Zdarzenie to, choć spontaniczne, stało się dla komunistycznych władz pretekstem do represji wobec studentów i pokazowego procesu przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Lublinie.
Prowokacja po uroczystościach
Procesja Bożego Ciała w Lublinie 16 czerwca 1949 r. miała nie tylko religijny, ale i społeczno-polityczny charakter. Wbrew działaniom prewencyjnym władz, uroczystość zgromadziła tłumy mieszkańców, a wśród nich rzesze młodzieży szkolnej i akademickiej.
Oficjalnie wytłumaczono sytuację chaosem i nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności. W raportach wewnętrznych sami przełożeni Pilipczuka ocenili, że jego wjazd na trasę procesji był niepotrzebną prowokacją i doprowadził do zamieszek.
Lokalne władze komunistyczne postarały się o to, by w przeddzień uroczystości możliwie wielu uczniów przebywało poza Lublinem. Dziewczęta skierowano na jednodniowe szkolenie sanitarne, chłopców – na ćwiczenia przysposobienia wojskowego w pobliskich lasach. Działania te miały uniemożliwić młodzieży uczestnictwo w procesji. W Gimnazjum im. Unii Lubelskiej próbowano zorganizować protest, który jednak został zablokowany przez donos jednej z uczennic.
Procesja z lubelskiej katedry przeszła głównymi ulicami miasta. Uczestniczyli w niej duchowni, dzieci, członkowie zgromadzeń zakonnych, klerycy i licznie obecna młodzież studencka.
Po zakończeniu procesji, gdy na placu Łokietka nadal gromadziły się tłumy uczestników, wjechał powoli wojskowy Willys, wiozący por. Józefa Pilipczuka, szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie. Razem z nim byli dwaj inni funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa (UB). Samochód starał się przejechać przez całkowicie uniemożliwiający przejazd tłum. Zatrzymany przez uczestników, został wywrócony. Tłum był wstrząśnięty i rozwścieczony, ale reakcja była spontaniczna, nie zorganizowana. Milicjantom obecnym na miejscu udało się wyprowadzić funkcjonariuszy znienawidzonego UB.
Rozpoczęto falę represji. Pomimo tego, iż w procesji uczestniczyło szerokie grono ludzi, aresztowane zostały głównie osoby młode.
Choć oficjalnie wytłumaczono sytuację chaosem i nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, w raportach wewnętrznych sami przełożeni Pilipczuka ocenili, że jego wjazd na trasę procesji był niepotrzebną prowokacją i doprowadził do zamieszek.
Incydent, choć niekoniecznie w pełni zaplanowany, został szybko wykorzystany propagandowo i represyjnie.
Uczestnicy procesji Bożego Ciała w Lublinie w 1949 r. wokół przewróconego samochodu (fot. z zasobu IPN)
Uczestnicy procesji Bożego Ciała w Lublinie w 1949 r. wokół przewróconego samochodu (fot. z zasobu IPN)
Reakcja władz i początek represji
Władze komunistyczne nie przeprosiły, ani nie wyjaśniły zaistniałego zdarzenia. Przeciwnie, wykorzystały incydent jako pretekst do rozprawy z ruchem studenckim, zwłaszcza ze środowiskiem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który od dawna budził ich nieufność ze względu na jego niezależność oraz ogromny wpływ na światopogląd młodego pokolenia.
Wydarzenia z czerwca 1949 r. miały wymiar lokalny, ale ich znaczenie było ogólnopolskie.
Zamiast tłumaczeń rozpoczęto falę represji. Należy podkreślić, że pomimo tego, iż w procesji uczestniczyło szerokie grono ludzi, aresztowane zostały głównie osoby młode, studenci i pracownicy uczelni. Sporządzane zostały listy „do usunięcia” z KUL-u i UMCS, a liczba skreślonych studentów sięgała setki. W oficjalnych komunikatach procesja została przedstawiona jako „burda” zorganizowana przez „elementy reakcyjne” i „wrogów demokracji”.
Działania stosowane wobec młodzieży miała charakter zorganizowany i celowy. Od 1947 roku władze komunistyczne intensywnie ograniczały działalność organizacji harcerskich i młodzieżowych, zwłaszcza tych niekontrolowanych przez partię. Młodzież akademicka, szczególnie środowisko KUL-u, znajdowała się pod stałą obserwacją UB. W tym miejscu warto podkreślić, że jeszcze niedawno ordynariuszem diecezji lubelskiej był biskup Stefan Wyszyński – przyszły Prymas Tysiąclecia – którego duchowy autorytet silnie oddziaływał na środowisko akademickie i młodzieżowe w Lublinie. Wydarzenia po procesji Bożego Ciała 1949 roku były zatem gestem sprzeciwu społecznego wobec władz, a przede wszystkim znienawidzonego UB.
Pokazowe procesy i dyscyplinowanie sędziego
Chociaż reakcja aparatu bezpieczeństwa była natychmiastowa, postępowania sądowe rozpoczęto dopiero po roku. W 1950 roku do Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie trafiły akty oskarżenia przeciwko kilkunastu uczestnikom zajść z czerwca 1949 r. Wśród oskarżonych dominowali młodzi ludzie, choć część z nich miała wcześniej związki z konspiracją Armii Krajowej, strukturami Zrzeszenia WiN oraz legalnymi organizacjami studenckimi, takimi jak Samopomoc Bratnia i Iuventus Christiana. Dla bezpieki wskazane powyżej osoby oraz ich wcześniejsze powiązania stanowiły podstawę do budowania narracji o zagrożeniu dla ustroju ludowego.
Uczestnicy procesji stali się ofiarami działań, których celem było złamanie ducha oporu i podporządkowanie niezależnych środowisk.
Na czele składu orzekającego Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie stał mjr Witold Smoczyk. Początkowo w trakcie rozpraw jego postawa budziła zaniepokojenie funkcjonariuszy UB. Z raportów, składanych przez nich do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie, wynikało, że Smoczyk nie tylko pozwalał oskarżonym na swobodne wypowiedzi i zadawał trudne pytania świadkom oskarżenia, ale również ośmieszał podczas rozpraw por. Pilipczuka i innych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, wykazując niespójności w ich zeznaniach. Sędzia dawał wyraz wątpliwości wobec oficjalnej narracji.
W jednej z rozpraw zapytał świadka – funkcjonariusza MO – czy wie on, kim był Władysław Łokietek. Było to pytanie retoryczne i ironiczne, odnoszące się do miejsca wydarzeń i poziomu przygotowania świadków.
Taka postawa została negatywnie oceniona przez WUBP. W notatkach wewnętrznych zarzucono sędziemu brak „czujności klasowej” i „występowanie z pozycji obrony oskarżonych”. W połowie lipca 1950 roku w trakcie narady z udziałem szefa Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie płk. Ryszarda Wierciocha Smoczyk otrzymał surową reprymendę. W rezultacie jego postawa uległa zmianie. W kolejnych rozprawach Smoczyk prowadził je zgodnie z oczekiwaniami bezpieki i prokuratury wojskowej. W głównym procesie oskarżeni otrzymali wyroki od 4 do 6 lat więzienia.
Znaczenie wydarzeń
Wydarzenia z 16 czerwca 1949 r. miały wymiar lokalny, ale ich znaczenie było ogólnopolskie. Pokazały, że komunistyczna władza traktowała spontaniczne przejawy religijności i niezależności społecznej jako realne zagrożenie. Represje wobec uczestników i pokazowe procesy sądowe były narzędziem zastraszania ludności.
Prowokacja na placu Łokietka i późniejsze procesy pokazują, jak władza potrafiła manipulować zdarzeniami, by wykorzystać je do realizacji własnych celów politycznych. Uczestnicy procesji stali się ofiarami działań, których celem było złamanie ducha oporu i podporządkowanie niezależnych środowisk.
To wydarzenie warto wspominać nie tylko jako lokalny incydent, ale i symboliczny przykład konfrontacji społeczeństwa z totalitarnym państwem.
