Ucztę weselną zorganizowano w domu sołtysa Kazimierza Juszczuka, zabawa odbywała się w budynku pobliskiej szkoły. Radosny nastrój biesiadników zepsuło niespodziewane pojawienie się trzech ukraińskich żołnierzy SS-Galizien, którzy tego dnia patrolowali okolicę. Widząc bawiących się ludzi, postanowili się przełączyć.
Według Leopolda Siedleckiego, jednego uczestników wesela, który w 1946 r. złożył zeznania w tej sprawie przed Sądem Grodzkim w Białej Podlaskiej, Ukraińcy w pierwszej kolejności pojawili się w domu sołtysa, gdzie zażądali podania im wódki. Po pewnym czasie, mocno już pijani udali się do szkoły, gdzie odbywała się weselna potańcówka.
Dokładny przebieg wydarzeń jest dziś nie do odtworzenia. Wiadomo, że między lokalnymi mężczyznami a nieproszonymi gośćmi wkrótce wywiązała się bójka. Powodem miało być obsceniczne zachowanie żołnierzy wobec obecnych na weselu kobiet. Szczególne zainteresowanie budziła 23-letnia Janina, młoda żona Józefa Łukaszuka. Według relacji świadków była piękną kobietą o czarnych włosach.
Według Siedleckiego, grupa Polaków próbowała wyprowadzić Ukraińców. Doszło do rękoczynów, żołnierze zostali pobici.
„Jeden z nich miał rozdarty mundur. Kolejny twarz we krwi”
– wspominała po latach jedna z mieszkanek wioski. Według niektórych relacji żołnierzy rozbrojono, aby nie zaczęli strzelać do weselników. Po całym incydencie, mocno poturbowani udali się w kierunku Białej Podlaskiej.
Śmierć na Placu Konowrot
Wydarzenie to nie tylko zepsuło weselną atmosferę. Zasiało też niepokój i strach w całej wsi. Trwała wojna, a pobicie żołnierzy z SS-Galizien nie mogło ujść bezkarnie. Ukraińcy zemścili się już dwa dni później.
W godzinach popołudniowych 12 kwietnia do Sielczyka przybył oddział SS-Galizien, wraz z gestapowcami: szefem policji bezpieczeństwa w Białej Podlaskiej Maxem Kubinem, zastępcą kierownika bialskiego getta Francem Schmidtem oraz tłumaczem Albertem Dermem.
Wszystkich mężczyzn ze wsi zebrano na placu Konowrot (obecnie ul. Langiewicza), położonym w jej centralnej części. Mieczysław Dorosz, jeden ze świadków, wspominał:
„Część mężczyzn zdołała się ukryć w znanych dla siebie schowkach, jednak większość znalazła się na miejscu zbiórki. Ja w tym czasie dokonywałem pierwszego wysiewu owsa na polu nad Strugą i w godzinach przedwieczornych wracałem ze swym wujkiem do domu. Niewiasty końcowych domów na Górze ostrzegły nas, że we wsi jest łapanka, żeby się ukryć i nie jechać dalej do wsi. Podczas naszej rozmowy doleciało do mnie głośne wołanie »halt«. Przybiegł do nas niemiecki żołnierz i wołając »lus« skierował nas do wsi. Po drodze, znając niemiecki język, zapytałem się co się stało – »was ist los« – w odpowiedzi dostałem kolbą karabinu w plecy i siarczyste »donnerwetter«. Na placu wepchnięto nas do szeregu. Po sąsiedzku z prawej strony miałem swego bliskiego kolegę. Zaczęliśmy cichą rozmowę, dowiedziałem się, że jego bracia ukryli się, a on też był za rzeką, lecz bał się tam pozostawać i wrócił do wsi, gdzie zgarnęli go Niemcy. Rozmowa nasza nie trwała długo, bo zbliżali się dwaj poszkodowani w bójce Ukraińcy i wyszukiwali tych, z którymi toczyli bójkę na tańcach weselnych. Wybrali pięciu mężczyzn między innymi mego sąsiada. Poza nami pod dwoma krzyżami stała grupa chłopów z sąsiedniej wsi z Sidorek”1.
Zaczynało zmierzchać. Po przesłuchaniu zebranych i krótkim przemówieniu wygłoszonym najprawdopodobniej przez Kubina, czterem mężczyznom wskazanym przez pobitych żołnierzy z SS-Galizien kazano położyć się na ziemi. Zabito ich strzałem w potylicę. Dorosz w swoich wspomnieniach podał, że tego dnia wybrano z grupy pięciu mężczyzn winnych pobicia. Według ustaleń historyka Jerzego Sroki, a także innych świadków omawianych wydarzeń, na placu zginęły cztery osoby2.
Wszystkie ofiary były mieszkańcami Sielczyka: Józef Markiewicz, Franciszek Romaniuk oraz Józef Łukaszuk, który stanął w obronie swojej żony. Ostatnią ofiarą był Czesław Chwedczuk, który został błędnie rozpoznany, nie brał nawet udziału w weselu.
Zbiorowa odpowiedzialność
Niemcy nie poprzestali na zabójstwach, postanowili także wziąć ze sobą zakładników, kilku mężczyzn, głównie w młodym i średnim wieku. Z Sielczyka wytypowano Henryka Łaskiego oraz Jana Dorosza. Oprócz nich zaaresztowano także Tadeusza Brylewskiego – robotnika z Białej Podlaskiej, Rajmunda Jezierskiego – ucznia z Białej Podlaskiej, Józefa Jezierskiego – robotnika z Białej Podlaskiej, rolników z Sidorek: Tadeusza Sierpinia, Jana Tokarskiego, Czesława Jarząbkowskiego oraz Tadeusza Jarząbkowskiego, a także Grzegorza Szydłowskiego, mieszkańca pobliskiej wsi Ortel Książęcy.
Przebieg późniejszych wydarzeń jest niejasny. Według niektórych relacji, w czasie przewożenia zakładników z pobliskiego lasu wyłonił się partyzant, który otworzył ogień do żołnierzy. W odwecie Niemcy rozstrzelali wszystkich dziesięciu zakładników na miejscu.
Historia o samotnym partyzancie nie została nigdy potwierdzona, jednak świadkowie wydarzeń zeznali, że jeden z Niemców obecnych przy egzekucji został ranny w rękę. Cały oddział wrócił do wsi, żeby opatrzeć swojego towarzysza. Zatrzymali się przy domu, z którego wyszła 60-letnia Marta Lesiuk. Zażądali od niej przyniesienia czegoś do opatrzenia rany. Gdy staruszka zaczęła odpowiadać, ranny Niemiec nawet nie zaczekał na pomoc, wyjął broń i zastrzelił ją na miejscu. Chwilę potem Niemcy zamordowali także zwabionego hałasami Feliksa Pawłowicza.
To nie wystarczyło. Niemcy podłożyli ogień pod zabudowaniami. Mieszkańcy w popłochu ratowali zwierzęta gospodarcze, uciekali z nimi na pobliskie łąki nad rzeką, gdzie ukryli się na całą noc. Żołnierze spalili 12 budynków mieszkalnych oraz 14 gospodarczych. Straty byłyby znacznie większe. Niemców powstrzymało tylko to, że w bliskiej odległości od wsi znajdowało się lotnisko. Nie chcieli żeby pożar się rozniósł.
* * *
Zwłoki zabitych uprzątnięto dopiero dzień po egzekucji, jednak rodzinom zabroniono pochować bliskich na cmentarzu parafialnym. Wszyscy spoczęli w masowym grobie w pobliskim lesie na tzw. „Popowej Dolinie”. Grzebano ich w ziemi, bez trumien ani ceremonii. Dopiero po kilku tygodniach władze zezwoliły na ekshumację i pochówek na cmentarzu rzymskokatolickim w Białej Podlaskiej.
Tragiczne wydarzenia z kwietnia 1944 r. wywarły trwałe piętno na okolicznych mieszkańcach. Kilkanaście rodzin we wsi zostało pozbawionych dachu nad głową oraz środków do życia. Wielu z nich straciło tego dnia bliskich członków rodzin. We wspomnieniach często pojawiają się obrazy płaczących kobiet, które przychodziły pod skromny pomnik postawiony na „Konowrocie”, kilka miesięcy po egzekucji. Jedną z nich była Janina, żona zabitego w tym miejscu Łukaszuka, który osierocił dwuletniego synka Edmunda.
1 Mieczysław Dorosz, Potomkowie Jaćwieży. Część I. Sioło – mała ojczyzna, Wyszków 1998, s. 213-214.
2 Zob. AIPN Lu 502/3, „Weryfikacja Rejestru miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1944 – województwo bialskopodlaskie”, opr. Jerzy Sroka, 1987 r., k. 90.
