Represji obawiali się szczególnie ci, którzy pozostawali na Zachodzie i uznawali dotychczas Rząd RP na uchodźstwie. Przedstawiciele nowych władz w kraju również nie darzyli ich zaufaniem i traktowali jako potencjalnych wrogów. Z tego względu podlegali oni inwigilacji już od chwili przekroczenia granic Polski.
Drogi powrotu
Legalna akcja repatriacyjna trwała od 1945 do 1948 r. W celu jej organizacji w 1945 r. powołano w kraju Zarząd Centralny Polskiego Urzędu Repatriacyjnego w Łodzi, wojewódzkie i okręgowe oddziały PUR w miastach wojewódzkich oraz inspektoraty osadnictwa i punkty etapowe w miastach powiatowych.
Repatrianci przybywali najpierw do punktów etapowych, a potem do punktów przyjęcia. Dla repatriantów z Zachodu został powołany Specjalny Punkt Etapowy Zachodni w Dziedzicach, który zaczęto organizować w czerwcu 1945 r. W kwietniu 1946 r. postanowiono, że
„obywatele polscy wracający z Zachodu mają swobodny wjazd do kraju jedynie przez punkty przyjęcia:
- Dziedzice,
- Koźle,
- Międzylesie,
- Szczecin,
- Gdańsk,
- Zgorzelice,
- Kostrzyń,
- Lignica”.
Repatrianci i „tajna policja”
Do wszystkich punktów przyjęcia przydzielano tzw. „grupy operacyjne”, składające się z funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa publicznego. Pracownicy cywilni w placówkach PUR zajmowali się rejestracją repatriantów – wypełnianiem ankiet i wydawaniem zaświadczeń, a funkcjonariusze wykonywali zadania operacyjne: rozpoznawali środowisko repatriantów, werbowali agentów i typowali podejrzanych. Punkty Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego znajdowały się zwykle w tych samych budynkach co punkty PUR. Do każdego przydzielano od 12 do 20 pracowników.
Kontakty z funkcjonariuszami UB budziły raczej niechęć i strach niż poczucie bezpieczeństwa.
Ankiety personalne oraz relacje repatriantów zbierane w punktach UBP wykorzystywano potem przy werbowaniu agentów i typowaniu osób podejrzanych o „działalność przeciwko Demokratycznemu Państwu Polskiemu, szpiegostwo, łączność z »Intelligence Service«, »Gestapo« i inne”, a także przy zbieraniu dowodów potwierdzających ich „wrogą” działalność.
Kontrola transportów oraz procedury przyjmowania repatriantów w punktach UBP ukazywały rzeczywisty stosunek władz powojennej Polski do powracających. W rzeczywistości rozmowy oraz próby pozyskania do współpracy podejmowane w trakcie rejestracji negatywnie oddziaływały na powracających, a kontakty z funkcjonariuszami UB budziły raczej niechęć i strach niż poczucie bezpieczeństwa. W jednym z raportów funkcjonariusz odnotował nawet, że większość żołnierzy nie chciała z nimi rozmawiać i nazywała ich „tajną policją”.
* * *
Wśród materiałów przechowywanych w Archiwum IPN można znaleźć wiele zdjęć i dokumentów ukazujących akcję repatriacyjną i działalność pracowników Państwowego Urzędu Repatriacyjnego.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
