Część spośród zbrodni była wymierzona wyłącznie w ludność żydowską. Do masakr tego rodzaju doszło m.in. w Krasnosielcu, Będzinie, Dynowie, Wyszkowie, Końskich, Żarkach, Błoniu oraz innych miejscowościach. Całkowita liczba ofiar pozostaje nieznana, a okoliczności wielu z nich do dziś nie zostały w pełni wyjaśnione.
Okruch sprawiedliwości
Niedługo po zniesieniu zarządu wojskowego, 11 listopada 1939 r., w Ostrowi Mazowieckiej miała miejsce kolejna zbrodnia, której przebieg jest stosunkowo dobrze udokumentowany, m.in. z uwagi na fakt, że kilku jej sprawców zostało po wojnie postawionych przed niemieckim wymiarem sprawiedliwości.
W wyniku wprowadzonego przez Niemców nowego podziału administracyjnego, Ostrów Mazowiecka znalazła się w granicach Generalnego Gubernatorstwa.
Wśród osądzonych znaleźli się Kurt Kirchner, skazany na trzy lata i dziewięć miesięcy pozbawienia wolności, Hans Hoffmann, skazany na trzy lata i sześć miesięcy, oraz Theodor Pillich, który otrzymał wyrok trzech lat i trzech miesięcy. Kary te, rażąco nieadekwatne do wagi popełnionych czynów, stanowią jeden z nielicznych przykładów niemieckich prób rozliczenia sprawców zbrodni dokonanych na ziemiach polskich podczas II wojny światowej.
Szczególnym świadectwem tej zbrodni są zachowane fotografie, wykonane przez jednego z oskarżonych, Theodora Pillicha. Materiały te zostały przekazane do Muzeum Auschwitz przez Marię Franczyk, która w czasie okupacji pracowała jako pomoc domowa u Pillicha. W tym czasie był on zatrudniony w koncernie IG Farben i pełnił funkcję Lagerführera w jednym z podobozów Auschwitz.
Po opublikowaniu zdjęć w prasie w latach 60. XX wieku, mieszkańcy Ostrowi Mazowieckiej rozpoznali na nich zarówno ludzi, jak i przedstawione obiekty. Dzięki temu dysponujemy dziś unikalnymi dowodami niemieckiego bestialstwa.
Ponury początek okupacji
Niemieckie wojska wkroczyły do Ostrowi Mazowieckiej 8 września 1939 roku. Na ich powitanie wyszła delegacja żydowskiej gminy wyznaniowej. W odpowiedzi na ten gest Niemcy przymusili przedstawicieli delegacji do wejścia do budynku gimnazjum, gdzie zostali oni pobici, zmuszeni do obcięcia sobie bród oraz do czyszczenia toalet.
Kilka kilometrów od miasta przebiegała linia demarkacyjna między strefą niemiecką a sowiecką, co sprawiło, że przez Ostrów zaczęły przemieszczać się tłumy żydowskich uchodźców, zmierzających w stronę Związku Sowieckiego.
W kolejnych dniach nastąpiła eskalacja przemocy. Nocami słychać było krzyki – to niemieccy żołnierze wchodzili do domów, bijąc i grabiąc mieszkańców. Dnia 10 września mężczyźni zostali spędzeni na rynek, gdzie ogłoszono im niemieckie dyrektywy. Gdy po zakończeniu zgromadzenia Żydzi próbowali się rozejść, Niemcy otworzyli do nich ogień, zabijając kilka osób.
W wyniku wprowadzonego przez Niemców nowego podziału administracyjnego, Ostrów Mazowiecka znalazła się w granicach Generalnego Gubernatorstwa. Kilka kilometrów od miasta przebiegała linia demarkacyjna między strefą niemiecką a sowiecką, co sprawiło, że przez Ostrów zaczęły przemieszczać się tłumy żydowskich uchodźców, zmierzających w stronę Związku Sowieckiego.
We wrześniu i październiku 1939 r. Niemcy wypędzili też na wschód zdecydowaną większość ostrowskich Żydów. Kilkuset z nich pozostało jednak w mieście i — po zamknięciu granicy przez Sowietów — nie miało już dokąd się udać.
Zasłona dymna
Miejscowy starosta, Heinrich von Bünau, zaczął wówczas zgłaszać swoim przełożonym, że obecność Żydów wywołuje w mieście napięcia i niepokoje społeczne. Jak ustaliła po latach prokuratura w Wiesbaden, w tym czasie zapadła decyzja o fizycznej likwidacji pozostałych Żydów.
Niemcy przez kilka godzin nie pozwolili podjąć straży pożarnej akcji gaśniczej, w rezultacie czego pożar rozprzestrzenił się do tego stopnia, że aby go powstrzymać, do akcji musiały wkroczyć jednostki saperskie.
Rozkaz ten miał wydać SS-GruppenführerKarl Jakob Heinrich Brenner i przekazać go dowódcy 4. Pułku Policji, Kurtowi Kirschnerowi, który z kolei skierował go do dowódców kompanii policyjnych, Hansa Hoffmanna i Theodora Pillicha. Prawdopodobnie rozkaz kontrasygnował SS-Obergruppenführer Friedrich Wilhelm Krüger.
Rankiem 11 listopada 1939 r. około trzydziestoosobowy oddział niemieckiej policji wyruszył z Warszawy do Ostrowi Mazowieckiej. Na miejscu wszystko było już przygotowane. Aby uzasadnić planowaną masakrę, dwa dni wcześniej – 9 listopada – kilku Niemców podpaliło jeden z żydowskich domów przy rynku. Następnie Niemcy przez kilka godzin nie pozwolili podjąć straży pożarnej akcji gaśniczej, w rezultacie czego pożar rozprzestrzenił się do tego stopnia, że aby go powstrzymać, do akcji musiały wkroczyć jednostki saperskie.
Bezpośrednio po tym incydencie niemieckie władze okupacyjne ogłosiły, że za pożar odpowiedzialna jest ludność żydowska, co posłużyło jako pretekst do przeprowadzenia represji. Niemcy przystąpili do systematycznego wyłapywania Żydów, których gromadzono m.in. w budynku browaru Tejtla. Trzymano ich tam do 11 listopada 1939 r.
Rankiem 11 listopada 1939 r. na ulicach Ostrowi pojawiły się plakaty o następującej treści:
„Na mocy wyroku Warszawskiego Sądu Wojennego zostali skazani w dniu dzisiejszym na karę śmierci – ci wszyscy, którzy brali udział w podpaleniu m. Ostrowi-Maz. jak również i ci, którzy wiedzieli o sprawcach, a dopomagali im w wykonaniu przestępstwa. Wyrok powyższy został natychmiast wykonany. Ostrzegam, że wszelkiego rodzaju akty sabotażu będą karane śmiercią. Ta sama kara będzie stosowana względem tych, którzy wiedząc o czynach karalnych lub o sprawcach tychże, nie doniosą o tym odpowiednim władzom”.
Żniwo ludobójców
Egzekucja rozpoczęła się 11 listopada 1939 r. około godziny czternastej, gdy na miejsce doprowadzono kolumnę około stu kilkudziesięciu mężczyzn. Jechała za nimi jedna lub kilka furmanek z chorymi i niedołężnymi Żydami.
Ofiary prowadzono grupami nad wcześniej wykopany rów i tam rozstrzeliwano. Świadkami zbrodni byli Polacy, zmuszeni wcześniej przez Niemców do kopania grobów, a którzy teraz czekali, by je zasypać. Zapamiętali oni wrzaski i przekleństwa żołnierzy niemieckich, zagłuszające lamenty, płacz i jęki mordowanych Żydów.
Do dziś nie znamy dokładnej liczby ofiar. Rozpatrujący sprawę niemieckich morderców sąd w Gießen przyjął liczbę 162 zamordowanych, podczas gdy niemiecki akt oskarżenia mówił o co najmniej 360 ofiarach.
Od czasu do czasu rozlegały się strzały, a niekiedy pociski przelatywały nad głowami Polaków – strzelano do tych, którzy próbowali ucieczki. Niewprawieni jeszcze Niemcy strzelali niecelnie, dlatego co chwilę kolejny zdesperowany Żyd podejmował próbę wydostania się z „dołu śmierci”.
Szczególnie rolę w trakcie egzekucji odegrał Theodor Pillich, który nie tylko wygłaszał antyżydowskie tyrady, ale również fotografował przebieg masakry i osobiście uczestniczył w mordowaniu ofiar. Pillich wykonał także specjalne zdjęcia jednej z ofiar – miejscowego rabina – zarówno przed, jak i po jego śmierci. Rabin był eskortowany przez wyznaczonego do tego niemieckiego policjanta.
Po zakończeniu egzekucji mężczyzn nastąpiła krótka przerwa, podczas której Polacy zasypali pierwszą mogiłę. Następnie na miejsce zbrodni zaczęto przywozić autobusami kobiety. Ofiary były już świadome swojego losu – krzyczały i odmawiały opuszczenia pojazdów. Wobec ich oporu Niemcy używali przemocy, wyciągając je siłą. Z uwagi na chaos, towarzyszący wcześniejszej egzekucji mężczyzn, dowódcy postanowili zastosować zmodyfikowaną metodę mordowania kobiet i dzieci. Polegała ona na oddawaniu strzałów z bliskiej odległości. Dzieci podnoszono za ręce lub włosy, po czym strzelano im w głowę albo przebijano bagnetami.
Po zakończeniu akcji groby zostały zasypane, a miejsce zbrodni zamaskowane. W 1943 lub 1944 r. mogiły zostały rozkopane, a ciała ofiar wywieziono do Treblinki, gdzie najprawdopodobniej je spalono. Do dziś nie znamy dokładnej liczby ofiar. Rozpatrujący sprawę niemieckich morderców sąd w Gießen przyjął liczbę 162 zamordowanych, podczas gdy niemiecki akt oskarżenia mówił o co najmniej 360 ofiarach. W różnych relacjach liczba ta oscyluje między 500 a 800 osób. Liczba 500 zamordowanych widnieje również na pomniku ustawionym w pobliżu miejsca egzekucji.
* * *
Co wyróżnia zbrodnię dokonaną w Ostrowi Mazowieckiej? Pamięć o niej w dużej mierze zatarła się w bezmiarze zbrodni niemieckich dokonanych podczas II wojny światowej, a w kontekście Holokaustu wydaje się nie wyróżniać niczym szczególnym.
O ile jednak wcześniej wspomniane akty przemocy można próbować tłumaczyć kontekstem wojennym, mord w Ostrowi był działaniem zimnym, zaplanowanym i wykonanym z premedytacją – niemal dwa i pół roku przed rozpoczęciem Akcji Reinhardt, w wyniku której zamordowano większość polskich Żydów.
Ta hekatomba nie powinna jednak przesłaniać innych niemieckich zbrodni popełnionych na ziemiach polskich. Należy o nich nieustannie przypominać.
