Pomnik jako widomy znak dominacji ZSRS górował nad miastem dosłownie i w przenośni. Bardzo szybko stał się także centralnym punktem przypadających 23 lutego dorocznych uroczystości tzw. wyzwolenia Poznania. Warto dodać, że tego samego dnia obchodzono również święto Armii Czerwonej i kontekst ten na trwałe naznaczył organizowane ze sporym rozmachem poznańskie uroczystości. Aż do końca istnienia Polski Ludowej obie rocznice celebrowano łącznie.
W 1950 roku z pomysłem wysadzenia pomnika nosili się członkowie organizacji Konspiracyjny Związek Patriotów Polskich, wcześniej natomiast jedna z nieformalnych grup młodzieżowych ostrzelała znajdującą się na szczycie pomnika gwiazdę, wykonaną z czerwonego szkła.
Poddane stalinowskiemu terrorowi społeczeństwo zmuszone było biernie przyglądać się narzuconej symbolice, niemniej jednak szczególnie wśród usposobionej antykomunistycznie młodzieży natrafiamy na przykłady niezgody. W 1950 roku z pomysłem wysadzenia pomnika nosili się członkowie organizacji Konspiracyjny Związek Patriotów Polskich, wcześniej natomiast jedna z nieformalnych grup młodzieżowych ostrzelała znajdującą się na szczycie pomnika gwiazdę, wykonaną z czerwonego szkła.
Niewiele brakowało, aby podobny zamiar urzeczywistniło dwóch poznańskich studentów.
Lotnicza bomba pod pomnikiem
Maciej Głyda (ur. 1935) oraz Tomasz Kocowski (ur. 1933) znali się jeszcze z lat nauki w poznańskim Gimnazjum Bergera. Już jako uczniowie dali się poznać z niepokornej strony, uczestniczyli bowiem w „politycznym” incydencie w postaci „znieważenia” (oplucia) szkolnego portretu Bolesława Bieruta. Ich drogi następnie się rozeszły. Kocowski podjął studia architektoniczne na Politechnice Wrocławskiej, natomiast Głyda stawiał pierwsze kroki jako adept Akademii Medycznej w Poznaniu. Wciąż utrzymywali jednak kontakt i najwyraźniej wciąż buzowały w nich polityczne emocje. Niezwiązani z żadną organizacją konspiracyjną powzięli zamysł wysadzenia pomnika Bohaterów. W tym celu na podpoznańskich poligonach czy lotniskach poszukiwali broni oraz wszelkich niezbędnych materiałów. Jak się miało okazać, młodzieńcy zgromadzili prawdziwy arsenał w postaci pocisków artyleryjskich, amunicji czy materiałów wybuchowych.
W lutym 1953 roku mało brakowało, aby rocznicowe uroczystości w ogóle nie doszły do skutku. Podczas rutynowej kontroli instalacji elektrycznej wewnątrz pomnika natrafiono bowiem na umieszczoną tam potężną, pięćdziesięciokilogramową bombę lotniczą. W toku śledztwa okazało się, że młodzi ludzie planowali realizację swojego planu w grudniu 1952 roku i wówczas przetransportowali na Cytadelę pocisk. Mimo dwukrotnych prób nie zdołali go jednak zdetonować i odłożyli zamysł na później. Nadmieńmy, że zarówno bomba, jak i dołączony do niej zapalnik były całkowicie sprawne, a zawiodła jedynie spłonka, przez co ostatecznie do eksplozji nie doszło.
Mimo dwukrotnych prób nie zdołali jednak zdetonować pocisku i odłożyli zamysł na później. Nadmieńmy, że zarówno bomba, jak i dołączony do niej zapalnik były całkowicie sprawne, a zawiodła jedynie spłonka, przez co ostatecznie do eksplozji nie doszło.
Póki co funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa bez powodzenia usiłowali rozwiązać tajemniczą sprawę. Z uwagi na możliwe konsekwencje (także w wymiarze propagandowym) traktowano ją w sposób priorytetowy, jako swego rodzaju policzek wymierzony władzy ludowej. Prowadzone przez kilka miesięcy intensywne śledztwo nie dawało jednak żadnych rezultatów. Rzeczywistych sprawców wykryto dopiero przez przypadek. Obaj studenci nadal gromadzili bowiem broń i w tym celu posługiwali się podstępem oraz formą szantażu wobec żołnierzy Wojska Polskiego. W takich okolicznościach w czerwcu 1953 roku zatrzymany został Maciej Głyda i dopiero wówczas zdołano połączyć go z próbą wysadzenia pomnika. Miesiąc później zatrzymano także Tomasza Kocowskiego.
Działania swe skierowali przeciw pomnikowi otoczonemu szczególną czcią…
O tym, że sprawa rzeczywiście miała istotne znaczenie, świadczą nagrody przyznane funkcjonariuszom Wydziału III oraz Wydziału Śledczego WUBP w Poznaniu. Stosowny rozkaz przewidywał udzielenie pochwały oraz nagrodę pieniężną
„za należyte rozpracowanie sprawy przeciwko »G« i »K« drogą śledczą i operacyjną i kilku innych poważnych spraw prowadzonych przez Wydział Śledczy oraz należyte przygotowania od strony operacyjnej przez Wydział III, wykazywanie własnej inicjatywy i wnikliwości w rozpracowaniu wroga klasowego”.
Ponadto polecano o jego treści poinformować wszystkich pracowników aparatu bezpieczeństwa na terenie województwa poznańskiego.
Zatrzymani natomiast zostali pociągnięci do odpowiedzialności karnej i niebawem stanęli przed obliczem Wojskowego Sądu Rejonowego w Poznaniu. Wyrok zapadł 6 listopada 1953 roku. Tomasz Kocowski został skazany na karę 12 lat, a Maciej Głyda 9 lat więzienia. Za okoliczność szczególnie obciążającą sąd uznał, iż oskarżeni
„działania swe skierowali przeciw pomnikowi otoczonemu szczególną czcią Narodu Polskiego dla Bohaterów Armii Radzieckiej, wyzwolicielce naszego kraju, oskarżeni okazali w działaniu szczególną uporczywość oraz użyli szczególnie niebezpiecznego środka z zamiarem oddziałania na społeczeństwo i wrogiego nastawienia go do władzy ludowej”.
Surowy wyrok okazał się nieść ze sobą dramatyczne konsekwencje. Pobyt w więzieniu Maciej Głyda przypłacił poważną chorobą, w wyniku czego, mimo początkowych trudności, uzyskał w końcu przerwę w odbywaniu kary. Następnie zawieszono jej wykonanie. Dwudziestojednolatek jednak zmarł w tragicznych okolicznościach 4 października 1956 roku. Został pochowany na cmentarzu na Junikowie w Poznaniu.
Poznański pomnik Bohaterów wciąż stoi na stokach Cytadeli, choć po 1989 roku zdemontowano czerwoną gwiazdę na jego szczycie.
Inaczej potoczyły się losy drugiego ze skazanych. W 1956 roku został on przedterminowo zwolniony, po czym podjął przerwane studia. Nie powrócił już jednak do architektury, rozpoczął natomiast karierę naukową, z czasem osiągając status cenionego psychologa specjalizującego się w dziedzinie stresu. Zawodowo związał się z Politechniką Wrocławską. Nadal pozostawał niepokorny wobec władzy, o czym świadczyły podejrzenia o zaangażowanie w Marcu 1968 roku czy prowadzenie nieformalnej grupy studentów skupionych w jednym z kół naukowych, na spotkania której zapraszał między innymi Jakuba Karpińskiego. Wreszcie, pod koniec lat 70. Kocowski utrzymywał kontakty z działaczami Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO). Tomasz Kocowski zmarł 25 czerwca 1988 roku. Został pochowany na cmentarzu Batowickim w Krakowie.
* * *
Poznański pomnik Bohaterów wciąż stoi na stokach Cytadeli, choć po 1989 roku został nieco „rozbrojony” ideologicznie – zdemontowano czerwoną gwiazdę na jego szczycie. Wciąż budzi jednak negatywne skojarzenia, co nasiliło się zwłaszcza po rosyjskiej agresji na Ukrainę rozpoczętej 24 lutego 2022 roku, a zatem dzień po wspomnianym historycznym święcie powstania Armii Czerwonej. Wówczas pomnik bywał kilkukrotnie oblewany czerwoną farbą. Jakakolwiek czeka go przyszłość, warto pamiętać o dwójce poznańskich studentów, którzy zaryzykowali wiele, aby usunąć symbol sowieckiej dominacji nad miastem.
