Szczególnie skrajne emocje towarzyszą trzeciemu spotkaniu grupowemu z reprezentacją Italii (z 23 czerwca), od którego zależało czy dalej awansują Włosi czy Argentyńczycy, bo Polacy awans mieli już – tak, były takie czasy… – już mieli pewny.
Od lat o przyjęcie pieniędzy od Albiceleste i – co dużo gorsze – niepodzielenie się nimi z kolegami z drużyny oskarżony jest znakomity polski skrzydłowy Robert Gadocha. Mało kto dziś o tym pamięta, ale zanim wybuchła afera wokół Gadochy, pojawiły się oskarżenia wobec Włochów. I to nie wiele lat po pamiętnych dla nas mistrzostwach świata, ale kilka dni po ich zakończeniu.
Nieautoryzowany wywiad
Otóż 10 lipca 1974 r. na łamach „Życia Warszawy” ukazał się króciutki wywiad z trenerem Kazimierzem Górskim. Autor sukcesów Polski na olimpiadzie w 1972 r. (złoty medal) i dwa lata później na mundialu w odpowiedzi na sugestie, że mecz z Italią był najbardziej prestiżowy, stwierdził:
„Tak. Tym bardziej, że atmosfera przed meczem – była delikatnie mówiąc – nerwowa. Musieliśmy naszą postawą zamknąć usta insynuatorom, a przecież nawet w czasie przerwy tego spotkania, kiedy prowadziliśmy już 2:0 [mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 2:1 – GM], przychodzili do piłkarzy bogaci mecenasi włoskiej drużyny z propozycjami finansowymi za remis”.
Wywiad ten odbił się szerokim echem, również poza granicami Polski. Wspominało nawet o nim Radio Wolna Europa w jednej ze swoich audycji. Błyskawicznie zareagował również Włoski Związek Piłki Nożnej, który nie tylko zaprzeczył temu, aby miał cokolwiek wspólnego z rzekomą próbą przekupstwa, ale również zażądał od Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA), aby ta zbadała wysunięte zarzuty.
I tu– jak relacjonuje asystent Górskiego Andrzej Strejlau – nastąpił zwrot w sytuacji: trener polskiej reprezentacji został wezwany do Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej „na dywanik”, zaś autor wywiadu w „Życiu Warszawy” (Łukasz Zieliński) zamieścił na łamach tego dziennika (w dniu 12 lipca) „Wyjaśnienie”. Stwierdzał w nim, że wywiad nie był autoryzowany i przepraszał Kazimierza Górskiego za przypisanie mu tej wypowiedzi, zaś czytelników „Życia Warszawy” za „wprowadzenie w błąd”.
Walizka dolarów
Ewidentnie był to efekt nacisków politycznych, jednak było coś na rzeczy. Jak bowiem relacjonował po latach znakomity polski obrońca Władysław Żmuda:
„Włochom wystarczał remis. Mieliśmy już zagwarantowane premie za wyjście z grupy, więc ten mecz graliśmy praktycznie za darmo. Wygraliśmy pierwszą połowę 2:0 i pamiętam jak schodzimy na przerwę, a włoski wiceprezes Alody pokazuje całą walizkę dolarów. Ponoć było w niej 22 tys. dolarów. Wiem, że polscy i włoscy działacze bili się w przerwie. Była jakaś szarpanina przy szatni”.
Sprawę łapówki miał uciąć jeden z najlepszych polskich rozgrywających w historii polskiego futbolu Kazimierz Deyna, który – według lekarza reprezentacji doktora Janusza Garlickiego – miał stwierdzić:
„My nie będziemy z wami rozmawiać”.
Tak na marginesie, to właśnie rzekomo z Deyną przedstawiciele Italii mieli negocjować przed rozpoczęciem spotkania… O próbach dotarcia z pieniędzmi ze strony Włochów słyszało zresztą również kilku innych polskich piłkarzy oraz działaczy. I tak np. król strzelców mundialu Grzegorz Lato twierdził po latach:
„Słyszałem plotki, że Włosi chcieli coś załatwić. My byliśmy w szatni, ale podobno podchodzili do rezerwowych”.
Tak z kolei zapamiętał to zdarzenie nasz świetny reprezentacyjny bramkarz Jan Tomaszewski –
„To chyba przyniósł któryś z ławkowiczów. Podobno jeden z trybuniarzy, już nie pamiętam który, przyszedł z informacją, że Włosi proponują 22 tys. dolarów za mecz”.
„Wszyscy do szatni!”
Kategorycznie na ten temat wypowiedział się obrońca Mirosław Bulzacki:
„W przerwie meczu proponowali nam pieniądze”.
I to, mimo, że dodawał:
„Rozmawiali po angielsku, a ja angielskiego dobrze nie znałem. Chcieli kupić remis, ale nasze kierownictwo: »Wszyscy do szatni!«. Zgarnęli nas i pilnowali, żeby żadnych rozmów nie było. Włosi chcieli to załatwić na szybko, ale nie przeszło i wszyscy grali normalnie”.
Z kolei ówczesny prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Jan Maj po latach wspominał:
„Słyszałem, ale nie mam na to dowodów, że w trakcie meczu była jakaś grupa dotarcia do [Jerzego] Gorgonia czy do kogoś tam. Nie wiem czy z walizką czy z próbą nawiązania dialogu na okoliczność dodatkowej motywacji”.
I dodawał:
„Z perspektywy myślę, że to ktoś z zewnątrz starał się zepsuć dobrą atmosferę”.
We włoską inicjatywę nie wierzy z kolei Stefan Grzegorczyk. W 1974 r. był on członkiem Zarządu PZPN oraz rzecznikiem prasowym naszej reprezentacji na mistrzostwach świata. Według niego:
„Tam nie mogło być nikogo z walizką, bo do szatni mogły wejść tylko uprawnione osoby”.
Na koniec warto zacytować jeszcze raz Grzegorza Latę, który na łamach swojej autobiografii tak opisywał zdarzenia podczas meczu z Italią:
„ilekroć obrońca Giacinto Facchetii koło mnie przebiegał, pocierał palcami o palce w charakterystycznym geście imitującym liczenie pieniędzy i krzyczał: »Lato, many, many, many«”.
Kojarzy to z przeciekiem na temat rzekomo przyjętej przez Gadochę kasy od Argentyńczyków, ale czy słusznie? Może Fachcetii miał na myśli pieniądze od Włochów? Tego już się najprawdopodobniej niestety nie dowiemy, bo to w końcu wstydliwy temat…
