Większość spośród oficerów Wojska Polskiego, żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza oraz funkcjonariuszy policji, więziennictwa, pograniczników, pracowników prokuratury, sądownictwa i kapelanów wojskowych osadzono w obozach specjalnych NKWD w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Jako jeńcy wojenni podlegali oni międzynarodowym aktom prawnym, w tym przede wszystkim konwencji genewskiej z 27 lipca 1929 r., dotyczącej traktowania jeńców wojennych. Niestety, wiele z jej zapisów było przez władze sowieckie łamanych.
Jednym z przykładów była gwarantowana przez konwencję swoboda korespondencji między jeńcami wojennymi, a ich rodzinami i bliskimi. Artykuł 36. mówił, iż
„po upływie najwyżej jednego tygodnia po przybyciu do obozu, a również w czasie choroby, każdy jeniec otrzyma możność wysłania do swej rodziny kartki pocztowej, zawiadamiającej o wzięciu do niewoli i o stanie zdrowia. Te karty pocztowe będą przesłane z wszelkim możliwym pośpiechem i nie mogą być w żaden sposób opóźniane (…). Te listy i kartki będą przesłane pocztą – drogą najkrótszą. Nie mogą one być wysyłane z opóźnieniem lub zatrzymane z powodów dyscyplinarnych”.
Niestety, władze sowieckie przez ponad dwa miesiące od agresji na Polskę odmawiały wziętym do niewoli Polakom prawa do korespondencji i tym samym poinformowania rodzin o swym losie.
Pierwsze znaki życia
Przełom nastąpił dopiero 20 listopada 1939 r. kiedy Sowieci zezwolili polskim jeńcom na prowadzenie korespondencji. Zostało to odebrane przez nich z dużą radością. Czytamy o tym m.in. w odnalezionym w grobie katyńskim pamiętniku, prowadzonym przez mjr. Adama Solskiego. Pod datą 22 listopada 1939 r. zamieścił następującą informację:
„Od dwóch dni wyszło zarządzenie, że możemy pisać listy: jeden na miesiąc wysyłać i jeden otrzymywać. Z tego powodu uciecha, ale i w tym wypadku są utrudnienia jak we wszystkim”.
Istotnie, zgodnie z informacją zamieszczoną w pamiętniku Sowieci przyznali wszystkim jeńcom prawo wysłania tylko jednego listu do rodziny na miesiąc. Korespondencja wychodząca składana była u wyznaczonej w bloku obozowym osoby, która odnosiła je do kancelarii obozowej. Następnie przesyłki trafiały do cenzury sowieckiej w Oddziale Specjalnym, skąd po kilku, najczęściej trzech dniach, oddawano je na pocztę. Listy, które zawierały krytyczne informacje o Związku Sowieckim czy treści patriotyczne, cofano. Taka sama procedura obejmowała korespondencję przychodzącą od rodzin do osadzonych w obozach jeńców.
Brak było jakiejkolwiek informacji, iż oficerowie przytrzymywani są w obozie. Wręcz przeciwnie, stwarzano pozory, że jeńcy znajdują się na wczasach, podczas gdy ich rodziny borykają się z trudnościami w warunkach toczącej się wojny. Celem Sowietów było podkopanie więzów rodzinnych i stałe wywieranie presji na uwięzionych.
Listy i karty pocztowe wysyłane z obozów służyły władzom sowieckim do stworzenia pewnej mistyfikacji. Treść listów była pisana w języku polskim, jednak dane nadawcy zapisywano w języku rosyjskim. Na każdej przesyłce musiała być zapisana nazwa kraju oraz obwodu, w którym położony był obóz, kolejno nazwa miasta, numer skrzynki pocztowej, imię, nazwisko patronimiczne (ros. otczestwo) i nazwisko jeńca. Dane adresata zapisywano często w dwu językach – polskim i rosyjskim. Na części wychodzącej z obozu kozielskiego korespondencji widniał stempel z napisem „Dom wypoczynkowy im. Gorkiego”. Adres zwrotny brzmiał: „Kozielsk, obwód smoleński, skrytka pocztowa 12”.
Brak było jakiejkolwiek informacji, iż oficerowie przytrzymywani są w obozie. Wręcz przeciwnie, stwarzano pozory, że jeńcy znajdują się na wczasach, podczas gdy ich rodziny borykają się z trudnościami życia codziennego w warunkach toczącej się wojny. Celem Sowietów było podkopanie więzów rodzinnych i stałe wywieranie presji na uwięzionych. Część korespondencji, tej kierowanej do rodzin na terenie okupacji niemieckiej, opatrzona była stemplami poczt sowieckiej i niemieckiej. Do dziś są one dowodem na doskonale układającą się wówczas współpracę sowiecko-niemiecką w kwestii polskiej.
W pierwszych listach przesłanych pod koniec listopada 1939 r. jeńcy informowali bliskich o swym pobycie na terenie ZSRS. Prosili o szybką i zwięzłą odpowiedź, zawierającą tylko najważniejsze informacje. Przykładem może być list z 3 marca 1940 r. przesłany do rodziny przez jeńca Starobielska ppor. Piotra Gargulińskiego:
„Mogę obecnie tylko tą drogą wyrazić moje gorące przywiązanie do Was. Gdzie się obecnie znajduję zorientuje mój adres. Mieszkam z wielu kolegami, czuję się dobrze i jestem zdrów. Czekam na wyjazd, który nie wiem kiedy nastąpi”.
I w dalszej części listu do swojej żony:
„Jeśli możesz moja droga Kotusiu, to proszę Ciebie pisz częściej. Otrzymanie wiadomości od Ciebie jest obecnie dla mnie jedyną przyjemnością”.
Inni, jak przodownik Policji Państwowej Leon Plutecki uwięziony w Ostaszkowie 8 grudnia 1939 r. pisał wprost:
„Korzystając z okazji spieszę Cię zawiadomić, że obecnie przebywam w Rosji sowieckiej. Jestem zdrów Bogu dzięki”.
Ppor. kawalerii Edward Lulko osadzony w Starobielsku w liście do sowich rodziców zamieszkałych w Suchedniowie pisał:
„Żyję i jestem zdrów. Czuję się zupełnie dobrze. Błagam na wszystko byście natychmiast powiadomili Henię i na dowód że żyję pokazali tę kartę. Piszcie do mnie często ale jak najmniej to prędzej dojdzie. Żegnam Was i jeszcze raz proszę o spełnienie mej prośby”.
Przestrzenią jesteśmy bardzo daleko
W zdecydowanej większości przesyłek polscy jeńcy wyrażali głęboką troskę o los swoich rodzin oraz tęsknotę za nimi. Brak informacji i wynikający stąd lęk o los najbliższych zawarte są w niemal każdym liście wysyłanym z obozów. Ppor. Zygmunt Gajda w liście z 9 marca 1940 r. ze Starobielska do żony mieszkającej w Jędrzejowie pisał:
„Proszę Cię bardzo odpisz mi natychmiast co się dzieje u Ciebie, gdyż bardzo tęsknię za Tobą, dziećmi i domem, gdzie mieszkasz i z czego żyjesz. Napisz jak duży Włodziu, Lalka czy chodzi do szkoły i czy wspomina o mnie. Życie moje bez Ciebie i domu jest jedynym pasmem cierpień. Śnisz mi się często ale cóż z tego – przestrzenią jesteśmy bardzo daleko. Mimo tego te sny w moim życiu są najcudowniejsze”.
Podobnie komisarz Policji Państwowej Lucjan Menke w liście do swojej żony i syna z 4 grudnia 1939 r. pisał:
„Jak Twoje i Zbycha zdrowie i jak sobie dajesz radę. Myślę stale i ciągle o Was i to jest największą moją troską”.
W wielu listach zawarte są konkretne wskazówki dla rodzin, jak radzić sobie z wszelkimi trudnościami. Aspirant Policji Państwowej z Kielc, Stanisław Przeradowski, w liście z 29 listopada 1939 r., wysłanym z Ostaszkowa, napisał:
„Do czasu mojego powrotu niech sobie radzą jak mogą niech nawet rzeczy wszystkie sprzedadzą, a niech ratują swoją egzystencję”.
W podobnym tonie utrzymany jest list por. Henryka Kąckiego przesłany do żony z obozu w Kozielsku:
„Bardzo się cieszę, że będziesz miała ode mnie wiadomość, że jestem zdrów i żyję myślami stale o Tobie. Martwię się czy Ty jesteś zdrowa i czy dajesz sobie radę wraz z matką. Spragniony jestem wiadomości z kraju o mojej rodzinie i Twojej (…) Jeżeli nie masz pieniędzy sprzedaj pierścionek i inne rzeczy. Pisz tylko proszę o rodzinie”.
Autorzy listów próbowali też na wszelkie sposoby uspokajać i podnosić na duchu swoich najbliższych. Ppor. Władysław Chiberski w liście z 20 listopada 1939 r. pisał:
„Tatuś Wasz jest w Rosji żywy i zdrowy i jak zwykle na humorze mu nie zbywa. Powodzi się mi dobrze, ubrany jestem ciepło, mam skórzaną kurtkę pod płaszcz wojskowy i buty wojskowe, trochę za duże, ale ciepłe. Brak jednak mi Was bardzo, wciąż myślę o Was – co Wy tam porabiacie, jak Wasze zdrowie i czy macie z czego żyć. (…) Trzymajcie się razem i bądźcie dobrej myśli. Jeżeliby Zosiu brakło Ci na życie sprzedawaj wszystko, abyś utrzymała się sama w zdrowiu i przy życiu i aby dzieci nie odczuły niedostatku. Nie krępuj się ceną, bierz ile dają, byle utrzymać się bo to jest najważniejsze. Wciąż mi się śnicie (…) Może dobry los to sprawi, że się zobaczymy oby jak najprędzej”.
W przesyłanej korespondencji często odnajdujemy informacje o współwięźniach przebywających w tym samym obozie. Wynika z nich, że rodziny wymieniały się wzajemnie informacjami o losie swoich synów, mężów i ojców. W tym samym liście ppor. Władysław Chiberski napisał:
„Ze znajomych jest tu Pruba, Dr Leydo , Dr Brzostek i p.[an] Jaroński Bogdan – Kopernika 3, których rodziny powiadom o tem, żywi są i zdrowi”.
W wielu listach odnajdujemy treści ukazujące religijność jeńców. W cytowanym wyżej liście ppor. Zygmunta Gajdy czytamy:
„Módlcie się dzieci abyśmy wszyscy byli zdrowi i długo żyli razem (…) Pan Bóg łaskawy jest dla nas, a opieka Matki Boskiej najlepsza”.
Prawdopodobnie nastąpi wędrówka w nieznane
Katyńskie ludobójstwo rozpoczęło się od ograniczenia swobody korespondencji jeńców. Specjalnym szyfrogramem z 16 marca 1940 r. Piotr Soprunienko wprowadził całkowity zakaz wysyłania listów oraz wyprowadzania jeńców do pracy poza obóz. Oznaczało to odcięcie ich od kontaktu ze światem. Wielu jeńców instynktownie przeczuwało, że wkrótce wydarzy się coś niedobrego. W ostatnim liście ppor. Władysława Dachowskiego z Kozielska, datowanym na 4 marca 1940 r. czytamy:
„Zbliża się wiosna, kończy się zimowy sen, prawdopodobnie nastąpi wędrówka w nieznane. Praca odciąży umysł (…) Tęsknię do Ciebie i Dzieci, lecz nie widzę na razie żadnych oznak, które by pozwoliły sądzić, iż pragnienie stanie się rzeczywistością (…) Prawdopodobnie napisałem wszystko co w tych warunkach jest możliwe”.
Wiosną 1940 roku urwała się korespondencja z jeńcami obozów specjalnych. Przestały przychodzić kartki i listy, zaś rodzinom zwracano wysyłaną pocztę. Krewni jeńców różnymi sposobami próbowali ustalić przyczynę takiego stanu rzeczy. Zwracali się do Polskiego i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, a nawet do najwyższych władz ZSRS. Niestety bez rezultatu.
Listy Katyńczyków stanowią istotny dowód sowieckiego sprawstwa zbrodni. Czas wytworzenia i następnie nadania korespondencji zamyka się między 20 listopada 1939 r. a początkiem kwietnia 1940 r.
Przełom nastąpił 13 kwietnia 1943 r. po odkryciu przez Niemców zbiorowych mogił polskich oficerów w Katyniu. Władze niemieckie na przestrzeni kolejnych tygodni i miesięcy podawały do publicznej wiadomości nazwiska ekshumowanych i zidentyfikowanych tam Polaków. Jednak byli wśród nich tylko jeńcy obozu w Kozielsku. Brak było natomiast informacji o osadzonych w Starobielsku i Ostaszkowie. Ich rodziny, mimo represji ze strony komunistów, nie zaprzestały poszukiwań swoich bliskich. Trwały one po zakończeniu II wojny światowej przez kolejne dziesięciolecia. Najczęściej prowadzone były za pośrednictwem organizacji czerwonokrzyskich. Ostatnie, niewysłane przez Katyńczyków oraz otrzymane przez nich od rodzin listy odnaleziono podczas ekshumacji prowadzonych przez polskich archeologów w Miednoje na początku lat 90-tych XX w. Po ponad pół wieku rodziny ofiar katyńskiego ludobójstwa otrzymały ostatnie listy. Listy nie będące już niestety dowodem życia, lecz tragicznego losu i śmierci poniesionej z rąk sowieckich oprawców.
* * *
Konkludując należy stwierdzić, że listy Katyńczyków stanowią istotny dowód sowieckiego sprawstwa zbrodni. Czas wytworzenia i następnie nadania korespondencji zamyka się między 20 listopada 1939 r. a początkiem kwietnia 1940 r. Żadna z przesyłek nie została sporządzona i wysłana później. Należy tu przypomnieć, że agresja III Rzeszy Niemieckiej na ZSRS nastąpiła 22 czerwca 1941 r. Dopiero po tej dacie Niemcy, co uparcie, aż do 1990 r., podtrzymywali Sowieci, mogli zabić polskich jeńców wojennych.
W takim jednak przypadku niemożliwe byłoby, że przy tysiącach zamordowanych Polaków nie odnaleziono ani jednej przesyłki datowanej później niż w kwietniu 1940 r. Niemożliwym jest, aby przez ponad rok nikt z kilkunastu tysięcy polskich jeńców nie napisał ani jednego listu czy karty pocztowej. Nieprawdopodobne również, aby żadna z potencjalnych przesyłek nie dotrwała do naszych czasów. Cała zaś zachowana korespondencja wskazuje jednoznacznie na Sowietów jako odpowiedzialnych za katyńskie ludobójstwo.
