Publiczne egzekucje w Generalnym Gubernatorstwie usankcjonowano rozporządzeniem Hansa Franka z 2 października 1943 r. o powołaniu sądów doraźnych
„celem zwalczania zamachów na niemieckie dzieło odbudowy Generalnej Guberni”.
Od tego momentu były one stosowane jako środek „odstraszania” przed działaniami wymierzonymi przeciwko Niemcom, ich sojusznikom i współpracownikom.
Pierwsza
Sobota, 13 listopada 1943 roku, początkowo wydawała się dla mieszkańców Białej Podlaskiej dniem jak każdy inny. Los jednak zadecydował inaczej. Spokój miasta zakłócił dźwięk megafonu. Chwilę później niemiecka policja i żandarmeria otoczyły znajdujący się w centrum Plac Wolności. Zaczęto zganiać na niego okolicznych mieszkańców i przechodniów z pobliskich ulic. Część z nich zdołała uciec, ale nie brakowało też tych, którzy przychodzili sami, kierowani ciekawością.
Sobota, 13 listopada 1943 roku, początkowo wydawała się dla mieszkańców Białej Podlaskiej dniem jak każdy inny.
Na plac wjechała ciężarówka, z której wyprowadzono 10 więźniów związanych z ruchem oporu. Zostali aresztowani 28 października i osadzeni w bialskim więzieniu Gestapo, które znajdowało się przy ul. Dreszera 17. Mężczyzn podzielono na dwie grupy, składające się z pięciu osób każda. Na miejsce kaźni wybrano ścianę jednej z kamienic, tuż obok bialskiego Urzędu Poczty. Tego dnia rozstrzelano 10 osób. Egzekucja była reakcją na działania żołnierzy podziemia, którzy w akcie odwetu za publiczne kontakty towarzyskie z gestapowcami ogolili głowę Łukasikównie, której matka prowadziła w Białej Podlaskiej restaurację „tylko dla Niemców”.
Jednym z bezpośrednich świadków wydarzenia był lekarz Edward Bazylczuk, który po latach złożył relację Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. 45-letni wówczas Bazylczuk został
„(…) wezwany jako lekarz przez kancelarię lekarza powiatowego do stawienia się na pl. Wolności, w miejscu, gdzie ma być wykonana egzekucja. Oczywiście, stawiłem się. Szef gestapo polecił mi stanąć obok siebie. Poprosiłem go, abym mógł stać w budynku poczty, na co on się zgodził. Stanąłem więc w przedsionku poczty, z okna (…) widziałem cały przebieg egzekucji (…). Więźniów przywieziono samochodem ciężarowym. Mieli oni zawiązane usta, na oczy nałożono im czarne opaski. Dwoma grupami, po pięciu więźniów, podprowadzano ich pod ścianę domu przy pl. Wolności, obok budynku poczty. W pierwszej partii byli moi znajomi, prokurator Selim-Bojarski i Tadeusz Sokół (…). Pluton egzekucyjny, złożony z Schutzpolizei, ustawił się na brzegu trotuaru i na komendę oficera oddał salwę z karabinów. Następnie pod ścianę domu podprowadzono drugą grupę pięciu skazanych na śmierć. Pluton egzekucyjny oddał kolejną salwę (…). Potem jeden z oficerów policji niemieckiej podchodził do każdego z leżących na ziemi skazańców i strzelał z pistoletu w głowę leżącego. Wtedy szef gestapo wezwał mnie do stwierdzenia zgonu”.
Innym świadkiem wydarzeń była Józefa Maria Stanek, uczennica 5. klasy tajnych kompletów. W relacji złożonej w 2018 r. Ośrodkowi „Brama Grodzka – Teatr NN”, tak wspominała tamto wydarzenie:
„Miasto to był Plac Wolności. Tam się wszystko działo. (…) Była postawiona taka szczekaczka, na cztery strony megafony. I coś tam nadają, po polsku oczywiście”
– wspominała po latach. Mieszkała przy jednej z sąsiednich ulic. Usłyszawszy hałas postanowiła wraz z kuzynem Stefanem pobiec na pobliski plac, zobaczyć co się dzieje. Tak zapamiętała moment egzekucji:
„Idą, od ul. Grabanowskiej Niemcy [w budynku szkoły mieściła się siedziba Schutzpolizei – przyp. S. Sz.], cały pluton egzekucyjny, a pod murem ludzie stoją, zawiązane oczy i ręce do tyłu. Tylko ktoś się szamocze. (...) Pełno ludzi. W pewnej chwili słyszę »Niech żyje Polska!«. Ten pan, nie dał sobie zasłonić oczu, to był starszy sierżant policji granatowej, miał 43 lata, najstarszy. I w bramie go zastrzelili. I ta seria poszła, i to wszystko zaczęło się osuwać. (…) Spojrzałam dokoła, a z poczty z drzwi wychodzi Niemiec – gestapowiec, bo wiem jak Gestapo wyglądało, to wiedziałam. Wyszedł, a za nim doktor Bazylczuk, a ja go znałam. A za nim następny gestapowiec. Ten doktor Bazylczuk musiał podchodzić do każdego i stwierdzać zgon. A ten gestapowiec dobijał”1.
Tego dnia zostali rozstrzelani: Antoni Lipski, ppr. Wojska Polskiego, lat 28; Kazimierz Karwowski, lat 27; Antoni Jankowski, sierżant 34 pp. Wojska Polskiego, lat 46; Józef Nagi, lat 22; Józef Bernard, sierżant 34 pp. Wojska Polskiego, lat 42, Tadeusz Sokół, zegarmistrz, lat 37; Leon Horaczyński, lat 19; Bogusław Selim-Bojarski, dr prawa, prokurator Sądu Okręgowego w Białej Podlaskiej, lat 41; Czesław Kiryluk, lat 21; Edward Kiryluk, mieszkaniec Białej Podlaskiej, lat 25.
Druga
Dziesięć dni później, 23 listopada w tym samym miejscu odbyła się kolejna publiczna egzekucja, w której zginęło kolejnych 16 osób. Obok Schutzpolizei brali w niej udział również funkcjonariusze Kripo.
Będący na miejscu Wachtmeister Bronisław Szczygielski z Kipo zeznał:
„(…) Kiedy odbywała się egzekucja na pl. Wolności, udałem się wraz z innymi [policjantami – przyp. S. Szyc] na oznaczony posterunek celem niedopuszczenia ludności poza teren dla niej przeznaczony. W tym czasie przywieziono skazanych ponad 10 osób. (…) Po wyjściu skazanych z samochodu jeden z nich klęknął na ziemi i nie chciał iść pod ścianę, wtedy gestapowiec zawołał mnie, abym skazanego doprowadził do ściany, co też uczyniłem”.
Tego dnia śmierć ponieśli: Stefan Maksymiuk ze wsi Gnojno; Paweł Łyszewski ze wsi Borosuki; Michał Kuc ze wsi Bojary; Adam Wołos ze wsi Hołowno; Wasyl Koleńczuk ze wsi Hołowno; Jan Lesiuk ze wsi Mosty; Ignacy Łukaszuk ze wsi Mosty; Józef Kuna z Wisznic; Jan Trociuk ze wsi Kostomłoty; Grzegorz Trociuk z Kodnia; Aleksander Ligor z Kodnia; Jan Kupryś z Kodnia; Piotr Korniłowicz z Kodnia; Paweł Rafałko z Kodnia; Jan Bondura ze wsi Lebiedziew; Sergiusz Juchimuk ze wsi Lebiedziew.
Upamiętnienie
Wszystkie ofiary rozstrzelane na Placu Wolności w listopadzie 1943 r. zostały pochowane w masowym grobie w lesie Grabarka, który był miejscem licznych egzekucji dokonywanych przez Niemców. Ostatnia egzekucja w tym miejscu miała miejsce 15 lipca 1944 r.
Po zajęciu Podlasia i Lubelszczyzny przez Armię Czerwoną, w sierpniu 1944 r, przeprowadzono ekshumację wszystkich zamordowanych i pochowanych w lesie Grabarka. Ofiary rozstrzelane w listopadzie 1943 roku spoczęły na dwóch cmentarzach: rzymskokatolickim przy ul. Nowej oraz prawosławnym przy ul. Terebelskiej.
Miejsce straceń zostało upamiętnione przez Bialczan już w 1945 r. Ślady kul na ceglanym murze zabezpieczono, umieszczając je w zaszklonej metalowej ramie. W latach 90. umieszczono tabliczki z nazwiskami rozstrzelanych.
1 https://teatrnn.pl/historiamowiona/fragmenty/egzekucja-na-placu-wolnosci/
