Działalność dezintegracyjna charakteryzowała grupę działaczy związkowych z zakładów pracy w Nowej Hucie, których działacze hutniczej „Solidarności” określali mianem „frakcji stadionowej”. Potoczna nazwa tej grupy wywodziła się od miejsca w którym członkowie grupy się spotykali, czyli od pomieszczeń znajdujących się na stadionie Klubu Sportowego „Hutnik” Kraków.
Prymusi dezintegracji
Głównymi postaciami tej frakcji było trzech pracowników Kombinatu HiL, a zarazem działaczy związkowych, którzy tuż po podpisaniu porozumień sierpniowych wysunęli się na wysokie stanowiska zarówno w ówczesnym Komitecie Robotniczym Hutników (KRH) NSZZ „Solidarność”, jak i w Międzyzakładowym Komitecie Założycielskim (MKZ) NSZZ „Solidarność” Kraków (od grudnia 1980 r. MKZ Małopolska).
Potoczna nazwa tej grupy wywodziła się od miejsca w którym członkowie grupy się spotykali, czyli od pomieszczeń znajdujących się na stadionie Klubu Sportowego „Hutnik” Kraków.
Pierwszym z nich był Sylwester Mlonek, który przez krótki czas był przewodniczącym KRH. Szybko jednak został zastąpiony na tym stanowisku przez innego działacza hutniczej „Solidarności”, Władysława Hardka, gdy koledzy dowiedzieli się, że Mlonek zataił przed nimi, iż wciąż obowiązuje go wyrok więzienia w zawieszeniu, a następnie sporządzał materiały informacyjne niezgodne z linią związku. Współpracownicy oskarżali go także o defraudowanie pieniędzy związkowych i sprzedaż pamiątek po zawyżonych cenach. Hutnicy wówczas nie wiedzieli jeszcze i o tym, iż w latach 1973-1978 Mlonek był tajnym współpracownikiem kontrwywiadu wojskowego, czyli Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW) o ps. „Malutki”.
Skompromitowany w oczach związkowców Mlonek zwrócił się do dyrektora ds. pracowniczych Kombinatu o wyznaczenie „godnego stanowiska pracy”. Od 30 marca 1981 r. Mlonek ponownie został zarejestrowany jako tajny współpracownik WSW, tym razem o ps. „Kuzyn”. Natomiast dzień później został kierownikiem Ośrodka Sportu i Rekreacji HiL na terenach KS „Hutnik”, gdzie następnie spotykali się członkowie „frakcji stadionowej”. Zbieżność dat nie jest przypadkowa.
Stanisław Zawada, wybrany 15 września 1980 r. na przewodniczącego MKZ Kraków, był początkowo jednym z celów Służby Bezpieczeństwa. Cywilna bezpieka miała na niego wpływ za pośrednictwem znajomego Zawady, który był tajnym współpracownikiem SB o ps. „Sowa”. Jednym z celów opracowanej przez SB sprawy obiektowej o krypt. „Tygiel” było doprowadzenie do rozłamu w MKZ i wydzielenia się z niego struktury opartej na największej komisji zakładowej w regionie (na 38 tys. pracowników, ponad 34 tys. było członkami „Solidarności”) czyli Komitecie Robotniczym Hutników. Próbowano doprowadzić więc do skłócenia przewodniczącego MKZ, wywodzącego się z Kombinatu HiL, z częścią członków Zarządu MKZ, o których osobowe źródła SB dezinformowały Zawadę, iż są członkami KPN i próbują go usunąć ze stanowiska. W wyniku konfliktu, do jakiego doszło po obchodach Dnia Niepodległości, Stanisław Zawada złożył rezygnację ze stanowiska przewodniczącego MKZ, zaś bezpieka zyskała działacza przeświadczonego, iż został skrzywdzony przez konkurencję dążącą do upolitycznienia związku. W lipcu 1981 r. Zawada został zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o ps. „Staś”.
Od 30 marca 1981 r. Mlonek ponownie został zarejestrowany jako tajny współpracownik. Natomiast dzień później został kierownikiem Ośrodka Sportu i Rekreacji HiL na terenach KS „Hutnik”, gdzie następnie spotykali się członkowie „frakcji stadionowej”. Zbieżność dat nie jest przypadkowa.
Kolejny z kreatorów „frakcji stadionowej”, Henryk Wartalski, pełnił początkowo (od 6 września 1980 r. do 17 marca 1981 r.) stanowisko wiceprzewodniczącego KRH. W dzielnicowym tygodniku „Głos Nowej Huty” publikował on w kolumnie prasowej należącej do Komitetu Fabrycznego PZPR (choć na kolejnej stronie znajdowała się kolumna „Solidarności”) komentarze krytykujące strajki protestacyjne ogłaszane przez związek. Swoje przemyślenia w partyjnej rubryce podpisywał funkcją, jaką sprawował w związku. W styczniu 1981 r., kiedy sprzeciwił się ogłoszonemu przez MKZ Małopolska godzinnemu strajkowi ostrzegawczemu, inny z wiceprzewodniczących KRH, Edward Petlic, udał się na jego wydział i zorganizował tam protest. Oczywiście ani związkowcy, ani robotnicy nie mieli wówczas pojęcia, że Henryk Wartalski jest tajnym współpracownikiem SB o ps. „Ceramik”.
Pół etatu dla Michnika
Choć brak jest dokumentacji na temat zadań, jakie służby specjalne wyznaczyły osobowym źródłom kreującym działania „frakcji stadionowej”, to cele takie można wywnioskować po konkretnych przedsięwzięciach, jakie były przez tę grupę podejmowane.
W wyniku konfliktu, do jakiego doszło po obchodach Dnia Niepodległości, Stanisław Zawada złożył rezygnację ze stanowiska przewodniczącego MKZ, zaś bezpieka zyskała działacza przeświadczonego, iż został skrzywdzony przez konkurencję dążącą do upolitycznienia związku.
Jeszcze w lutym 1981 r. prokurator generalny PRL, Lucjan Czubiński, wszczął śledztwo przeciwko działaczom Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”. W celu obrony tych działaczy przed represjami, hutnicza „Solidarność”, kilku z nich (m.in. Adamowi Michnikowi, Janowi Lityńskiemu, Konradowi Bielińskiemu) zaproponowała funkcję doradców. Zaczęli się oni coraz częściej pojawiać w Kombinacie HiL na zaproszenie KRH z odczytami i wykładami. Szef sekcji informacji Komisji Robotniczej Hutników, Stanisław Handzlik, zwrócił się nawet do dyrekcji Huty im. Lenina z inicjatywą zatrudnienia Adama Michnika na 0,5 etatu. Jednak nie doszło do tego z przyczyn… obopólnej niechęci. Zainteresowania zatrudnieniem znanego opozycjonisty nie przejawiał dyr. ds. pracowniczych Bolesław Szkutnik, jak i zdecydowanej akceptacji dla tego pomysłu nie było ze strony Michnika.
Kontakty związkowców nawiązane z dysydentami politycznymi budziły niepokój bezpieki, która sugerowała jednemu z przywódców „frakcji stadionowej”, aby dążyć do „ograniczenia roli Komisji Ekspertów”. Jednak ta próba dywersji nie powiodła się. Adam Michnik był obecny podczas I Walnego Zebrania Delegatów NSZZ „Solidarność” Huty im. Lenina i przyczynił się do tego, że zarówno Zawada, jak i Wartalski nie zostali wybrani w skład Prezydium nowej Komisji Robotniczej Hutników.
Kontakty związkowców nawiązane z dysydentami politycznymi budziły niepokój bezpieki, która sugerowała jednemu z przywódców „frakcji stadionowej”, aby dążyć do „ograniczenia roli Komisji Ekspertów”. Jednak ta próba dywersji nie powiodła się.
Kolejną próbą dywersji, podjętą przez działaczy frakcji stadionowej, była chęć doprowadzenia do rozłamu w MKZ Małopolska na tle nowohucko-krakowskich resentymentów. Przedstawiając Zawadę, jako hutniczego działacza rzekomo skrzywdzonego przez „opozycyjnych awanturników” z Krakowa, promowali go, aby w trakcie I Walnego Zebrania Delegatów NSZZ „Solidarność” regionu Małopolska został wybrany na funkcję przewodniczącego. Co ciekawe, jego kandydatura została wsparta również przez Lecha Wałęsę, który podczas swojej wizyty w Krakowie 1 lipca 1981 r. stwierdził, że wysoko sobie cenił współpracę z Zawadą i życzyłby sobie możliwości dalszego współdziałania. Jednak Zawada nie przekonał do siebie delegatów na regionalne WZD w Tarnowie i przepadł już w trakcie wyborów do Zarządu Regionu Małopolska, co uniemożliwiło mu kandydowanie na stanowisko przewodniczącego.
Jak już wspomniano, Zawada po porażce w wyborach został zarejestrowany jako tajny współpracownik o ps. „Staś” i zgodził się na zainspirowany przez SB wywiad w „Dzienniku Polskim”, w którym oskarżał związek m.in. o zaangażowanie w politykę.
Program „frakcji stadionowej”
Kolejnym etapem działalności „frakcji stadionowej” były wrześniowe wybory uzupełniające do Prezydium KRH. Grupa ta przygotowała dwunastopunktowy dokument, w którym mocno krytykowano działalność Prezydium KRH, a w szczególności sekcji informacyjnej, prowadzonej przez wiceprzewodniczącego Prezydium KRH, Stanisława Handzlika.
Kolejnym etapem działalności „frakcji stadionowej” były wrześniowe wybory uzupełniające do Prezydium KRH. Grupa ta przygotowała dwunastopunktowy dokument, w którym mocno krytykowano działalność Prezydium KRH, a w szczególności sekcji informacyjnej.
„Frakcja stadionowa” żądała poddanie pod głosowanie wotum zaufania dla Prezydium KRH za wyjątkiem przewodniczącego, Mieczysława Gila. Żądano zmian w sekcji informacji i „przeorganizowania” jej pracy, czyli stworzenia „rady programowej”, która miałaby czuwać nad publikowanymi treściami. Członkowie tej grupy domagali się również opracowania szczegółowego programu działania KRH, przygotowanego przez fachowców z dziedziny ekonomii, prawa i socjologii oraz opracowywania i podawania do informacji publicznej tematów spotkań Komisji Kombinatu.
Ich atak na władze tej struktury związkowej skrytykowała większość działaczy hutniczej „Solidarności” wraz z przewodniczącym, Mieczysławem Gilem, który określił poczynania frakcji, jako „działalność rozbijacką”. Ostatecznie votum nieufności wobec Prezydium KRH upadło znaczną większością głosów 93-osobowej Komisji Kombinatu. Sekcja informacji KRH, wbrew sugerowanym przez „frakcję stadionową” zmianom, została znacznie wzmocniona, a jej przekaz został poszerzony (m.in. kolumna „Solidarności” w nowohuckim tygodniku „Głos Nowej Huty” z dotychczasowej jednej strony została powiększona do czterech stron).
Po pacyfikacji strajku Stanisław Zawada w telewizyjnym wystąpieniu próbował zniechęcić hutników do kontynuowania działalności w podziemiu. Choć hutnicy nie mogli wiedzieć, że za swoje wystąpienie otrzymał gratyfikację w postaci dwóch butelek wódki, butelki koniaku i dwóch tabliczek czekolady, to potraktowali ten występ jako zdradę.
Ostateczną kompromitacją działalności „frakcji stadionowej” było zachowanie jej przywódców po wprowadzeniu stanu wojennego. Po pacyfikacji strajku w Kombinacie HiL Stanisław Zawada w telewizyjnym wystąpieniu próbował zniechęcić hutników do kontynuowania swojej działalności w podziemiu. Choć hutnicy nie mogli wiedzieć, że za swoje wystąpienie otrzymał gratyfikację w postaci dwóch butelek wódki, butelki koniaku i dwóch tabliczek czekolady, to potraktowali ten występ Zawady jako zdradę. Tak też był określany w hutniczych czasopismach „drugiego obiegu”. Zaufania swoich kolegów nie zyskali również pozostali członkowie „frakcji stadionowej”, co sprawiało, iż stanowili coraz mniejszą wartość dla bezpieki jako osobowe źródła informacji.
