Dynamicznie rozwijający się ruch odnowy liturgicznej naruszał monopol władzy w zakresie wychowania młodzieży, czym zadawał „istotne szkody polityczne” realizowanej wówczas polityce wyznaniowej.
„Bafio-machia”
W wyniku reformy administracyjnej przeprowadzonej w lecie 1975 r. właściwie w ostatniej chwili na mapie administracyjnej Polski pojawiło się województwo nowosądeckie. Właśnie na jego obszarze – w Krościenku nad Dunajcem – mieściło się centrum ruchu oazowego. Z tego miejsca, otoczonego Pieninami, Gorcami i Beskidem Sądeckim, promieniował na znaczną część województwa program odnowy liturgicznej.
W roku utworzenia województwa jego władze nie miały jeszcze czasu, aby „zająć się” problemem rekolekcji wakacyjnych. Jednak w kolejnym roku zaczęło się to zmieniać. Zapowiedziano „objęcie szeroką działalnością masowo-polityczną” miejscowości, gdzie organizowano rekolekcje, oraz zaostrzenie rygorów sanitarno-epidemiologicznych, przepisów meldunkowych, przeciwpożarowych i dotyczących „nielegalnych zgromadzeń”. Nie przyniosło to jednak oczekiwanych efektów.
Szacuje się, że w samym 1977 r. władze wydały kilkadziesiąt decyzji o rozwiązaniu „nielegalnych obozów i kolonii”. Jednak zarówno młodzież, jak i moderatorzy (duszpasterze oazowi) byli przygotowani na szykany ze strony władz.
Ponieważ „problem” w największym stopniu ujawnił się w woj. nowosądeckim, jego władzom Urząd do Spraw Wyznań zagwarantował swobodę w zakresie zwalczania oaz. Liczono, że skutecznym narzędziem będzie zarządzenie wojewody nr 58 z 30 czerwca 1977 r. „w sprawie kontroli i likwidacji nielegalnych obozów i kolonii na terenie województwa nowosądeckiego”. Na jego podstawie w gminach organizowano zespoły, które miały posłużyć do zdławienia ruchu oazowego.
W powszechnej świadomości organizatorów i uczestników rekolekcji oazowych twarzą represji administracyjnych stosowanych wobec nich przez władze województwa był wojewoda Lech Bafia. Ksiądz Blachnicki na zastosowany w województwie system represji ukuł termin „bafio-machia”, a prymas kard. Stefan Wyszyński nazwał Bafię „małym tyrankiem” chcącym zniszczyć duszpasterstwo wakacyjne.
Za polityką represyjną stały jeszcze inne osoby z kręgów tamtejszego aparatu władzy: Henryk Kostecki (I sekretarz KW PZPR, a jednocześnie przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej), ppłk Józef Schiller (I zastępca komendanta wojewódzkiego MO ds. SB), Stanisław Polak (naczelnik Wydziału IV SB), Bolesław Leśniak (dyrektor Wydziału do Spraw Wyznań) oraz Stanisław Gawlik i Józef Niemiec (kolejni dyrektorzy Wydziału Spraw Wewnętrznych). Ludzie ci nadzorowali i koordynowali pracę terenowych organów administracji, które bezpośrednio odpowiadały za szykanowanie uczestników oaz i mieszkańców wynajmujących nieruchomości na kwatery.
Szacuje się, że w samym 1977 r. władze wydały kilkadziesiąt decyzji o rozwiązaniu „nielegalnych obozów i kolonii”. Jednak zarówno młodzież, jak i moderatorzy (duszpasterze oazowi) byli przygotowani na szykany ze strony władz. Najczęstszą reakcją na działania urzędników były odmowy stosowania się do decyzji nakazujących rozwiązanie „obozu” lub „kolonii” i opuszczenie terenu gminy. Tak zareagował chociażby ks. Tomasz Horak z Nysy – odmówił przyjęcia decyzji, którą chcieli mu wręczyć milicjant i trzej cywile w Ochotnicy Górnej. W proteście skierowanym na ręce wojewody duchowny zwracał również uwagę na kwestię interpretacji stanu faktycznego.
„Nie jesteśmy obozem ani kolonią – lecz wspólnie odprawiamy rekolekcje. To zaś nie należy do kompetencji władz oświatowych, lecz władz Kościoła rzymskokatolickiego. Skąd więc pytanie owych czterech panów, czy mam upoważnienie Wydziału Oświaty? Przecież konstytucyjnie został w naszym Państwie postanowiony rozdział Kościoła od Państwa”
– celnie ripostował kapłan.
Gdy nękanie oazowiczów okazywało się w większości przypadków nieskuteczne, władze z całą mocą skierowały ostrze represji przeciw miejscowej ludności udzielającej noclegów podczas kolejnych turnusów rekolekcji. Liczono na to, że ludzie ugną się pod presją szykan i przestaną przyjmować oazowiczów. Władze pomyliły się w swych rachubach. Wspierani przez Krajowe Duszpasterstwo Służby Liturgicznej i młodzież oazową gospodarze reagowali na niesprawiedliwe traktowanie przez gminnych urzędników. Mieszkańcy Tylmanowej po otrzymaniu pism od naczelnika gminy Ochotnica Górna zwrócili się do wojewody Bafii ze stanowczym protestem. Zakomunikowali mu, że naczelnik „oskarżał ich o zorganizowanie nielegalnej kolonii” w ich prywatnych domach. Dziwili się, bowiem dotychczas nie słyszeli, aby wynajęcie kwatery dla wczasowiczów było »zorganizowaniem kolonii«”. Zwrócili również uwagę na jego bezduszność, bowiem nakłaniał ich do „natychmiastowego wykwaterowania” młodzieży. Dalsza treść pisma raczej nie spodobała się wojewodzie:
„To tylko w czasie okupacji hitlerowskiej gestapowcy wydawali takie zarządzenia »natychmiastowego wykwaterowania«. Uważamy, że młodzież katolicka, która odprawia rekolekcje pod kierunkiem księdza to nie przestępcy, których trzeba wyrzucać z mieszkania”.
W lecie 1977 r. głośna stała się decyzja naczelnika gminy Raba Wyżna, który nakazał rozbiórkę budynku gospodarczego należącego do mieszkańca wsi Harkabuz. Był to oczywiście odwet za przyjmowanie młodzieży oazowej. Na tę niesprawiedliwość zareagował kard. Karol Wojtyła, który z datą 24 sierpnia rozesłał do parafii, gdzie organizowano rekolekcje, list z poleceniem odczytania go podczas nabożeństw. Wsparł w nim moralnie gospodarzy, którzy w swoich zabudowaniach gościli młodzież, i bronił programu oaz.
„Rekolekcje są modlitwą. A kto stara się przeszkadzać młodzieży modlącej się wspólnie, lub też wywiera nacisk na środowisko ułatwiające tę wspólną modlitwę, dopuszcza się bezprawia, wobec którego nie możemy przejść do porządku dziennego”.
Dopiero w 1981 r., w związku ze zmienioną sytuacją społeczno-polityczną, władze zrezygnowały z represji administracyjnych wobec ruchu oazowego.
Medialna nagonka
Województwo nowosądeckie charakteryzowało się wieloma walorami rekreacyjnymi i uzdrowiskowymi. Jego władze dumne były z tego, że rokrocznie rosła liczba turystów spędzających urlopy na szlakach górskich i uzdrowiskach. Jednak nie wszyscy byli mile widzianymi gośćmi. Nagonka medialna sprawiła, że młodzież oazowa przez władze województwa nie była nawet traktowana jak goście „drugiej kategorii”. Została uznana za osoby niepożądane, a za „wszelkie zło”, jakie w okresie wakacyjnym ujawniono na terenach, gdzie organizowano turnusy rekolekcyjne, odpowiedzialni byli oazowicze (m.in. w lecie 1979 r., gdy w Poroninie-Stasikówce spłonęły zabudowania jednego z gospodarzy goszczących młodzież, władze i prasa o zaprószenie ognia obwiniły oazowiczów).
Do oczerniania letnich rekolekcji władze wykorzystywały lokalną prasę – „Dziennik Polski” i „Gazetę Południową”1. Pod pozorem troski o bezpieczeństwo uczestników rzekomych kolonii, anonimowi dziennikarze przestrzegali mieszkańców, aby nie przyjmowali pod swe dachy uczestników „dzikich kolonii i obozów”. Innym chwytem propagandowym, obliczonym na wywołanie antagonizmu z miejscową ludnością, było nagłaśnianie problemów aprowizacyjnych.
„Łatwo sobie wyobrazić, jakie kłopoty sprowadza na gospodarzy terenu, odpowiedzialnych za handel i zaopatrzenie […] »najazd« wcześniej nie zgłoszonych kolonii. […] Mocno odczuły perturbacje w handlu wiejskie sklepy, które nie mogły zapewnić rytmicznego zaopatrzenia w podstawowe artykuły żywnościowe stałym mieszkańcom”
– alarmowano w „Dzienniku Polskim”.
Policja polityczna w akcji
Obok jawnych represji administracyjnych i dyskredytowania ruchu oazowego w reżimowej prasie, trwały tajne działania policji politycznej. Przedsięwzięcia operacyjne realizowane przez nowosądecką SB pod nadzorem Departamentu IV MSW wobec Ruchu Światło-Życie miały charakter wielopoziomowy, intensywny i w myśl taktyki „cel uświęca środki” – niezwykle perfidny.
Bezpieka, choć doraźnie korzystała z techniki operacyjnej (podsłuchy, kontrola korespondencji), najważniejsze zadania realizowała przy pomocy tajnych współpracowników i innych osobowych źródeł informacji. Sądecka SB przede wszystkim starała się zwerbować agenturę w miejscowościach, gdzie najsilniej rozwijał się ruch oazowy. Byli wśród niej zarówno duchowni, jak i osoby świeckie, które bezpieka wykorzystała do niszczenia ks. Blachnickiego i stworzonego przez niego dzieła.
Pomówienia, plotki i insynuacje należały do stałego arsenału esbeckiego warsztatu pracy. Aby za ich pośrednictwem skutecznie zarażać lokalne społeczności niechęcią do oaz, SB potrzebowała jak najwięcej, nawet z pozoru błahych informacji. Spreparowane miały siać spustoszenie w sercach i umysłach ludzi na co dzień stykających się z Ruchem Światło-Życie.
„Projekt” Brzegi
Brzegi (rektorat należący do parafii Białka Tatrzańska), niewielka miejscowość w gminie Jurgów, decyzją kard. Wojtyły z 1975 r. stała się miejscem „eksperymentu” odnowy liturgicznej. Tamtejszy kościółek pw. św. Antoniego z Padwy na mocy umowy przekazano w administrowanie Krajowemu Duszpasterstwu Służby Liturgicznej i Ruchowi Żywego Kościoła. Duszpasterzem ośrodka mianowany został werbista o. Hubert Lupa.
Nowosądecka SB postanowiła więc potraktować to miejsce „wyjątkowo”. Właśnie w tajnych działaniach wobec „eksperymentalnego” ośrodka liturgicznego widać jak w soczewce perfidię bezpieki, która wywołała wiele szkód w pracy duszpasterskiej o. Lupy.
Zanim świątynia została oddana na rzecz KDSL, nabożeństwa odprawiał w niej od 1969 r. ks. Franciszek Kulesza, luźno związany z Kołem Księży przy Zrzeszeniu Katolików „Caritas”. Pod koniec 1976 r. zainteresowała się nim SB, która dość łatwo i szybko pozyskała go do tajnej współpracy. Odtąd TW „Wesołowski” realizował wiele ważnych zadań o charakterze dezintegracyjnym. Bezpieka wykorzystała fakt, że kapłan był lubiany przez część wiernych z Brzegów, którzy sceptycznie podchodzili do posoborowej reformy liturgicznej. Już pierwszy „kierunkowy plan” przygotowany przez SB zakładał, że TW będzie „pobudzać i powodować narastanie konfliktu między ks. Blachnickim a ludnością Brzegów”, a także angażował się w wysyłanie do kard. Wojtyły i ordynariusza tarnowskiego bp. Jerzego Ablewicza „petycji oraz delegacji z żądaniami usunięcia »oaz« z Brzegów”.
Po sugestiach funkcjonariusza SB, zwrócono w nim m.in. uwagę, że w Brzegach odprawiane są Msze w języku niemieckim, który „wierni przykro kojarzą […] z czasu okupacji”
Jednym z pierwszych zadań było wsparcie protestu wiernych wobec próby przebudowy kościoła zgodnie ze wskazówkami soborowymi, które podejmowali ks. Blachnicki i o. Lupa. Ale „ideą naczelną”, którą SB próbowała w kolejnych latach zrealizować m.in. przy udziale TW „Wesołowski”, było dążenie do pozbycia się z Brzegów oazowiczów i o. Lupy. Dlatego „Wesołowski” nakłaniał mieszkańców Brzegów, aby nie wynajmowali kwater młodzieży. Według SB, TW „wyjaśnił im, że uchronienie kościoła od przeróbek to żadne »zwycięstwo« nad Blachnickim. Jak nie spowodują usunięcia oaz w ogóle to kościół i plebania ulegną zniszczeniu”.
„Wesołowski” wyszedł również z inicjatywą napisania przez brzegowian listu do kurii, który sam ułoży i „zleci napisać charakterem kogoś z »chłopów«”. Podniesione zostały w nim zarzuty wobec o. Lupy, ks. Blachnickiego oraz oazowiczów, z żądaniem usunięcia ich z Brzegów. W 1978 r. bezpieka ukierunkowała go na eksponowanie w rozmowach z przeciwnikami oaz, że skupiają się w nich ludzie „podejrzani” o herezje. Z inspiracji SB i za cichą zgodą Wydziału do Spraw Wyznań w Nowym Sączu „Wesołowski” zaczął odprawiać w domowej kaplicy nabożeństwa, w których uczestniczyli wierni z Brzegów Dolnych, krytyczni wobec o. Lupy.
W lecie 1979 r. TW opisał pobyt w Brzegach kilkudziesięciu Niemców z NRD pod opieką pastora, którzy uczestniczyli w nabożeństwie. Zwrócił uwagę, że miejscowi wierni byli „bardzo oburzeni” faktem tłumaczenia przez o. Lupę Ewangelii na język niemiecki, w efekcie wielu z nich opuściło kościół. Bezpieka zleciła mu, aby wykorzystał ten incydent i przekonał niezadowolonych do wysłania na ręce metropolity skargi, której treść miał im podyktować „Wesołowski”. Ten aspekt działalności o. Lupy i ks. Blachnickiego miał zostać podjęty w kolejnym liście parafian do kard. Franciszka Macharskiego i prymasa Wyszyńskiego. Po sugestiach funkcjonariusza SB, zwrócono w nim m.in. uwagę, że w Brzegach odprawiane są Msze w języku niemieckim, który „wierni przykro kojarzą […] z czasu okupacji”2.
Rację miał ks. Blachnicki, który we wrześniu 1980 r., podsumowując kończący się sezon letnich rekolekcji, mówił:
„Jest ogromna ilość aparatu milicyjnego, SB, która nie ma nic innego do roboty, jak podsłuchiwać telefony księży, kontrolować wszystkie listy, robić ciągłe rewizje, nasyłać szpiclów, nagrywać wszystkie Msze św., słuchać wszystkich kazań […]. To jest wielka anomalia, ale myśmy tak dalece zostali oswojeni przez komunistów, że uważamy to za rzecz całkiem normalną”.
Duchowy protektor oaz
Jak widać okres dynamicznego rozwoju Ruchu Światło-Życie był jednocześnie czasem wściekłych ataków władz połączonych z dezintegracją ze strony bezpieki. Komplikowało to działalność duszpasterską ks. Blachnickiego i zwracało przeciwko niemu także część wiernych oraz duchownych, w tym biskupów. Dlatego nieocenione było wsparcie wielokrotnie udzielane ruchowi przez metropolitę krakowskiego kard. Wojtyłę, a później papieża Jana Pawła II, który dostrzegając niezwykłą wagę wypracowanej przez ks. Franciszka formy pracy liturgicznej wśród katolików, bronił tego programu przed opresyjną polityką władz Polski „ludowej”.
Papież zachował w swej pamięci ten trudny dla polskiego Kościoła okres. Wspomniał o tym 8 czerwca 1997 r. w przemówieniu przed modlitwą Anioł Pański w Krakowie. Jan Paweł II zwrócił się wówczas do młodzieży:
„Pragnę nawiązać do tego doświadczenia oaz, z którym jako metropolita krakowski od początku byłem bardzo blisko związany. […] Odwiedzałem oazy w różnych miejscach krakowskiej archidiecezji, a także broniłem ruchu oazowego przed zagrożeniami pochodzącymi od ówczesnych służb bezpieczeństwa. Wszyscy o tym wiedzieli – zarówno kapłani, jak sama młodzież – że kardynał z Krakowa jest z nimi, że ich popiera, wspomaga i gotów bronić w razie zagrożenia”.
Tekst pochodzi z numeru 6/2023 „Biuletynu IPN”
Sformułowania obecnego w tytule artykułu użył na jednej z narad w 1976 r. kierownik Urzędu do Spraw Wyznań Kazimierz Kąkol.
1 W latach 1975–1980 pod tym tytułem ukazywała się „Gazeta Krakowska”.
2 W związku z aktywnością TW „Wesołowski” dalsze badania dotyczące niszczenia ks. Blachnickiego i Ruchu Światło-Życie przez SB wymagają kwerendy w zbiorach archiwum Kurii Metropolitarnej w Krakowie.
