Według ustaleń Andrzeja Białasa, zginęło w nim pomiędzy 100 do 200 tysięcy dzieci z różnych podbitych krajów. Gros ofiar stanowiły polskie niemowlęta.
W latach 1944-1945 na terytorium Landkreis Verden funkcjonowało sześć „zakładów dla dzieci cudzoziemskich”. Niemcy zlokalizowali je w: Armsen, Beppen, Daverden, Cluvenhagen, Eitze oraz Otterstedt.
„Przechowalnia dla Polaków” w chlewni
Zakład w Cluvenhagen zaczął działać na początku maja 1944 r. Nazywano go „domem-przechowalnią dla Polaków” lub „przytułkiem dla polskich dzieci”. 15 maja 1944 r. przebywało w nim już 12 polskich niemowląt. Ich matki pracowały m. in. w: Bendingbostel, Cluvenhagen, Dörverden, Eissel, Etelsen, Grasdorf, Hohenaverbergen, Holtum (Geest), Neddenaverbergen oraz Wulmstorf.
„Przytułek dla polskich dzieci” w Cluvenhagen zlokalizowano w chlewni. Marian Špitalniak przywołał wspomnienia jego ojca – Franciszka dotyczące jego lokalizacji:
„Ten dom – dom dziecka – znajdował się na gospodarstwie, które graniczyło z drogą i było ok. 300 metrów za promem (przez rzekę Wezerę), tzn. zaraz za miejscowością Morsum. Wg jego stwierdzeń jest to obszar „Speckenholz”, który sąsiaduje ze wsią Cluvenhagen. Ojciec nie może przypomnieć sobie nazwy tej miejscowości/wsi. Wg mojego ojca było to – od przeprawy promem przez rzekę między dwoma wysokimi drzewami (były to prawdopodobnie świerki) – pierwsze gospodarstwo chłopskie (gospodarstwo wiejskie). Dom dziecka był zorganizowany w chlewie, który był długi na ok. 15-20 metrów. Była to część składowa długiego budynku, który z przybudówką (przybudówka z przodu i z boku) tworzył duży, wysoki budynek”.
Zarząd przytułku stanowili Niemcy, których personaliów nie udało się ustalić. W charakterze opiekunek zatrudniono w nim co najmniej pięć polskich kobiet w wieku od 18 do 20 roku życia. Były one matkami dzieci umieszczonych w Cluvenhagen. Wśród nich znajdowały się: 20-letnia Władysława Beska, 20-letnia Kazimiera Bura, Janina Kölden, Maria Matijewska oraz Stanisława Żelek. Śmierć w Cluvenhagen ponieśli: czteromiesięczny syn Beski – Eryk, dwumiesięczny syn Matijewskiej – Henryk Adam oraz dzieci Żelek – Max i Marta.
Obwinianie ofiar
Podobnie jak w innych tego typu placówkach, oddanie dziecka było przymusowe. W przypadku oporu robotnicom grożono rozstrzelaniem. Za pobyt ich dzieci w zakładzie, potrącano im z pensji część wynagrodzenia. Matki mogły odwiedzać swoje dzieci tylko w niedziele, ojcom zabroniono wstępu.
Warunki bytowe w przytułku były tragiczne. Niemowlęta leżały w starych żłobach. Dzieci były systematycznie głodzone, a przeznaczone dla nich mleko było nagminnie rozkradane. Pozbawione były również pościeli, akcesoriów niemowlęcych i pieluszek. Z powodu braku ogrzewania, dzieci chorowały na zapalenie płuc. Opieka medyczna była znikoma.
Świadkiem warunków w jakich przebywały dzieci w Cluvenhagen był Franciszek Špitalniak – ojciec Mariana. Chcąc zweryfikować poziom opieki nad niemowlętami, nocą przybył do zakładu. Dzieci pozostawione były opieki, a w sąsiednim budynku odbywała się biesiada. Syn Špitalniaka stał w żłobie i kiwał się w obie strony.
Za warunki panujące w zakładzie miejscowa ludność cynicznie obarczyła pracujące w zakładzie Polki:
„dziecko miało smoczek jeszcze w buzi, ale wszystkie butelki były już zimne. Wtedy razem z moją koleżanką przetrzymałyśmy im butelkę tak, aby mogły pić i w ogóle. Dla mnie atmosfera była komiczna, nie potrafiłam tego pojąć, ale to właśnie »polska gospodarka«”.
Wspomnieć należy, że miejscowi doskonale zdawali sobie sprawę z tragicznych warunków bytowych panujących w „zakładach dla dzieci cudzoziemskich”. Według niemieckich pracodawców zbyt duża ilość ciężarnych robotnic przymusowych miała negatywny wpływ na wydajność pracy, a tym samym – na produkcję rolną. Znikoma ich liczba wyrażała zgodę na pobyt dzieci wraz z matkami w ich gospodarstwach.
W przytułku w Cluvenhagen przebywało co najmniej 37 dzieci. Wśród nich znajdowało się co najmniej 25 dzieci polskich. Zmarłe dzieci z Cluvenhagen chowano w oddalonym o trzy kilometry cmentarzu w Dörverden.
