Bitwa była odpowiedzią na akcję wysiedleńczą, prowadzoną już od listopada 1941 roku na Zamojszczyźnie w ramach operacji General Plan Ost. Zakładał on stworzenie niemieckiego pasa osiedleńczego wzdłuż linii demarkacyjnej III Rzeszy z ZSRS. Na początku wytypowano tylko kilka wsi, których mieszkańcy byli relokowani na inne tereny, a na ich miejsce sprowadzano volksdeutschów.
Zaalarmowane polskie podziemie dość sprawnie rozpoczęło akcje przeciwdziałające oraz odwetowe.
Pod koniec następnego roku wysiedlenia przybrały dobrze znaną formę. Niecałe pół godziny na zabranie rzeczy, stłoczenie w obozach przejściowych, rozbijanie rodzin, grabież majątku. Opornych wywożono na roboty przymusowe, do obozów koncentracyjnych lub mordowano. Zaalarmowane polskie podziemie dość sprawnie rozpoczęło akcje przeciwdziałające oraz odwetowe.
Nie byłyby one skuteczne, gdyby nie bohaterstwo niektórych pracowników urzędów. W ten sposób kierownictwo ruchu oporu w grudniu 1942 r. weszło w posiadanie mapy miejscowości przewidzianych do pacyfikacji przez gestapo i żandarmerię niemiecką. Z kolei pod koniec stycznia następnego roku naczelnik poczty w Tomaszowie Lubelskim przechwycił wiadomość o planowanej akcji w gminie Krynice.
Walka wśród zasp
31 stycznia 1943 r. w okolicy Zaboreczna pojawili się partyzanci. Wzmocniono warty na drogach i oczekiwano w pobliskim lesie na to, co miało się wydarzyć o godzinie 8.00 następnego dnia. Pogoda zdawała się sprzyjać Polakom, bowiem na polach zalegało mnóstwo śniegu, który – jak się później okazało – skutecznie ograniczał swobodę niemieckich działań.
Spłoszone konie w niemieckich saniach wpadły w panikę, brnąc dokładnie w teren opanowany przez Polaków, dzięki czemu partyzanci zdobyli sporo bezcennej broni.
1 lutego pododdziały I Zmechanizowanego Batalionu Żandarmerii, wspomagane przez kolonistów, w sile około 600 ludzi pojawiły się w rejonie wsi Antoniówka. Czekały na nich kompanie BCh: „Sielskiego” (Władysława Maślanki), „Głowackiego” (Jana Głogowskiego), „Burskiego” (Stanisława Burdy), „Szczerbińskiego” (Piotra Mielnika), „Turzyńca” (Władysława Chmielowca) oraz pluton AK „Lisa” (Bronisława Piaseckiego) w liczbie 250-400 osób (w zależności od źródła).
Bitwa rozpoczęła się od ostrzelania oddziału rozpoznawczego wroga. Spłoszone konie w niemieckich saniach wpadły w panikę, brnąc dokładnie w teren opanowany przez Polaków, dzięki czemu partyzanci zdobyli sporo bezcennej broni. Kompletnie zaskoczone oddziały mjr. Ernsta Schweigera zostały zmuszone do odwrotu, by po paru godzinach powrócić z posiłkami.
Zmagania trwały cały dzień, w sumie odbyło się kilka niemieckich natarć i przeciwstarć. Znakomicie dowodzone przez kpt. Franciszka Bartłomowicza „Grzmota” polskie oddziały skutecznie wyprzedzały wszystkie posunięcia wroga, zadając mu poważne straty. Wraz z zapadnięciem zmroku padł rozkaz o wycofaniu się do lasów krasnobrodzkich, a następnego dnia walki przeniosły się w rejon miejscowości Róża.
„Wszyscy byli straszliwie zmęczeni, wygłodniali, utytłani w ziemi i wodzie, osmaleni dymem bitewnym. Tylko oczy jeszcze gorzały gorączką bojową. Jednak dawało się zauważyć zadowolenie z wytrwania na linii i z odparcia kilkakrotnych ataków w całodziennym boju […]”
– opowiadał po latach Ksawery Semczuk ps. „Pokrzywa” („WTK” nr 5, 1968).
Powstanie zamojskie
Bilans starcia pod Zaborecznem okazał się dla Niemców druzgocący. Stracili ponad 100 ludzi, podczas gdy strona polska tylko pięciu. W raporcie mjr Schweiger z uznaniem wyrażał się o sposobie dowodzenia i organizacji polskich żołnierzy. Użył również słowa „powstanie”, by dokładniej określić rozmiary bitwy. Termin ten podchwycili później historycy, by opisać całość walk polskiego podziemia z hitlerowcami na terenie Lubelszczyzny.
Ostatecznie zamiast 700 planowanych miejscowości Niemcy zdołali wysiedlić niecałe 300. I chociaż liczba ofiar całej akcji przekroczyła 100 tysięcy, działania polskiego podziemia mocno ją ograniczyły.
Najważniejszym skutkiem bitwy pod Zaborecznem było wstrzymanie na prawie pół roku akcji wysiedleńczej. I mimo że w czerwcu 1943 r. pacyfikacje polskiej ludności powróciły, sytuacja geopolityczna zmieniła się na tyle, że dwa miesiące później rozkazem Heinricha Himmlera „Aktion Zamość” dobiegła końca”.
Ostatecznie zamiast 700 planowanych miejscowości Niemcy zdołali wysiedlić niecałe 300. I chociaż liczba ofiar całej akcji przekroczyła 100 tysięcy, działania polskiego podziemia mocno ją ograniczyły. Dlatego z dzisiejszej perspektywy powstanie zamojskie uznaje się za wygrane lub przynajmniej nieprzegrane. Zaledwie jedno z trzech w całej historii Rzeczypospolitej.
Kpt. Franciszek Bartłomowicz, bohaterski dowódca spod Zaboreczna, kontynuował walkę z okupantem, jednak konflikt z kierownictwem Armii Krajowej sprawił, że utracił możliwość dowodzenia obwodem BCh. We wrześniu 1944 roku zdecydował się objąć funkcję komendanta powiatowego MO w Tomaszowie Lubelskim, ale dość szybko jego współpraca z nową władzą się zakończyła, o czym świadczą przechowywane w zasobie Archiwum IPN jego akta personalne. Po wojnie doświadczał szykan, m.in. okresami nie miał pracy, bowiem nie pozwalano mu powrócić do nauczania w szkole, za czym tęsknił. Do śmierci w 1964 roku niezmiennie udzielał się w ruchu ludowym.
Kopia karty ewidencyjnej Franciszka Bartłomowicza z kartoteki osób pozostających w zainteresowaniu Policji Państwowej (z zasobu IPN)
* * *
Tragiczne wydarzenia powstania zamojskiego upamiętnia pomnik odsłonięty 6 grudnia 2023 r. w Bondyrzu. Dla tych, którzy chcieliby zobaczyć więcej miejsc pamięci bardzo pomocna może okazać się ta mapa.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
