Monografia Grzegorza Rossolińskiego-Liebego pt. Polnische Bürgermeister und der Holocaust. Besatzung, Verwaltung und Kollaboration (Polscy burmistrzowie i Holokaust. Okupacja, administracja i kolaboracja) ukazała się w sierpniu 2024 r. w Niemczech. Jej autorem jest, urodzony w 1979 r., pracownik naukowy Friedrich-Meinecke-Institut, funkcjonującego w ramach Freie Universität w Berlinie. Za tę pracę uzyskał stopień naukowy doktora habilitowanego, jednak próżno szukać w internecie informacji o recenzentach tej książki.
„Selektywne historiografie”
Autor zarzuca zarówno niemieckiej, jak i innym historiografiom państw europejskich „selektywne narodowe” (nacjonalistyczne) opisywanie Holokaustu, wskazując, że wyniki badań historii pisanej w tym duchu są publikowane od lat 90. ubiegłego stulecia.
Według Rossolińskiego-Liebego rola „władz lokalnych”, zwłaszcza burmistrzów i „innych aktorów”, została w tych badaniach całkowicie pominięta lub też analizę historyczną prowadzono w tym zakresie zupełnie marginalnie.
Burmistrzowie, Holokaust i wykreowany świat, czyli o czym jest ta książka
Za sprawą wyników badań prezentowanych w książce Rossoliński-Liebe chce udowodnić kilka tez, lecz z pewnością najważniejsza z nich to ta, że w czasie okupacji niemieckiej polscy burmistrzowie brali udział w Holokauście.
Próba badawcza, na której oparł się autor, to 35 burmistrzów miast w Generalnym Gubernatorstwie. Spośród nich 31 to Polacy, a 4 etniczni Niemcy. W części wstępnej publikacji Rossoliński-Liebe wskazuje, że polscy burmistrzowie brali udział w Holokauście, czyli byli jego współsprawcami. Cel badawczy stanowiło zgłębienie tej problematyki.
Autor nie stawia sobie pytania, czy takie fakty się wydarzyły, jest wręcz o nich przekonany. Uznając udział burmistrzów Polaków w Holokauście za oczywisty, przechodzi do pytania – jak wyglądała ich współpraca z Niemcami. Tym samym uznaje ich za kolaborantów i współsprawców zagłady Żydów.
Urzędnicy etnicznie polscy nie mieli żadnego wpływu na zapisy prawne w GG. Mimo to autor dość często posługuje się określeniem „administracja polsko-niemiecka” czy nawet „polsko-niemieckie ustawodawstwo”.
Oczywiste dotychczas terminy, takie jak „władze niemieckie” czy „administracja niemiecka”, piszący traktuje jako nieprecyzyjne i wymagające wyjaśnienia. Taka argumentacja musi budzić zdziwienie każdej osoby poważnie traktującej fakty. Zauważmy, że określenia „władze niemieckie” i „administracja niemiecka” to ogólne, a zarazem elementarne, a także utrwalone w literaturze naukowej terminy na określenie niemieckich władz okupujących w latach 1939–1945 tereny Polski w graniach sprzed kampanii polskiej 1939 r.
Tymi terminami określa się niemieckie władze cywilne, wojskowe czy policyjne. Pozostając we własnym, nieprzystającym do prawdy historycznej paradygmacie, autor zaznacza, że terminy „Rzesza Niemiecka” (Deutsches Reich), „Generalne Gubernatorstwo” (Generalgouvernement) czy „etniczni Niemcy” (Volksdeutsche) nie są przez niego umieszczane w cudzysłowie, mimo że – jak twierdzi – „zostały wymienione lub znacząco zainspirowane przez narodowych socjalistów”. Dodajmy, że te terminy nie funkcjonowały w próżni, lecz były podmiotami działającymi na podstawie prawa niemieckiego. Ale to nie wszystko. Autor wskazuje, że Niemcy pełnili urzędy wyłącznie na szczycie administracji Generalnego Gubernatorstwa, co z gruntu nie jest prawdą, gdyż byli nie tylko w rządzie GG, ale także w urzędach dystryktów oraz w okręgach (Kreis).
Zwróćmy uwagę, że urzędy kreishauptmanów w okręgach wiejskich i stadhauptmannów w okręgach miejskich to ekspozytury władz zwierzchnich – rządu GG. Urzędy te piastowali wyłącznie Niemcy. Stanowili dość pokaźną grupę dysponującą pełnią władzy nad ludnością podbitą. Generalne Gubernatorstwo to nazwa niemieckiego quasipaństwa – kolonii Niemiec – stworzonego w celu prowadzenia przez okupantów jak najdalej idącej eksploatacji gospodarczej i pozyskania darmowej lub niezwykle taniej przymusowej siły roboczej.
Ten państwowy twór powołano na podstawie wydanego 26 października 1939 r. przez kanclerza Niemiec Adolfa Hitlera dekretu zwanego proklamacją. Jego treść została oficjalnie wpisana do Dziennika Urzędowego Rzeszy – „Reichsgesetzblatt”.
W świetle tych faktów zupełnie niedorzeczne i niezgodne z elementarnymi faktami jest zastępowanie w Polnische Bürgermeister terminu rząd GG określeniem zmyślonym i nieistniejącym w obiegu naukowym – „rządem krakowskim” (Krakauer Regierung). Stąd już tylko jeden krok do równie nienaukowego, lecz notorycznie stosowanego przez autora terminu – „administracja polsko-niemiecka”.
Urzędnicy etnicznie polscy nie mieli żadnego wpływu na zapisy prawne w GG. Mimo to autor dość często posługuje się określeniem „administracja polsko-niemiecka” czy nawet „polsko-niemieckie ustawodawstwo”. Wymowny w tym zakresie wydaje się cytat z książki: „administracje miejskie i inne urzędy miały polsko-niemiecki charakter, nawet jeśli na niektórych z tych budynków powiewały flagi ze swastyką”.
Rossoliński-Liebe zupełnie błędnie przekonuje, że między II RP a Generalnym Gubernatorstwem istniała ciągłość prawna. Nie ma na to żadnych dowodów, a mimo to przytacza swoją własną niepopartą badaniami naukowymi opinię
Warto autorowi przypomnieć, że w całym GG pozwolono tylko na używanie symboliki Rzeszy Niemieckiej, a polskie godło i symbole narodowe zostały prawnie zakazane. Określenie „administracja polsko-niemiecka” jest niezgodne z prawdą – sami okupanci niemieccy na każdym kroku podkreślali swoją dominację nad Polakami.
Piszący idzie jednak znacznie dalej, wskazując na rzekome prawo polsko-niemieckie. Według niego dowodem na to ma być choćby stosowanie języka polskiego w drukach urzędowych. Przypomnijmy, że językiem urzędowym był niemiecki, a polski funkcjonował w GG jako język trzeci – po ukraińskim – od 1941 r. Uzasadnienia w faktach nie ma także twierdzenie autora, zgodnie z którym proces ograniczania władzy w gminach, który rozpoczął się w II RP, był kontynuowany w GG. Rossoliński-Liebe zupełnie błędnie przekonuje, że między II RP a Generalnym Gubernatorstwem istniała ciągłość prawna. Nie ma na to żadnych dowodów, a mimo to przytacza swoją własną niepopartą badaniami naukowymi opinię.
Poza tym swoistym wyimaginowanym światem, autor popełnia kolejny błąd, który w pracy naukowej nie powinien się zdarzyć. Mianowicie, analizowane w książce wydarzenia zawiesza on w próżni, nie odwołując się do tła historycznego, jakim z pewnością powinny być choćby krótka charakterystyka niemieckiej polityki antyżydowskiej w GG, w tym metody działania wobec Żydów, gettoizacja, powoływanie Judenratów i wprowadzenie antysemickiego prawa mającego na celu grabienie, prześladowanie i mordowanie Żydów. Autor niemal nie porusza też problemów zniszczenia miast, ich kondycji po kampanii polskiej 1939 r., nie wyjaśnia procesów ich pauperyzacji, a także kwestii związanych z przesiedleniami do GG Polaków i Żydów z ziem włączonych do Rzeszy.
Książka nie zawiera także omówienia niemieckiego terroru skierowanego przeciwko Polakom oraz kilku innych zagadnień, które powinny stanowić tło dla rozważań Rossolińskiego-Liebego.
Podstawowe elementy warsztatu historyka również nie są mocną stroną publikacji. Błędów w tym zakresie jest wiele, zwróćmy jedynie uwagę na jedną kwestię. Dla przykładu, autor wskazuje, że akta miasta Końskie są przechowywane w Archiwum Państwowym w Siedlcach. Oczywiście jest to nieprawda, gdyż te materiały znajdują się w Archiwum Państwowym w Kielcach.
Nieprawdziwy obraz Holokaustu, czyli współodpowiedzialność „kolaborantów”
Zasadniczym celem książki jest przekonanie czytelnika, że burmistrzowie Polacy w GG byli współodpowiedzialni za Holokaust. Służy temu przede wszystkim rozdział VI pt. Holocaust, choć właściwie cała książka jest podporządkowana temu celowi.
Do wytworzonej i nielicującej z prawdą koncepcji autor dorzuca kolejne także wymyślone elementy. Po pierwsze, zarzuca Polakom kolaborację z władzami niemieckimi, co samo w sobie jest absurdalne, gdyż urzędnicy w GG nie uczęszczali do pracy z własnej woli. W listopadzie 1939 r. zostali bowiem zobowiązani, by stawić się z powrotem do pracy po ustaniu ostatnich strzałów kampanii polskiej. Za niestawiennictwo groziły represje, więc urzędnicy nie zgłaszali się zazwyczaj do pracy dobrowolnie, ale pod przymusem. Co więcej, odmowa współdziałania mogła kosztować urzędników utratę pracy, a nawet życia.
W kontekście prowadzonej przez Niemców rasistowskiej polityki, także wobec Polaków, którzy stali od nich niżej w hierarchii, nazywanie tego kolaboracją jest zupełnie nieprawdziwe. Autor posuwa się dalej, wskazując, że podział i odpowiedzialność za poszczególne zadania nie były wyraźne, a obie grupy wzajemnie na siebie oddziaływały. W związku z tym odpowiedzialność za nowe zadania, które zostały powierzone burmistrzom podczas okupacji niemieckiej – to jest Holokaust i eksploatacja gospodarcza – spoczywa zarówno na urzędnikach miejskich, jak i administracji niemieckiej.
Autor wręcz używa na ich działanie określenia „sprawcy zza biurka”. Burmistrzów Polaków określa mianem zarówno ofiar, jak i sprawców, ograniczając tym samym rolę okupantów niemieckich.
Rossoliński-Liebe uważa, że złe traktowanie Żydów przez burmistrzów odbywało się na 2 sposoby – okradanie i krzywdzenie Żydów na polecenie Niemców lub z własnej inicjatywy. Autor wręcz używa na ich działanie określenia „sprawcy zza biurka”. Burmistrzów Polaków określa mianem zarówno ofiar, jak i sprawców, ograniczając tym samym rolę okupantów niemieckich.
Pisząc o kolaboracji, Rossoliński-Liebe nie potrafi wskazać różnicy pomiędzy czynami dokonanymi na rozkaz Niemców a tymi, które miałyby być niezależne. Przy takim podejściu do sprawy burmistrzom można przypisać każde niemal działanie, a także rzekome prowadzenie przez nich własnej polityki – od czego autor nie stroni.
Ta narracja ma być rzekomo poparta informacjami o wszechobecnej w międzywojennej Polsce przemocy wobec Żydów. Brak tu kontekstu dotyczącego działań III Rzeszy, a szczególnie jej brutalnego, wręcz morderczego antysemityzmu. Takie postawienie sprawy ma wskazać, że domniemane antyżydowskie działania burmistrzów były kontynuacją ich przedwojennych praktyk, nie zaś narzucone przez niemieckich okupantów.
Wypada wskazać na nadużycie, jakie w samej swojej koncepcji i konstrukcji stanowi rozdział VI. Mianowicie, liczący 300 stron rozdział o wspomnianym już tytule Holocaust jedynie w 10 proc. dotyczy problematyki zagłady Żydów, czyli ich mordowania. Autor dokonuje nadużycia naukowego, „podpinając” pod Holokaust rzekomy w nim współudział burmistrzów mający się przejawiać rugowaniem Żydów z rad miejskich, podejmowaniem decyzji w sprawie powoływania Judenratów, gettoizacją, zmuszaniem Żydów do pracy, przejmowania (rabunkiem) majątku żydowskiego. W odniesieniu do wszystkich wymienionych problemów i wydarzeń możemy mówić o stosowaniu represji, szykan, ale nie było to jeszcze systemowo realizowane ludobójstwo.
Dokumentna nieprawda
Wykreowany przez autora świat i nieprawdziwa narracja to nie wszystkie zabiegi, które zastosował w celu udowodnienia swoich niedających się udowodnić tez. Celem przekonania czytelnika o domniemanej prawdziwości swojego pisarstwa dopuścił się manipulacji materiałami archiwalnymi i „wyciąganiem” z nich faktów, których one nie zawierają. Poniżej wskazuję na kilka przykładów takiego działania.
Grzegorz Rossoliński-Liebe zarzuca burmistrzowi Warszawy Julianowi Kulskiemu wykorzystywanie polityki podatkowej i antysemickich warunków do czerpania korzyści z bezradności Żydów. Dla zilustrowania swoich rozważań powołuje się on na decyzję stadhauptmanna Warszawy Ludwiga Leista, który zabronił Żydom wykonywania muzyki ulicznej w mieście. Doprawdy, trudno zrozumieć autora wskazującego na korzyści, które z treści tego zarządzenia stadhauptmanna miałby czerpać Kulski. W innym miejscu pracy Rossoliński- -Liebe zarzuca burmistrzowi, że w lipcu 1942 r. poprzez gazownię miejską żądał od warszawskiego Judenratu 96 955 zł opłaty za kanalizację, prąd i wodę. Tu komentarz autora także jest nietrafiony – przede wszystkim dlatego że o podatkach nie decydował burmistrz, ale tak często pomijana w książce „administracja niemiecka” – na co wskazuje treść dokumentów.
Autor usiłować udowodnić, że burmistrz Otwocka Jan Gadomski prowadził kampanię na rzecz pobierania podatku turystycznego, zwanego „taksą klimatyczną” w dzielnicy żydowskiej. Wedle Grzegorza Rossolińskiego-Liebego Gadomski miał karać lub wypędzać z miasta tych, którzy nie opłacili jej w terminie. Treść dokumentu wyraźnie wskazuje, że burmistrz działał z polecenia Niemców, a za pobieranie „taksy klimatycznej” odpowiadał urzędnik Judenratu, burmistrz natomiast jedynie zachęcał do jej uiszczenia. Z kolei jakiekolwiek sankcje wynikały z zapisów bliżej nieokreślonego w dokumencie statutu, a nie wynikały z decyzji burmistrza. Autor zarzuca Gadomskiemu, że ten odpowiadał za sporządzenie listy sklepów z podziałem na „aryjskie” i żydowskie”. Wskazywał, że miasto przejęło część sklepów żydowskich. Nie bierze jednak pod uwagę, że za upadek miasta jako kurortu odpowiadali Niemcy, za sprawą których w Otwocku było coraz mniej kuracjuszy. Z tego względu spadła także liczba sklepów – ze 180 do 68. Do upadku miasta i w konsekwencji także sklepów doprowadziły działania prowadzone przez Niemców. Warto wczytać się w dokumentację, która odsłania prawdę.
W odniesieniu do Kulskiego autor pisze, że 20 listopada 1939 r. jego pole manewru à propos żydowskiej działalności handlowej w Warszawie zostało ograniczone, przy czym używa strony biernej, nie wskazując wprost, że za zakazem udziału Żydów w życiu gospodarczym stali Niemcy, a w tym przypadku komisarz Rzeszy dr Sauberzweig, który pełnił funkcję prezydenta Warszawy, czyli zwierzchnika burmistrza Kulskiego. To właśnie Sauberzweig 22 listopada 1939 r. przekazał Kulskiemu wyszczególniony na piśmie zbiór poleceń antyżydowskich1. Tak więc to Niemcy wprowadzili antysemickie zarządzenia na początku okupacji, a nie Kulski. O tym niestety autor nie pisze, nawet nie wymieniając w monografii nazwiska dr. Sauberzweiga.
Występują „jacyś” bliżej niezidentyfikowani sprawcy, „ktoś” rozstrzelał Żydów. Nie ma nawet wzmianki, że sprawcami tych morderstw były oddziały niemieckiej policji, SS, żandarmerii itp.
Wedle Rossolińskiego-Liebego burmistrz Grójca Antoni Wojdak w czerwcu 1940 r. zorganizował wysiedlenie Żydów z ich domów, a budynki przeznaczył na potrzeby Wehrmachtu. Autor zrównał burmistrza Polaka z niemieckim kreishauptmannem Wernerem Zimmermanem – tak jakby obaj mieli podobne uprawnienia w zarządzeniu domami żydowskimi. Treść dokumentu, do którego się odwołuje, wskazuje, że wniosek w sprawie zajęcia mieszkań dla Wehrmachtu złożyła Komendantura Placu (Ortskommandantur), obligując burmistrza do przygotowania listy wolnych – tzn. pożydowskich – lokali. Działanie burmistrza Antoniego Wojdaka ukazano tak, jakby on sam, z własnej inicjatywy zabierał mieszkania Żydom. Dokument nie uprawnia do takiej konkluzji, skoro to żołnierze Wehrmachtu dążyli do zajęcia tych lokali.
Burmistrzowi Gadomskiemu Rossoliński-Liebe przypisał samodzielne działanie w wyborze terenu, na którym powstało getto, czego jednak zupełnie nie potwierdzają dokumenty archiwalne z Archiwum Państwowego w Warszawie Oddział w Otwocku. W Polnische Bürgermeister czytamy, że za ogrodzenie getta zimą 1941 r. w Piasecznie odpowiadał burmistrz miasta. Treść dokumentu w sposób klarowny wskazuje, że działania w tym kierunku podjęli członkowie Rady Żydowskiej, którzy zajęli się tym – zgodnie z rozkazem kreishauptmanna Warschau-Land Hermana Ruprechta. Autor niestety tego nie dostrzegł, mając w ręku określony dokument.
Zagłada Żydów podczas likwidacji getta w Węgrowie w dniu 22 września 1942 r. opisana jest w sposób bezosobowy. Występują „jacyś” bliżej niezidentyfikowani sprawcy, „ktoś” rozstrzelał Żydów. Nie ma nawet wzmianki, że sprawcami tych morderstw były oddziały niemieckiej policji, SS, żandarmerii itp. Zamiast tego autor wskazuje na odpowiedzialność burmistrza Władysława Okulusa oraz na podstawione na rozkaz Niemców furmanki. Dla autora nie ma znaczenia, że ostatni z tych faktów wiązał się z koniecznością bezwzględnego wykonywania poleceń Niemców i nie był decyzją burmistrza. Mieszkańcy zostali zmuszeni do podobnych świadczeń w setkach, a być może w tysiącach miejscowości. Z pewnością wykonywali je na rozkaz Niemców, co wyklucza ich odpowiedzialność, a tym bardziej winę.
Część wskazań to zupełnie niedorzeczne dywagacje, choć wedle Rossolińskiego-Liebego mają one świadczyć o udziale w Zagładzie Żydów. W książce czytamy:
„Jako burmistrz Okulus nie mógł uniknąć zadań administracyjnych związanych z deportacjami i musiał koordynować administrację miasta, przy czym szczegóły jego działań nie są znane”.
Jako burmistrz musiał spełniać rozkazy niemieckiego kreishauptmanna oraz dowódców oddziałów niemieckich mordujących Żydów. Skoro jednak autor nie wie, jakie działania wówczas podejmował burmistrz, to w jakim celu takie zdanie zamieszcza? Czy niezaprzeczalny fakt, że Okulus był wówczas burmistrzem Węgrowa, oznacza, że jest odpowiedzialny za zbrodnie popełnione w ramach Holokaustu? Podobne rozważania dotyczą także działań burmistrza Warszawy Kulskiego. Choć w jego przypadku piszący Polnische Bürgermeister również nie ma żadnych dowodów na jego działania, wskazuje jednak, że pewna forma współdziałania między oddziałami likwidacyjnymi a administracją niemiecką musiała istnieć. Autor nie wie jaka, ale spekuluje – oczywiście szukając domniemanego winnego.
Podsumowanie
Rossoliński-Liebe wyraźnie wskazuje, że burmistrzowie nie mordowali i że nie było to ich obowiązkiem. Mniema jednak, że gdyby tylko zabicie Żyda leżało w sferze ich kompetencji i byliby pewni, że antyżydowskie działania nie zdyskredytowałyby ich w oczach ludności, to z pewnością mogliby być brutalni i w domyśle… zabijać Żydów.
Autor zupełnie nie osadza swoich rozważań w kontekście historycznym, tworząc własny wyimaginowany świat. Nie uwzględnia np. treści rozporządzenia Hansa Franka z 15 października 1941 r., zgodnie z którym za udzielenie pomocy Żydowi Polakom groziła śmierć.
Manierą książki, choć nie w każdym jej fragmencie, jest wizerunek sprawców mordów na Żydach. Ich działalność jest przemilczana, a o aktach takich jak morderstwa na Żydach autor opowiada najczęściej bezosobowo albo z zastosowaniem strony biernej. Co więcej, burmistrzowie są u niego na równi z Niemcami odpowiedzialni za Holokaust – lecz wykonują inne zadnia. Najpoważniejszym zarzutem wysuwanym przez autora pod adresem burmistrzów jest odpowiedzialność za samodzielne – rzecz jasna niezgodne z prawdą – tworzenie gett, szczególnie w dzielnicach miast o słabej infrastrukturze, oraz przyczynianie się poprzez to do rozprzestrzeniania się tyfusu wśród ich mieszkańców.
Część końcowa pracy to zbiór wielu nieopartych niestety na faktach argumentów. Mają one przekonać nas, że polscy burmistrzowie w miastach GG pod niemiecką okupacją byli współodpowiedzialni za zagładę Żydów. Autor monografii nie cofa się przed nadużyciami, takimi jak przeinaczanie treści dokumentów, zakłamywanie faktów, wbrew temu, na co wskazują materiały archiwalne.
Aby stworzyć tę nieprzystającą do prawdy monografię, piszący zastosował kilka zabiegów. Po pierwsze, stworzył nieprawdziwy świat, w którym niemiecka odpowiedzialność za zbrodnie została zredukowana do minimum. Po drugie, w tę koncepcję wplątał polskich burmistrzów, na których nałożył nieprzystający do prawdy współudział w Holokauście. Po trzecie, aby własne wymysły udowodnić, nie cofnął się przed powołaniem się na rzeczywiste dokumenty, przytaczając ich niepełną lub nieprawdziwą treść. Zwłaszcza ta ostatnia metoda działania jest dla czytelnika trudna do wykrycia i wymaga konfrontacji narracji autora z materiałami archiwalnymi.
Książka Grzegorza Rossolińskiego-Liebego stwarza pozory naukowości, nie przestrzega zasad warsztatu historyka. Autor zupełnie nie osadza swoich rozważań w kontekście historycznym, tworząc własny wyimaginowany świat. Nie uwzględnia np. treści rozporządzenia Hansa Franka z 15 października 1941 r., zgodnie z którym za udzielenie pomocy Żydowi Polakom groziła śmierć. Czy w Niemczech będą powstawać następne podobne, hochsztaplerskie książki? Zapewne w najbliższej przyszłości poznamy odpowiedź na to pytanie.
Tekst pochodzi z numeru 1-2/2026 „Biuletynu IPN”
1 Archiwum Państwowe w Warszawie, Komisaryczny Burmistrz Miasta Warszawy, 55, W/z prezydenta miasta Warszawy do pana komisarycznego burmistrza. Wydział przemysłowy. Tłumaczenie, Warszawa, 22 XI 1939 r., k. 2.
