W dużej części utwór dotyczył budowniczych Nowej Huty, ale jego wymowa była znacznie szersza. Przedstawiciele grupy społecznej dotąd niemal wyłącznie hołubionej w oficjalnej narracji zostali w nim zaprezentowani jako ludzie zdemoralizowani obyczajowo, ogłupieni przez kłamliwą ideologiczną propagandę i tworzący zamiast spójnej społeczności, jak pisał Ważyk, „kaszę”. Szybko tekst stał się bardzo głośny, a zawierający go numer „Nowej Kultury” cieszył się wyjątkową popularnością.
Szczególne owoce nieuwagi
Bardzo wiele osób dostrzegło w Poemacie przede wszystkim przełamanie obowiązującego dotąd tabu wokół tematu patologii społecznych. Ich przejawów w codziennym życiu trudno było nie zauważać, ale oficjalnie unikano mówienia o nich. Ważyk poruszał tematy przemilczane, względnie przedstawiane w sposób skrajnie wykrzywiony: zideologizowany, marginalizujący te zjawiska i zrzucający odpowiedzialność za ich przejawy na rozmaitych wrogów knujących przeciwko „Polsce Ludowej”. Pojawienie się zupełnie innego przekazu w jednym z najważniejszych czasopism kulturalnych w odbiorze wielu osób stanowiło jednoznaczny sygnał przyspieszenia procesu odwilży.
Jak pisała badaczka dziejów cenzury, Kamila Budrowska, przepuszczenie przez cenzurę tego utworu Ważyka było najpewniej efektem niedopatrzenia kontrolującego zawierający go numer „Nowej Kultury” pracownika tego urzędu.
Jak pisała badaczka dziejów cenzury, Kamila Budrowska, przepuszczenie przez cenzurę tego utworu Ważyka było najpewniej efektem niedopatrzenia kontrolującego zawierający go numer „Nowej Kultury” pracownika tego urzędu. Nie bez znaczenia mogła być przy tym pozycja kierującego redakcją Hoffmana jako komunisty o bardzo długim stażu i dobrego znajomego czołowych partyjnych dygnitarzy.
Szybko jednak okazało się, że ten, kto zaakceptował publikację tego tekstu, popełnił ogromny błąd – przynajmniej z perspektywy rządzących oraz najpewniej swojej dalszej kariery. Członkowie kierownictwa PZPR byli bowiem tym utworem absolutnie oburzeni i z pewnością, gdyby ktoś z nimi bezpośrednio się skonsultował, podjęliby decyzję o zablokowaniu go. Odebrali go oni bowiem jako akt oskarżenia pod własnym adresem i próbę całkowitego przekreślenia osiągnięć komunistów w sferze powojennej modernizacji Polski, która stanowiła jeden z głównych elementów legitymizacji sprawowanej przez nich władzy.
Hoffman został wówczas pilnie wezwany na rozmowę przez Bermana , z którym łączyła go wieloletnia znajomość i wspólna działalność w ruchu komunistycznym. Nie przełożyło się to jednak w żadnym stopniu na zastosowanie wobec naczelnego „Nowej Kultury” przez nadzorującego politykę kulturalną partyjnego dygnitarza taryfy ulgowej. Wręcz przeciwnie – Berman najpewniej poczuł się zdradzony. Udzielając Hoffmanowi surowej reprymendy, liczył on, że ten drugi odetnie się od Poematu, ale tak się nie stało. Nie zrobił tego zresztą również sam Ważyk.
Opublikowany przez „Nową Kulturę” wiersz od razu spotkał się z bardzo ostrą krytyką w prasie. Sygnał do ataku dała, zgodnie z przypisywaną jej przez rządzących rolą, „Trybuna Ludu”. W opublikowanym już na początku września artykule na ten temat Bohdan Czeszko nazwał Poemat dla dorosłych przejawem „demaskatorskiej histerii”. Ów pisarz młodego pokolenia zarzucał wówczas Ważykowi roztaczanie przed czytelnikami apokaliptycznej wizji nowohuckiej rzeczywistości.
Szybko pod naciskiem władz od przesłania wiersza po części zdystansowała się nawet sama redakcja „Nowej Kultury”. Przejawem tego było wydrukowanie polemicznego wobec niego Poematu dla młodych autora ukrywającego się pod pseudonimem.
Szybko pod naciskiem władz od przesłania wiersza po części zdystansowała się nawet sama redakcja „Nowej Kultury”. Przejawem tego było wydrukowanie polemicznego wobec niego Poematu dla młodych autora ukrywającego się pod pseudonimem „Joanna Sierpińska”. Podobnie spojrzeć można na opublikowany w następnym numerze artykuł Jana Strzeleckiego pod wymownym tytułem W sprawie dla dorosłych. Był to głos w obronie godności robotników, którzy zbudowali Nową Hutę. Dostrzeżenie tego, że zostali oni przedstawieni przez Ważyka w sposób krzywdzący, nie oznaczało jeszcze zapisania się do potępiającego poetę w czambuł chóru oburzonych. Strzelecki zwracał uwagę na to, że wiersz był wyrazem uczuć poety, w związku z czym sądził, iż trudno z nim polemizować. Niemniej wyraźnie zdystansował się on od stanowiska Ważyka i również ten tekst można uznać element redakcyjnej samokrytyki. Obie wymienione publikacje służyły najpewniej próbie zapobiegnięcia przez redakcję pisma zmiany jej kierownictwa lub nawet dużej części zespołu.
Wykonanie przez redakcję „Nowej Kultury” tych gestów nie oznaczało jednak, że rządzącym udało się doprowadzić do odcięcia się od dotychczasowego naczelnego przez większość jej członków. O ile redaktorzy gazety byli skłonni pokazać, że niekoniecznie zgadzają się z przesłaniem utworu, o tyle w większości nie mieli zamiaru potępiać samej decyzji o jego opublikowaniu. Temu natomiast służyły prowadzone w pierwszych tygodniach po opublikowaniu Poematu prowadzone przez przedstawicieli władz indywidualne i grupowe rozmowy z dziennikarzami „Nowej Kultury”. Uczestniczący w nich Stefan Żółkiewski w drugiej połowie października 1955 r. twierdził, że przyniosły one częściowe efekty. Wydaje się, że ocena ta, prezentująca obraz umiarkowanego sukcesu rządzących, była zdecydowanie nazbyt optymistyczna.
Posiedzenie miało istotne znaczenie dla rozwoju układu sił we władzach ZLP. Postanowiono wówczas niezwłocznie sfinalizować sprawę objęcia właśnie przez Putramenta stanowiska czwartego wiceprzewodniczącego ZLP.
Rządzącym zależało również na daniu Ważykowi jak najmocniejszego odporu przez środowisko literackie, a zwłaszcza tych jego przedstawicieli, którzy należeli do PZPR. Na początku września Edward Ochab rozmawiał na ten temat z Jerzym Putramentem. Ten drugi miał doradzać partyjnemu dygnitarzowi poruszenie tej sprawy na zebraniu Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR przy ZLP w celu zmobilizowania „aktywu partyjnego” do zabierania głosu w tej sprawie.
Członkowie kierownictwa PZPR mieli nadzieję, że wszyscy partyjni pisarze lub przynajmniej większość z nich będzie gotowa Ważyka potępić. Następnego dnia na posiedzeniu egzekutywy organizacji partyjnej w związku z pisarzy przekazano wyrażoną przez Bermana i Ochaba wolę spotkania się z aktywem partyjnym ZLP lub całą POP. Podjęto wówczas decyzję o zaproszeniu tych dwóch członków kierownictwa partyjnego na zebranie tej ostatniej struktury.
Nikt, kogo pozycja w środowisku wynikała z autorytetu, a nie jedynie z partyjnego zaangażowania, nie przyłączył się do nagonki; nie zrobili tego również młodzi pisarze.
Dość lakoniczny protokół z tego posiedzenia egzekutywy nie oddaje przebiegu burzliwego prowadzonej wówczas dyskusji na temat wiersza Ważyka. Tak przynajmniej wynika z dziennika Putramenta i wydaje się to bardzo prawdopodobne. Na marginesie warto zaznaczyć, że posiedzenie miało istotne znaczenie dla rozwoju układu sił we władzach ZLP. Postanowiono wówczas niezwłocznie sfinalizować sprawę objęcia właśnie przez Putramenta stanowiska czwartego wiceprzewodniczącego ZLP.
Trudna sytuacja, w jakiej znalazł się po wydrukowaniu Poematu Hoffman, z pewnością nie tylko nie zepsuła Putramentowi tego dnia humoru. W kolejnych dniach ten czołowy partyjny pisarz z uwagą obserwował przebieg wydarzeń związanych z „Nową Kulturą”. Pod datą 8 września odnotował na przykład, że redaktor naczelny tego pisma w czasie spotkania z Żółkiewskim „nerwowo” bronił Poematu dla dorosłych jako „rzeczy partyjnej”. Putrament nie miał okazji uczestniczyć we wszystkich fazach rozprawy z Hoffmanem i Ważykiem, ponieważ na miesiąc wyjechał za granicę na sesję ONZ. Nie wziął w związku z tym udziału w spotkaniu przedstawicieli kierownictwa PZPR i czołowych partyjnych literatów, które odbiło się bardzo szerokim echem w środowiskach literackich i naukowych.
Ale odpowiedzieć na to poematem…
Poświęcone Poematowi spotkanie literackiego aktywu partyjnego z kilkoma partyjnymi dygnitarzami zorganizowano 23 września 1955 r. Wbrew wcześniejszym założeniom zostało ono specjalnie zwołanie w tym celu; na późniejsze o tydzień zebranie POP członkowie kierownictwa partyjnego już się nie fatygowali. Zorganizowanie takiego odrębnego spotkania wynikało najpewniej z presji czasu i chęci spotkania się w nieco szerszym gronie. Zaproszono na nie kilkadziesiąt osób związanych ze światem literatury; niekoniecznie należących do organizacji partyjnej funkcjonującej przy ZLP, jak choćby Jadwiga Siekierska, o której obecność dopominał się Berman. Przed tym swoistym sądem stawili się również, jak gdyby w roli oskarżonych, Ważyk i Hoffman. Spośród partyjnych dygnitarzy w spotkaniu tym wzięli udział Berman, Ochab, Morawski i Żółkiewski. Zorganizowane w Pałacu Staszica spotkanie trwało sześć godzin i skończyło się w środku nocy.
Andrzejewski, kilka dni wcześniej, w rozmowie z Kijowskim miał stwierdzić, iż Ważyk nie miał prawa napisać takiego utworu. Chodziło najpewniej o rolę, jaką poeta ten odgrywał w stalinizmie.
Z pewnością rację miał Jastrun, który stwierdził, że dyskusja w Pałacu Staszica nie potoczyła się wówczas po myśli Biura Politycznego KC PZPR. Z zachowanej w aktach PZPR notatki wynika z niej, że głos zabierał liczbowo porównywalny z obrońcami Ważyka i „Nowej Kultury” chór jego ostrych krytyków, tworzony wówczas przez najwierniejszych zwolenników utrzymania status quo w polityce kulturalnej władz PRL – z Kruczkowskim i Kierczyńską na czele. Zarazem nikt, kogo pozycja w środowisku wynikała z autorytetu, a nie jedynie z partyjnego zaangażowania, nie przyłączył się do nagonki; nie zrobili tego również młodzi pisarze.
Jak stwierdził Jastrun, „poważniejsi mówcy” bronili Ważyka. Jednocześnie w większości wypowiedzi odznaczały się taktyczne zagrania poszczególnych pisarzy chcących jednocześnie wystąpić w obronie poety i odpowiedzialnego za druk tekstu Hoffmana, a zarazem nie podpaść zbytnio władzy. Dlatego wskazywali oni na zalety tego wiersza, zarazem od niektórych jego cech się odcinając, lub uznawali za błędne w całości przesłanie wiersza, broniąc natomiast prawa do jego publikacji. Dotyczyło to, w różnym stopniu, zwłaszcza kilkorga młodych, ale mających już pozycję partyjnych literatów i krytyków młodszego pokolenia: Henryka Markiewicza, Arnolda Słuckiego, a nawet Bohdana Czeszki, który pozostał bardzo krytyczny wobec wiersza, ale bronił prawa do jego publikacji. Warto zwrócić uwagę na głos nieco starszego od nich Wirpszy, który to przyszedł na to zebranie z gotowym tekstem na temat demoralizacji. Jednocześnie sam fakt wystąpienia ich linii przeciwnej władzy był bardzo wymowny.
Warto zaznaczyć, że z dzienników Kijowskiego i Lipskiego wynika, że do podawanych przez Wirpszę danych odwoływali się obecni na zebraniu członkowie władz, prostując je spokojnie. Przytoczyć warto komentarz do tej sytuacji pierwszego z wymienionych diarystów, który odnotował drugi z nich:
„Andrzej nb. uważa, że już w tym niezakłamanym, rzeczowym tłumaczeniu się członka politbiura przed pisarzem, a więc kim właściwie, twórcą bajeczek pomocnych może do rządzenia – jest coś rewolucyjnego”.
Niejednoznaczny charakter miała wypowiedź Juliana Przybosia. Według zachowanej w aktach partyjnych notatki krytykował względy artystyczne utworu Ważyka, ale również atakujący go artykuł Czeszki. Jednocześnie Przyboś wyrażał radość ze zorganizowania spotkania i „szczerej atmosfery” dyskusji, krytycznie wypowiadał się na temat stosunku kierownictwa PZPR w latach poprzednich. Ważyk wspominał po latach o nieobecnym w notatce fragmencie wypowiedzi tego poety.
„Przyboś opowiedział się za drukiem w sposób zabawny. Uważał, że poemat jest poetycko słaby, publicystyczny… Drukować? Oczywiście. Ale odpowiedzieć na to poematem”.
W czasie zebrania w Pałacu Staszica obronie Ważyka zdecydowanie wystąpiło dwóch spośród najbardziej znanych pisarzy: Andrzejewski i Jastrun. Pierwszy z nich, kilka dni wcześniej, w rozmowie z Kijowskim miał stwierdzić, iż Ważyk nie miał prawa napisać takiego utworu. Chodziło najpewniej o rolę, jaką poeta ten odgrywał w stalinizmie. We własnym dzienniku opisywał swoje własne dylematy:
„Wiersz Ważyka Poemat dla dorosłych wywołał oburzenie w górze partyjnej. Podoba się natomiast zwykłemu czytelnikowi. Ma się odbyć konferencja w tej sprawie. Myślę, ile mogę powiedzieć, na ile mogę się ważyć powiedzieć. Co będzie, jeśli tego nie uniosę. Czy powiedzieć, że nie mogę się pogodzić z faktem istnienia tortur, niewolniczej pracy, z faktem niewoli? Czy warto? Do kogo? Co to jest »rewolucyjność«? Kto decyduje o uznaniu, że to co powiem, jest rewolucyjne, że to nie jest recydywa mieszczańska. O prawdzie wciąż jeszcze decyduje siła, a raczej przemoc”.
Miesiąc później Jastrun sam się wyrażał zdziwienie, że wydarzenia tak się potoczyła, że „popierał sprawę Hoffmana”. W czasie zebrania w Pałacu Staszica poeta ten nie dawał wyrazu swoim wewnętrznym dylematom, zajmując jednoznaczne stanowisko. W jego wypowiedzi pojawiła się polemika ze stawianym Ważykowi zarzutem „obrażaniu narodu”. Jastrun podkreślał, że do literatury nie można przykładać „żelaznej miary”, dodając:
„Myśmy dużo zrobili, by zapomnieć, co to jest literatura”.
Z kolei Andrzejewski próbował wówczas przekonać członków partyjnego kierownictwa, że
„jeżeli po latach rozmijania się propagandy z rzeczywistością można mówić wreszcie o życiu ludzi, to nie jest rzeczą antypartyjną, jeśli pisarz nawet przegina i przesadza w krytyce”.
Stanowisko autora Popiołu i diamentu wpisywało się w przyjmowaną od początku 1955 r. postawę tego pisarza, której wyrazem były wspominane już odwilżowe felietony drukowane właśnie w „Nowej Kulturze”. Być może najmocniej tego dnia w obronie Ważyka wystąpiła Jadwiga Siekierska. Niedawna dogmatyczna stalinistka wówczas zdecydowanie polemizowała z wysuwanym wobec Poematu dla dorosłych zarzutu „antypartyjności”, jednocześnie dostrzegając wśród działaczy PZPR krytykujących ten utwór
„objawy konserwatyzmu – strachu przed widzeniem tego, co powiedział Ważyk”.
Opublikowanie przez Siekierską wiosną 1955 r. artykułu w sprawie wolności artystycznej w „Przeglądzie Kulturalnym” nie było jednorazowym wyskokiem, lecz świadectwem daleko idącej ewolucji jej poglądów.
Wypowiedzi przedstawicieli środowiska, które można było odczytać jako wyrazy solidarności z Ważykiem i Hoffmanem, najpewniej wpłynęły na postawę tych ostatnich w czasie tego spotkania. Żaden z nich nie wygłosił wówczas samokrytyki, choć tego od nich oczekiwano. Hoffman bronił decyzji o publikacji tekstu i samego utworu Ważyka, który to również nie poddawał się wówczas presji ze strony rządzących i z niczego nie chciał się wycofać.
Występ prowincjonalnego aktora
Świadectwem braku zadowolenia z dyskusji były zachowania przedstawicieli władz. Najbardziej emocjonalny charakter miało wystąpienie Bermana, którego postawa partyjnych pisarzy najwyraźniej wyprowadziła z równowagi. Ważyk wspominał jego ostre starcie z Hoffmanem; podobna scena utkwiła w pamięci Morawskiego. Według Jastruna miało ono „gwałtowny” i „teatralny” charakter. Bardziej barwne opisy znaleźć można w dziennikach, których autorzy przebieg zebrania znali z drugiej lub nawet trzeciej ręki:
„Nie dziwi więc to, co nastąpiło potem: histeryczna, kabotyńska mowa Bermana, który zezując krzywiąc się, krzycząc, szepcząc, błagał, groził, zaklinał, skarżył się, przeklinał – na to, że pisarze kłamią, obrażają, nie pomagają, nie rozumieją, a oni tymczasem, kierownicy partii i narodu, współczują, boleją, cierpią, czują się odpowiedzialni”
– komentował w dzienniku Andrzej Kijowski. Opierając się na jego relacji następująco zachowanie Jakuba Bermana równie barwnie opisywał Jan Józef Lipski:
„Wstał siny i roztrzęsiony (nb. już w czasie wystąpienia Hoffmana zawiodły go nerwy – i przerywał), tonem i gestami przypominał kiepskiego, prowincjonalnego aktora: chwytał się za serce, wyciągał błagająco ręce, etc. Mówił, że pisarzy czekają wielkie zadania: walka o kolektywizację wsi […], walka ideologiczna z fideizmem […] itp. Nie było to podsumowanie – raczej akt własnej dezorientacji”.
Osiem dni później Lipski odnotował przekazanie mu przez Budreckiego następującej informacji:
„Berman odpowiadając na to żalił się, że o towarzyszach z KC towarzysze literaci mówią jak o kulturalnych i literackich analfabetach; wygłosił coś w rodzaju apologii niekompetencji w dziedzinie sztuki: to burżuazja tak dzieliła – »ci od sztuki« i »ci od polityki«”.
Według Jastruna przemówienie Bermana nie wywołało pożądanego wrażenia na słuchaczach. Spotkanie to utkwiło mocno w pamięci Andrzejewskiego, który opisał je na kartach pisanej ponad dekadę później autobiograficznej powieści Miazga. W pamięci pisarza bardziej niż sam jego przebieg utkwił niejednoznaczny nastrój, w którym on, wraz z kilkoma innymi uczestnikami spotkania, szedł ulicą po jego zakończeniu:
„noc wrześniowa, była bardzo ciepła, szliśmy w kilkoro Krakowskim Przedmieściem – Ważyk, Kott, Jastrun, Przyboś, Czeszko, Julek Żuławski, Irena S[zymańska], już nie pamiętam, kto więcej – wracaliśmy z zebrania w Pałacu Staszica, z zebrania, które trwało wiele godzin i przeciągnęło się poza północ […] na zebraniu było byli tylko partyjni, wielu pisarzy i trochę ludzi z prasy i z wydawnictw, liczono zapewne na górze, że mechanizm działający sprawnie od pięciu lat nie zawiedzie i tym razem, lecz zawiódł, i to tak gwałtownie, jakby za poruszeniem jednej z jego cząstek nagle cały się wstrząsnął i rozleciał, pomiędzy stołem prezydialnym a natłoczoną salą od samego początku, od zagajenia Ochaba, zarysowały się szczeliny, które w miarę przemówień z sali coraz wyraźniej się poszerzały i pogłębiały, aż wreszcie przepaść odgrodziła od zebranych tamtych trzech samotnych za prezydialnym stołem, opuszczaliśmy Pałac Staszica trochę zawstydzeni martwotą partyjnych przywódców, a może zawstydzeni przede wszystkim sobą, że w tych »mistyków przebranych«, jak pisał w Poemacie Ważyk, tak długo i ślepo wierzyliśmy, zapewne ów dwuznaczny wstyd oraz zmęczenie sprawiły, że idąc Krakowskim Przedmieściem byliśmy raczej przygnębieni niż świadomi zwycięstwa, a to było naprawdę zwycięstwo, jedno z wielu torujących w tych rozluźniających się czasach oddech dla nadziei”.
Sam Ważyk, odnosząc się potem do tego fragmentu powieści Andrzejewskiego, poddawał w wątpliwość, czy w zebraniu owym mógł brać udział Bohdan Czeszko, ponieważ po ataku na Poemat w „Trybunie Ludu” miał nie wziąć udziału w owej naradzie, jednak notatka ze spotkania jednoznacznie wskazuje, iż nie tylko wziął w niej udział, ale również wypowiedział się w obronie decyzji o publikacji tekstu. Niewątpliwie w zacytowanym fragmencie powieści Andrzejewskiego tak jednoznaczna ocena przebiegu zebrania była przesadzona z powodu pominięcia głosów tej części sali, która przyłączyła się do nagonki. Niewątpliwie natomiast rzeczywiście była to porażka rządzących, na co wpłynęły nie tylko mniej lub bardziej taktyczne głosy w obronie Poematu, ale również niezabranie głosu przez sporą część obecnych. Jako porażkę rządzących oceniali to również w dzienniku Jastrun oraz w sporządzonym po latach wspomnieniu Wirpsza.
Jak ludzie raz powąchają swobody…
Choć w spotkaniu w Pałacu Staszica wzięła udział relatywnie niewielka liczba osób, to miało ono istotne znaczenie, bowiem nabrało ono sporego rozgłosu. W napisanych po latach wspomnieniach Irena Szymańska przyznawała, że właśnie z powodu tego spotkania po powrocie z odbywającego się we Włoszech Zjazdu Slawistów nie bardzo miała z kim podzielić się swoimi wrażeniami z tej imprezy:
„Wróciłam z Rzymu pełna zachwytu, ale nikt nie pozwolił mi nawet zająknąć się na ten temat bo nazajutrz po naszym powrocie (…) zwołano sąd nad Poematem dla dorosłych Ważyka i to wydarzenie stało się na przeciąg paru tygodni głównym tematem rozmów”.
Potwierdzają to przywoływane już zapisy w dziennikach z tego czasu. Informacje na temat zebrania w Pałacu Staszica rozchodziły w środowisku literackim bardzo szybko. Na przykład Wirpsza zdał relację z jej przebiegu Kijowskiemu , który z kolei wkrótce opowiedział o wszystkim Lipskiemu. Ten pierwszy odnotował również opowieść o przebiegu spotkania składaną przez Hoffmana członkom redakcji „Nowej Kultury” oraz rozmawiającego z nim o tym również obecnego na zebraniu i zabierającego głos Markiewicza. Lipskiemu zaś informacje o przebiegu zebrania potem przekazał jeszcze Lech Budrecki. Do środowiska docierał wówczas sygnał o postawieniu władzy się przez grupę literatów.
„Wszyscy bardzo podnieceni tym zebraniem. Wszyscy dumni, że nie dali się zastraszyć i użyć przeciwko Ważykowi”
– odnotował trzy dni po zebraniu Andrzej Kijowski. Jego zapiski obrazują jeszcze to, jak doszukiwano się różnic w postawach przedstawicieli władzy:
„Wczoraj Markiewicz twierdził, że między Cyrankiewiczem a Ochabem była różnica zdań co do poematu Ważyka i innych z tym związanych spraw. Dlatego Cyrankiewicz nie przyszedł na tamto zebranie. A Morawski, choć przyszedł, słowem nie pisnął”.
Plotki o tym, że Cyrankiewiczowi utwór ten miał się podobać, krążyły już wcześniej. Na nieobecność tego działacza partyjnego zwracał uwagę po latach również Ważyk.
O tym, co wydarzyło się w Pałacu Staszica plotkowano nie tylko w Warszawie. Kilka dni później Janowi Józefowi Szczepańskiemu o przebiegu zebrania opowiadał Stanisław Lem, co ten pierwszy potem następująco relacjonował i komentował w dziennikach:
„Berman chciał wyizolować redaktora »Nowej Kultury« z zespołu i w ten sposób złamać rebelię. Pyskowano od 5-tej po p[ołudniu] do 2-giej w nocy. Nieoczekiwanie cały zespół wystąpił solidarnie, nawet takie »sztywniaki« jak [Grzegorz] Lasota. W tej chwili »Nowa Kultura« stała się czymś na kształt pisma opozycyjnego! Okazuje się, że taktyczne »odkręcanie« musi się wreszcie skończyć rzeczywistym »odkręcaniem«. Jak ludzie raz powąchają swobody, zaczynają smakować w odwadze czy choćby się na nią snobować. Wtedy można się z nimi uporać tylko administracyjnie, ale tego w dzisiejszej sytuacji nie da się zrobić. I oto fronda wyrasta z samej partii, zjawiska przybierają charakter spontaniczny, ludzie zaczynają przywiązywać wagę do swoich sądów i swojej godności. Niewątpliwie jesteśmy świadkami rodzącego się przewrotu”.
Generalnie zapis ten oddaje zarówno ówczesne zamiary władz, jak i przebieg spotkania, ale jednocześnie ujawnia dość typowy mechanizm zniekształcania się pierwotnej informacji. W spotkaniu Pałacu Staszica obecni byli tylko nieliczni członkowie redakcji „Nowej Kultury”, w związku z czym cały zespół nie mógł wówczas wystąpić w obronie Pawła Hoffmana. Niezależnie od tego, warto zauważyć, że przebieg zebrania w Pałacu Staszica już po kilku dniach dość dobrze znali dwaj nieuczestniczący w nim i nie będący członkami PZPR krakowscy literaci.
Spotkanie to zakończyło się porażką rządzących. Na kartach dziennika następująco oceniał to Putrament, który kilka tygodni później wrócił do Warszawy:
„Bałagan tu powrotny. Zrobiono naradę w KC zakończoną ostrym przemówieniem Jakuba, która oburzyła pisarzy i sprawiła, że większość z ich stoi bezwzględnie po stronie Ważyka. Co za burdel”.
Rządzącym nie udało się „zrobić porządku” w środowisku literackim i na niemałej części tych, którzy w środowisku cieszyli się wysoką pozycją (również należących do PZPR), władze nie mogły już polegać.
