Ksiądz Franciszek Gołba – założyciel licznych instytucji i organizacji, zaangażowany w działalność religijno-wychowawczą, oświatową, gospodarczą, charytatywną, budowniczą, publicystyczną – zmarł w Bachowicach, rodzinnej wiosce położonej niedaleko Wadowic. Został pochowany na cmentarzu obok świątyni wzniesionej dzięki jego staraniom i pracy pełnej poświęcenia. Ojciec Rudolf Warzecha – karmelita, rodak i wychowanek ks. Gołby, dziś kandydat na ołtarze, wspominał:
„Spoczął spokojnie wśród gromów rozszalałej wojny, na zacisznym cmentarzu, w rodzinnej wiosce, pod wierzbą płaczącą, którą własnymi rękami zasadził za życia z życzeniem, by pod nią złożono jego śmiertelne szczątki”.
Działalność społeczna ks. Gołby podyktowana była troską o dobro i poprawę bytu niewykształconego ludu. Bachowice – galicyjska wioska – u schyłku monarchii austriackiej, a później w okresie odradzania się państwowości polskiej po pierwszej wojnie światowej zmagały się z biedą i jej negatywnymi następstwami moralnymi. Kapłan postawił sobie za cel podnieść wieś i jej mieszkańców zarówno moralnie, oświatowo, gospodarczo, jak i finansowo. Drogę do realizacji celu upatrywał w edukacji i wspólnym działaniu. Pragnął, aby młodzi zdobywali wiedzę, rozwijali gospodarstwa i rzemiosło na wsi, a przez to zdobywali dochód, który pozwoli im godnie żyć, by nie musieli wyjeżdżać za granicę za chlebem, co wpływało negatywnie na morale. Dbał także o krzewienie kultury narodowej i patriotyzmu.
Kapłan postawił sobie za cel podnieść wieś i jej mieszkańców zarówno moralnie, oświatowo, gospodarczo, jak i finansowo. Drogę do realizacji celu upatrywał w edukacji i wspólnym działaniu.
Aktywność gospodarcza i oświatowa ks. Gołby wpisywała się w nurt pracy kapłanów społeczników, takich jak ks. Piotr Wawrzyniak, działający w Śremie i szerzej w Wielkopolsce, ks. (bp) Stanisław Adamski w poznańskim, ks. Wacław Bliziński w Liskowie koło Kalisza czy ks. Feliks Bolt na Pomorzu. Duszpasterz-społecznik z Bachowic – znany i ceniony poza rodzinną miejscowością głównie jako orientalista – cieszył się ogromnym autorytetem i uznaniem współczesnych. Cechowały go empatia, wrażliwość społeczna, zdolności organizacyjne, talent pedagogiczno-wychowawczy. Na jego nagrobku umieszczono inskrypcję:
„Niestrudzonemu Wychowawcy i ofiarnemu Sercu”.
Ta dedykacja wyraża to, kim ks. Gołba był dla lokalnej społeczności i z jakim oddaniem działał na jej rzecz.
Curriculum vitae
Urodził się 14 sierpnia 1862 r. w rodzinie Jana i Marianny z Makowskich, jako drugie z siedmiorga ich dzieci. Po ukończeniu gimnazjum w Wadowicach (wcześniej pobierał naukę w szkole ludowej w rodzinnej wiosce w Bachowicach) wstąpił w 1882 r. do krakowskiego seminarium duchownego i rozpoczął studia teologiczne na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cztery lata później, 11 lipca 1886 r., przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Albina Dunajewskiego w kościele norbertanek pw. św. Augustyna w Krakowie na Zwierzyńcu. Mszę św. prymicyjną odprawił w kościele parafialnym pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Spytkowicach (Bachowice przynależały wówczas do parafii spytkowickiej).
Aktywność gospodarcza i oświatowa ks. Gołby wpisywała się w nurt pracy kapłanów społeczników, takich jak ks. Piotr Wawrzyniak, działający w Śremie i szerzej w Wielkopolsce, ks. (bp) Stanisław Adamski w poznańskim, ks. Wacław Bliziński w Liskowie koło Kalisza czy ks. Feliks Bolt na Pomorzu.
Pełnił posługę wikariusza parafii w Szaflarach (1886-1888), Jordanowie (1888-1889) i Frydrychowicach (1889-1890) oraz katechety szkół miejskich w Wadowicach (1890-1893). Później łączył pracę wikariusza parafii św. Floriana w Krakowie (1893-1896) z funkcją zastępcy katechety w krakowskim Gimnazjum św. Jacka. Następnie funkcję katechety tegoż Gimnazjum (1896-1923) z działalnością na rzecz ubogiej młodzieży. W sposób szczególny troszczył się o uczniów z biednych środowisk wiejskich. W celu zapewnienia im edukacji i wychowywania zorganizował bursę, najpierw (1904) w swoim krakowskim mieszkaniu przy ul. Dominikańskiej, a następnie (od 1905) na Zakrzówku pod Krakowem, gdzie zbudował dom i urządził ogród warzywny i owocowy dla wychowanków.
Równolegle z pracą katechetyczną i charytatywno-społeczną ks. Gołba prowadził działalność naukową i oddawał się studiom orientalistycznym. Uzyskał tytuł doktora teologii z zakresu nauk biblijnych (1894) oraz habilitację (1902) i wykładał jako docent prywatny na Wydziale Teologicznym UJ (1902-1923) języki wschodnie (aramejski biblijny i targumiczny, syryjski i arabski). Przetłumaczył i opublikował z komentarzem Pienie Ezechiasza (1894), Sześć pieśni biblijnych (1900), Trzy aramejskie papyrusowe dokumenty z Elefantiny (1908), a także kilka prac o poezji i metryce hebrajskiej, w tym Metrum w poezji hebrajskiej (Kraków 1913). Pogłębiał wiedzę biblijną w Ziemi Świętej, studiował języki arabski i syryjski w Bejrucie (1907/1908), słuchał wykładów w Berlinie i we Fryburgu. W dowód uznania dla pracy naukowej w 1921 r. otrzymał godność profesora nadzwyczajnego UJ. Rok później zakończył aktywność zawodową w roli katechety oraz wykładowcy i przeszedł na emeryturę.
Biogram ks. Franciszka Gołby widnieje w jednym z tomów Polskiego Słownika Biograficznego – wielotomowej publikacji poświęconej zasłużonym Polakom. Doceniając fakt zaliczenia ks. Gołby do grona wybitnych postaci, należy zauważyć, że owa notka nie przedstawia społecznej działalności tegoż kapłana. Ma ona charakter zawodowo-naukowego curriculum vitae katechety i orientalisty. Nie uwzględnia zasług i licznych inicjatyw ks. Gołby na polu wychowawczym i spółdzielczym, realizowanych w rodzinnej miejscowości równolegle z aktywnością duszpasterską i naukową w Krakowie. Z kolei okres od przejścia na emeryturę do śmierci streszcza jednym zdaniem:
„Zamieszkał w Bachowicach, gdzie wystawił kościół, i resztę życia pracował jako ksiądz”.
Z ludu dla ludu
Ksiądz Gołba pochodził z ludu wiejskiego. Był blisko tego ludu przez całe życie zawodowe, a po przejściu na emeryturę na stałe osiadł pośród włościan. Doskonale rozumiał sytuację oraz problemy egzystencjalne wsi. Właściwie diagnozował przyczyny oraz źródła zagrożeń i szukał skutecznych środków zaradczych. Poprawę sytuacji ekonomicznej oraz kultury i moralności ludności wiejskiej upatrywał w przebudowie gospodarczej, w inicjatywach społecznych przenikniętych wartościami chrześcijańskimi. Prowadził pozytywistyczną pracę u podstaw od początku swej posługi duszpasterskiej.
W Szaflarach, założył kółko rolnicze i organizował odczyty z dziedziny gospodarczej. Myślał też o rozwoju sadownictwa i przemysłu lniarskiego, by podnieść dobrobyt i powstrzymać emigrację zarobkową. W Jordanowie krzewił oświatę gospodarczą, zachęcał katolików do przejęcia handlu. Przede wszystkim angażował się jednak w życie rodzinnych Bachowic.
W sposób szczególny troszczył się o uczniów z biednych środowisk wiejskich. W celu zapewnienia im edukacji i wychowywania zorganizował bursę, najpierw (1904) w swoim krakowskim mieszkaniu przy ul. Dominikańskiej, a następnie (od 1905) na Zakrzówku pod Krakowem, gdzie zbudował dom i urządził ogród warzywny i owocowy dla wychowanków.
W okresie pracy w Krakowie utrzymywał systematyczną łączność z rodakami i podejmował działania na rzecz rozwoju gospodarczego, społecznego i moralnego małej Ojczyzny. Krzewił spółdzielczość, oświatę, kulturę, samorządność. Pierwszą jego inicjatywą była spółka chowu drobiu i sprzedaży jaj, założona w Bachowicach w 1897 r. wspólnie z dr. Franciszkiem Stefczykiem – propagatorem spółdzielczości i tzw. kas raiffeisenowskich, określanych w Galicji jako „Kasy Stefczyka”. Na zakupionej ziemi ks. Gołba wystawił budynek i kurniki, kupił maszyny i urządził wylęgarnię drobiu, zabiegał o wykłady z hodowli drobiu i o klasyfikację kur zielononóżek. Niestety przedsięwzięcie zakończyło się fiaskiem. Spółka upadła w 1904 r. „z powodu braku sił wykształconych i uczciwych tak do prowadzenia hodowli jak też handlu” – pisał ks. Gołba i dalej kontynuował – „trzeba było sięgnąć do podstaw głębszych oświatowych i kulturalnych i założyć szkołę gospodarczą”, by wychować kadry zdolne do realizacji podobnych przedsięwzięć.
W 1910 r. w budynkach byłej spółki drobiu ks. Gołba założył Żeńską Szkołę Gospodarczą im. Królowej Jadwigi – później przemianowaną na Ludową Żeńską Szkołę Rolniczą – i pełnił w niej funkcję katechety (1910-1923). Raz w tygodniu, a potem i częściej, przyjeżdżał pociągiem z Krakowa do Spytkowic i zazwyczaj pieszo wędrował do Bachowic ok. 7-8 km, by nauczać młodzież i rodaków. Była to druga na ziemiach polskich szkoła rolnicza, funkcjonująca potem dzięki zasiłkom rządu i powiatu. Wizytowali ją przedstawiciele władz państwowych (1927 – minister rolnictwa i dóbr państwowych Karol Niezabytowski, 1933 – wiceminister wyznań religijnych i oświecenia publicznego Kazimierz Pieracki), a także władze kościelne (1934 – metropolita krakowski kard. Adam Sapieha). W 1937 r. szkoła rolnicza – decyzją władz oświatowych – została przeniesiona z Bachowic do Spytkowic. W jej miejsce ks. Gołba założył w 1938 r. szkołę rzemieślniczą dla chłopców, w której uczyli się krawiectwa, tkactwa, szewstwa. Wybuch drugiej wojny światowej i śmierć kapłana położyły kres tej idei. W październiku 1945 r. Teofila Bochenek (kierowniczka szkoły od 1922 r.) doprowadziła do wznowienia pracy szkoły rolniczej w Bachowicach, jednak decyzją powojennych władz oświatowych działalność tej placówki została zakończona.
Ksiądz Gołba pochodził z ludu wiejskiego. Był blisko tego ludu przez całe życie zawodowe, a po przejściu na emeryturę na stałe osiadł pośród włościan. Doskonale rozumiał sytuację oraz problemy egzystencjalne wsi.
Kolejną inicjatywą ks. Gołby – realizowaną również przy wsparciu dr Stefczyka – była ludowa spółdzielnia oszczędnościowo-pożyczkowa („Kasa Stefczyka”), otwarta w Bachowicach w 1906 r. Poprzez tę formę oszczędności uczył rodaków gospodarowania środkami finansowymi, a korzystne kredyty umożliwiały rozwój wioski. W 1908 r. dzięki niemu w Bachowicach powstała pierwsza na ziemi wadowickiej i Podbeskidziu spółdzielnia mleczarska. W rodzinnej wsi propagował prowadzenie nowoczesnych gospodarstw rolnych, uprawę lnu, hodowlę jedwabników, warzywnictwo, sadownictwo, pszczelarstwo. Myślał o uprzemysłowieniu wsi. Zachęcał i przekonywał mieszkańców do uprawy lnu oraz częściowo chałupniczej i maszynowej przeróbki tego surowca. Prenumerował czasopismo lniarskie, by zdobywać wiedzę w tym zakresie. Na własny koszt wykształcił tkacza (Romana Kota) w szkole w Stryju i zakupił kołowrotki. Razem z grupą zapaleńców założył w 1926 r. spółdzielnię tkacką (lniarską). Uruchomił warsztaty tkackie i sprowadzoną w 1929 r. z Belgii nowoczesną międlarnię mechaniczną. Angażował do przędzenia lnu uczennice szkoły gospodarczej, kobiety, młodzież – szczególnie w okresie zimowym, sprzyjającym lenistwu i demoralizacji. Głosił:
„Chcesz być bogatym siej len. Chcesz być moralnym, siej len. Chcesz wykorzenić złodziejstwo i bandytyzm, siej i przerabiaj len”.
Duże nadzieje pokładał też w sadzonych we wsi drzewach morwy, jako zaczynu dla hodowli jedwabników i przemysłu jedwabniczego, oraz w sadownictwie, któremu dał początek zakładając wzorowy sad.
Nieustannie zachęcał młodzież i starszych do pozaszkolnego dokształcania się, przywołując przy tym dewizę:
„kto nie postępuje naprzód, ten się cofa”.
Organizował różnego rodzaju odczyty i kilkumiesięczne zimowe kursy oświatowe. Obejmowały one przedmioty ogólnokształcący, jak religia, historia, geografia, rachunki, rysunki, a także praktyczne umiejętności: kroju, szycia, miernictwa, rachunków, sadownictwa. Na oświatowej niwie wspomagali go miejscowi nauczyciele oraz profesorowie krakowskiego Gimnazjum św. Jacka, instruktorzy i prelegenci. Dla podniesienia atrakcyjności spotkań zapraszał też orkiestrę i śpiewaków gimnazjalnych. Odczyty i pogadanki o charakterze kulturalno-oświatowym ilustrował przeźroczami, by pobudzić zainteresowanie mieszkańców. We własnym mieszkaniu w Bachowicach zorganizował w 1924 r. dla mężczyzn w okresie zimowym czytelnię prasy religijnej i świeckiej.
„Niestety! Korzystających z nauki było mało”
– jak konkludował po latach. Na pięć lat przed śmiercią pisał:
„Dziś przodownicy ludu wskazują na konieczną potrzebę założenia przymusowej szkoły dokształcającej w okresie zimowym. Niewielkie wydatki, a korzyści byłyby olbrzymie! Są wydatki wielkie na kryminały i policję, bo młodzież rozleniwiona dziczeje i jest nieproduktywna. Straty stąd tak pod względem państwowym jak społecznym i kulturalnym są olbrzymie”.
Apelował do rodaków:
„Ludu ocknij się z gnuśności, a pójdziesz szybkim krokiem na wyżyny dobrobytu i szczęścia!”.
Dbał też o zaopiekowanie najmłodszych, szczególnie w okresie żniw. Założył ochronki, najpierw w tzw. Fabinówce (drewnianym domu nabytym w 1905 r. od Józefa Fabina; tam też zamieszkał po przejściu na emeryturę i zorganizował kaplicę), potem w budynku nowo wybudowanego domu parafialnego. Pierwszą ochronkę powierzył Marii Momot, którą wcześniej wysłał na trzymiesięczny kurs do sióstr serafitek. Pracowała ona z dziećmi przez dziewięć lat. Później opiekę na dziećmi w obu budynkach prowadziły siostry serafitki, sprowadzone do Bachowic w 1931 r.
Krzewił ruch spółdzielczy i stowarzyszenia, bo w nich upatrywał ogniowo zespalające ludność we wspólnym i skutecznym działaniu dla rozwoju wsi, przemian ekonomicznych i kulturowych. Wspierał działania Kółka Rolniczego, przy którym założono sklep spółdzielczy, sprowadzano czasopisma i książki rolnicze, organizowano kursy przyspasabiające do określonych fachów (np. 1926 r. kurs weterynaryjny, cieszący się dużym zainteresowaniem). Wskazywał kierunki rozwoju Ochotniczej Straży Pożarnej, powstałej w 1928 r. wraz z Kołem Gospodyń Wiejskich przy Kółku Rolniczym. We wsi działało też Koło Młodzieży Wiejskiej przy Małopolskim Towarzystwie Rolniczym (zorganizowane w 1923 r.), chór męski i mieszany. Założył stowarzyszenia młodzieży męskiej „Krakus” i żeńskiej „Jutrzenka”, chcąc – jak pisał – młodych
„uodpornić przeciw złym wpływom wychodźtwa”.
Snuł plany związane z zalążkami chrześcijańskiego związku zawodowego rolników i robotników (założonego jego staraniem), z turystycznym wykorzystaniem położenia Bachowic (w szkole gospodarczej urządzono kurs przygotowujący do obsługi letników), ideę świetlicy – miejsca gdzie można poczytać prasę, wypożyczyć książki, posłuchać radia, zagrać w szachy – jako pożytecznej alternatywy i skutecznego narzędzia walki z zimowym karciarstwem i lenistwem. Sugerował wychowawczo, aby wstęp na świetlicę był za drobną opłatą, argumentując:
„Opłata niska, a z pewnością niższa od tej, którą pociąga gra w karty i kieliszek gorzałki”.
Ksiądz Gołba rozumiał, że droga ku przyszłości wiedzie przez naukę, że rozwój wsi zależy od wykształconych kadr oraz inteligencji zaangażowanej w problemy włościan. W tym duchu wspomagał wychowanie oraz edukację ubogiej młodzieży wiejskiej. Dla niej zorganizował wspomnianą wyżej bursę na Zakrzówki i założył szkołę w Bachowicach. Zadbał też o jak najlepsze wykształcenie i patriotyczne wychowanie swojego najmłodszego brata Józefa (1875-1955) – doktora nauk prawnych, absolwenta Wydziału Prawno-Politycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalisty w zakresie skarbowości; uczestnika pierwszej wojny światowej i więźnia sowieckich łagrów. Posłał go do gimnazjum w Wadowicach i opłacał jego naukę w jezuickim gimnazjum w Bąkowicach pod Chyrowem (obecnie Ukraina) – wówczas jednej z najlepszych tego typu placówek naukowo-wychowawczych w Polsce i Europie. Pensje katechety i wykładowcy inwestował w przyszłość podopiecznych i rodaków oraz rozwój rodzinnej wsi. Nie pobierał wynagrodzenia za naukę religii w szkole rolniczej. Należną mu zapłatę przeznaczał na stypendium dla biednych uczennic, przede wszystkim bachowiczanek. Podejmował też działania na rzecz resocjalizacji rodaków, którzy z biedy i braku zarobkowania dopuszczali się kradzieży i napadów rabunkowych. Opłacał kursy rzemieślnicze osadzonym w więzieniu, by po wyjściu na wolność, mając fach w ręku, podjęli stałe źródło utrzymania i nie powracali do przestępczych procederów.
W Szaflarach, założył kółko rolnicze i organizował odczyty z dziedziny gospodarczej. Myślał też o rozwoju sadownictwa i przemysłu lniarskiego, by podnieść dobrobyt i powstrzymać emigrację zarobkową.
Najtrwalsze dzieło, które ks. Gołba pozostawił po sobie i które służy kolejnym pokoleniom rodaków, to kościół i samodzielna parafia w Bachowicach, przynależących wcześniej do parafii w Spytkowicach. Wzniesienie świątyni w rodzinnej wiosce było wielkim pragnieniem i marzeniem ks. Gołby. Jego realizację rozpoczął w 1906 r. od zorganizowania komitetu budowy kościoła. Po czternastu latach starań zainicjował budowę, a po kolejnych latach prac, okupionych cierpieniem i wyrzeczeniami, doprowadził w 1925 r. do poświęcenia w stanie surowym świątyni dedykowanej Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, wzniesionej według projektu Franciszka Mączyńskiego. Następnie podjął budowę plebanii i tam przeprowadził się w 1928 r., aby w pełni posługiwać w kościele. Rok później, po ustanowieniu samodzielnej parafii w Bachowicach, został mianowany pierwszym bachowickim proboszczem. Nie ustawał w dalszych pracach. Wybudował dom parafialny zwany domem katolicko-ludowym (1932-1934), mieszczący dużą salę ze sceną oraz mieszkanie dla kapelana i kaplicę. W jego zamyśle dom ten miał być miejscem spotkań, nauki, a także zabawy (tam też zlokalizował ochronkę i pomoc ubogim). Do tego domu przeniósł się w 1934 r., gdy wskutek swojej prośby – podyktowanej słabnącymi siłami oraz pogarszającym się stanem zdrowia – otrzymał do pomocy wikariusza, ks. Józefa Zapałę. Rok później przestał pełnić obowiązki proboszcza, zastąpił go ks. Wojciech Krzyżak (zm. 1942).
Kolejną inicjatywą ks. Gołby była ludowa spółdzielnia oszczędnościowo-pożyczkowa („Kasa Stefczyka”), otwarta w Bachowicach w 1906 r. Poprzez tę formę oszczędności uczył rodaków gospodarowania środkami finansowymi, a korzystne kredyty umożliwiały rozwój wioski.
Mimo schorowania, bachowicki duszpasterz-społecznik nie ustawał w działaniu. Do końca życia dbał o wieś i kościół, posługując rodakom i wspierając ich, szczególnie w okresie niemieckiej okupacji. Miał wiele planów i pomysłów. Chciał m.in. zorganizować schronisko dla ubogich pełniące rolę szpitala. Na ten cel zakupiono dom i pole przy kościele, ale wojna i śmierć kapłana przerwały te plany. W 1939 r., tuż przed niemiecką agresją, ks. Gołba opublikował – za zezwoleniem władz duchownych – książeczkę pt. Bachowice dawniej a dziś. Na okładce obok informacji, że publikacja ukazała się „nakładem autora”, wskazał zasadniczy cel jej sprzedaży:
„Dochód przeznaczony na pomalowanie kościoła w Bachowicach”.
W kolejnych rozdziałach książki opisał: ustrój samorządny wsi i udział mieszkańców w życiu społeczno-politycznym, powstanie parafii i kościoła oraz wcześniejszą tradycję miejscowych struktur kościelnych, szkolnictwo powszechne i zawodowe, ochronki dla dzieci i opiekę nad starcami, chrześcijański związek zawodowy rolników i robotników, spółdzielczość i stowarzyszenia, uprzemysłowienie wsi, sądownictwo, oświatę przedszkolną, zabawy weselne, zwyczaje oraz ubiory dawne i zabobony, procesy sądowe i walkę z pijaństwem, festyny wraz z przestrogą przed używkami (alkoholem, nikotyną). Publikacja, zawierająca wskazówki i swoisty program dla działaczy wiejskich, stanowi dziś cenne źródło do historii Bachowic i społecznej myśli jej autora. Bachowicki organicznik założył też i prowadził kronikę parafii. Udokumentował dla potomnych najważniejsze wydarzenia z życia lokalnej społeczności, od budowy kościoła do wybuchu drugiej wojny światowej.
Pogrzeb ks. dr. Franciszka Gołby, Bachowice, 21 I 1944 r. Fotografia ze zbiorów Alojzego Sieprawskiego (Archiwum Gminnej Biblioteki Publicznej w Spytkowicach)
Pogrzeb odpowiedni do zasług
Ksiądz Gołba nie doczekał końca okupacji niemieckiej. Zmarł 18 stycznia 1944 r. Trzy dni później spoczął na miejscowym cmentarzu, żegnany przez rodaków i licznie zgromadzonych duchownych. Ksiądz Jan Marszałek, ówczesny administrator bachowickiej parafii (1942–1951), dziś kandydat na ołtarze, utrwalił atmosferę i doniosłość tego wydarzenia. Na kartach wspomnianej wyżej kroniki, zainicjowanej przez ks. Gołbę, zapisał:
„Parafia urządz[ił]a Mu odpowiedni do Jego zasług pogrzeb. Mimo zakazu władz okupacyjnych po kryjomu wybudowano grobowiec. Zasługa to sołtysa, Jana Woźniaka, który odpowiedzialność wziął na siebie, twierdząc wobec władz okupacyjnych, że grobowiec już dawno [był] wybudowany. Ciepło i odwilż sprzyjało wymurowaniu grobowca, parafianie chętnie służyli pracą i wypożyczeniem materiału a przez znajomość wyciąg[nę]li podstępem od Niemców cement. Trumnę zakupiono metalową za cenę 1500 marek, kilku kg słoniny i kilku sztuk drobiu. Pieniądze na te wydatki pogrzebowe zebrałem w kościele na tacę w styczniu i w lutym. Pogrzeb wypadł imponująco a kościół nie mógł pomieścić zebranych. Ponad 40 wieńców niesiono w orszaku pogrzebowym, tak od poszczególnych rodzin jak i bractw i organizacji miejscowych. Kazanie przy wprowadzeniu zwłok wygłosił ks. kanonik [Klemens] Tatara z Andrychowa, a w czasie sumy – celebrowanej przez ks. dziekana [Leonarda] Prochownika z Wadowic – ks. Fr[anciszek] Kapusta z Woźnik, uczeń Ks[iędza] Prałata. Obydwaj podkreślali wybitne cechy charakteru Ks[iędza] Prałata […]. Księży w pogrzebie wzięło udział 27. Wielu nadesłało usprawiedliwienie nie wzięcia udziału w pogrzebie z powodu grozy wysiedlenia. W tym bowiem czasie zaczęli Niemcy wysiedlać plebanie w wadowickim i zatorskim dekanacie”.
Bachowicki organicznik odznaczał się pokorą, skromnością, całkowitym oddaniem się pracy na rzecz drugiego człowieka. Zabiegał o skuteczność inicjowanych działań, nie o uznanie i splendor. Być może dlatego szerzej został zapamiętany jako orientalista, nie jako duszpasterz-społecznik, choć bez wątpienia ten ryt dominował w jego posłudze i taki obraz kapłana utrwalił się w pamięci bachowiczan. Zmarł w opinii świętości, otoczony estymą, szacunkiem i uznaniem, zarówno wśród rodaków, jak i w środowisku duchownych. Dali oni temu wyraz w przygotowaniach i licznej obecności podczas uroczystości pogrzebowej, mimo zagrożenia ze strony niemieckiego okupanta. Ojciec Rudolf Warzecha, w artykule poświęconym ks. Gołbie – swemu „niestrudzonemu wychowawcy” – w szóstą rocznicę jego śmierci, trafnie skonkludował:
„Życie i jego dzieła, choć nie znalazły szerokiego rozgłosu i nie spotkały się z poklaskiem, świadczą jednak wymownie, jak wiele dobrego może dokonać jeden człowiek przy skromnych nawet warunkach pracy, jeśli tylko jest człowiekiem poświęcenia a serce ma pełne miłości Boga i bliźniego”.
