W latach 1981-1991 Regionalną Rozgłośnią Polskiego Radia w Olsztynie kierował redaktor naczelny Witold Rybak. Zastępcą redaktora naczelnego był wówczas Wojciech Ogrodziński. W 1987 r. Władysław Bogdanowski był dziennikarzem pracującym w Redakcji Programów Informacyjnych olsztyńskiego Radia, a dr Marian Król, były wojewoda poznański, członek ZSL, był w tym czasie posłem na Sejm PRL IX kadencji.
Luksusowy hotel w miejsce namiotu
15 kwietnia 1987 r., o godz. 7:45, w „Porannych sygnałach” wyemitowano krótki, bo trwający półtorej minuty, felieton przygotowany przez dziennikarza Władysława Bogdanowskiego, pracującego w Redakcji Programów Informacyjnych olsztyńskiego Radia. Felieton dotyczył wizyty w województwie olsztyńskim przedstawicieli Sejmowej Komisji Polityki Społecznej, Zdrowia i Kultury Fizycznej. Bogdanowski wykorzystał w felietonie fragment wypowiedzi „balującego” w Mrągowie, przewodniczącego wspomnianej Komisji – posła Mariana Króla.
Treść felietonu była następująca:
„Władysław Bogdanowski: Zapachniało wiosną, warto więc się rozejrzeć, gdzie by tu wyskoczyć na kilka dni.
[przerywnik – wiosenny śpiew ptaków]
Władysław Bogdanowski: W ubiegłym tygodniu przez trzy dni gościli w województwie olsztyńskim przedstawiciele Sejmowej Komisji Polityki Społecznej, Zdrowia i Kultury Fizycznej. Jaki był cel ich wizyty?
Poseł Marian Król: Przede wszystkim chcieliśmy na podstawie hotelu »Orbis Mrongovnia« wspólnie z kierownictwem Centrali »Orbis« dokonać oceny turystyki wysokokwalifikowanej.
Władysław Bogdanowski: Ponadto tematami wyprawy w Olsztyńskie było wykorzystanie ośrodków wypoczynkowych zakładów pracy i rozwój turystyki masowej.
Komentarz Władysława Bogdanowskiego: Przyznają państwo, że jak na trzy dni pobytu program ambitny, obejmujący prawie wszystkie zagadnienia z turystyką związane – a na dodatek temat numer jeden przedstawiony przez przewodniczącego komisji zupełnie nowatorski, bo z czym jak z czym, ale z turystyką już nie wysoko, lecz zwyczajnie kwalifikowaną Mrongovia zbyt wiele do czynienia nie ma. Chyba, że ostatnio sklasyfikowano turystów pod kątem zasobności ich portfela. Nic zatem dziwnego, że na spotkaniu sumującym wizytę zbyt odkrywczych wniosków nie usłyszałem.
Poseł Marian Król: Jesteśmy wszyscy tutaj pod dużym urokiem, pod dużym wrażeniem działań i tej atmosfery, tej pięknej panoramy, przyrody.
Władysław Bogdanowski: Miła nam olsztyniakom taka ocena, ale pewnie sformułowano by ją bez rekonesansu po województwie, gdyby nie ten najważniejszy problem polskiej i olsztyńskiej turystyki – dokonanie oceny turystyki wysokokwalifikowanej na podstawie hotelu »Orbis-Mrongovia«”.
Turystyka wysokodotowana
Po emisji tego felietonu poseł Marian Król poczuł się urażony, co ostro wyraził w piśmie z 24 kwietnia 1987 r. adresowanym do przewodniczącego Radiokomitetu w Warszawie. Król posądził Bogdanowskiego nie tylko o złośliwość, ale i o „nieprawdziwe i niekompetentne zniekształcenie wywiadu”.
Z Warszawy natychmiast polecono Rybakowi wyjaśnienie całej sprawy. Red. Bogdanowski musiał się zatem ze swojego felietonu tłumaczyć.
Swoje wyjaśnienia olsztyński dziennikarz rozpoczął od informacji, że został 9 kwietnia 1987 r. zaproszony na spotkanie, podsumowujące trzydniowy pobyt w województwie olsztyńskim wspomnianej Komisji i to, co usłyszał, sprowadzać się miało do:
„1. kurtuazyjnych uwag o regionie i jego walorach turystycznych, 2. komplementów pod adresem ludzi pracujących w turystyce”.
Zdaniem Bogdanowskiego, podobne były odpowiedzi na jego pytania udzielone przez posła Króla.
„Już wówczas miałem wątpliwości, czy takie wizyty są celowe. Wątpliwości te pogłębiły się kiedy przeanalizowałem program pobytu Komisji w Olsztynie i województwie”
– pisał Bogdanowski w notatce służbowej.
Bogdanowskiego zdumiał cel wizyty, którym była „Ocena turystyki wysokokwalifikowanej na przykładzie hotelu »Orbis-Mrongovia«”.
Olsztyńskiego redaktora cel ten zaskoczył tym bardziej, że już po nagraniu rozmowy z Marianem Królem od pracownika Zarządu Oddziału PTTK w Olsztynie usłyszał, że „nie ma w ogóle pojęcia turystyka wysokokwalifikowana”, a ta „»zwyczajnie kwalifikowana« ma bez wątpienia więcej wspólnego z rowerem, kajakiem i namiotem niż hotelem »Mrongovia«”.
Bogdanowski, wiedząc, iż ma do czynienia z prominentnym dygnitarzem państwowym, zdecydował jednak wypowiedzieć swoje zdanie w tej całej sprawie.
„Dodatkowym impulsem do nadania publikacji kształtu jaki miała ona w »Porannych sygnałach« były moje przemyślenia po wysłuchaniu kwietniowego referatu Ministra Spraw Wewnętrznych gen. Czesława Kiszczaka, który mówił między innymi o konieczności oszczędzania na wyjazdach zagranicznych”
– tłumaczył Rybakowi. Bogdanowski dodał, że wypowiedź generała zrozumiał tak, że „oszczędzać można również i na wyjazdach krajowych”.
Dziennikarz nie uważał zarzutu posła za zasadny, ale – udając głupiego – tłumaczył redaktorowi naczelnemu rozgłośni, iż może pretensja posła wynikała z faktu, że „w publikacji wykorzystał tylko niewielkie fragmenty rozmowy z Przewodniczącym Komisji” i opatrzył je komentarzem. Bogdanowski nie uważał, aby wykorzystane fragmenty zostały „wybrane tendencyjnie”, bo jak dalej tłumaczył:
„Fragment pierwszy to jeden z celów wizyty, drugi wnioski z niej płynące. Złośliwy byłbym wówczas, gdybym na przykład zamieścił bez odpowiednich zabiegów montażowych ten fragment wypowiedzi, w którym przewodniczący Komisji przez dłuższą chwilę wahał się czy aby na pewno był w województwie olsztyńskim i gdybym zwrócił uwagę, że w Mrągowie jest hotel »Mrongovia«, a nie »Mrongovnia« – jak to wynikało z wypowiedzi Przewodniczącego Komisji. Komentarz do wybranych fragmentów wynikał, jak wspomniałem, z informacji uzyskanej już po nagraniu, w Zarządzie Okręgu PTTK w Olsztynie, zaś wniosek końcowy z przekonania, którego nie zmieniłem do dziś, że podobne wnioski Komisja mogłaby sformułować nie opuszczając Warszawy”
– usprawiedliwiał się redaktor.
W całej sprawie wypowiedzieć się musiał również zastępca redaktora naczelnego rozgłośni, prywatnie dobry znajomy Bogdanowskiego – red. Wojciech Ogrodziński. Stanął on w obronie redakcyjnego kolegi. Ogrodziński przeprowadził rozmowę z Bogdanowskim, a potem jej przebieg zrelacjonował Rybakowi. Jak twierdził, ustalił on okoliczności rozmowy z posłem Królem. Ponownie też wysłuchał audycji z „Porannych sygnałów”.
„Kontekst nagrania, jak również treść wzmiankowanego wywiadu, którego słuchałem w całości, w wersji roboczej, uzasadniały w moim przekonaniu wątpliwości red. Bogdanowskiego. Cele wizyty sformułowano bardzo ogólnikowo, a rozmówca red. Bogdanowskiego przez kilka minut nie wymienił ani jednego konkretnego rezultatu tej wizyty”
– pisał Ogrodziński Rybakowi 28 maja 1987 r.
Zaraz potem zastępca redaktora naczelnego tłumaczył, iż w jego odczuciu wymowa komentarza Bogdanowskiego była „właściwa, tym bardziej, że ograniczył się on tylko do wyrażenia wątpliwości czy wyjazd kilkunastu osób na 3 dni do najdroższego hotelu w województwie olsztyńskim w celu sformułowania werbalnych wniosków i opinii był celowy”.
Wojciech Ogrodziński miał tylko zastrzeżenia do formy komentarza, na co – jak wzmiankował zaraz – wcześniej, tuż przed emisją audycji w „Porannych sygnałach”, zwrócił uwagę. Uważał bowiem, że Bogdanowski powinien był swoje wątpliwości sformułować jeszcze podczas rozmowy z posłem ZSL, a nie po jej zakończeniu. Przyznał jednak, że skoro te wątpliwości nasunęły mu się później, czyli po wysłuchaniu przemówienia Kiszczaka i uzyskaniu dodatkowych informacji w PTTK, to rzecz podczas kontaktu z przewodniczącym Komisji nie mogła być wyartykułowana – mogło to nastąpić tylko po wyjeździe członków Komisji z województwa olsztyńskiego. Na koniec Ogrodziński twierdził, że zarzut „nieprawdziwego i niekompetentnego zniekształcenia wywiadu posła Mariana Króla” był „nieuzasadniony ani formą, ani treścią publikacji red. Bogdanowskiego”.
Niby wszystko się zgadzało, mógł pomyśleć Rybak, ale przecież nie o to chodziło, bo niedopuszczalną sprawą była krytyka dygnitarzy partyjnych w państwowych mediach. Cóż więc Rybak uczynił? Otóż 3 czerwca 1987 r. wysłał Józefowi Królikowskiemu, zastępcy przewodniczącego Radiokomitetu, wyjaśnienia Bogdanowskiego i komentarz do sprawy Ogrodzińskiego. Krytyka władzy tym razem rozeszła się po kościach.
* * *
Witold Rybak przestał być redaktorem naczelnym olsztyńskiego Radia w 1991 r., kiedy nowym szefem Radia Olsztyn został red. Ryszard Langowski, działacz „Solidarności”, redaktor zwolniony w stanie wojennym w wyniku weryfikacji dziennikarzy.
Władysław Bogdanowski w 1991 r. został zastępcą Langowskiego, a od 2002 r. redaktorem naczelnym Radia Olsztyn S.A. Bogdanowski był w tym czasie przełożonym red. Wojciecha Ogrodzińskiego. Bogdanowski potem był członkiem Zarządu Polskiego Radia S.A. oraz reprezentantem ministra skarbu w Radzie Nadzorczej Radia Olsztyn S.A. Marian Król po 1989 r. przestał być członkiem ZSL, został członkiem PSL i posłem na Sejm RP II kadencji. Związany był z Towarzystwem im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu.
