Śledząc bardzo modne ostatnio podsumowania muzyczne można odnieść wrażenie, że Lombard to zespół jednego przeboju – zaangażowanej ballady „Przeżyj to sam”. Nic bardziej mylnego, tylko w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych grupa wylansowała kilkanaście znanych piosenek, a złoty okres zamknęła nagraniem znakomitej płyty „Anatomia”.
Był to właściwie pierwszy album zespołu pozbawiony politycznych nawiązań i wycieczek w kierunku PRL-owskiej rzeczywistości. Od początku istnienia Lombard prawie w każdym utworze „przemycał” jakiś swój komentarz i niejednokrotnie musiał „poprawiać” teksty pod wpływem nacisków ze strony cenzury. A to, co nie nadawało się nawet do korekty, po prostu szybko zdejmowano z anteny, tak jak wspomniane wyżej „Przeżyj to sam”.
Obiecujące początki
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że to komunistyczne państwo samo sobie zafundowało takie niesforne dziecko. W 1980 roku wyróżniający się uczeń Studium Sztuki Estradowej w Poznaniu, 22-letni Grzegorz Stróżniak, urzeczony występem zespołu Maanam na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, zobaczył oczyma wyobraźni siebie jako gwiazdę rocka. Z pomysłem założenia własnej grupy udał się do kierownika studia, Andrzeja Sobczaka, który podchwycił temat, a dalej sprawy potoczyły się dość wartko.
Nowemu projektowi przydzielono opiekuna, Piotra Niewiarowskiego, który „dorzucił” dwie obiecujące wokalistki: Małgorzatę Ostrowską i Wandę Kwietniewską.
Nowemu projektowi przydzielono opiekuna, Piotra Niewiarowskiego, który „dorzucił” Stróżniakowi dwie obiecujące wokalistki: Małgorzatę Ostrowską i Wandę Kwietniewską oraz dokooptował resztę muzyków. 18 maja 1981 roku odbyła się pierwsza próba zespołu Skandal, przemianowanego później na Lombard, a wkrótce potem sprawny menadżer zorganizował pierwszą sesję nagraniową.
Państwowe Przedsiębiorstwo Imprez Estradowych inwestowało, więc zespołowi niczego nie brakowało. Piosenki wychodziły z rąk uznanych twórców: Jacka Skubikowskiego, Marka Dutkiewicza czy Andrzeja Sobczaka i z miejsca zaczęły zdobywać popularność w stacjach radiowych. Bardzo intensywne (także pod względem koncertowym) pierwsze dwa lata zespół zakończył uwieńczonym II nagrodą występem w Opolu.
Wasz ostatni taniec
W tymże 1983 roku ukazał się pierwszy studyjny album grupy „Śmierć dyskotece”. Nie wszyscy orientowali się, że tytułowa piosenka nie traktowała bynajmniej o niechęci do lżejszego muzycznego brzmienia, a nawiązywała do częstej sytuacji, kiedy na ulicach słychać było niezbyt przyjemny sygnał zbliżającego się radiowozu.
Olbrzymi sukces albumu (400 tys. sprzedanych egzemplarzy) zachęcił Lombard do dalszej pracy. W 1984 roku ukazały się płyty „Wolne od cła” oraz „Szara maść”.
W przeciwieństwie do „Przeżyj to sam” na płycie „zmieścił się” największy wówczas przebój zespołu „Nasz ostatni taniec”, który z początku miał być „waszym” i oczywiście był dedykacją dla ekipy generała Jaruzelskiego.
Olbrzymi sukces albumu (400 tys. sprzedanych egzemplarzy) zachęcił Lombard do dalszej pracy. W 1984 roku ukazały się płyty „Wolne od cła” oraz „Szara maść”, a piosenki w coraz większym stopniu stawały się dziełem członków zespołu. Ustabilizował się jego skład, którego trzon tworzyli: Grzegorz Stróżniak, Małgorzata Ostrowska i Piotr Zander. Uzupełnieni perkusistą Włodzimierzem Kempfem, w kwietniu 1985 roku weszli do studia nagraniowego Polskiego Radia w Poznaniu z materiałem nieco odbiegającym od tego, z czego znani byli wcześniej.
Artystyczne osiągnięcie
Nareszcie najważniejsza była muzyka. To ona zainspirowała Małgorzatę Ostrowską i Jacka Skubikowskiego do zmierzenia się z uczuciami, zajrzenia w głąb ludzkiej duszy, stawienia czoła sprawom bliskim każdemu człowiekowi. Również w warstwie kompozycyjnej było widać różnicę; Stróżniak, którego pomysłem na granie było połączenie instrumentów klawiszowych z gitarą Piotra Zandera, tym razem wyraźnie przesunął akcenty w kierunku brzmienia elektronicznego, przez co utwory nabrały bardziej melodyjnego charakteru, nie tracąc jednocześnie rockowej dynamiki.
Piotr Niewiarowski wyliczył na łamach magazynu „NON STOP”, że do końca 1985 roku zespół przyniósł Skarbowi Państwa co najmniej 150 milionów ówczesnych złotych czystego zysku.
Wybrano dziesięć piosenek, które złożyły się na album „Anatomia”. Zostały równo podzielone na dwie części: kobiecą, śpiewaną przez Ostrowską, oraz męską, wykonywaną przez Stróżniaka, i wcale nie trzeba było tworzyć w tym celu sztucznych parytetów. Mimo że dość wyraźnie się różnią, tak zresztą jak i temperamenty obydwu osób, tworzą jednak pewną kompozycyjną całość. Ów podział był o tyle naturalny, że płyta analogowa miała określoną pojemność: żeby posłuchać dalszej części trzeba było po prostu odwrócić ją na drugą stronę.
„Anatomia” pokazała, że to wcale nie walka z systemem była źródłem sukcesu zespołu. Utwory „Kryształowa”, „Mam dość” i „Gołębi puch” zdobyły szczyty list przebojów, a sam album po studyjnej obróbce w Holandii został wydany również w wersji anglojęzycznej, co w przypadku polskich wykonawców było raczej rzadkością. Tym samym zamknął się szczytowy okres w historii Lombardu, który, chociaż istnieje do dziś, nigdy później nie dorównał popularności z połowy lat 80.
Mimo pewnej niesforności grupy (jak np. odmowa występu na Festiwalu Piosenki Radzieckiej), państwo raczej nie pożałowało, że w pewnym momencie zdecydowało się w nią zainwestować. Jak wyliczył Piotr Niewiarowski na łamach magazynu „NON STOP”1, do końca 1985 roku zespół przyniósł Skarbowi Państwa co najmniej 150 milionów ówczesnych złotych czystego zysku. I nawet jeśli z dzisiejszej perspektywy jego lider, Grzegorz Stróżniak, twierdzi, że Lombard (tak jak reszta buntowników muzycznych) był tylko narzędziem w rękach komunistycznej władzy, można zaryzykować wniosek, że raczej nikt na tym nie przegrał.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
1 1986, nr 2.
