„Urodziłem się 1 września 1958 roku. Ten dzień od dzieciństwa kojarzy mi się z pamiętaniem wojny, z martyrologią i odkąd pamiętam – próbowałem to zrozumieć. […] To, że urodziłem się 1 września, jest dla mnie brzemieniem, ciąży, i wyzwaniem jednocześnie, jest to jakaś taka pieczęć na sercu. Zostałem opieczętowany tą datą wrześniową i poczuciem obowiązku, który powinienem wypełnić swoim życiem, swoim czynnym życiem, gdyż od samego początku wiedziałem, już w szkole podstawowej, że chcę być rzeźbiarzem. […] I rzeczywiście prześladowały mnie wizje nagich tłumów wychodzących ze spalonego miasta, tłumy, tłumy, ciągnące się nieprzebrane tłumy ludzi nagich. I teraz, czy to byli żywi, czy to były żywe trupy, czy to byli ocaleńcy, nie mogę powiedzieć, ale było to przerażające, bo się to brało znikąd. […] Potem, w późniejszym czasie, siebie i swoją twórczość zawierzyłem męczennikom, którzy mogą być pewni, że będę starał się – bo to trudno powiedzieć, że realizować – będę starał się realizować ich testament. Aby pamięć o ich heroizmie, o ich świadomej misji i pojedynczych aktach oddania swojego życia dla nas, dla żywych, żeby nie zaginęła.
[…]
»Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie« zakładał użycie materiałów nietypowych. W pierwotnej formie, w projekcie, był to ogromny krzyż. Na przecięciu jego ramion miał być umieszczony wagon. To było gigantyczne przedsięwzięcie, zaprojektowane przez artystę, artychę Biskupskiego, więc oczywiście komisja powiedziała – to jest nierealne. W miejscu przecięcia się belki poprzecznej i pionowej miał zawisnąć wagon, ale co ciekawe, ten wagon miał być zatopiony w szkle. Taka była ta wielka idea. Po wygranym konkursie przystąpiliśmy do rozważania możliwości realizacyjnych tego przedsięwzięcia. […] Instytut Lotnictwa Wojska Polskiego wysłał zapytanie do Bundeswehry i do instytutów niemieckich, jaka jest możliwość w niemieckich hutach szkła, żeby taki projekt zrealizować. Przyszła odpowiedź, że technologicznie jest to wykluczone, że mogą schłodzić najwyżej metr sześcienny szkła, powoli obniżając jego temperaturę co pół stopnia. Potem powstała koncepcja, że wagon zostanie zamknięty w szybach pancernych. Ale gdzie te szyby pancerne? Krzyże są poza obrębem rzutu z góry, wychodzą poza wagon… Więc mają wychodzić poza szyby, przebijać je? Będzie skraplina, wszystko zacznie oksydować… Odstąpiliśmy od zamysłu, żeby wprowadzić szkło i zdecydowaliśmy się na czystą formę, którą ja zaproponowałem. Ostatecznie krzyże są odlane z brązu. W wersji pierwotnej miały być z łusek, ale łuski z pocisków artyleryjskich nie spełniają warunków odlewniczych. […] Porobiłem próbne odlewy i ostatecznie z łusek został wykonany jedynie »Chrystus Katyński« do Katedry Polowej WP. Podkłady odlewałem ze śp. Andrzejem Pruskim. Był to jeden z największych specjalistów, współczesnych odlewników polskich. Niestety, nie przekazał swojej wiedzy nikomu, zabrał ją do grobu. Natomiast reszta krzyży była lana w Hucie Stalowa Wola, w zakładach zbrojeniowych. Mają one trzpienie stalowe, konstrukcja jest ze stali nierdzewnej.
Symbolika krzyży nawiązuje do ciał polskich ofiar, męczenników, wywózek na Daleki Wschód, gdzie żywi ludzie przed ostatnim etapem byli zalewani wodą, zamrażani żywcem. […] Ona ma swoje źródło w relacjach świadków z tamtych czasów, że przeprowadzano wywózki. Dwie trzecie taboru rosyjskiego było przeznaczone do wywózek Polaków na tereny bezludne imperium zła. I zdarzały się wypadki, że transporty więźniów, ludzi uwięzionych, przyszłych więźniów łagrów dochodziły do ostatniego etapu. Załoga, która pilnowała tych wagonów, dowiadywała się, że punkt docelowy jest przepełniony i na przedostatnim etapie zalewała wagony wodą. Jak one dochodziły do punktu przeznaczenia, ekipy łagrowników czekały już, aby je rozładować. Możemy sobie wyobrazić, jak zostały odkute te wagony, co tam znaleziono. Nikogo żywego. I te wagony trzeba było rozładowywać. A to mam właśnie z relacji świadków – rozładowywano je toporami, siekierami i te szczątki ludzkie, tych ludzi ściśniętych do siebie, zamrożonych, rozcinano takimi bryłami i w tej wiecznej zmarzlinie, na niewielkiej głębokości, jakby przysypywano, chowano prowizorycznie. Wiem z relacji świadków, że zwłoki były rozwlekane przez wilki… Że takie zdarzenia miały miejsce, dostałem informację od śp. Witolda Michałowskiego:
»Wiesz, do czego służyły takie długie miecze do pił spalinowych, takie metrowe, prawie półtora metra?«.
Ja mówię:
»Do ścinania gdzieś w tajdze jakichś dużych drzew, gigantycznych«.
On mówi:
»Nie, do rozcinania zwłok«. »Jakich zwłok?«, »No do rozładowywania wagonów«.
Pomnik „Poległym i Pomordowanym na Wschodzie” autorstwa Maksymiliana Biskupskiego, odsłonięty w 1995 r. Warszawa, zbieg ul. Muranowskiej i ul. Andersa, 2022 r. (fot. Piotr Życieński, IPN)
[…]
Jak to ująć? Jak to pokazać, połączyć, stworzyć symbol? Były takie momenty – mieszkałem wtedy przy rondzie Waszyngtona, na ostatnim piętrze takiego szklanego wieżowca – były takie momenty, że ci męczennicy przychodzili do mnie w postaci plazmy. Ja nie mogłem się odnaleźć w tej jakiejś takiej zawieszonej rzeczywistości. Byłem przerażony. Trudno nazwać ten stan, ale on był zbliżony do obłędu. […] I zacząłem się modlić. Potem to przeanalizowałem, że chodziło o to, że oni chcieli przekazać te świadectwa swoje, żebym mógł tego użyć. Powiedziałem wtedy: »Będę się starał ten wasz ból zanotować, ale w ten sposób ja nie wytrzymam nerwowo«. Próbowałem się znieczulić jakimś winem, to nic nie dawało. Jeszcze gorzej było. W pewnym momencie przychodzenie tych duchów, tych trupów, różnych takich jakichś dziwnych – koszmary miałem – zaniknęło.
Przedstawiłem projekt. Mówią, ta wizja to jest zbyt drastyczne. Zdecydowałem się więc na przekształcenie postaci w taką zmartwychwstającą spiralę krzyży różnych wyznań, która w uniesieniu wstępuje do niebios. […] Projektowałem to tak, żeby tę symbolikę pokazać jednoznacznie, że one, te krzyże, wstępują do nieba. Dlatego wagon został uniesiony pod skosem. Natomiast fundacja nakazała mi sprowadzić wagon do poziomu. Ja się nie chciałem zgodzić, pod groźbą wyjścia z projektu, ponieważ to mnie przysługuje prawo autorskie. Byłem zdeterminowany, żeby on się unosił.
Wagon został wówczas eksponowany na pl. Piłsudskiego w Warszawie przed Ministerstwem Obrony Narodowej. Wizytował ten pokaz prezydent [Lech] Wałęsa. Zadał takie pytanie:
»A dlaczego to na wagonie?«. – »No tak, bo oni byli wywożeni«. »A dlaczego ich znowu wywozicie?«. »No jak to dlaczego? To jest taki symbol«. »A dlaczego ten wagon tak na płasko stoi? On powinien się unosić do nieba«.
I ja wtedy oczywiście nie wytrzymałem i mówię:
»Panie prezydencie, dziękuję panu, że pan uratował moją wizję«. »A co, nie chcieli, żeby to tak się stało? To musi być tak, jak tu artysta sobie życzy. Ten wagon musi się unosić. Co wy chcecie, znowu wysłać ich tam na Sybir?«.
I to jest anegdota, to znaczy fakt. Wałęsa uratował tę moją myśl pierwotną i potem już nie miałem takich przeciwności. Musieli to uszanować, bo wtedy bym się odwołał do woli prezydenta RP. A, jeszcze spotkanie z panem [Józefem] Oleksym – on mi powiedział: »Proszę zawsze powtarzać, że nie daję tej dotacji premiera na ’Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie’, tylko daję na pomnik agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 roku, której wynikiem byli polegli i pomordowani na Wschodzie«. To są jego słowa. […] Pomnik został zbudowany, a budowany był przez pięć lat. Powstał z inicjatywy śp. pana Wojciecha Ziembińskiego.
[…]
I następne dzieło, następna moja praca istotna, to »Chrystus Katyński«, odsłonięty w 1995 r., tak jak i »Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie«, który miał inaugurację 17 września 1995 r. »Chrystus Katyński« pod tytułem »Chrystus Wszystkich Zaginionych«. A w 2013 r. zadzwonił do mnie mój przyjaciel Lech Charewicz: »Słuchaj, Maks, zniknął Chrystus z katedry polowej«. Ja mówię: »Co ty opowiadasz? Jest to niemożliwe!«. Mówi: »Tak. Przyjedź«. I rzeczywiście, nie było tego Chrystusa, tej rzeźby poświęconej przez kard. Glempa z inicjatywy biskupa polowego Wojska Polskiego, gen. Leszka Sławoja Głodzia. Jest to sytuacja niewyobrażalna, że rzeźba poświęcona, która zawierała modlitwy Rodzin Katyńskich, zostaje bez zgody artysty w nieokreślonych okolicznościach usunięta. Przebywała na terenie Cytadeli Warszawskiej i po licznych rozmowach zarząd Muzeum Katyńskiego (wtedy w budowie) i proboszcz, ks. płk Mokrzycki uznali, że sponsorzy, czyli mój sponsor tej rzeźby, pan Wojciech Mikulecki, i ja, jako artysta, możemy sobie zabrać tę rzeźbę z powrotem. […] I do dzisiaj nie jest wyjaśnione, dlaczego ona została usunięta. Ja tylko mogę się domyślać. Wylądowała u mnie, potem próbowałem ją umieścić z przyjaciółmi na Jasnej Górze.
Chrystus miał być umieszczony obok Epitafium Smoleńskiego na Jasnej Górze, ale przeor, już nie pamiętam jego nazwiska, powiedział, że tu jest centrum Maryjne i nie ma miejsca na tego typu upamiętnienie Chrystusa. […] Wspólnie z senatorem Piotrem Łukaszem Andrzejewskim chcieliśmy umieścić tego Chrystusa na dziedzińcu powstającego Muzeum Rakowiecka 37. To jest sanktuarium, miejsce męczeństwa 3,5 tys. Polaków, którzy zginęli z rąk okupanta sowieckiego na terenie Polski w latach 1944–1963. I ta inicjatywa na początku znalazła aprobatę.
[…]
Jednak nie znalazło się miejsce przy ul. Rakowieckiej dla tego Chrystusa usuniętego z katedry polowej. […] Przyjechali w odwiedziny przyjaciele z Hiszpanii, z Teneryfy, para Niemców, Karin Pisek, psychiatra, i Will Würtz, jej małżonek, chemik. […] Zaciekawili się tą rzeźbą, która była zdemontowana przed moją pracownią: »Opowiedz nam o tej rzeźbie«. A potem powiedzieli:
»Daj nam plenipotencję, my znajdziemy miejsce w Hiszpanii dla tej rzeźby«.
[…] To trwało chyba dwa tygodnie. »Przyjeżdżaj Maksymilian na Teneryfę, do Puerto de la Cruz, mamy parafię, która przyjmie ten twój dar«. Pojechałem i akurat znowu 1 września, w dzień moich urodzin, podpisałem akt darowizny, w którym symbolicznie proboszcz z tytułem szlacheckim nadał mi też tytuł szlachecki. I potem mówię:
»Panowie, jak już żeśmy tego aktu przekazania dokonali, to teraz postawmy to z godnością i musimy odsłonić. Proponuję datę 13 grudnia. Dla upamiętnienia wydarzeń grudniowych. Ale bez króla to się nie obejdzie«.
To oni zbaranieli, jak to, to trzeba przez biskupa miejsca, czyli biskupa Teneryfy, to jest Don Bernardo, episco Don Bernardo, którego miałem zaszczyt poznać, być przez niego pobłogosławionym. »My nie możemy, to będzie trwało«. Ja mówię:
»A ja mogę. Artyście wszystko wolno«.
Więc sprokurowałem taki list do króla Filipa VI z prośbą o błogosławieństwo i odsłonięcie, patronowanie temu odsłonięciu. Król nie przyjechał, ale uroczystość się odbyła. […] Tytuł rzeźby jest oczywiście tu o tyle zmieniony, że… tam w rzeźbie się nic nie zmieniło, nadal jest to »Chrystus Katyński«, ale »Chrystus Katyński« staje się »Chrystusem Pojednania « – »El Cristo de la Reconciliación«.
Jest dedykowany wszystkim zamordowanym córkom i synom narodu hiszpańskiego – ofiarom komunizmu. Czyli »Chrystus Katyński« teraz jest również symbolem wszystkich ofiar komunizmu w Hiszpanii. Przez ten akt dedykacji to polskie męczeństwo zostało umiędzynarodowione.
[…] Wracając do tego Chrystusa, który był odsłonięty w 1995 r., potem w 2013 r. został usunięty, ale ponownie odsłonięty w 2019 r., to jest przykład dziejów, losów kultury polskiej…”.
* * *
Maksymilian Biskupski (ur. 1958) jest autorem m.in. pomników: „Poległym i Pomordowanym na Wschodzie” w Warszawie (1995), św. Jana z Dukli w Dukli (1997), Papieża Jana Pawła II w Dukli (1998) i w Wadowicach (1998), „Chrystus Wszystkich Ofiar – Człowiek Pojednania” w Seligenstadt (1999), Ignacego Paderewskiego w siedzibie ONZ w Genewie (2000), „Wspólnej Modlitwy” za ofiary zamachu 11 września 2001 r. w Nowym Jorku (2002), figury „Chrystusa Katyńskiego” w Katedrze Polowej w Warszawie (2008) – po usunięciu z tej lokalizacji pomnika „Cristo de la Reconciliación” (Chrystus Pojednania) darowanego przez autora narodowi hiszpańskiemu jako symbol ofiar komunizmu do kościoła w Puerto de la Cruz na Teneryfie w Hiszpanii (2019), „Ewakuacji Bojowników Getta Warszawskiego” w Warszawie przy ul. Prostej (2010), „Epitafium Żołnierzy Wyklętych” w warszawskiej katedrze św. Jana w (2022). Poza rzeźbą zajmuje się też malarstwem i pisze wiersze (m.in. cykle Chrystus Katyński i Polonia Resurrecta).
Laureat nagrody św. Brata Alberta (1995), dwukrotnie medalu „Pro Patria” (2012, 2020), odznaczony Złotą Odznaka Zasłużonego dla Sybiraków (2012). Formacja Niepodległościowa oraz Fundacja Walczących o Niepodległość, Wyklętych, Pokrzywdzonych, Internowanych, Więzionych przyznały mu Krzyż Służby Niepodległości (2021). Za pomnik „Poległym i Pomordowanym na Wschodzie” otrzymał Krzyż Oficerski Orderu św. Stanisława (2004). Posiada status działacza opozycji antykomunistycznej.
Opracował Tomasz Sikorski
Tekst pochodzi z numeru 4/2024 „Biuletynu IPN”
