Pokój ma około 13 metrów, z czego większość zajmują dwa solidne, pojedyncze łóżka. Pod oknem, zakrytym firanką i zasłonką, stoi niewielkie biurko, naprzeciw którego udało się wygospodarować miejsce na dwuosobowe siedzisko. Tuż przy drzwiach toaletka, z lustrem i dostępem do bieżącej wody. W kompleksie miało być ich aż 10 tysięcy… Identycznych, komfortowych pokoi, do których 20 tysięcy wczasowiczów (niemieckich robotników oraz ich rodzin) mogłoby przyjechać na wypoczynek w największym kąpielisku morskim III Rzeszy – Kraft durch Freude (siła przez radość).
Nazizm pod parasolem plażowym
Architekt Clemens Klotz oraz przewodniczący Niemieckiego Frontu Pracy Robert Ley zademonstrowali wstępny model kompleksu Adolfowi Hitlerowi w 1935 r. Ośmieleni sukcesem, rozwinęli go w następnym etapie prac koncepcyjnych. Nowe wizualizacje przedstawiają kolosalny pas betonu, wznoszący się nad plażą upstrzoną parasolami i koszami chroniącymi od wiatru, nad którą powiewają nazistowskie flagi, umieszczone na wysokich masztach w czterokilometrowym rzędzie.
Pierwsza duża grupa Polaków przywiezionych do Niemiec, która miał być wykorzystana jako siła robocza, składała się z ludzi uprowadzonych we wrześniu 1939 r.
Robert Ley podkreślał, że kurort przyczyni się do likwidacji podziałów społecznych wśród niemieckiego społeczeństwa. Umożliwi robotnikom i ich rodzinom wypoczynek nad Bałtykiem, podwyższając w ten sposób ich standard życia. Pomimo, iż Ley częstokroć powoływał się na wizję Führera odnoszące się do budowy nowego społeczeństwa oraz uwielbienia dla architektonicznej gigantomanii, Hitler nigdy nie odwiedził placu budowy w Prorze.
W trzecią rocznicę rozbicia związków zawodowych, 2 maja 1936 r., efektowny przelot wojskowych samolotów i masowy pochód uświetniały uroczystość położenia kamienia węgielnego. Narodowo socjalistyczny Colossus miał składać się z ośmiu identycznych budynków o łącznej długości 4,5 km, usytułowanych równolegle do plaży. Prace ruszyły pełną parą – na budowie pracowało w systemie zmianowym 9 tysięcy osób.
Wraz z wybuchem II wojny światowej nieukończony kompleks przeznaczono na centrum szkoleniowe batalionu policyjnego oraz łączniczek wywiadu floty wojennej, w 1943 r. na schronienie dla cywilów z bombardowanego Hamburga (później – uciekających z wschodnich terenów III Rzeszy) i na lazaret. Stukot narzędzi na terenie obiektu nie ustawał, przy przebudowie budowli pracowali teraz robotnicy przymusowi i jeńcy wojenni. Pierwsza duża grupa Polaków przywiezionych do Niemiec, która miała być wykorzystana jako siła robocza, składała się z ludzi uprowadzonych we wrześniu 1939 r.
Los robotników przymusowych
Po zajęciu Rzeczpospolitej próbowano werbować ochotników wśród ludność cywilnej. Jednak z powodu braku wystarczającej liczby zgłoszeń, zaczęto organizować obławy policyjne. Transporty do Niemiec odbywały się głównie pociągami, również w wagonach bydlęcych, przez długie trasy, bez wystarczającej ilości pożywienia i nie zważając na warunki pogodowe. Wiele osób zmarło, zanim dojechało na miejsce.
Do przymusowych robót byli wcielani również więźniowie obozów koncentracyjnych. Wartość ich życia była mierzona posiadaną siłą fizyczną i kondycją zdrowotną. Liczba przymusowych robotników zwożonych do III Rzeszy nieustannie rosła. Na przełomie lat 1944/1945 w Niemczech pracowało około 7 milionów obcokrajowców. Na Rugię trafiali Polacy z terytorium całego okupowanego kraju.
Obecnie Centrum Dokumentacji Prora prowadzi projekt, którego celem jest poszukiwanie i dokumentowanie informacji na temat sytuacji przymusowych robotników na Rugii w czasach nazistowskich. Jej efektem było m.in. stworzenie archiwum z wywiadami byłych przymusowych robotników.
Porzucona inwestycja
W 1945 r. Armia Czerwona przejęła kontrolę nad regionem i utworzyła bazę wojskową w miejscowości Prora. Blok piąty kompleksu zajęła 2. Brygada Artylerii. Do 1955 r. czerwonoarmiści wywieźli z niedoszłego sanatorium wszystkie materiały użytkowe. Po utworzeniu Narodowej Armii Ludowej budynki stały się zamkniętym obszarem wojskowym, należącym do Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Po inkorporacji NRD w 1990 r. Colossus przejęła Bundeswehra.
Osiemdziesiąt lat po stworzeniu wzorcowego pokoju wczasowego, słowa masowy i ludowy wzbudzały uśmiech politowania, zaś ogrom zdewastowanej, nigdy nie dokończonej budowli skutecznie odstraszał miłośników bałtyckich plaż oraz powodował wściekłość ekologów.
Początkowo rozważano wyburzenie kompleksu, który w pierwszej połowie lat 90. XX w. służył jako zaplecze dla Wojskowej Szkoły Technicznej oraz jako tymczasowe mieszkanie dla osób ubiegających się o azyl z Bałkanów.
Osiemdziesiąt lat po stworzeniu wzorcowego pokoju wczasowego, słowa masowy i ludowy wzbudzały uśmiech politowania, zaś ogrom zdewastowanej, nigdy nie dokończonej budowli skutecznie odstraszał miłośników bałtyckich plaż oraz powodował wściekłość ekologów. Od 1992 r. obiektem zajęła się Fundacja NEUE KULTUR.
Wypoczynek w cieniu zbrodni
Wydawało się, że definitywny koniec megalomańskiej konstrukcji III Rzeszy jest nieunikniony, ale dziś przybyszów do byłego kompleksu również wita stukot prac budowlanych. Niebo przecinają smukłe sylwetki dźwigów, z bilbordu na niewykończonej elewacji uśmiecha się młoda dziewczyna o różowych włosach, reklamując nowoczesne, energooszczędne ogrzewanie podłogowe zastosowane w powstających tu mieszkaniach. Odwiedzający, skręcając w stronę muzeum lub kierując się na plażę, studiują kolorowe prospekty, namawiające do zakupu luksusowych apartamentów w celu inwestycyjnym lub na użytek własny.
Dopiero w tylnej części kompleksu, idąc w stronę morza zarośniętymi wydmami, można zanurzyć się w przygnębiającej atmosferze nieukończonego molocha, niewielkiego fragmentu budowli, który nie został jeszcze poddany przebudowie i przypomina o ludzkim cierpieniu.
Do odpoczynku zachęcają kameralne kluby, restauracje, baseny, sauny, gabinety masażu i spa, zamiast zaplanowanych przed II wojną światową olbrzymich kąpielisk, amfiteatru na 20 tyś. osób, stołówek i sal rozrywki masowej. O tym, że w 4,5 kilometrowym kolosie na bałtyckiej wyspie Rugia miał powstać propagandowy ośrodek wypoczynkowy wspólnoty nazistowskiej Kraft durch Freude przypomina już tylko Centrum Dokumentacyjne, umieszczone w zrealizowanym skrzydle byłej „rozrywkowej” części kompleksu.
Nowe życie kolosowi dało schronisko młodzieżowe, dla którego celów zaadoptowano jeden z bloków w 2013 r. Trzy lata później w kolejnym otwarto hotel-apartamentowiec. W 2018 r. deweloper oferował 9 kolejnych bloków, w których przystosował 250 przestronnych mieszkań, z czego ponad 50% znalazło już nabywców, nie tylko Niemców, lecz także Szwedów, Duńczyków – a także obywateli USA. W folderach reklamowych pomalowany na biało kolos wygląda jak ozdobny szlaczek, nieśmiało zajmując niewielki pasek reklamy. Wzrok przyciągają obszerne rzuty komfortowo wyposażonych mieszkań oraz zdjęcie niemowlaka baraszkującego dookoła białego kosza na drobnym piaseczku plaży.
Kwestią budzącą niepokój był dylemat związany z przyznaniem kompleksowi statusu zabytku, przy jednoczesnym wydaniu zgody na przystosowanie go do celów użytkowych. Z jednej strony pojawia się pytanie o wykorzystanie dawnych budowli nazistowskich do celów praktycznych i komercyjnych (zwłaszcza tak obszernych i definiujących okolicę jak kompleks w Prorze), z drugiej o to, czy zabytki mogą pełnić swoje funkcje jako dziedzictwo kultury, gdy ich oryginalna substancja i funkcja zostaną zaburzone nowoczesnymi przekształceniami.
Oryginalna bryła została dostosowana do potrzeb inwestora – budynki zyskały balkony i całkowicie nowy podział wnętrz; zmieniło się ich otoczenie w celu stworzenia parkingów, basenów, ogródków. Z tym aspektem wiąże się również bardzo ważne pytanie – o etyczny charakter przedsięwzięcia i modele współczesnego postrzegania ponazistowskich miejsc pamięci. Dopiero w tylnej części kompleksu, idąc w stronę morza zarośniętymi wydmami, można zanurzyć się w przygnębiającej atmosferze nieukończonego molocha, niewielkiego fragmentu budowli, który nie został jeszcze poddany przebudowie i przypomina o cierpieniu ludzi, którzy utracili życie i zdrowie wznosząc fundamenty pod dzisiejszy nowy Colossus w Prorze.
Z folderu muzeum znajdującego się przy kompleksie czytamy:
„Fakt, że ośrodek w Prorze nie został nigdy uruchomiony nie podważa autentyczności tego miejsca, lecz jest naturalną konsekwencją ekspansjonistycznej i rasistowskiej polityki hitlerowskiej, która rozwinęła dynamikę o wiele bardziej agresywną, niż starania o »wspólnotę narodową« i pokój wewnętrzny. Obiekty ośrodka stanowią świadectwo klęski nazistowskiej polityki społecznej, która była konsekwencją ogólnej polityki Trzeciej Rzeszy. Ceną »lśniącej fasady« było ludobójstwo, groby masowe oraz upadek cywilizacyjny”.
Czy pomalowany na biało, kolosalny, stary/nowy apartamentowiec będzie w stanie o tym przypominać w XXI wieku?
W tekście wykorzystano materiały i informacje
udostępnione przez Centrum dokumentacyjne w Prorze.
