Pierwszą, tymczasową siedzibą kieleckiego UB były Rytwiany koło Staszowa. Po dwóch miesiącach struktury przeniesiono do Sandomierza, do zarekwirowanego przez komunistów budynku przedwojennego Seminarium Duchownego przy ul. Żeromskiego 5.
Miejsca kaźni
Zasadniczy okres rozwoju kieleckiej bezpieki rozpoczął się w połowie stycznia 1945 r. W ślad za postępującą w ramach Operacji Wiślańsko-Odrzańskiej Armią Czerwoną, w dniach 15 i 16 stycznia do Kielc przybyły pierwsze grupy funkcjonariuszy UB z Sandomierza. Natychmiast zajęli obiekty użytkowane wcześniej przez Niemców. Były sprawdzone i solidne. Posiadały dobrą lokalizację, dojazd, zaplecze i przede wszystkim odpowiednie zabezpieczenie. Nową siedzibą WUBP w Kielcach stał się kompleks czterech budynków położonych przy ówczesnej ul. F. Focha 8, 10, 12 i 13 (obecnie ul. I. J. Paderewskiego). W czasie okupacji niemieckiej w wymienionych budynkach mieściła się siedziba kieleckiego gestapo.
Podobne były losy więzienia przy ul. Zamkowej 3. Mieściło się ono w dawnym kompleksie dóbr biskupów krakowskich na Wzgórzu Katedralnym w Kielcach. Prace nad zaadoptowaniem dawnej zabudowy gospodarczej wzgórza na więzienie, rozpoczęły w 1826 r. zaborcze władze rosyjskie. Po raz pierwszy na dużą skalę, zapełniło się ono polskimi patriotami po powstaniu styczniowym. W czasie II wojny światowej, nadzór nad więzieniem przejęło gestapo. Do końca okupacji niemieckiej przetrzymywano tu ok. 16 tys. więźniów.
Po wkroczeniu Sowietów do Kielc, kontrolę nad obiektem przejęło NKWD. Już 20 stycznia osadzono tu aresztowanych trzy dni wcześniej kieleckich sędziów i prokuratorów. Do ich rejestracji użyto księgi ewidencyjnej więźniów, używanej wcześniej przez Niemców. Wkrótce po zatrzymaniu, w niewyjaśnionych okolicznościach zmarło dwóch sędziów – Kazimierz Ansjon i Stefan Fabjański. Większość zatrzymanych w drugiej połowie lutego 1945 r. zesłano do obozów pracy w Zagłębiu Donieckim. Kolejno (aż do 1956 r.) nadzór nad obiektem przejęło UB.
Było to wówczas jedno z najcięższych więzień w Polsce. Szybko zaczęło się ono zapełniać aresztowanymi żołnierzami Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i osobami związanymi ze strukturami Polskiego Państwa Podziemnego. Wśród aresztowanych byli wysocy rangą oficerowie, m.in. płk Antoni Żółkiewski „Lin” – dowódca 2. Dywizji Piechoty AK oraz mjr Michał Mandziara „Siwy” – szef sztabu tej jednostki.
Z każdym tygodniem cele więzienia oraz aresztów w WUBP przy ul. Focha oraz położonego w sąsiedztwie Miejskiego i Powiatowego UBP przy ul. Kapitulnej 2 zapełniały się osadzonymi.
Skatowani na śmierć
Wydarzeniem symbolizującym ówczesną rzeczywistość, była akcja aresztowania najbliższych członków rodziny Antoniego Hedy „Szarego”1. Był on jednym z najbardziej charyzmatycznych dowódców AK na Kielecczyźnie w czasie okupacji niemieckiej. Spośród wielu dokonań warto wymienić atak na więzienie gestapo w Starachowicach z 6 sierpnia 1943 r. i uwolnienie 80 przetrzymywanych tam Polaków oraz akcję opanowania Końskich z 5 na 6 czerwca 1944 r. i uwolnienia z tamtejszego aresztu 70 osób.
Wiosną 1945 r. „Szary” był jednym z najbardziej poszukiwanych żołnierzy podziemia na Kielecczyźnie. Chcąc zmusić go do ujawnienia, komuniści zastosowali metodę odpowiedzialności zbiorowej. W dniu 8 maja funkcjonariusze UB z Kielc i Starachowic aresztowali członków najbliższej rodziny „Szarego”. Zatrzymani zostali m.in. trzej jego bracia: Jan, Stanisław i Stefan oraz dwóch szwagrów: Stanisław Kiełbasa i Jan Góralski. W czasie okupacji niemieckie, byli oni żołnierzami AK. Aresztowanych po krótkim pobycie w areszcie Milicji Obywatelskiej w Iłży, przewieziono do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Starachowicach. Poddano ich tam trwającym całą noc brutalnym przesłuchaniom. Następnego dnia przewieziono ich do Kielc i osadzono w aresztach WUBP przy ul. Focha oraz M i PUBP w przy ul. Kapitulnej. Część zatrzymanych przeniesiono wkrótce do więzienia przy ul. Zamkowej 3.
Jak wspominał po latach aresztowany wówczas Andrzej Chmielewski, w trakcie osadzenia w więzieniu i podczas przesłuchań stosowano wyrafinowane tortury:
„Na przesłuchanie brano nas każdego z osobna. Przesłuchiwania odbywały się głównie nocą, rzadko kiedy w ciągu dnia. Przesłuchujący stosowali wyrafinowane metody śledcze: bicie po twarzy i całym ciele, bezustanne kopanie po wszystkich częściach ciała, wiązanie w kij pod nogami, bicie patykiem po członku przy związanych jądrach, wlewanie wody do nosa w pozycji leżącej, bicie kablem po głowie i całym ciele. Poza tym wkładali nam łuski od nabojów między palce rąk, a potem nas po tych rękach bili. Po powrocie do celi nie mogliśmy się nawzajem poznać. Pewnego razu, kiedy leżeliśmy pokotem w celi wyczerpani biciem i przesłuchaniami, weszła do celi umundurowana funkcjonariuszka UB w asyście kilku innych UB-owców, uzbrojonych w pistolety. Myśmy leżeli akurat na brzuchach. Funkcjonariuszka wyraziła się do swoich towarzyszy słowami: ja wam dopiero pokażę, jak należy bić. Miała w ręku pogrzebacz, którym okładała nas, gdzie popadło, uderzała z dużą siłą i furią. Potem kazała się nam odwrócić brzuchami do góry i kiedy to zrobiliśmy, zaczęła po nas skakać ciężkimi butami oficerskimi z podeszwami nabijanymi gwoździami”.
W odnalezionych dziś raportach naczelnika kieleckiego więzienia ppor. Konstantego Mastalerza oraz lekarza więziennego dr Janusza Balickiego, znajdują się informacje o śmierci osadzonego tam wówczas Stanisława Chedy. Zaskakujące, że przyczyną śmierci zdrowego i zatrzymanego zaledwie jedenaście dni wcześniej 35-letniego mężczyzny, miała być „ostra niedomoga serca”. Tezie tej zaprzecza jednak relacja cytowanego Andrzeja Chmielewskiego, który twierdził, że brat „Szarego” zmarł w wyniku ciężkiego pobicia. Miał mieć bardzo spuchniętą i zniekształconą głowę. Zakatowano go w trakcie przesłuchań. Świadek ten widział też podczas śledztwa pozostałych braci – Jana i Stefana, którzy byli potwornie pobici i skatowani. Potwierdzają to zeznania innego współwięźnia - Tomasza Raka, który widział mocno pobitego i torturowanego więźnia z obandażowaną głową. Był nim wspomniany brat „Szarego”.
Na temat losu kolejnych zatrzymanych - Jana Chedy i Stanisława Kiełbasy wiemy zdecydowanie mniej. Według relacji siostry zamordowanych Janiny Góralskiej, współwięźniowie przebywający wówczas na Zamkowej twierdzili, że Jan Cheda został zamordowany trzeciego dnia po aresztowaniu. Wcześniej widziano go całkowicie zmasakrowanego. Absolutnie nieznany jest natomiast los Stanisława Kiełbasy. Wszelki ślad po nim urywa się w maju 1945 r. Trzeci z braci „Szarego” – Stefan, został przewieziony do Warszawy i osadzony w więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Rakowieckiej. W ten sposób uniknął tragicznego losu swoich dwóch braci i szwagra. Paradoksalnie więzienie na warszawskim Mokotowie, okazało się miejscem bezpieczniejszym niż kazamaty przy Zamkowej w Kielcach.
Rozbicie więzienia
Pozostali aresztowani 8 maja 1945 r., czyli bracia Antoni i Stanisław Niziołkowie oraz bracia Andrzej i Stanisław Chmielewscy, zostali uwolnieni podczas akcji rozbicia więzienia kieleckiego przez oddział „Szarego” w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r. To koszmarne miejsce na łamach gazety Delegatury Sił Zbrojnych „Walka i Wolność” tak wspominała jedna z uwolnionych wtedy więźniarek:
„Cela bardzo mała, okno 70 x 55 cm i kosz na nim, a nas jest 7. Ciemno i przeraźliwie duszno. O 6-ej rano pobudka, trzeba wstać. Składamy sienniki, w których szeleści sieczka i »mieszkają« pchły… A czasem ktoś na badaniu na Focha, czasem w karcerze. Ach te badania. Najupiorniejszy był kwiecień. Badania trwały przez 9 godzin bez przerwy… A ja, od dwóch tygodni codziennie na badaniach, głowa skołowana, mózg wyczerpany do cna. Żeby tylko nie zapomnieć, nie pomylić się, gdzie i jak kończy się misterne kłamstwo a zaczyna konieczna prawda… Więc trzask pierwszego policzka. Zrywam się na równe nogi – lecz już dwóch drabów wykręca mi ręce i ciska na podłogę. A za chwilę zaczyna się… Świst gum i obelżywe słowa szumią w głowie. »Mówisz ty« i potok najohydniejszych słów… Stoję na uginających się nogach, każdy nerw wibruje we mnie. Wracam do celi trzymając się ścian. Towarzyszki moje siedzą przerażone i milczące. Wita mnie grobowa cisza…. Widziałyśmy cele badań zbryzgane krwią, słyszałyśmy jęki katowanych…Na brzęk kluczy, zgrzyt zamka drgałyśmy nerwowo, jak pod pchnięciem noża. Nie zapomnę tego póki żyć będę… A potem rozprawy. Sypnęły się wyroki śmierci. U nas najniższy wymiar kary 3, najwyższy 10 lat”.
Rozbicie więzienia kieleckiego, było największą tego typu akcją w Polsce po 1945 r. „Szary” i jego żołnierze uwolnili wówczas 354 osoby, w tym wielu współtowarzyszy broni. Dowódca akcji został w 1948 r. aresztowany w Gdyni, przewieziony do Kielc i osadzony w… więzieniu przy Zamkowej. Otrzymał cztery wyroki kary śmierci, w „akcie łaski” zamienione przez Bolesława Bieruta na dożywotnie więzienie.
Miejsca pochówku ofiar
Nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia. Wojskowy Sąd Rejonowy w Kielcach, w okresie od stycznia 1946 r. do sierpnia 1954 r. skazał na karę śmierci 163 osoby. Wyroki w kieleckim więzieniu wykonywano w celi zlokalizowanej w piwnicy zachodniego skrzydła zabudowań. Sąsiadowała ze znajdującymi się tam karcerami.
Zwłoki zamordowanych wywożone były pod osłoną nocy w dwa miejsca. Część zamordowanych zakopywano w nieoznakowanych mogiłach na cmentarzu Kielce –Piaski, przy ul. Zagnańskiej. Informację na ten temat odnajdujemy w meldunku siatki wywiadowczej Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”:
„W stosowaniu tortur podczas przesłuchań [funkcjonariusze UB] prześcignęli gestapowców, pod względem metod i sadyzmie. Wilgoć po ścianach się leje, cel nie ogrzewają. Okna pozabijane deskami. Wydano rozkaz strzelania do więźniów [w] oknach… Od listopada 1945 do lutego 1946 r. wywieziono ok. 50 trupów, wywoził Łabędzki z Piotrkowskiej... On wie dokładnie, ile trupów wywiózł na Piaski. W dalszym ciągu obsługuje więzienie”.
Treść dokumentu potwierdzają prowadzone dzisiaj przez Instytut Pamięci Narodowej ekshumacje. Pierwszymi odnalezionymi tam jesienią 2016 r. i zidentyfikowanymi ofiarami oprawców z Zamkowej, są Ludwik Machalski „Mnich” i Bronisław Klimczak „Sokół”. Zwłoki innych zabitych przewożono do miejscowości Zgórsko, kilka kilometrów na południe od Kielc. Zakopywano je w lesie, na terenie dużego kompleksu mieszczącego Szkołę WUBP w Kielcach.
Dzięki prowadzonym poszukiwaniom i pracom ekshumacyjnym odnaleziono dotychczas szczątki ośmiu żołnierzy antykomunistycznego podziemia niepodległościowego. W odróżnieniu od cmentarza Kielce-Piaski, zabitych nie grzebano tam w pojedynczych mogiłach. Podobnie jak w Kwaterze „Ł” na warszawskich Powązkach, zwłoki wrzucano bezładnie do wykopanych wcześniej dołów. Miały tam również miejsce, jak wykazuje przykład ekshumowanego Aleksandra Życińskiego „Wilczura” i jego trzech podkomendnych, pochówki zbiorowe.
* * *
Trudno dziś oszacować liczbę zamordowanych w kieleckim więzieniu po 1945 r. O skali represji świadczą dane zawarte w resortowych raportach. Tylko w latach 1945-1948 r., WUBP w Kielcach przeprowadził 1954 operacje przeciwko „bandom reakcyjnym”. Zlikwidowano wówczas 16 „nielegalnych organizacji” i aresztowano 17 482 osoby. Oprócz skazanych i straconych, spory odsetek ofiar stanowią zakatowane podczas przesłuchań. Nie postawiono im zarzutów i nie osądzono. Często nawet nie wciągnięto ich nazwisk do ewidencji więziennej, stąd nie występują w żadnych statystykach. Co było powszechnie stosowaną praktyką, rodzin zabitych nie informowano o ich losie. Nigdy nie wydawano ciał zamordowanych, ani nie powiadamiano o miejscu pochówku. Dopiero dzisiaj żmudnie badania i poszukiwania, ukazują część tragedii z czasów stalinowskich.
1 „Szary” początkowo pisał swoje nazwisko przez „Ch”. Dopiero po wyjściu z więzienia w 1956 r., ustalono zapis jego nazwiska przez „H”. Większość członków rodziny – o czym niżej – posługiwała się nazwiskiem pisanym przez „Ch”.
