Napoleon Idzikowski urodził się 11 sierpnia 1924 r. w Paryżu jako syn Stanisława (z zawodu piekarza) oraz Zofii z domu Kozera. Do 1937 r. mieszkał wraz z rodziną w podparyskim Meudon. Tam ukończył 5 klas liceum kupieckiego. Na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej wraz z matką, bratem oraz siostrą powrócił do Polski. Rodzina zamieszkała w podwarszawskim Ursusie.
Podróże po ogarniętej wojną Europie i działalność przemytnicza
Na początku lipca 1940 r. Napoleon Idzikowski zgłosił się do Arbeitsamtu w Warszawie. Później, w czasie przesłuchań, tłumaczył, iż tym sposobem łatwiej było mu się przedostać do przebywającego we Francji ojca. Trafił do pracy na roli w okolicy Bad Polzin (dzisiejszy Połczyn-Zdrój). Przepracował tam kilka tygodni, po czym odesłano go do lecznicy z powodu wypadku. W latach 1940–1943 Idzikowski poruszał się pomiędzy podwarszawskim Ursusem a różnymi regionami Rzeszy Niemieckiej, gdzie był wysyłany do prac przymusowych.
Postanowił wyruszyć w kierunku Hiszpanii, chcąc przedostać się do Afryki w celu wstąpienia do Francuskiej Armii Wyzwolenia gen. Charlesa de Gaulle’a. Próby przekroczenia granicy francusko-hiszpańskiej zakończyły się niepowodzeniem i doprowadziły do tego, że Idzikowski we wrześniu 1943 r. został aresztowany i osadzony w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie.
Jesienią 1941 r. udało mu się nawet dotrzeć do ojca do Paryża, skąd niemieckie biuro werbunkowe skierowało go do pracy w niemieckiej fabryce samochodów w Katowicach. W kwietniu 1943 r. ponownie przekroczył granicę francuską. Postanowił wówczas wyruszyć w kierunku Hiszpanii, chcąc przedostać się do Afryki w celu wstąpienia do Francuskiej Armii Wyzwolenia gen. Charlesa de Gaulle’a. Próby przekroczenia granicy francusko-hiszpańskiej zakończyły się niepowodzeniem i doprowadziły do tego, że Idzikowski we wrześniu 1943 r. został aresztowany i osadzony w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie, gdzie przebywał do momentu oswobodzenia w kwietniu 1945 r. przez wojska amerykańskie.
Po uwolnieniu zajął się przemytem towaru z francuskiej strefy okupacyjnej w Niemczech do Francji wraz ze znajomym Polakiem – Romanem Karczem. W czerwcu 1945 r. w Medon pod Paryżem Idzikowski otrzymał poświadczenie o uzyskaniu francuskiego obywatelstwa na podstawie karty repatriacyjnej.
Na początku maja 1946 r. Idzikowski postanowił wrócić do Polski, do swojej matki w Ursusie. W konsulacie francuskim uzyskał papiery, zezwalające mu na wjazd do francuskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Udał się pociągiem z Poznania do Berlina, a później do Lippstadtu, i miasta – Koblenz. Kontynuował tam swoją działalność przemytniczą wraz z Romanem Karczem. 19 września przemytnicy zostali zatrzymani przez francuską Żandarmerię Wojskową. Po kilkunastu dniach odsiadki i konfiskacie towaru skazano ich na karę grzywny. Pomimo tego niepowodzenia kontynuowali swoją nielegalną działalność, a jednocześnie Idzikowski podjął współpracę z francuskimi służbami w ramach Biura Badania Zbrodni Wojennych (B.E.R.C.G.).
Idzikowski w ramach swoich obowiązków miał wskazywać niemieckich przestępców wojennych. Miał nadzieję, że współpraca z Francuzami będzie stanowiła parasol ochronny dla nielegalnej działalności przemytniczej. Jednak przeliczył się. W instytucji tej Idzikowski przepracował około trzech miesięcy, a z pracy zwolniono go z powodu uprawiania nielegalnego handlu.
W 1946 r. Idzikowski, posługując się papierami repatriacyjnymi, na krótko przyjechał do Polski, w odwiedziny do śmiertelnie chorej matki. Spędził u niej niecały miesiąc, po czym wrócił do Francji. Do kraju ponownie przybył w maju 1947 r. z zamiarem osiedlenia się. Wraz z Karczem próbował otworzyć firmę transportową, jednak ich biznes wkrótce zbankrutował. Wobec tego na początku 1949 r. podjął on próbę nielegalnego przekroczenia granicy polsko-czechosłowackiej w charakterze przewodnika osób, które chciały opuścić kraj – głównie z powodów politycznych.
Idzikowski w ramach swoich obowiązków miał wskazywać niemieckich przestępców wojennych. Miał nadzieję, że współpraca z Francuzami będzie stanowiła parasol ochronny dla nielegalnej działalności przemytniczej. Jednak przeliczył się.
Nieudana próba bezprawnego pokonania granicy kosztowała Idzikowskiego półtoraroczną odsiadkę w polskim więzieniu, które opuścił 13 maja 1950 r. Po opuszczeniu więzienia podjął powtórną próbę nielegalnego przejścia granicy. Była ona nieskuteczna, Idzikowski został ujęty w Pradze, a tym razem czechosłowackie służby przekazały go jako obywatela francuskiego (na co wskazywały jego dokumenty) tamtejszemu przedstawicielstwu dyplomatycznemu. Francuzi przetransportowali go do Paryża, gdzie zamieszkał u znajomych swoich rodziców sprzed wojny.
Niebawem ponownie zajął się przemytem towarów do Niemiec Zachodnich. Przebywając w Koblencji, poznał Katarzynę Mayer. W lipcu 1951 r. została jego żoną, a niebawem urodziło im się dziecko. W listopadzie 1951 r. został aresztowany przez władze niemieckie za przemyt i osadzony w więzieniu.
Działalność wywiadowcza
Po wyjściu na przepustkę z więzienia na początku 1952 r. osiedlił się w Koblencji, gdzie podejmował się dorywczych prac. W lutym 1952 r. wstąpił do Polskich Kompanii Wartowniczych przy amerykańskich wojskach okupacyjnych. W formacji tej służył do kwietnia 1952 r., gdy został wezwany do powrotu do aresztu dla odbycia reszty kary. Z więzienia wyszedł w kwietniu 1953 r. W październiku 1953 r. ponownie postanowił wstąpić do kompanii wartowniczej stacjonującej na terenie Kaiserlautern w Nadrenii.
Podczas służby w kompanii został zwerbowany przez wywiad brytyjski. Miał zostać polecony przez swojego znajomego ze służby, byłego marynarza floty Polskiej Marynarki Handlowej Lecha Rybarczyka, który na początku marca 1954 r. zorganizował mu spotkanie ze współpracownikiem wywiadu brytyjskiego Stanisławem Laurentowskim pseud. „Lorenz”, doświadczonym przedwojennym oficerem, służącym m.in. w „defensywie” KOP.
5 marca 1954 r. Idzikowski pojechał z Kaiserslautern do Ratingen koło Düsseldorfu, gdzie mieścił się ośrodek wywiadowczy. W kryjówce w willi w Bergisch-Neukirchen przeszli intensywny kurs ze sporządzania tajnopisów, a także sposobów sporządzania raportów wywiadowczych. Szkolenie trwało aż do momentu wyjazdu Idzikowskiego do kraju w lipcu tego samego roku.
Przed wyjazdem Idzikowski otrzymał zadanie zwerbowania do współpracy swojego brata Wiesława.
Przed wyjazdem Idzikowski otrzymał zadanie zwerbowania do współpracy swojego brata Wiesława (przedstawiciela handlowego „Metalexportu”) oraz innych osób, które okazałyby się przydatne w zbieraniu informacji dotyczących „wszelkich dziedzin” życia w kraju, z naciskiem na dane dotyczące wojska. Wskazano mu adres, na który miał wysyłać utajone wiadomości (Lubeka, Gartengasse 24). Otrzymał też komplet fałszywych dokumentów na nazwisko Stefana Jakubowskiego, pieniądze oraz przedmioty o sporej wartości czarnorynkowej w Polsce. Na trop działalności Idzikowskiego, jako brytyjskiego agenta, Departament I MBP natknął się dzięki pomocy sowieckich służb jeszcze przed jego przyjazdem do kraju.
Idzikowski został przetransportowany przez funkcjonariuszy brytyjskiego wywiadu do Berlina na początku sierpnia, skąd przez NRD wyruszył do kraju. W przekroczeniu granicy 6 sierpnia 1954 r. pomógł mu człowiek, który przedstawił się mu jako „Helmut Hańczak”, faktycznie agent MBP o ps. „Aleksander”. Następnego dnia, po wymianie danych kontaktowych i haseł, Idzikowski ruszył w dalszą drogę.
Udał się do Warszawy, gdzie odwiedził swojego starego znajomego Romana Karcza, wówczas już współpracownika Wydziału II Departamentu I o pseudonimie „Burkacki”, pozyskanego w 1953 r. właśnie w celu rozpracowywania Idzikowskiego. Idzikowski nie zdradził prawdziwego powodu swojego przybycia do Polski, ale Karcz zameldował w MBP o przybyciu Idzikowskiego do jego mieszkania. Jak można wywnioskować z raportu, faktycznie nie znał prawdziwego powodu przyjazdu swojego przyjaciela do kraju – zapewniał, iż z rozmowy z nim myślał, że jego celem był przemyt towarów do Polski.
5 marca 1954 r. Idzikowski pojechał z Kaiserslautern do Ratingen koło Düsseldorfu, gdzie mieścił się ośrodek wywiadowczy. W kryjówce w willi w Bergisch-Neukirchen przeszli intensywny kurs ze sporządzania tajnopisów, a także sposobów sporządzania raportów wywiadowczych.
Następnie Idzikowski udał się do swojej siostry Wandy, zamieszkałej na Żoliborzu, i wyjawił jej, iż do kraju przedostał się nielegalnie, choć zataił prawdziwy powód przyjazdu. Później odwiedził ciotkę, gdzie spotkał się też z ojcem Stanisławem Idzikowskim oraz bratem – Wiesławem Idzikowskim i jego żoną Wiesławą. Na następny dzień wraz z bratem pojechał do jego teścia, Józefa Kasprzyka, do Ćmielowa, gdzie zatrzymał się na dłużej. Poznał tam córkę Kasprzyka – Janinę oraz jej narzeczonego Adama Stępnia.
Podczas pobytu w Ćmielowie Idzikowskiemu udało zwerbować się do działalności wywiadowczej swojego brata – Wiesława, studenta romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego oraz pracownika „Metalexportu” – warszawskiej firmy zajmującej się obrotem materiałami metalowymi: obrabiarkami, maszynami włókienniczymi czy artykułami metalowymi wykorzystywanymi w przemyśle wojskowym. Zwerbował go jako wywiadowcę i poinformował, że informacje z „Metalexportu” będą wykorzystywane przez wywiad angielski. Idzikowski nauczył swojego starszego brata, w jaki sposób sporządza się pismo utajone i przekazał mu kalkę sympatyczną oraz flakonik z pigułkami służącymi do wykonania wywoływacza. Udostępnił mu także prywatny adres korespondencyjny – miejsce zamieszkania swojej szwagierki Rose Marii Mayer.
Kolejną zawerbowaną przez Idzikowskiego osobą był przyszły szwagier jego brata – Adam Stępień, pracownik Huty im. Marcelego Nowotki w Ostrowcu Świętokrzyskim. Zlecił mu zebranie informacji dotyczących produkcji wojskowej. Podobnie jak Wiesława Idzikowskiego, zapoznał go z techniką sporządzania pisma utajonego. Idzikowski podał nowo zwerbowanym współpracownikom także niemiecki adres, na który mieli on wysyłać swoje raporty, ale tylko wypadku otrzymania od niego korespondencyjnie dokładnych instrukcji. Podczas pobytu Idzikowskiego w kraju, w wyniku obserwacji wewnętrznej, bezpieka ustaliła informacje zarówno na temat jego brata – Wiesława, Adama Stępnia oraz sióstr Kasprzyk – Wiesławy oraz Janiny.
22 sierpnia 1954 r. Idzikowski opuścił Ćmielów i rozpoczął podróż w stronę granicy zachodniej. Przy pomocy agenta „Aleksandra” i w warunkach pełnej kontroli operacyjnej ze strony policji politycznej, przeszedł polską strefę graniczną z NRD. Po przekroczeniu granicy Idzikowski skontaktował się w Berlinie Zachodnim z przedstawicielem brytyjskiego wywiadu – Laurentowskim i przekazał mu uzyskane informacje na temat: „Metalexportu”, Huty Nowotki w Ostrowcu, poligonu wojskowego w Dębie oraz o elektrycznej linii kolejowej na trasie Warszawa-Łódź i montażu węzłowej stacji kolejowej w Skierniewicach. Od Laurentowskiego Idzikowski otrzymał 1500 marek zapłaty za zwerbowanie informatorów. Z kwoty tej miał ich opłacać, jak jednak zeznał podczas przesłuchania, pieniądze te były dla niego niewystarczające. Trzy tygodnie później Idzikowski zwrócił się do Amerykanów, którzy zgodzili się na jego warunki finansowe.
Zmiana mocodawców
Wysłano go do Frankfurtu nad Menem, do biura ośrodka amerykańskiego wywiadu w okolicach ulicy Vogelstraße. W kolejnych dniach sprawdzano u Idzikowskiego znajomość języków obcych (francuskiego oraz niemieckiego). Następnie zawieziono go do ośrodka w Camp King w Oberursel. Nauczył się obsługi miniaturowego aparat fotograficznego „Minox”, a także poinformował brata o zmianie pracodawcy za pomocą utajonego listu na adres Józefa Kasprzyka z adnotacją „dla Wiesi”.
W styczniu 1955 r., na ostatnim spotkaniu przed wyjazdem, Idzikowski został poinstruowany co do interesujących Amerykanów materiałów wywiadowczych z: „Metalexportu”, Huty im Marcelego Nowotki oraz wiadomości z dziedziny uzbrojenia, wyposażenia i rozlokowania jednostek wojskowych.
Udał się do Warszawy, gdzie odwiedził swojego starego znajomego Romana Karcza, wówczas już współpracownika Wydziału II Departamentu I o pseudonimie „Burkacki”, pozyskanego w 1953 r. właśnie w celu rozpracowywania Idzikowskiego.
Następnie Idzikowski został wyekspediowany do Berlina Zachodniego, a stamtąd przedostał się do przygranicznego Forst. W lutym 1955 r. pokonał wpław w gumowym kombinezonie Nysę, gdzie zatrzymał się u Stanisława Kowalskiego, wskazanego mu jako kontakt. Wspomniany „Kowalski” był agentem MBP o ps. „Żuk”, który, oprócz odebrania Idzikowskiego na granicy (w nocy z 5 na 6 lutego), miał opóźnić jego przyjazd do Warszawy. Udało mu przetrzymać go u siebie do wtorku 9 lutego. Idzikowski pojechał do Warszawy pociągiem – przedział, w którym siedział, był nadzorowany przez specjalną grupę funkcjonariuszy bezpieki, która miała podjąć próbę przechwycenia jego bagażu osobistego.
Po przybyciu do Warszawy Napoleon Idzikowski skierował się do swojego brata Wiesława, którego już bezpośrednio poinformował o tym, że zerwał współpracę z Brytyjczykami ze względu na niedotrzymanie przez nich zobowiązań finansowych. Wręczył mu wówczas około trzy tysiące złotych oraz złoty zegarek. Wiesław przekazał dane wywiadowcze, które udało mu się pozyskać: katalog o obrabiarkach, z którego sporządził fotografie, oraz zeszyty z notatkami o wojskowej służbie sanitarno-medycznej, które dostarczyła mu wtajemniczona w działalność wywiadowczą żona.
Następnie Idzikowski udał się do Ćmielowa i pozyskał tam informacje od Adama Stępnia: dane dotyczące czołgu T-34, katalog o wagonach samowyładowczych, skrypty dotyczące wyszkolenia wojskowego na wyższych uczelniach, zapiski o zakładach przemysłowych we Wrocławiu oraz Stalowej Woli oraz informacje dotyczących fabryk w Poznaniu i Bydgoszczy, które produkowały broń palną. Od żony Stępnia – Janiny, która podobnie jak jej siostra została wtajemniczona w nielegalną działalność, uzyskał informacje o gazie bojowym – tabunie. Dane te miała ona posiadać z czasów jej praktyk w zakładach chemicznych w Brzegu Dolnym. Oprócz tego Janina Stępień przekazała mu dokument o szczelinach przeciwlotniczych oraz wiadomości o lotniskach przystosowanych do obsługi samolotów o napędzie odrzutowym.
Pętla się zaciska
Z Warszawy Napoleon Idzikowski wyjechał wraz ze swoim bratem Wiesławem. 10 marca 1955 r. udali się pociągiem do Żagania, następnie skierowali się do Żar, dotarli tam rankiem następnego dnia. Później udali się do Lubska, gdzie Idzikowski umówiony był pierwotnie na spotkanie z „Kowalskim”, który oświadczył, że przejście przez granicę w tym czasie jest niemożliwe i zaproponował, że 18 marca przyjedzie do stolicy, by odeskortować Idzikowskiego na przejście graniczne.
12 marca 1955 r. bracia Idzikowscy powrócili do Warszawy. Z powodu niepojawienia się „Kowalskiego” w stolicy w wyznaczonym terminie, Napoleon Idzikowski 18 marca postanowił samemu wyruszyć w stronę granicy z NRD. Został wówczas aresztowany na jednej ze stacji kolejowych. Wkrótce po nim zatrzymany został również Wiesław Idzikowski. W kolejnych dniach aresztowano pozostałe osoby współpracujące z Napoleonem Idzikowskim.
Później udali się do Lubska, gdzie Idzikowski umówiony był pierwotnie na spotkanie z „Kowalskim”, który oświadczył, że przejście przez granicę w tym czasie jest niemożliwe i zaproponował, że 18 marca przyjedzie do stolicy, by odeskortować Idzikowskiego na przejście graniczne.
Śledztwo dotyczące siatki wywiadowczej Idzikowskiego zakończyło się 8 czerwca 1955 r. Proces toczył się na sesji wyjazdowej warszawskiego Wojskowego Sądu Garnizonowego w Ostrowcu Świętokrzyskim. 11 lipca 1955 r. w sali Domu Młodego Sportowca przy hucie im. Nowotki Napoleona Idzikowskiego skazano za szpiegostwo na rzecz wywiadu brytyjskiego i amerykańskiego i orzeczono wobec niego karę śmierci wraz z utratą praw publicznych oraz obywatelskich praw honorowych.
Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wyrok został wykonany 23 listopada 1955 r. Był to jeden z ostatnich przypadków wykonania kary śmierci wobec osoby skazanej za szpiegostwo. Jego brata Wiesława również skazano na karę śmierci, ale Rada Państwa skorzystała z prawa łaski i wyrok złagodzono na karę dożywotniego więzienia (opuścił ja na mocy amnestii w 1964 r.). Także w 1964 r. więzienne mury opuścił drugi z informatorów Idzikowskiego – Adam Stępień, pierwotnie skazany na dożywocie, oraz jego żona Janina Stępień, która została skazana na 12 lat pozbawienia wolności. W 1956 r. wypuszczono Józefa Kasprzyka, zaś rok później Sabinę Kozerę. W 1958 r. na wolność wypuszczono Wiesławę Idzikowską, skazaną pierwotnie na 9 lat więzienia.
