Leon Tenenbaum-Tyszka to jedna z wielu postaci getta warszawskiego, która w jakiś sposób odcisnęła swoje piętno w historii, ale mimo to pozostaje całkowicie zapomniana. Wspominany jest niezwykle rzadko, najczęściej jako autor niewielkiej książki wspomnieniowej Sukcesy i klęski jednego życia (Londyn 1984) lub kilku artykułów podobnej treści1. Nie znalazł on jak na razie miejsca nawet w tak popularnych miejscach jak Wikipedia, a tym bardziej w poważnych naukowych opracowaniach słownikowych (np. Polski Słownik Judaistyczny, Warszawa 2003, t.1 i 2, red. Zofia Borzymińska, Rafał Żebrowski2). Tymczasem jego życiorys to gotowy materiał na scenariusz filmowy, tym bardziej fascynujący, że skrywający w sobie niejedną tajemnicę.
Przedwojenna działalność
Wychował się w Piotrkowie Trybunalskim, w rodzinie średniozamożnej. Ojcem był Abram Nuchem Tenenbaum, zaś matką Chaja Sura z domu Warszawska. W roku szkolnym 1915/16 został przyjęty do gimnazjum państwowego im. Bolesława Chrobrego. Studiował najpierw w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie. Następnie, jak pisał po latach, „uzupełniał swoje studia” na uczelni w Lipsku. Wyniesiona z domu i ze szkół doskonała znajomość języków obcych, w tym przede wszystkim niemieckiego i rosyjskiego, miała okazać się, wraz z wrodzoną inteligencją, kluczem do jego życiorysu, niejednokrotnie, szczególnie w okresie okupacji hitlerowskiej, ratując mu życie.
Leon Tyszka-Tenenbaum, do końca, (...), pozytywnie odnosił się i wypowiadał o kraju, w którym się urodził i wychował. Do końca, choć pozbawiony przymusowo obywatelstwa, pozostał polskim patriotą.
Pobyt w Niemczech zaowocował pracą w spółce żeglugi transatlantyckiej Norddeutscher Lloyd w Bremie, gdzie obsługiwał głównie ruch pasażerski z Rosją. Ten okres jego życia przerwany został dojściem Hitlera do władzy i wzrastającym antysemityzmem.
Wrócił wówczas do Polski, gdzie zdobył pracę w Orbisie, którą łączył z rolą przedstawiciela „niemieckich towarzystw okrętowych”. Wtedy też rozpoczął współpracę z polskim MSZ jako honorowy radca departamentu emigracyjnego, z ramienia którego znalazł się w roku 1938 w Komitecie dla Kolonizacji Żydów, jako łącznik z władzami. W ten sposób zaangażował się m.in. w pomoc uchodźcom w Zbąszyniu , na rzecz których próbował jako członek w/w Komitetu nawiązać w Londynie współpracę z Komitetem Ewiańskim3. Niestety bezskutecznie.
Wojenne perypetie
Po tragedii września 1939 przedostał się na Kresy Wschodnie, osiadając we Lwowie (nie chciał uciekać do Rumunii), gdzie po wkroczeniu Sowietów reaktywował Orbis, zostając jego dyrektorem. Szybko jednak przeszedł do firmy radzieckiej „Krasnyj Transportnik”, gdzie ściągnięto do jako specjalistę od planowania (na czym, notabene, początkowo zupełnie się nie znał). Po kilku miesiącach zdecydował się jednak wrócić na tereny okupowane przez Niemcy. Nie było to łatwe, ale miał to szczęście, że mógł wykorzystać swoje znajomości z pracy w Bremie. Chodziło mu przede wszystkim o najbliższych, którym chciał pomóc.
W Warszawie okazało się jednak, że jego mieszkanie na Żurawiej zajęli Niemcy. Sypiał u znajomych, aż w końcu przedostał się do Piotrkowa, by odwiedzić matkę i siostrę. Udało mu się nieco im pomóc, po czym wrócił do Warszawy. Trafił do getta. Zgłosił się do Abrahama Gepnera, szefa Zakładów Zaopatrywania oraz do Adama Czerniakowa, prezesa Rady Żydowskiej, których – jak twierdził – znał na stopie towarzyskiej z okresu przedwojennego. Ostatecznie został osobistym sekretarzem tego ostatniego, dla którego miał obsługiwać cztery obszary działalności: obsługa petentów, sprawy ekonomiczne, sprawy opieki społecznej oraz wszelkie inne polecenia Czerniakowa. Wytrwał aż do śmierci prezesa Judenratu po czym, jak pisał, zaprzestał pracy na rzecz Gminy Żydowskiej, jako że był związany tylko z jego osobą, nie zaś z instytucją i przeszedł do Zakładu Zaopatrywań.
W okresie wojny ostatecznie związał się z poznaną jeszcze przed wojną, ale zamężną, Estellą (po mężu Szenkier, z domu Baranek). Ta, jako urodzona w USA i przez to obywatelka amerykańska, cieszyła się do pewnego momentu wieloma przywilejami (m.in. przed długi czas unikała getta). Znalazła się nawet, najprawdopodobniej, w grupie osób przeznaczonej na wymianę obywateli niemieckich, do czego ostatecznie w jej wypadku nie doszło. W styczniu 1943 roku Leon Tenenbaum wraz z nią i jej córką (urodzoną w roku 1931 Krysią) zamieszkiwali na ul. Franciszkańskiej 39 (lub 30), gdzie zastała ich tzw. „akcja styczniowa”. Był jednym z schwytanych i przeznaczonych na wywiezienie, ale życie uratował mu wówczas jeden z oficerów gestapo, którego, w czym pomogła znajomość z okresu getta, przekupił obietnicami materialnego odwdzięczenia się4.
Po tym, czując zbliżający się koniec istnienia getta, postanowił opuścić getto. Wówczas też przyjął nazwisko „aryjskie” – Tyszka. Dzięki pomocy polskich przyjaciół wyrobił fałszywe papiery i znalazł schronienie dla siebie i najbliższych w okupowanym mieście. Najpierw koło Dworca Zachodniego, skąd jednak musieli szybko uciekać z powodu nieostrożnego zachowania gospodarza. Następnie wraz z żoną (przybraną córkę już wówczas umieścił w Lubelskiem) na Saskiej Kępie przy ul. Krynicznej. Pobyt opłacał polski przyjaciel, u którego zdeponował on wszystkie swe oszczędności. Przetrwali tam do drugiej połowy 1944 roku, kiedy z uwagi na zbliżający się front przenieśli się do centrum, gdzie miało być bezpieczniej, na ul. Żabią. Tam jednak, z uwagi na wybuch Powstania Warszawskiego, byli tylko do początku sierpnia, po czym zostali wypędzeni, a następnie wywiezieni do Rzeszy.
Ostatecznie znalazł się w Münstberg (obecnie Ziębice). Trafił do zdewastowanej cegielni, która okazała się być obozem przejściowym (tzw. Dulag), skąd przydzielono go do pracy w cukrowni. Tutaj także pomogła znajomość języków, bowiem jednocześnie pracował w Urzędzie Pracy i Izbie Chorych jako tłumacz. Dzięki nawiązanym kontaktom z Niemcami oraz pomocy polskich współwięźniów, rozpoczął poszukiwania żony, z którą rozdzielono go po wypędzeniu z Warszawy. Po wielu perypetiach i niebezpiecznych sytuacjach odnalazł ją w fabryce gumy koło Wittenbergi. Stamtąd powrócili razem do Münstberg, gdzie on nadal pracował w cukrowni, a ona w laboratorium. Warunki były złe. Jak sam wspominał, ratowała ich wymiana czarnorynkowa produktów żywnościowych z innymi pracującymi tam przymusowo Polakami.
Dalsze losy
W maju 1945 nastąpiła ewakuacja obozu, ale po przebyciu zaledwie 14 kilometrów spotkali wojska sowieckie. Nie dane im było jednak szybko wrócić do domu. Jego kompetencje językowe spodobały się lokalnej komendanturze sowieckiej, która potrzebowała tłumacza, a jeszcze bardziej referenta gospodarczego, który pomógłby uruchamiać produkcję przemysłową.
Dane mu tez było współtworzyć pierwsze ogniwa administracji polskiej na tych ziemiach, bowiem powołano go na krótko na stanowisko Pełnomocnika Rządu w Ziębicach, a następnie jako tamtejszego Zarządcę Państwowego Zakładu Ceramicznego. Pozostał tam do roku 1948. W międzyczasie badał dla rządu polskiego rynek ceramiczny w Szwecji, Danii i Anglii, gdzie wysłano go ze specjalną misją. Następnie przeniósł się do Warszawy, gdzie zaproponowano mu pracę w Ministerstwie Handlu Zagranicznego.
Dane mu było tylko raz odwiedzić Polskę i spotkać się z żyjącymi jeszcze krewnymi oraz zadbać o groby najbliższych, bowiem polityka Polski Ludowej wobec emigrantów takich jak on daleka była od humanitaryzmu.
Decyzję o emigracji z Polski podjął w roku 1957, kiedy zwolniono go z funkcji naczelnika Wydziału Zaopatrzenia Centralnego Urzędu Geologii. Wraz z żoną i synkiem (urodzonym w roku 1949 Maciejem Piotrem) ubiegał się o wyjazd na stałe do Izraela. Na emigrację (tymczasowo) nie zdecydowała się córka żony z pierwszego małżeństwa (w/w Krysia), która jeszcze blisko 20 lat pozostała w kraju. Zgodę otrzymali. Wcale jednak nie udali się na Bliski Wschód. Początkowo zamieszkali we Francji, a ostatecznie przenieśli się do Anglii. Znaleźli tam swoje miejsce. Emigrantów w podobnej sytuacji, tak Polaków jak i Żydów, nie brakowało.
Ponieważ pozbawiono go obywatelstwa polskiego, a pojawiła się szansa uzyskania odszkodowania i renty za krzywdy wyrządzone przez nazistów, zdecydował się na przyjęcie obywatelstwa niemieckiego (RFN). Było to niezbędne, tak z uwagi na wymogi ówczesnego prawodawstwa niemieckiego, jak i to, że pozostawał bez środków do życia, a słaby stan zdrowia (problemy z sercem) i niemłody już wiek (wyjeżdżał mając lat 55) nie dawały szans na dobrą pracę. Zmarł niespodziewanie pod koniec grudnia 1985 roku, po tym jak kilka dni wcześniej dostał wylewu.
Pozostała po nim jego książka oraz kilka artykułów zamieszczonych w „Biuletynie Żydowskiego Instytutu Historycznego”5. Ponadto groby najbliższych, z których niektórzy odegrali istotną rolę historii lokalnej (i nie tylko), jak np. brat Zygmunt (1892-1972), zamieszkały do śmierci w Piotrkowie Trybunalskim. Brał udział jako świadek w procesach przeciw zbrodniarzom niemieckim, np. w procesie Ludwiga Hahna, dowódcy SD i policji bezpieczeństwa na dystrykt warszawski w latach 1941-1944; czy Arpada Wieganda, dowódcy SS i policji w Warszawie w latach 1941-1943.
Dane mu było tylko raz odwiedzić Polskę i spotkać się z żyjącymi jeszcze krewnymi oraz zadbać o groby najbliższych, bowiem polityka Polski Ludowej wobec emigrantów takich jak on daleka była od humanitaryzmu. A szkoda, bo Leon Tyszka-Tenenbaum, do końca, mimo tych przykrych doświadczeń, pozytywnie odnosił się i wypowiadał o kraju, w którym się urodził i wychował. Do końca, choć pozbawiony przymusowo obywatelstwa, pozostał polskim patriotą.
* * *
Autor korzystał ze zbiorów własnych, publikacji Leona Tyszki, a także informacji udzielonych przez adoptowaną córkę Leona Tyszki, Krystynę, i jego syna, Macieja, za co wyraża głębokie podziękowanie.
1 „Biuletyn ŻIH” 1974, Wspomnienia z getta warszawskiego, z. nr 1, s. 109-126; „Biuletyn ŻIH” 1978, Fragment wspomnień, z. nr 1, s. 101-102; „Biuletyn ŻIH” 1980, Fragmenty wspomnień z ostatniej wojny. Rok 1943, z.2-3, s. 99-112; „Biuletyn ŻIH” 1981, Fragment wspomnień (1939-1942), z. nr 4, s. 61-66; „Biuletyn ŻIH” 1983, Przyczynek do procesu Arpada Wieganda, z. 2-3, s. 211-212; „Biuletyn ŻIH” 1984,Powrót z obozu, z.1-2, s.109-116.
2 Rafał Żebrowski (1953-2024) – niestety niedawno zmarły. Pisarz, poeta, historyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych. Autor wielu cennych publikacji, np. Żydowska Gmina Wyznaniowa w Warszawie 1918-1939. W kręgu polityki, Warszawa 2012.
3 Chodzi o „Międzynarodowy Komitet d.s. Uchodźców” (International Committee on Refugees) powołany przez kraje uczestniczące w konferencji do spraw uchodźców (chodziło głównie o europejskich Żydów) w miejscowości Evian (Francja), w dniach 6-15.07.1938. Komitet ten miał szukać możliwości emigracji w porozumieniu z uczestnikami konferencji, jednak z uwagi na brak jakiegokolwiek wsparcia z ich strony, jego działania nie przyniosły żadnych efektów.
4 Był to najprawdopodobniej Karl Georg Brandt (1898 - 1945) – niemiecki zbrodniarz wojenny, SS-Untersturmfuhrer, „specjalista” od spraw żydowskich w III, a potem IV, Wydziale Urzędu Komendanta SD i Policji Bezpieczeństwa (KdS) na Dystrykt Warszawski. Wraz ze swoim zastępcą, Gerhardem Mende (SS-Oberscharfuhrer) wielokrotnie wspominany w Dzienniku Adama Czerniakowa.
5 Wielka w tym zasługa nieodżałowanej pamięci prof. Mariana Fuksa (1914-2022) – wybitnego badacza dziejów Żydów polskich, autora wielu niezwykle ważnych publikacji, w tym m.in. redaktora Dziennika, Adama Czerniakowa (Warszawa 1983), dwukrotnie pełniącego funkcję dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego (1968-1969 i 1971-1973), który z Leonem Tyszką-Tenenbaumem nawiązał kontakt zawodowy i towarzyski zachęcając do publikacji swoich wspomnień.
