na polu bitwy pozostało kilkuset zabitych powstańców. Należy podkreślić ofiarność oddziałów dowodzonych przez ppłk. Niedzielskiego „Żywiciela”, mimo że natarcie zostało zrealizowane wbrew jego opinii.
Żołnierze Obwodu II wymaszerowali nocą w ulewnym deszczu i bez przeszkód znaleźli się w Puszczy Kampinoskiej. Podpułkownik Niedzielski miał zamiar dozbroić się tu sprzętem ze zrzutów alianckich, a następnie opanować lotnisko bielańskie i Żoliborz. Plany te unieważnił jednak rozkaz powrotu do Warszawy, który przyniosła łączniczka od „Montera”.
Pojawienie się wojsk sowieckich na prawym brzegu Wisły spowodowało uderzenie Niemców w dniach 14–16 sierpnia na Marymont, który dawał powstańcom połączenie z Kępą Potocką i brzegiem Wisły. Niemieccy żołnierze zamordowali wtedy 363 cywilnych mieszkańców Marymontu. Dalsze natarcie na Żoliborz prowadzone z zamiarem połączenia się z załogą Cytadeli wzdłuż brzegu Wisły zostało odparte przez powstańców. Straty niemieckie sięgnęły 350 zabitych i rannych.
W dniach 17–21 września nastąpił desant batalionu piechoty „ludowego” WP na Kępę Potocką. Od pozycji powstańczych oddzielał go wał wiślany obsadzony przez Niemców. Podpułkownik Niedzielski zaplanował uderzenie w celu otwarcia sobie drogi na brzeg Wisły. 20 września 1944 r. powstańcy podjęli próbę przebicia się na Kępę, jednak atak został powstrzymany. 21 września Niemcy zniszczyli przyczółek na Kępie Potockiej.
29 września okupanci rozpoczęli generalny szturm Żoliborza siłami grupy gen. Hansa Källnera wspartej ponad 100 czołgami. 30 września oddziały nieprzyjacielskie zepchnęły powstańców na teren I kolonii WSM. Podpułkownik Niedzielski był zdecydowany walczyć do końca i nie chciał podejmować rozmów z Niemcami. Dopiero przybyły płk Ziemski skłonił „Żywiciela” do poddania Żoliborza. Walki zakończyły się 30 września, a dwukrotnie ranny ppłk Niedzielski dostał się do niemieckiej niewoli.
„Waligóra”
W trudnej sytuacji pierwszego dnia powstania znalazł się ppłk Jan Tarnowski, dowódca Obwodu III Wola. O godzinie „W” w miejscach zbiórek stawiło się mniej niż 40 proc. żołnierzy obwodu. W efekcie powstańcom nie udało się zdobyć żadnej pozycji niemieckiej wewnątrz dzielnicy. 5 sierpnia „Waligóra” został ciężko ranny podczas walk przy ul. Górczewskiej. Realizację zadań w obwodzie wzięło na siebie Zgrupowanie „Radosław”. Mimo to już w pierwszym tygodniu powstania Obwód III został w całości opanowany przez Niemców, którzy dopuścili się rzezi mieszkańców Woli.
„Grzymała”
Podpułkownik Mieczysław Sokołowski, dowódca Obwodu IV Ochota, o godzinie „W” z domu przy pl. Narutowicza obserwował atak swoich podkomendnych na dom akademicki, gdzie stacjonowała niemiecka jednostka policyjna. Natarcie załamało się na przedpolu. Późnym wieczorem „Grzymała” otrzymał informację o kolejnych niepowodzeniach, wyczerpaniu w trzech czwartych zapasu amunicji i upadku morale podległych mu oficerów i żołnierzy. Po nocnej naradzie w sztabie obwodu komendant zdecydował o opuszczeniu Warszawy i marszu do lasów na terenie „Obroży”.
Z pomocą ludności robiono barykady i przekopy, przebijano przejścia między domami, by umożliwić bezpieczną komunikację. Do oddziałów powstańczych zgłaszali się ochotnicy, co umożliwiło stopniową odbudowę sił obwodu.
Marsz kolumny liczącej 550–650 powstańców odbył się niemal bez zakłóceń. Niemcy trwali na swoich stanowiskach i nie ryzykowali walk w nocy. W Regułach „Grzymała” pozostawił kobiety i rannych pod opieką mieszkańców. Rankiem ruszył dalej w stronę Lasów Sękocińskich. 2 sierpnia pod Pęcicami powstańcy próbowali przebić się przez niemieckie pozycje, co zakończyło się klęską. Niemcy jeszcze tego samego dnia rozstrzelali 60 rannych i wziętych do niewoli powstańców. Siły główne oddziału ppłk. Sokołowskiego obeszły pozycje niemieckie od zachodu i przeszły do Lasów Chojnowskich.
15 sierpnia ppłk Sokołowski otrzymał od płk. Chruściela rozkaz poprowadzenia oddziałów na Mokotów. Sformował dwa bataliony po ok. 350 uzbrojonych żołnierzy. Pozostałych, którzy nie mieli broni, zdemobilizował. Zaplanowano uderzenie z Lasu Kabackiego siłami jednego batalionu na Wilanów, a następnie na Sadybę. Drugi batalion miał złamać opór Niemców na Służewie i przebić się na Mokotów. Natarcie ruszyło nocą z 18 na 19 sierpnia. Podpułkownik Sokołowski ze sztabem obwodu maszerował przy batalionie nacierającym na Wilanów. Powstańcy ominęli znajdującą się w Wolicy niemiecką baterię przeciwlotniczą. „Grzymała” prawdopodobnie zakładał, że walka o tę pozycję zaprzepaściłaby możliwość zaskoczenia Niemców w Wilanowie.
Gdy powstańcy rozpoczęli natarcie na obsadzony przez esesmanów pałac, zaalarmowani artylerzyści z Wolicy oświetlili reflektorami przeciwlotniczymi przedpole Wilanowa, a następnie otworzyli ogień do zaskoczonych powstańców. Sokołowski został ranny, a natarcie się załamało. Większość żołnierzy batalionu obeszła Wilanów polami i przeszła na Sadybę. Drugi batalion w całości dotarł na Mokotów, nie nawiązując walki z nieprzyjacielem. Rankiem 19 sierpnia ranny ppłk Sokołowski został odnaleziony i dobity przez niemiecki patrol. „Grzymała” jako jedyny z komendantów obwodów Okręgu AK Warszawa zginął na polu bitwy.
„Przegonia”, „Daniel” i „Karol”
Pierwszy komendant Obwodu V Mokotów ppłk Hrynkiewicz „Przegonia” został odcięty od swych podwładnych przez oddziały niemieckie i wycofał się z Warszawy na teren „Obroży”. Następnie powrócił do konspiracji i de facto złożył dowództwo. Ciężar walk na Mokotowie spoczął na żołnierzach pułku „Baszta” ppłk. Stanisława Kamińskiego „Daniela”, który znalazł się na Mokotowie w związku z pierwotnym planem umieszczenia tam KG AK. Pomimo ciężkich strat poniesionych pierwszego dnia powstania, „Daniel” zdecydował się pozostać na miejscu. Wokół niego gromadziły się inne grupy powstańcze z dzielnicy. Stopniowo opanował teren Górnego Mokotowa, a także ul. Dolną prowadzącą na Dolny Mokotów.
Podpułkownik Niedzielski był zdecydowany walczyć do końca i nie chciał podejmować rozmów z Niemcami. Dopiero przybyły płk Ziemski skłonił „Żywiciela” do poddania Żoliborza. Walki zakończyły się 30 września, a dwukrotnie ranny ppłk Niedzielski dostał się do niemieckiej niewoli.
18 sierpnia „Monter” mianował na stanowisko dowódcy Obwodu V ppłk. Józefa Rokickiego „Karola”. Rokicki dostał się na Mokotów kanałami, a następnie udał się na piechotę do Lasów Chojnowskich. Spodziewał się znaleźć tam oddziały AK uzbrojone dzięki zrzutom przeprowadzonym przez aliantów, takie informacje uzyskał bowiem od „Montera”. Zastał jedynie kilka oddziałów bez wartości bojowej. W trakcie tej eskapady dwukrotnie trafiał na niemieckie patrole, przy czym raz został wylegitymowany przez żandarmerię polową (miał rzecz jasna fałszywe papiery), a raz udał gospodarza kopiącego ziemniaki. Po powrocie na Mokotów ppłk Rokicki musiał odtworzyć sztab obwodu. Zrobił to, nie korzystając z pomocy podwładnych Stanisława Kamińskiego „Daniela”.
Podpułkownik Rokicki zwięźle scharakteryzował specyfikę Mokotowa:
„teoretycznie walka w mieście – w rzeczywistości walka na dużych przestrzeniach otwartych i pustych”.
Zmagania te były szczególnie trudne ze względu na przytłaczającą przewagę ogniową Niemców. Sama komunikacja między izolowanymi placówkami powstańczymi niosła ryzyko śmierci. Wiele zależało od postawy oficerów, ich osobistego przykładu, którym pociągali podwładnych do akcji. To z kolei powodowało duże straty w kadrze dowódczej.
Kiedy na Pragę zaczęły nadciągać wojska sowieckie, Niemcy zdecydowali się odciąć powstańców od Wisły. W dniach 11–15 września przeprowadzili natarcie na Sielce. Przez pięć dni walki toczyły się o każdy dom. Przyniosły obwodowi straty ponad 300 zabitych i rannych. Zakończyły się wycofaniem całości sił na Górny Mokotów.
Późnym wieczorem „Grzymała” otrzymał informację o kolejnych niepowodzeniach, wyczerpaniu w trzech czwartych zapasu amunicji i upadku morale podległych mu oficerów i żołnierzy. Po nocnej naradzie w sztabie obwodu komendant zdecydował o opuszczeniu Warszawy i marszu do lasów na terenie „Obroży”.
24 września Obwód V stał się pierwszym celem niemieckiego szturmu generalnego wspartego czołgami i sztukasami. 26 września powstańcy bronili już tylko skrawka miasta między Kazimierzowską, Ursynowską, Puławską i Madalińskiego. Późnym wieczorem ppłk Rokicki zdecydował się wycofać wraz z większością sił obwodu kanałami na Śródmieście. Poinformował o tym „Montera”, który jednak zakazał odwrotu. Rozkaz ten zastał „Karola” w kanałach. Powrót w tych warunkach groził zniszczeniem oddziału. Rokicki zdecydował o kontynuacji marszu do bezpiecznych włazów w Al. Ujazdowskich. Doprowadził tam ok. 600 wyczerpanych żołnierzy. „Monter” uznał jednak działania Rokickiego za przedwczesne. Nakazał mu wykonać rozkaz powrotu na Mokotów, jednak już wówczas przejście to zostało zablokowane przez Niemców. „Karol” pozostał w Śródmieściu do kapitulacji. Wyznaczony na zastępcę komendanta mjr Kazimierz Szternal „Zryw” zakończył powstańczą epopeję Mokotowa 27 września.
„Papież”
Przyczyną porażki powstania na Pradze była obecność na jej terenie frontowych jednostek niemieckich, które właśnie kończyły zwycięską bitwę pod Mińskiem Mazowieckim z sowiecką 2. Armią Pancerną. Praga już na początku powstania znalazła się w takiej sytuacji, w jakiej Mokotów i Żoliborz skapitulowały w ostatnich dniach września. 4 sierpnia ppłk Antoni Żurowski po uzyskaniu akceptacji ze strony KG AK wydał rozkaz zaprzestania walki i powrotu do stanu pogotowia.
Gdy powstańcy rozpoczęli natarcie na obsadzony przez esesmanów pałac, zaalarmowani artylerzyści z Wolicy oświetlili reflektorami przeciwlotniczymi przedpole Wilanowa, a następnie otworzyli ogień do zaskoczonych powstańców. Sokołowski został ranny, a natarcie się załamało.
Gdy Niemcy rozpoczęli wysiedlenie Pragi, dowódca obwodu ppłk Antoni Żurowski „Papież” nakazał podkomendnym opuścić miasto lub w miarę możliwości przeprawiać się na lewy brzeg Wisły na pomoc powstaniu. Realizując rozkaz, jeden pluton przedostał się z Pragi do Puszczy Kampinoskiej, natomiast kilka grup powstańców z Grochowa na teren Obwodu V. W połowie września większość pozostałych na Pradze żołnierzy „Papież” skoncentrował na zalesionym terenie Choszczówki.
W chwili ataku armii sowieckiej na Pragę ppłk Żurowski zdecydował o pozostaniu w konspiracji. Tymczasem komuniści wydali rozkaz wzywający dowódców podziemia do ujawnienia się. 18 września ppłk Żurowski spotkał się z gen. Zygmuntem Berlingiem. Został skłoniony do podpisania odezwy do żołnierzy AK, której treść komuniści zmanipulowali i rozpowszechnili jako wezwanie do przyłączenia się do „ludowego” WP. Zagrożony aresztowaniem ppłk Żurowski 25 września wyjechał z miasta, a swym podkomendnym rozkazał pozostanie w konspiracji.
„Bronisław”
1 sierpnia 1944 r. w najmniej korzystnej z punktu widzenia dowódcy sytuacji znalazł się mjr Kazimierz Krzyżak „Bronisław”, komendant Obwodu VII „Obroża”. Decyzją płk. Chruściela, jego kwatera została wyznaczona w Śródmieściu Południowym. W ten sposób „Bronisław”, z chwilą rozpoczęcia powstania praktycznie utracił możliwość dowodzenia podległymi sobie siłami.
„Wysocki”
Jeszcze nim wybiła godzina „W”, mjr Stanisław Babiarz zdecydował się na jednoznaczną interwencję w plan działań w swoim rejonie. Zorientowawszy się, że liczebność podległego mu pułku „Garłuch” nie przekracza 40 proc. stanu bojowego, już o godzinie szesnastej odwołał rozkaz ataku na lotnisko na Okęciu. Uznał, że atak w dzień, na otwartej przestrzeni przez siły mniejsze i gorzej wyposażone niż nieprzyjaciel, jest pozbawiony szans powodzenia. Bateria „Kuby” (jedyny oddział, do którego nie dotarł rozkaz o wstrzymaniu ataku) o godzinie „W” przystąpiła do wykonywania zadania. Natarcie szybko utknęło w ogniu karabinów maszynowych wroga. Ze 150 żołnierzy zginęło 120 wraz z dowódcą. Ich tragiczny los potwierdził tylko słuszność decyzji „Wysockiego”.
Komendanci
Dowódcy Żoliborza, Ochoty, Mokotowa i Okęcia już na samym początku powstania zdecydowali o jego przerwaniu. Komendant Woli niemal nie dowodził. Dowódca Pragi nakazał powrót do konspiracji, a następnie opuszczenie dzielnicy. Błąd w planowaniu zdecydował o odcięciu komendanta „Obroży” od podległych mu oddziałów.
Sama komunikacja między izolowanymi placówkami powstańczymi niosła ryzyko śmierci. Wiele zależało od postawy oficerów, ich osobistego przykładu, którym pociągali podwładnych do akcji. To z kolei powodowało duże straty w kadrze dowódczej.
Takie podsumowanie byłoby jednak krzywdzące dla większości dowódców obwodów. Trzeba podkreślić niezwykłe trudności w dowodzeniu związane z brakiem łączności z dowództwem Okręgu AK Warszawa i niedostateczną łączność z podległymi oddziałami, przytłaczającą przewagę ogniową, sprzętową i liczebną nieprzyjaciela.
Jedynie płk. Niedzielskiemu i mjr. Kamińskiemu, którego ostatecznie zastąpił ppłk Rokicki, udało się przezwyciężyć kryzys pierwszych dni powstania. Fakt, że Żoliborz i Mokotów utrzymały się niemal do końca powstania, należy przypisać także ich dowodzeniu.
Tekst pochodzi z numeru 7-8/2024 „Biuletynu IPN”
Czasopismo dostępne w księgarniach IPN, placówkach Poczty Polskiej, sieciach EMPIK lub na stronie ksiegarniaipn.pl
