Śmierć 45-letniego artysty była konsekwencją wyroku podziemnego Wojskowego Sądu Specjalnego, który od dłuższego czasu gromadził dowody na jego szkodliwą działalność. Do tego zadania oddelegowany został m.in. Roman Niewiarowicz, reżyser i dramaturg, działający jako oficer wywiadu pod ps. „Łada”.
„Pierwsze wiadomości o Symie otrzymałem w konsulacie polskim w Budapeszcie. Funkcjonariusze konsulatu oświadczyli mi, że Sym znajduje się w Warszawie, pozostaje w bliskich stosunkach z władzami niemieckimi, że pracuje dla Niemców oraz, że jeszcze przed wybuchem wojny był szpiegiem na usługach niemieckich”
– zeznawał po wojnie.
Kariera przyszłego volksdeutscha
Skąd to podejrzenie? Otóż gwiazdor był w połowie Austriakiem, a do ojczyzny ojca trafił już po dwudziestych urodzinach, służąc w polskim wojsku po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości. Osiadł w Warszawie, a po ukończeniu studium aktorskiego wyjechał do Wiednia. Później kontynuował karierę filmową w Niemczech.
Zahamowało ją pojawienie się dźwięku w filmie. Sym miał problem z prawidłowym wymawianiem spółgłoski „R”, co dla aktora operującego językiem niemieckim oznaczało praktycznie zawodową dyskwalifikację. Powrócił więc do Warszawy, ale daleka od perfekcji znajomość polskiego również nad Wisłą ograniczyła jego możliwości w obsadzie.
Skupił się zatem na występach estradowych, gdzie w nieco lżejszej formule zyskał dużą popularność. Nieprzeciętna aparycja skutecznie maskowała nie najwyższe umiejętności aktorskie, gwarantując powodzenie sztuk z jego udziałem i czyniąc go obiektem westchnień pań. To jednak nie zaspokajało ambicji Syma.
Gdy w drugiej połowie lat trzydziestych przyszła niespodziewana propozycja kontraktu z niemiecką wytwórnią UFA, nie zastanawiał się zbyt długo. Jej efektem było dzieło „Serenade”, którego premiera odbyła się w 1937 roku w Szczecinie. Po obowiązkowym bankiecie aktor zrobił sobie spacer po tamtejszych zaułkach i w ten sposób trafił do siedziby Abwehry, co nie umknęło uwagi polskich agentów. Nic wszakże z tą sprawą nie zrobiono.
Śledztwo
Po wybuchu II wojny światowej Sym sprawiał wrażenie bardzo zaangażowanego w obronę stolicy. Dlatego dość trudno było uwierzyć w coraz częściej pojawiające się plotki o rozpoznaniu aktora w obcym mundurze z hitlerowską opaską na ramieniu. Do akcji wkroczył kontrwywiad Związku Walki Zbrojnej, otaczając aktora „opieką agenturalną”.
„W październiku zgłosił się jako tłumacz. Obecnie pracuje w Reichsprp., przemawiał przy otwieraniu kin. Wyraźnych dowodów współpracy z g-o [gestapo – aut.] nie ma”
– czytamy w meldunku z 19 kwietnia 1940 r. Ale już tydzień później „Dach” donosił:
„W sferach artystycznych powszechnie jest uważany na [oryg. pis.] agenta G-o. […] W czasie wizyt w urzędach[…] legitymował się zaświadczeniem G-o i pozdrawiał Niemców »Heil Hitler«. Na te okoliczność są świadkowie”.
Dość szybko potwierdziło się, że nowy volksdeutsch stał się idealnym narzędziem w hitlerowskim planie odciągania publiczności od działań konspiracyjnych i zastępowania prawdziwej sztuki niewyszukaną rozrywką, stosownie do ogólnych wytycznych przewidzianych wobec narodu polskiego. Otrzymał stanowisko dyrektora Theater der Stadt Warschau (dawniej Teatr Polski), zarządzanie kinem Palladium oraz nadzór nad teatrem Komedia. Właśnie tam, w roli reżysera, został oddelegowany Roman Niewiarowicz, aby „pilnować” figuranta.
Wyrok
Po zebraniu niezbitych dowodów, na Igo Syma roku został wydany wyrok śmierci. Ponieważ nigdy nie odnaleziono dokumentu potwierdzającego ten fakt, domniemuje się (w ślad za słowami płk. Jana Rzepeckiego opublikowanymi w 1964 r. na łamach „Pamiętnika Teatralnego”), że w istocie była nim decyzja płk. Zdzisława Zajączkowskiego – komendanta ZWZ Okręgu Warszawa Miasto.
Wykonanie kary miało nastąpić w ciągu 3 miesięcy, ale wobec informacji „Łady” o planowanym wyjeździe obiektu do Wiednia, sprawy przyspieszono.
„Otrzymałem rozkaz przeprowadzenia tej akcji wraz z moją komórką. Po nieudanych dwóch próbach, akcja wykonana została w dniu 7 marca 1941 o godzinie 7-ej rano w mieszkaniu Syma przy ul. Mazowieckiej 10. Sym zastrzelony został tam u progu swego mieszkania przez wyznaczonego do akcji Zawadę (pseudonim – nazwiska nie znam), któremu towarzyszył jako osłona »Mały« (również pseudonim – nazwiska nie znam).[…] Przed godziną 8-ą przechodzący ulicą łącznik dał mi umówiony znak, że wyrok na Syma został wykonany”
– opowiadał Niewiarowicz.
Wykonawcom kary udało się uniknąć aresztowania. Dzisiaj już wiemy, że oprócz „Zawady”, którym okazał się ppor. Roman Rozmiłowski, i „Małego” (kpr. Wiktor Klimaszewski) był jeszcze ubezpieczający akcję por. Bohdan Rogoliński ps. „Szary”. Być może uchronił ich fakt skierowania przez Gestapo podejrzeń na aktora Dobiesława Damięckiego, który nie krył się z niechęcią do Syma, wielokrotnie wygrażając mu publicznie w barze Teatru Polskiego, przez co do końca okupacji wraz z żoną musiał się ukrywać.
Gubernator dystryktu warszawskiego GG Ludwig Fischer wyznaczył termin 3 dni na ujawnienie się sprawców. Do aresztu trafiło 118 zakładników i kiedy termin upłynął, 21 z nich zostało rozstrzelanych w lesie pod Palmirami. Kilkunastu artystów stołecznych scen zostało wywiezionych do Auschwitz; na szczęście wszyscy wrócili. Na Warszawę nałożono kontrybucję w wysokości miliona złotych oraz wprowadzono szereg innych restrykcji, w tym wydłużenie godziny policyjnej.
* * *
Dwa lata po akcji Romana Niewiarowicza schwytano i osadzono na Pawiaku. Skazany na śmierć, został przeniesiony do Lwowa, by ostatecznie znaleźć się w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen. Przeżył, ale po wojnie musiał zmagać się z oskarżeniami o współpracę z Niemcami. Występował w teatrach krakowskich, a starsi widzowie mogą kojarzyć go z filmu „Awantura o Basię” z 1959 r. Zmarł 26 stycznia 1972 roku w Warszawie.
Roman Rozmiłowski „Zawada” nie doczekał końca wojny. Zginął w Powstaniu Warszawskim, bohatersko broniąc ze swoim oddziałem budynku „Pasty”. Spoczywa na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
