Esesmani najpierw wyprowadzili grupę osadzonych, którzy pod bronią zostali zmuszeni do wykopania dołów. Czy więźniowie wiedzieli, po co to robią i jaki spotka ich los? Zapewne tak. Co czuli pozostali, gdy ze swoich cel widzieli, co się dzieje na dziedzińcu?
Esesmani mordowali ludzi do późnych godzin wieczornych, każdorazowo ustawiali ich przodem do dołu i oddawali strzał, a ciało bezwładnie upadało na inne zwłoki. Ofiarami byli nie tylko więźniowie, ale też cywile mieszkający w pobliżu więzienia. Obraz tragedii ukazała dopiero ekshumacja przeprowadzona w kwietniu 1945 r. na terenie więzienia na Mokotowie, gdzie wydobyto z dołów ok. 700 ciał.
„Niemiecki Zakład Karny w Warszawie”
W czasie okupacji więzienia warszawskie, m.in. to na Mokotowie przy ul. Rakowieckiej 37, znalazły się w rękach niemieckich. W październiku 1939 r. utworzono Departament Karny, który w 1940 r. przekształcono w Zarząd Zakładów Karnych, podlegający Głównemu Wydziałowi Sprawiedliwości. Więzienie na Mokotowie podlegało niemieckiej policji kryminalnej. Do 1942 r. oficjalna nazwa więzienia brzmiała Gefängnis Warschau (Więzienie Warszawa), którą zamieniono na Deutsche Strafanstatt (Warschau) (Niemiecki Zakład Karny w Warszawie)1.
Po objęciu zarządu więzieniem na Mokotowie Niemcy najpierw przeprowadzili remont, gdyż w czasie walk we wrześniu 1939 r. na obiekt spadła bomba. Następnie pozyskali archiwa więzienne, na podstawie których ściągnęli więźniów zwolnionych w dniach od 1 do 8 września 1939 r. na mocy dekretu prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Ignacego Mościckiego.
Władzom niemieckim brakowało obsady więziennej, więc pod przymusem zatrudnili polski personel do służby. W więzieniu mokotowskim pracowało ok. 140 funkcjonariuszy na trzy zmiany. Mieli specjalne legitymacje, dzięki którym mogli poruszać się swobodnie po mieście o każdej porze dnia, także po godzinie policyjnej. Początkowo wobec funkcjonariuszy za spóźnienia albo niestawienie się w pracy wyciągano konsekwencje, z czego z czasem niemieckie władze więzienne zrezygnowały. Naczelnikiem więzienia ponownie został Władysław Ficke, schorowany fizycznie, będący przez to już od kwietnia 1939 r. na emeryturze. Jego obecne prerogatywy ograniczały się do spraw finansowych bądź podpisywania stanu liczbowego więźniów. Rzeczywistą władzę w więzieniu sprawowali mogący podejmować wiążące decyzje Niemcy: Langebartels (radca i dyrektor więzienia), jego zastępca, inspektor sądowy Kirchner i administrator więzienia Hieynagier2.
Mokotowskie więzienie zachowało status sprzed 1939 r., bowiem wciąż przyjmowało więźniów karnych. Przebywali tu jednak także osadzeni polityczni, przeważnie przetrzymywani przy Rakowieckiej 37 od jednego do kilku dni. Często byli poddawani brutalnym przesłuchaniom prowadzonym przez gestapo z siedzibą w al. Szucha albo transportowano ich do innych więzień, zawiadywanych przez administrację niemiecką czy do niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych lub do miejsc kaźni. W więzieniu mokotowskim Niemcy przetrzymywali prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, a także wybitnego byłego sportowca i konspiratora Janusza Kusocińskiego, którego przewieziono do Palmir, gdzie został rozstrzelany przez wojska niemieckie, w jednej z wielu zbiorowych egzekucji, w ramach niemieckiej akcji mordowania inteligencji polskiej. W więzieniu przetrzymywano także polskich żołnierzy przeniesionych z oflagu VII A w Murnau. Wyjątkowo, w styczniu 1940 r., na terenie więzienia przebywały osadzone kobiety w liczbie 75. Opiekę nad nimi sprawował specjalnie do tego zatrudniony nieliczny personel kobiecy3.
Na co dzień więźniowie wykonywali pracę na przykład w papierni na terenie więzienia lub poza jego terenem na rzecz fabryk. Poza Warszawę więźniów transportowano pociągiem, a na terenie stolicy konwojowani byli samochodami więziennymi. Gdy któryś z więźniów zapadał na zdrowiu, najpierw otrzymywał pomoc w oddziale szpitalnym przy więzieniu, w poważniejszych przypadkach przebiegu choroby kierowano osadzonego do szpitala, w zależności od panujących zasad segregacji rasowych, wprowadzonych przez okupanta niemieckiego4.
Polski personel więzienny w Mokotowie utworzył siatkę konspiracyjną w ramach wywiadu więziennego Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej; współpracował też z Towarzystwem Opieki na Więźniami „Patronaty”. Funkcjonariusze donosili więźniom jedzenie, grypsy, także organizowali z powodzeniem ucieczki osadzonych z więzienia albo rozprowadzali bibułę. Członkowie sieci konspiratorskich byli przenoszeni do innych placówek więziennych, aby ich działalność nie została wykryta przez władze niemieckie. Mimo ostrożności, w 1942 i 1943 r. doszło do dekonspiracji działań niektórych polskich funkcjonariuszy więziennych, w wyniku czego zostali oni rozstrzelani albo osadzeni w którymś z wielu niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych5.
Wobec Powstania Warszawskiego
Z powodu obaw Niemców o przebieg walk na froncie wojennym, 23 lipca 1944 r. niemieckie władze więzienne przy Rakowieckiej 37 zwolniły ponad 600 więźniów, przeważnie obywateli niemieckich i tzw. folksdojczy, czyli wpisanych na listę osób pochodzenia niemieckiego. Wśród zwolnionych byli nieliczni Polacy. Doszło do przerwania czynności zwalniania więźniów, bowiem wyszedł na jaw proceder pobierania łapówek przez służbę więzienia od rodzin osadzonych6. Na 29 lipca niemieckie władze wyższego szczebla zaplanowały potajemną akcję ewakuacji więźniów, lecz ją odwołały. Pojawił się kolejny pomysł, także niezrealizowany, który polegał na wykorzystaniu więźniów jako siły roboczej do kopania okopów poza stolicą. 31 lipca do służby nie przybyło wielu polskich funkcjonariuszy, kolejnego dnia, 1 sierpnia 1944 r., w porze porannej nie pojawił się polski naczelnik więzienia Ficke, który został zastąpiony przez Kirchnera. Według relacji tego ostatniego jeszcze w tym samym dniu przed południem 11 osadzonych opuściło więzienie, a po godzinie piętnastej otrzymał powiadomione o walkach, co nie wzbudziło niepokoju, wszak nastroje niemieckiej załogi więzienia zmieniły się dwie godziny później7.
O godzinie siedemnastej oddziały Armii Krajowej wyszły do walki w poszczególnych dzielnicach stolicy. Na Mokotowie walczył V Obwód Mokotów, którym dowodził ppłk kaw. WP Aleksander Hrynkiewicz, „Przegonia”, „Marek”. Obszar, w którym znajdowało się więzienie, był gęsto obsadzony przez wojska niemieckie. W pobliżu więzienia, przy ul. Rakowieckiej 4, w budynku Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, mieściło się SS-Stauferkaserne, dowodzone przez porucznika SS Martina Patza8, który też sprawował dowództwo nad 3. zapasowym batalionem uzupełnień grenadierów pancernych SS. Do tego w koszarach Stauferkaserne były bardzo dobrze uzbrojone dwa bataliony SS, a na pobliskim Polu Mokotowskim znajdowały się armaty przeciwlotnicze. Co więcej, teren był wzmocniony czołgami z 5. Dywizji Pancernej SS „Viking”9.
W dniu wybuchu powstania 1. kompania szturmowa 4. rejonu Obwodu Mokotów Armii Krajowej, której dowódcą był ppor. Antoni Figura „Kot”, otrzymała zadanie związania ostrzałem SS-Stauferkaserne, zdobycie kamienicy zlokalizowanej na rogu al. Niepodległości i ul. Rakowieckiej. Ponadto miała opanować więzienie przy Rakowieckiej 37 i narożną kamienicę na tej samej ulicy pod numerem 35. W tym celu 1. kompania została podzielona na dwie grupy szturmowe.
Pierwsza grupa szturmowa pod rozkazami Kazimierza Grzybowskiego „Misiewicza”, próbowała zdobyć więzienie, jak i narożną kamienicę przy al. Niepodległości – Rakowiecka. Tymczasem druga grupa dowodzona przez „Kota” atakowała budynek Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Przyszło im wykonywać rozkazy pod gęstym ostrzałem żołnierzy z batalionu Waffen-SS, ulokowanego naprzeciw więzienia. Gdy Kirchner zorientował się, co się dzieje, próbował nawiązać kontakt z komendantem Stauferkaserne, Martinem Patzem. W tym celu posłał jednego z niemieckich funkcjonariuszy. Tymczasem na terenie więzienia rozbrojono polskich funkcjonariuszy, których obowiązki przejęli reichs- i volksdojcze. Wysłannik do Stauferkaserne powrócił do więzienia z 12–15 żołnierzami Waffen-SS. Wśród nich była obsługa do dwóch karabinów maszynowych10.
Według pisemnej relacji Kirchnera, inspektora i zastępcy dyrektora więzienia, do dyrektora głównego Wydziału Sprawiedliwości Generalnego Gubernatorstwa w Krakowie, z dnia 6 sierpnia 1944, spisanej we Wrocławiu, na teren więzienia przy Rakowieckiej 37 miało wbiec od 100 do 120 powstańców. W ferworze walki zajęli oni dom mieszkalny służby więziennej i papiernię wewnątrz więzienia. Dom mieszkalny, przejęty przez powstańców, był następnie ostrzeliwany przez niemieckie czołgi. Trwała zacięta wymiana ognia między obu stronami. Około godziny dwudziestej trzeciej wszystkie 3 linie telefoniczne w więzieniu miały przestać działać, gdyż powstańcy zdołali wyłączyć centralę. Funkcjonowały jednak telefony wewnętrzne. Około drugiej w nocy w dziale przyjęć więźniów zadzwonił telefon wewnętrzny. Kirchner miał podnieć słuchawkę i usłyszeć głos mężczyzny, który przedstawił się jako polski żołnierz Armii Krajowej. Walki ucichły 2 sierpnia w godzinach wczesnoporannych. Mimo ogromnego wysiłku, powstańcy nie zdołali zdobyć więzienia i wycofali się z jego terenu ok. godz. 4.30 nad ranem11.
Zbrodnia na więźniach
Około godziny jedenastej Kirchner spotkał się z Martinem Patzem w Sauferkaserne, przekazał ustny rozkaz wydany przez generała-porucznika Reinera Stahela, komendanta Warszawy, o likwidacji więźniów. Podczas spotkania obaj nie mogli dojść do porozumienia, w jaki sposób zabić więźniów. Pierwotny plan zakładał pojedyncze rozstrzelania w celach. Po protestach Kirchnera pojawił się pomysł przeprowadzenia egzekucji na dziedzińcu więzienia lub na terenie papierni. Zwłoki miały być zakopane na miejscu wykonanej egzekucji.
Kirchner i Patz postanowili zasięgnąć informacji w prezydium policji przy al. Szucha u Paula Geibla, dowódcy SS i Policji na dystrykt warszawski Generalnego Gubernatorstwa. Wybrali wizytę w biurze Geibla, bo nie mogli nawiązać kontaktu z dyrektorem więzienia, który od jakiegoś czasu na stałe przebywał w warszawskim pałacu Brühla, tak więc nie było możliwe przeprowadzenie rozmów z władzami Wydziału Sprawiedliwości oraz Głównym Wydziałem Sprawiedliwości w Warszawie. Geibel miał powtórzyć rozkaz likwidacji więźniów, do tego dodał, aby zabić polskich funkcjonariuszy więziennych. Tutaj Kirchner wstawił się za polskim personelem i miał przekazać do wiadomości Geiblowi i Patzowi, że polska służba więzienna prosiła o schronienie w Stauferkaserne. Według Kirchnera, co go zaskoczyło podczas prowadzonej rozmowy, jego prośba i wstawiennictwo za polskimi funkcjonariuszami spotkały się ze zrozumieniem u rozmówców12. Co ciekawe, Geibel w zeznaniach złożonych w październiku i w listopadzie 1948 r. Józefowi Skorzyńskiemu, polskiemu sędziemu i członkowi Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, nie wspomniał ani słowem o poparciu rozkazu zabicia osadzonych w więzieniu i polskich funkcjonariuszy przy Rakowieckiej 37 czy o rozmowie u niego w gabinecie z Kirchnerem i Patzem. Natomiast Geibel zapytany o Patza odpowiedział, że poznał go osobiście dopiero 4 sierpnia 1944 r., gdy ten przyszedł do niego z meldunkiem ze Stauferkaserne, a ostatni raz miał go widzieć 16 sierpnia 1944 r.13.
Nim doszło do egzekucji osadzonych w więzieniu na Mokotowie, Kirchner i Patz spisali pokwitowanie, na podstawie którego władze więzienne przekazywały osadzonych pod opiekę esesmanów. W południe przeliczono więźniów. We wspomnianym pokwitowaniu stan ogólny osadzonych wynosił 794 osoby. Według informacji pochodzących ze sprawozdania Kirchnera:
„na wszelki wypadek nie sporządzono żadnej listy z nazwiskami”14.
W ewidencji więziennej z 1 sierpnia 1944 r. liczba więźniów sięgała 816. Według relacji Kirchnera było ich 826. Przed akcją likwidacyjną więźniów, zwolniono z więzienia wszystkich polskich funkcjonariuszy15. Gdy Kirchner zajął się niszczeniem akt w kotłowni, żołnierze SS o godzinie szesnastej przystąpili do realizacji pierwszego etapu planu mordowania więźniów, który polegał na wykopaniu dołów na terenie więzienia. Nie wybrano dziedzińca papierni jako miejsca kaźni, bo według Kirchnera wydawał się „mało bezpieczny”16.
Esesmani najpierw wyprowadzili grupę 60 więźniów, którzy na dziedzińcu wykopali co najmniej dwa doły. Z zeznania z 4 maja 1948 r., złożonego przez byłego polskiego osadzonego, Antoniego Józefa Porzygowskiego (ur. 1891–?), który przeżył masakrę na terenie więzienia mokotowskiego, dowiadujemy się o trzech dołach. Jeden miał być wykopany wzdłuż pawilonu X po stronie pralni, drugi na placu spacerowym od strony al. Niepodległości, a trzeci na placu spacerowym od strony ul. Kazimierzowskiej. Każdy miał mieć od 20 do 25 m długości, metr głębokości i 2 m szerokości17.
Więźniów mordowało 12 esesmanów, którzy jednocześnie pili wódkę z litrowych butelek. Osadzeni, którzy wykopali doły, zostali nad nimi zabici. Na podstawie relacji wspomnianego byłego więźnia, Porzygowskiego, możemy dowiedzieć się o szczegółach zbrodni. Podczas egzekucji więźniów każdorazowo esesmani ustawiali przodem do dołów i oddawali w ich stronę strzał w okolice głowy. Niemcy dobijali jeszcze żyjące ofiary w dołach18. Natomiast więźniowie w celach ulokowanych na wyższych piętrach byli świadkami, co się działo na dziedzińcu i powzięli alarm. Reakcje więźniów na widok egzekucji były różne. Niektórzy spisywali ostatnie myśli na papierze, inni szykowali się do walki, np. wybijali dziury do cel obok, rozbijali ławami drzwi wejściowe, szykowali sienniki do podpalenia, dzięki gęstemu dymowi zmusili esesmanów do odwrotu, wyciągali różne rzeczy przydatne do obrony. Przebywający w izbie chorych, widząc mordowanie ludzi na dziedzińcu, uciekali po prześcieradłach na strych, gdzie dekowali się, oczekując, aż zapadnie noc19.
Niemieckim żołnierzom postawili się więźniowie z oddziałów VI i VII. W trakcie wchodzenia esesmanów do celi nr 37 oddziału VII, do walki przystąpił młody więzień, który otrzymał śmiertelny postrzał. Jego współtowarzysze dołączyli do walki w obronie młodszego kolegi, walczyli nożem i słoikami. Odebrali żołnierzom uzbrojenie, po czym podrzucili granaty na korytarz. W końcu więźniowie zmusili niemieckich żołnierzy do odwrotu. Gdy pojawili się kolejni esesmami, ponownie więźniowie ich rozbroili, zmuszając część Niemców do odwrotu. Osadzeni w trakcie ucieczki z oddziału otwierali cele innym więźniom20.
Więźniowie z obiektu więziennego uciekali nocą z 2 na 3 sierpnia po spadzistym dachu, w czasie obfitego deszczu. Na dach dostali się ze strychu. Według wspomnień byłego więźnia poruszali się oni po korytarzach więzienia po omacku, trzymając się za ręce. Wielu z nich było na bosaka, gdyż drewniane chodaki, które nosili, ograniczały swobodę ruchu. Niemcy próbowali oświetlić uciekających po dachu, oddając strzały z rakietnic, ale były one nieskuteczne z powodu ulewnego deszczu. Kiedy więźniowie docierali na mur okalający więzienie, schodzili po nim na dach przylegającej szopy, którą opuszczali przez zejście po drabinach podstawionych przez mieszkańców Mokotowa. Więźniowie schodzili na stronę al. Niepodległości, która była opanowana przez powstańców warszawskich. Były też inne drogi ucieczki, np. więźniowie z oddziału VII, którzy skutecznie odpierali esesmanów, korzystając z dogodnej chwili, biegiem skierowali się w stronę parteru, gdzie następnie przez kuchnię docierali na al. Niepodległości i dołączali do innych. W ten sposób miało się uratować ok. 250 więźniów, którzy dołączyli do oddziałów powstańczych21.
Gdy ciała przepełniały doły wykopane przez więźniów, to esesmani przechodzili z ofiarami na drugą stronę Rakowieckiej. Również na terenie więzienia zabijali cywilów przyprowadzonych ze Stauferkaserne i chowali ich zwłoki na terenie więzienia. Szacuje się, że w egzekucji z 2 sierpnia 1944 r. przez Niemców zginęło ok. 600 więźniów i 100 mieszkańców Mokotowa22.
* * *
Tragedia więźniów, jak wiele innych zbrodni popełnionych na cywilach przez Niemców tego dnia, nie dotarła do wiadomości opinii publicznej. Wieść o wybuchu zrywu powstańczego w Warszawie rozeszła się dopiero 2 sierpnia 1944 r. W tym dniu w Izbie Gmin przemawiał premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill, który we fragmencie poświęconym Polsce wyraził przekonanie, że armia sowiecka przyniesie Polakom wyzwolenie. Również rozgłośnie radiowe, jak Radio Polskie czy British Broadcasting Corporation, albo serwisy informacyjne zagraniczne, Agencja Reutera i Agence France-Presse, dopiero informowały o wybuchu Powstania Warszawskiego23. Pomimo tragicznego położenia powstańcy zacięcie walczyli na terenie Warszawy z okupantem niemieckim. Niemcy zdobyli Mokotów 27 września24.
Polski Czerwony Krzyż i Warszawski Zarząd Miejski przeprowadziły od 16 do 21 kwietnia 1945 r. ekshumacje na terenie więzienia mokotowskiego, w wyniku których odkryto ok. 700 ciał, z czego 600 to byli więźniowie, a pozostali cywile. Ofiary w większości były ubrane w szare stroje więzienne, czasem były bez obuwia, miały zginąć poprzez strzał w głowę albo duszenie. Szczątki pochowano najpierw w zbiorowych grobach przy al. Niepodległości, jeśli ktoś z bliskich nie zaopiekował się ciałem. Dopiero w grudniu 1945 r. ciała przeniesiono do kwatery powstańczej Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie25.
Od listopada 1978 do lutego 1980 r. toczyła się sprawa sądowa w Kolonii w Republice Federalnej Niemiec, na której odpowiadali byli esesmani Martin Patz i Karl Misling jako oskarżeni za dokonanie morderstwa na terenie więzienia na Mokotowie przy Rakowieckiej 37. Patz i Misling zostali uznani przez sąd za winnych. Pierwszy otrzymał karę więzienia 9 lat, a drugi 4,5 roku26.
Morderstwo dokonane przez niemieckich esesmanów na mokotowskich więźniach było zaplanowanym, świadomym działaniem, podjętym przez zwierzchnie władze niemieckie. Celowo nie pozostawiono listy nazwisk osadzonych, przekazanych przez niemieckie władze więzienia w ręce esesmanów. Razem z więźniami poniosła śmierć ludność cywilna Mokotowa. Do dziś nie wiadomo, jaki los spotkał polskich funkcjonariuszy więziennych, którzy w tym dniu byli obecni w więzieniu.
Tekst pochodzi z numeru 7-8/2024 „Biuletynu IPN”
1 W.M., Karpowicz, Okres okupacji hitlerowskiej, [w:] Więzienie mokotowskie. Historia i teraźniejszość, red. M. Gordon, Warszawa 2004, s. 51–52.
2 Ibidem, s. 57; W. Orlikowski, Więzienie mokotowskie – ostatnie dni w 1944 r. W 60. rocznicę tragedii, Warszawa 2007, mps, s. 1–2.
3 W.M., Karpowicz, Okres okupacji hitlerowskiej…, s. 52.
4 W. Orlikowski, Więzienie mokotowskie…, s. 3.
5 W. Bartoszewski, Warszawski pierścień śmierci 1939–1944, wyd. 2 rozsz., Warszawa 1970, s. 18–19; K. Bedyński, Warszawska konspiracja więzienna 1939–1944 (Udział polskiego personelu), „Archiwum Kryminologii” 1995, t. 21, s. 191–219.
6 Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (AIPN), sygn. GK 182/35 t. 2, Protokół przesłuchania świadka Antoniego Józefa Porzygowskiego z 4 maja 1948 r. sporządzony przez członka Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Warszawie – sędzię Halinę Wereńko, k. 118.
7 Sprawozdanie z likwidacji więzienia sporządzone 6 sierpnia 1944 r. we Wrocławiu przez Kirchnera, inspektora sądowego, zastępcę dyrektora Niemieckiego Zakładu Karnego w Warszawie do Dyrektora Głównego Sprawiedliwości w Rządzie Generalnej Guberni w Krakowie, [w:] W. Orlikowski, Więzienie mokotowskie…, s. 38–39.
8 Martin Patz przed 1939 r. pracował jako lektor niemieckiego na Uniwersytecie w Poznaniu. Bardzo dobrze mówił po polsku.
9 A. Borkiewicz, Powstanie warszawskie 1944. Zarys działań natury wojskowej, wyd. 4, Warszawa 2018, s. 182, 1043, 1047.
10 Kazimierz Grzybowski „Misiewicz”, rozmowę przeprowadziła Anna Kowalczyk, Warszawa, 29 grudnia 2005 r., Archiwum Historii Mówionej, Muzeum Powstania Warszawskiego, https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/kazimierz-grzybowski,615.html [dostęp: 21.09.2023].
11 Sprawozdanie z likwidacji więzienia…, s. 36–54.
12 Ibidem, s. 48–49.
13 Protokół zeznania Otto Paula Geibla z 1948 r., [w:] Zbrodnie okupanta hitlerowskiego na ludności cywilnej w czasie Powstania Warszawskiego w 1944 roku w dokumentach, wybór i oprac. Sz. Datner i K. Łeszczyński, Warszawa 1962, s. 114–129.
14 Sprawozdanie z likwidacji więzienia…, s. 50–51.
15 Według zeznań byłego więźnia w Mokotowie, Antoniego Józefa Porzygowskiego, który przeżył masakrę więźniów 2 sierpnia 1944 r., zasłyszał wiadomość od innych więźniów, że polscy funkcjonariusze więzienni zostali zamknięci w celi i mieli przeżyć. Porzygowski miał spotkać na wolności jednego z polskich funkcjonariuszy więziennych z oddziału X, o nazwisku Karpiński. AIPN, sygn. GK 182/35 t. 2, Protokół przesłuchania świadka Antoniego Józefa Porzygowskiego, k. 119.
16 Sprawozdanie z likwidacji więzienia…, s. 50–51; W.M., Karpowicz, Okres okupacji hitlerowskiej…, s. 63.
17 AIPN, sygn. GK 182/35 t. 2, Protokół przesłuchania świadka Antoniego Józefa Porzygowskiego, k. 118–119.
18 S. F. Kellerhoff, Betrunkene Massenmörder? Die Rolle von Alkohol im Holocaust, Welt.de, 21.07.2023, https://www.welt.de/geschichte/zweiter-weltkrieg/article240035409/NS-Verbrechen-Die-Rolle-von-Alkohol-im-Holocaust.html [dostęp: 21.09.2023]; AIPN, sygn. GK 182/35 t. 2, Protokół przesłuchania świadka Antoniego Józefa Porzygowskiego., k. 118–119.
19 Uciekaliśmy boso po spadzistym, mokrym dachu, Alfred Łąpieś rozm. Andrzej Rytka i Tomasz Maniewski, „Rakowiecka 37” 2018, nr 3, s. 25–26; AIPN, sygn. GK 182/35 t. 2, Protokół przesłuchania świadka Antoniego Józefa Porzygowskiego, k. 119. L. M. Bartelski, Mokotów 1944, Warszawa 1972, s. 303.
20 Uciekaliśmy boso…, s. 25–26; Protokół przesłuchania świadka Antoniego Józefa Porzygowskiego., k. 119; L. M. Bartelski, Mokotów…, s. 303.
21 Uciekaliśmy boso…, s. 26; AIPN, sygn. GK 182/35 t. 2, Protokół przesłuchania świadka Antoniego Józefa Porzygowskiego., k. 118–119.
22 Powstanie warszawskie 1 VIII–2 X 1944. Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939–1945, oprac. M. Motyl, S. Rutkowski, Warszawa 1994, s. 133–135; W. Bartoszewski, Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego, Warszawa 2008, s. 34.
23 A.K. Kunert, Kronika Powstania Warszawskiego, wyd. 2, Poznań 2014, s. 15.
24 W. Bartoszewski, Dni walczącej stolicy…, s. 483.
25 Powstanie warszawskie 1 VIII–2 X 1944. Rejestr…, s. 135.
26 F. Sachser, Federal Republic of Germany, „The American Jewish Year Book” 1979, Vol. 79, s. 224; ibidem, 1981, Vol. 81, s. 213.
