Obóz kompetencyjnie podlegał placówce kierowniczej Tajnej Policji Państwowej w Poznaniu (Geheime Staatspolizei, Staatspolizeileitstelle Posen, gestapo).
Pierwotnie na założenie nowego obozu wybrano dzielnicę Poznania. Z powodu wysokich kosztów realizacji budowy obozu zrezygnowano z tej lokalizacji i postanowiono utworzyć go w Żabikowie w nieczynnej cegielni należącej przed wojną do polskiej rodziny Suwalskich.
Więziono tam przede wszystkim Polaków mieszkających w rejencjach poznańskiej i inowrocławskiej, tj. na terytorium wchodzącym w okresie okupacji niemieckiej w skład jednostki administracyjnej nazwanej okręgiem Rzeszy Kraj Warty (Reichsgau Wartheland).
Utworzenie obozu w Żabikowie, podpoznańskiej wsi, włączonej w 1942 r. w granice Poznania do dzielnicy Junikowo, wynikało z podjętej przez gestapo decyzji o przekazaniu Fortu VII na potrzeby Wehrmachtu. Pierwotnie na założenie nowego obozu wybrano dzielnicę Poznania – Starołęka. Z powodu wysokich kosztów realizacji budowy obozu zrezygnowano z tej lokalizacji i postanowiono utworzyć go w Żabikowie w nieczynnej cegielni należącej przed wojną do polskiej rodziny Suwalskich.
Wykorzystano istniejące budynki murowane oraz przeniesiono na ten teren drewniane baraki pozostałe po likwidacji istniejącego wcześniej w Żabikowie obozu pracy przymusowej dla Żydów (Reichsautobahnlager Poggenburg), których zatrudniono do budowy odcinka autostrady Frankfurt nad Odrą – Poznań. Nowe miejsce odosobnienia było położone peryferyjnie, w znacznej odległości od stacji kolejowej w Luboniu i poznańskiej siedziby gestapo przy dzisiejszej ul. Ratajczaka (ówczesnej Ritterstrasse).
Warunki życia w obozie
Obóz o powierzchni ok. 3,75 ha otoczony został wysokim ogrodzeniem z drutu kolczastego pod napięciem. Przed ewentualną ucieczką więźniów został zabezpieczony drugim pasem ogrodzenia. Rodzaj zapory stanowiły zwoje drutów umieszczone pomiędzy pierwszym a drugim pasem ogrodzenia. Od ul. Mollwitzer Weg (dzisiejsza ul. Niezłomnych w Luboniu) rozciągał się na długość ok. 140 m wysoki mur. W trzech narożnikach ustawiono wieże strażnicze. Obóz podzielono na części kobiecą i męską. Wydzielony sektor polityczny był dodatkowo odgrodzony od reszty obozu płotem z drutu kolczastego.
W większości baraków więźniowie spali na podłodze w dużym zagęszczeniu, najczęściej bez żadnego okrycia. Tylko nieliczni znaleźli miejsce na jednopiętrowych pryczach, na których spały najczęściej po dwie osoby.
Więźniów osadzono w ośmiu nieskanalizowanych drewnianych barakach oznaczonych literami: D (barak kobiecy), E, F, G, H, J, K, L. Baraki były podzielone na cele, w których przetrzymywano 50–70 więźniów1. W większości baraków więźniowie spali na podłodze w dużym zagęszczeniu, najczęściej bez żadnego okrycia. Tylko nieliczni znaleźli miejsce na jednopiętrowych pryczach, na których spały najczęściej po dwie osoby.
Okna w barakach były szczelnie zamykane, a w nocy dodatkowo zamykano zewnętrzne okiennice.
„Wszystkie okna baraków były pomalowane na biało. Na szybach wyskrobałyśmy nieco farby, aby można było obserwować, co się dzieje w obozie. Mogłyśmy więc często obserwować różne karne ćwiczenia, stosowane wobec więźniów na dziedzińcu przed basenem napełnionym wodą. Ćwiczenia te to osławiona »żabka«, »padnij«, »powstań«, czołganie się i inne. Towarzyszyło im bicie i wrzaski”2.
– wspomina Anna Łagunowa.
Zimą dokuczał więźniom przenikliwy chłód, a latem trudny do wytrzymania zaduch bez względu na porę roku potęgowany smrodem wydobywającym się ze stojących w kątach cel wiader z nieczystościami. Gertruda Leńska, jedna z więźniarek, tak opisuje warunki panujące w baraku D:
„W celi znajdowało się kilkadziesiąt więźniarek […]. Warunki sanitarne w obozie i celi były fatalne. W nocy leżałyśmy pokotem, w odzieży roboczej, jedna obok drugiej, bez koców, na gołej, brudnej posadzce. Pod głowę podkładałyśmy (z obawy przed kradzieżą) obuwie zdejmowane na noc, a przydzielony ręcznik owijałyśmy dookoła szyi. W przedsionku celi stały dwa wiadra, do których więźniowie załatwiali w czasie od wieczora do rana swoje potrzeby fizjologiczne”3.
Dzień obozowy zaczynała pobudka o godzinie piątej rano, a następnie wszyscy popędzani brutalnie przez strażników stawali na placu apelowym. Po apelu więźniów, bitych i obrzucanych wyzwiskami, kierowano do łaźni, gdzie w szybkim tempie wykonać musieli niezbędne czynności higieniczne. Dodatkową udręką każdego obozowego poranka była wyczerpująca gimnastyka.
Przez cały okres osadzenia w obozie więźniom dokuczał nieustannie głód. Ich codzienny posiłek składał się m.in. z 150–250 gramów chleba, wodnistej zupy i ok. 2 l kawy „żołędziowej”. „Codzienność” obozową tak opisała Aleksandra Bielerzewska:
„[rano – A.Z.] Wyprowadzają nas do ubikacji – wszystko w galopie – potem do umywalni i z powrotem do celi. Dają kawę […]. W południe dają nam zupę. W pierwszej chwili rzucamy się na nią łapczywie. Jesteśmy takie głodne […]. Po skosztowaniu nie możemy jednak jeść. Wstrętna bryja z brudnej rzepy czy czegoś innego, o bardzo dziwnym smaku […]. Wieczorem kawa z żołędzi i przydział chleba – bochenek chyba kilogramowy na osiem osób”4.
Wsparciem od rodzin dla więźniów mogłyby być paczki żywnościowe, które jednak z rzadka dochodziły do osadzonych. Nadto każda paczka była ściśle kontrolowana przez załogę obozową, a wartościowe rzeczy przez nich kradzione. Niekiedy zdarzało się nawet, że cała zawartość paczki, bez względu na rodzaj jedzenia, była wrzucana do wspólnego kotła, w którym przygotowywano posiłki dla więźniów. Proceder ten potwierdza w swojej relacji Halina Piechelówna:
„Nie otrzymywałyśmy przez cały czas pobytu w obozie żadnych wiadomości z domu, mimo że – jak się później okazało – moja rodzina wysyłała do mnie systematycznie listy. Podobnie było z paczkami, które przekazywano po prostu do kuchni”5.
Osadzonych w tzw. karnej części obozu kierowano do ciężkich prac fizycznych w różnych komandach roboczych na terenie obozu bądź w Poznaniu, np. w zakładach Deutsche Waffen Munitionsfabrik AB (tj. w zakładach H. Cegielskiego), przy robotach ziemnych na lotnisku Ławica, w hucie szkła w Antoninku bądź przy budowie schronu przeciwlotniczego (przy dzisiejszej ul. Wieniawskiego). Więźniów tzw. politycznych wywożono na przesłuchania do siedziby gestapo w Poznaniu. Dzień obozowy kończył się o godzinie dziewiętnastej wieczornym apelem, po którym więźniów prowadzono do baraków i zamykano.
Walter i inni sadyści
Uwięzienie w obozie żabikowskim oznaczało dla osadzonych całkowite podporządkowanie załodze wartowniczej (SS-Wachkommando) liczącej od osiem dziesięciu do stu funkcjonariuszy, których cechowała bezwzględna brutalność i samowola. Codziennością życia obozowego były tortury, bicie, drwiny z uczuć religijnych i patriotycznych.
Pierwszym komendantem obozu został SS-Obersturmführer i inspektor policji Hans Reinhold Walter, który funkcję tę pełnił od 23 czerwca 1943 do 4 października 1944 r. Po nim stanowisko objął SS-Obersturmführer i inspektor policji Hugo Alfred Dietze, który zajmował je do likwidacji obozu w styczniu 1945 r. Dietze odpowiedzialny był za ewakuację pieszą więźniów do KL Sachsenhausen i śmierć ok. 160 osób, w tym chorych i niezdolnych do wyjścia z obozu. W obozie działała nadto placówka służby bezpieczeństwa (Sicherheitsdienst), której funkcjonariusze przesłuchiwali więźniów na miejscu i wykonywali wyroki w imieniu Policyjnego Sądu Doraźnego (Polizeistandgericht).
Dla wszystkich więźniów była jedna latryna i jedna umywalnia. Wszystkie czynności związane z fizjologią i utrzymaniem higieny nakazywano wykonywać w tempie, brakowało ręczników, mydła.
W pamięci więźniów w sposób szczególny zapisał się komendant Walter, sadystyczny i okrutny morderca więźniów, który czerpał przyjemność z zastrzelenia, śmiertelnego maltretowania więźniów, kamienowania, wieszania czy topienia. Nie obowiązywał go w zasadzie żaden regulamin obozowy. Zabijał nawet tych więźniów, wobec których nie wydano kary śmierci. Podobni byli też pozostali członkowie załogi, którzy pozbawiali życia osadzonych przy pełnej akceptacji swych działań przez poznańskie gestapo i komendanta obozu. Działalność Waltera w obozie żabikowskim zakończyło śledztwo prowadzone przez sędziego SS Gerharda Wiebecka, które doprowadziło do jego aresztowania i samobójczej śmierci 4 października 1944 r. w celi więziennej. W raporcie Wiebecka, sporządzonym po zakończeniu II wojny światowej w okresie jego internowania przez żandarmerię USA w byłym obozie koncentracyjnym Dachau, gdzie członkowie Polskiej Misji Wojskowej go przesłuchiwali, tak scharakteryzował Waltera:
„Jego umysł nie zdradzał nic patologicznego, czasem tylko uśmiechał się, mówiąc o poważniejszych sytuacjach”6.
Wobec więźniów stosowano różne sposoby karania, najczęściej prowadzące do śmierci torturowanego. Wystarczyło podpaść strażnikowi nawet z błahego powodu, by zostać wtrąconym do karceru z gliny – „lepianki” o długości ok. 8 m i 4 m szerokości, w którym skuci za szyję więźniowie rażeni byli prądem, czy tzw. beczki plecionej ze zwojów drutu kolczastego o średnicy 80 cm i 2 m wysokości, która w formie pionowego kosza nakładana była na więźnia. Więźniów topiono w basenie przeciwpożarowym, zamykano w stalowym bunkrze. Karę śmierci wymierzano za próbę ucieczki z obozu, chłostę za np. nieokazywanie posłuszeństwa. Józefa Kaczmarek wspomina:
„Ulubioną karą Waltera było stawianie więźnia w basenie wypełnionym wodą. Woda była lodowato zimna, wciskała się do uszu, nosa. Każdy bronił się jak mógł, a Walter biegał wokół z długą tyczką i spychał z powrotem tych, którzy próbowali stanąć wyżej i zaczerpnąć powietrza. Mało kto uchodził z życiem. Rozgrywały się przy tym sceny nie do opisania”7.
Żaden więzień nie był pewien swojego życia, musiał się liczyć z tym, że może zostać ofiarą sadystycznych działań ze strony komendanta czy załogi obozowej.
Zwęglone zwłoki więźniów zamordowanych w dniu likwidacji obozu w Żabikowie, 1945 r. (fot. Władysław Kinitz/Zbiory Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie)
Higiena i kontakt ze światem
Tragicznie przedstawiały się warunki sanitarne w obozie. Dla wszystkich więźniów była jedna latryna i jedna umywalnia. Wszystkie czynności związane z fizjologią i utrzymaniem higieny nakazywano wykonywać w tempie, brakowało ręczników, mydła. Nie było warunków do zachowania w czystości bielizny i odzieży. Więźniowie nie otrzymywali przy tym odzieży więziennej i przez cały czas pobytu w obozie nosili na sobie ubrania, w których zostali aresztowani. Bieliznę zezwalano niekiedy wysyłać rodzinom do wyprania i w wyznaczonym dniu na przekazanie czystej do obozu. Stwarzało to dla niektórych więźniów okazję do wysyłania grypsu do najbliższych. Stan, w jakim rodziny otrzymywały bieliznę i odzież, budził ich dodatkową troskę i przerażenie o samopoczucie fizyczne i psychiczne osadzonych. Więźniowie mogli raz w miesiącu wysłać kartkę w języku niemieckim na sformalizowanym druku obozowym. W każdym przypadku była ona poddana ścisłej cenzurze. Jak wspomina Aleksandra Bielerzewska:
„Dbałyśmy, aby każda kartka była napisana poprawnie po niemiecku – obawiałyśmy się bowiem, że cenzor, wściekły z powodu błędów, może ją wyrzucić do kosza. Także treść układałyśmy bardzo starannie; obok normalnych wieści – że czujemy się dobrze, jesteśmy zdrowe itp. – starałyśmy się przemycić jakieś ważne wiadomości, np. z kim przebywamy, kogo i o czym zawiadomić”8.
Żyjący w takich warunkach więźniowie, bezustannie głodni, wyczerpani ciężką pracą fizyczną, bici w celu wymuszenia zeznań podczas przesłuchań, narażeni byli na liczne choroby. Szczególnie dotkliwe były choroby układu pokarmowego. Odnotowano przypadki tyfusu, które doprowadziły m.in. do czasowego zamknięcia obozu i poddania go kwarantannie. Na ciałach więźniów były widoczne liczne ślady niegojących się ran, których nie można ani obmyć ani opatrzyć. Pozbawieni jakiejkolwiek pomocy lekarskiej, nie mieli dostępu do leków i materiałów opatrunkowych. Joanna Skrzypińska wspomina:
„Przebywała też w obozie pewna staruszka nazwiskiem [Stanisława – A.Z.] Parczewska – lekarz z Mosiny. W tym czasie w bloku politycznym pewna kobieta miała urodzić dziecko. Parczewska doprowadzona do niej przez Waltera miała zbadać, kiedy nastąpi poród. Komendant nie wierzył w jej oświadczenie, że poród nastąpi w nadchodzącą noc, i kazał kobietę zbadać w Poznaniu przez lekarza niemieckiego, który orzekł, że poród nastąpi dopiero za tydzień. Walter wtrącił lekarza Parczewską do piwnicy zalanej wodą […]. Kobieta porodziła dziecko jednak tej nocy”9.
Struktura obozu
Obóz w Żabikowie podzielony był na dwie części: część karną zwaną Wychowawczym Obozem Karnym (Arbeitserziehungslager) oraz część śledczą nazwaną Więzieniem Policyjnym (Polizeigefängnis).
Poza Polakami w obozie żabikowskim przetrzymywano sowieckich więźniów wojennych, uciekinierów z robót przymusowych, Niemców – dezerterów z Wehrmachtu, niemiecką ludność cywilną (także folksdojczów). Odnotowano też grupę Luksemburczyków, Holendrów, kilku obywateli Belgii, Francji, USA oraz Węgrów i Słowaków. Był tu także więziony urodzony w Teheranie student politechniki berlińskiej.
W części karnej obozu osadzano osoby oskarżane o łamanie obowiązującego w ówczesnych Niemczech prawa o przymusie pracy, na podstawie np. doniesień pracodawców niemieckich o złym wykonaniu powierzonych robót. Tę grupę więźniów przetrzymywano w obozie w okresie od dwóch tygodni do dwóch miesięcy.
Szczególną kategorię więźniów stanowili tzw. niedzielnicy (Sontagsjäger), tj. Polacy, którzy przebywali w obozie od soboty do poniedziałku, oskarżeni o bardzo drobne przewinienia w pracy, osadzeni na podstawie pomówień, donosów i poddawani wręcz sadystycznemu traktowaniu.
Więźniowie
Poza Polakami w obozie żabikowskim przetrzymywano sowieckich więźniów wojennych i uciekinierów z robót przymusowych, Niemców – dezerterów z Wehrmachtu, niemiecką ludność cywilną (w tym także folksdojczów). Wśród osadzonych odnotowano grupę Luksemburczyków, Holendrów, kilku obywateli Belgii, Francji, USA oraz Węgrów i Słowaków. Był tu także więziony urodzony w Teheranie student politechniki berlińskiej. Obóz żabikowski był obozem przejściowym. Większość więźniów została następnie deportowana w transportach zbiorczych do obozów koncentracyjnych: Ravensbrück, Auschwitz-Birkenau, Sachsenhausen, Gross-Rosen, Mauthausen. Tylko nieliczni zostali z obozu zwolnieni.
Nieznana jest dokładna liczba osób osadzonych w obozie z uwagi na brak dostępu do dokumentów niemieckich. Z zachowanego fragmentu listy depozytowej obozu w Żabikowie wynika, że w okresie od 22 czerwca 1944 do 19 stycznia 1945 r. więziono 21 624 kobiet i mężczyzn. Wiadomo, że stan dzienny więźniów wahał się w początkowym okresie funkcjonowania obozu od 1063 osób do 1300, a pod koniec 1944 r. wynosił od 850 do 900 osób.
Polscy konspiratorzy
Najliczniejszą grupę więźniów stanowili działacze polskich organizacji podziemnych z Wielkopolski, w tym członkowie Okręgu Poznańskiego i Pomorskiego Armii Krajowej, harcerze z Szarych Szeregów, członkowie Narodowej Organizacji Wojskowej, a także działacze wielkopolskich organizacji lewicowych. Wszyscy oni poddani zostali brutalnym przesłuchaniom w siedzibie gestapo w Poznaniu.
W obozie zginęli: płk Henryk Kowalówka „Zrąb”, dowódca Poznańskiego Okręgu AK, mjr Jan Kamiński „Rokita”, szef Sztabu Okręgu Poznańskiego AK, kpt. Henryk Bączkowski „Tata”, płk Edmund Effert „Janusz”, kpt Zbigniew Krzekotowski „Michał”, kpt. Sylwester Pniewski „Bürger”, por. Henryk Kopczyński „Surma”, Bronisław Maron, były burmistrz Chodzieży, i wielu innych. W egzekucjach śmierć poniosły m.in. dwie kobiety: Jadwiga Królik, Zbisława Jadwiga Krajna „Olszyna”, kierowniczka łączności cywilnej w inspektoracie rejonowym AK Poznań. Wszyscy oni zginęli w egzekucjach bądź zostali zakatowani od czerwca 1944 do stycznia 1945 r.
Jedną z egzekucji przeprowadzonych na początku czerwca 1944 r. opisuje Aleksandra Bielerzewska:
„podczas dyżuru przy »oknie na świat« zauważyłam, że wachmani zamykają okiennice […]. Poprzez maleńką szparkę w okiennicy, która dawała bardzo małe pole widzenia, zobaczyłam grupę mężczyzn […]. Było ich 6–8. Skuci kajdanami, szli miarowym, żołnierskim krokiem. W postawie ich wyczuwało się godność i dumę […]. Przeczuwałyśmy co teraz nastąpi. W wielkiej ciszy uklękłyśmy i zaczęłyśmy się za nich modlić. Padły strzały”10.
Jak ustalono, w obozie przebywało łącznie ok. 1,5 tys. żołnierzy Armii Krajowej i organizacji z nią scalonych, głównie oficerów, podchorążych i podoficerów, w tym 750 przeniesionych w dniach od 16 do 27 kwietnia 1944 r. z Fortu VII do Żabikowa. Fale aresztowań obejmowały duże grupy konspiratorów z kolejnych inspektoratów rejonowych AK i wynikały ze zmasowanych akcji gestapo skierowanych przeciwko wielkopolskim organizacjom konspiracyjnym11.
Ewakuacja
W styczniu 1945 r. w związku ze zbliżaniem się wojsk Armii Czerwonej zarządzono ewakuację i likwidację obozu. Wieczorem 19 stycznia 1945 r. członkowie załogi rozstrzelali w baraku zwolnień i przyjęć (Abgangszelle) część więźniów politycznych, a także wszystkich chorych i niezdolnych do ewakuacji.
Jak ustalono, w obozie przebywało łącznie ok. 1,5 tys. żołnierzy Armii Krajowej i organizacji z nią scalonych.
Przed nadejściem północy wyprowadzono z obozu pozostałych więźniów, podpalono baraki więźniarskie wraz z dokumentacją obozową. Więźniowie polityczni zostali wywiezieni koleją do obozu Sachsenhausen.
Pozostałą grupę kobiet i mężczyzn pędzono pieszo przez dwa tygodnie w kierunku KL Sachsenhausen. Kobiety oddzielono od kolumny ewakuacyjnej i pozostawiono w obozie Ravensbrück.
* * *
Historię niemieckiego obozu w Żabikowie dopełnia dramat 33 więźniów z więzienia w Działdowie, wśród których byli m.in. mieszkańcy Makowa Mazowieckiego, przywiezieni 22 stycznia 1945 r. do opróżnionego już i spalonego obozu, których rozstrzelano na miejscowym cmentarzu12.
Tekst pochodzi z numeru 9/2023 „Biuletynu IPN”
1 M. Olszewski, Straty i martyrologia ludności polskiej w Poznaniu, Poznań 1973, s.112–113.
2 A. Łagunowa, Niedola żabikowskich więźniarek, [w:] L. Gomolec, S. Kubiak, Terror hitlerowski w Wielkopolsce 1939–1945, Poznań 1962, s.80–83.
3 W konspiracji wielkopolskiej 1939–1945: wybór wspomnień, zebrał i wstępem oraz komentarzem opatrzył Z. Szymankiewicz, Poznań 1973, s.199.
4 A. Bielerzewska-Markwitz, Wspomnienia więźniarki Żabikowa, oprac. tekstu i przypisy R. Wełniak, Żabikowo 2011, s.14–15.
5 B. Bojarska, Obóz w Żabikowie pod Poznaniem, „Przegląd Zachodni” 1965, nr 2, s.306.
6 Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Polska Misja Wojskowa, sygn. Bd 45; por. K. Płonka, A. Ziółkowska, Martyrologium obozu hitlerowskiego w Żabikowie 1943–1945, Żabikowo 2021, s.8–9.
7 J. Kaczmarek, Miałam wtedy 15 lat (gestapo – Fort – Żabikowo), [w:] Pamiętniki ocalonych: wspomnienia więźniów hitlerowskich miejsc kaźni w Wielkopolsce, oprac. W. Jamroziak, M. Olszewski, Poznań 1983, s.182.
8 A. Bielerzewska-Markwitz, Wspomnienia więźniarki…, s.48.
9 B. Bojarska, Obóz w Żabikowie…, s.303.
10 A. Bielerzewska-Markwitz, Wspomnienia więźniarki…, s.77–78.
11 M. Woźniak, Więźniowie więzienia policyjnego poznańskiego gestapo w latach 1943–1945, „Kronika Wielkopolski” 1985, Poznań 1993, s.147.
