Mimo iż Układ o zaprzestaniu działań powstańczych z 2 października 1944 r. zakładał wywiezienie z Warszawy przedmiotów posiadających wartość kulturalną i naukową (zbiory archiwów, bibliotek, muzeów, kolekcje prywatne), znaczna ich część została zniszczona zarówno w trakcie tłumienia Powstania jak również po jego zakończeniu; szacuje się, iż np. zasoby archiwów warszawskich zostały zniszczone w ok. 93%, zaś architektura zabytkowa w ok. 92%.
Pół miliona za kurs
Wobec dokonującego się procesu dewastacji dziedzictwa kulturowego, polskie środowiska związane przez okres okupacji z Delegaturą Rządu RP na Uchodźstwie (Departament Oświaty i Kultury) przystąpiły do działań ratunkowych.
Oceniany z perspektywy czasu bilans przedsięwzięcia przekroczył jego pierwotnie zakładane cele.
Już 4 października 1944 r. powołano Komisję Opieki nad Zabytkami Kultury. Początkowo zainicjowaną przez Komisję akcję ewakuacyjną prowadzono bez formalnych uzgodnień z władzami okupacyjnymi, także dzięki łapówkom dla niemieckich urzędników.
Uczestnik akcji, Jan Zachwatowicz, po 1945 r. generalny konserwator zabytków, wspominał:
„Cena była wysoka, uzasadniana koniecznością płacenia dużych łapówek w Räumungsstabie [strukturze okupacyjnej powołanej celem koordynowania wywózki z Warszawy użytecznych przedmiotów] i wynosiła 500 000 złotych za każdy kurs, płatnych przed wyjazdem. Warunki zostały przyjęte przez podziemne władze polskie. Moim zadaniem stało się organizowanie tych wyjazdów oraz wędrówki z Podkowy Leśnej do Milanówka, gdzie w różnych umówionych punktach, na hasło, otrzymywałem paki banknotów, wypełniające cały plecak. Z tym plecakiem przemykałem się polami i lasami do Podkowy, aby uniknąć łapanki lub kontroli, często przeprowadzanej przez niemiecką żandarmerię. Odjazd wozu ciężarowego Karstena [skorumpowanego volksdeutscha] odbywał się z Brwinowa. W Pruszkowie zakupywaliśmy niezbędne do transportu worki, które wkrótce trzeba było sprowadzać z innych miejscowości. Zakupywaliśmy również świece oraz wódkę i jedzenie dla »Begleiterów« [niemieckich konwojentów]. Bazą naszą była wielka remiza strażacka w Brwinowie, która wkrótce wypełniła się zbiorami tak, iż strażacy wyprowadzili swój sprzęt na zewnątrz”1.
Od ok. połowy listopada 1944 r. kontynuowano wywożenie dóbr kultury w uzgodnieniu z władzami okupacyjnymi. Niemcy zgodzili się na ich ewakuację, zastrzegając sobie prawo przerwania działań w dowolnym momencie, ustalili dwutygodniowy termin realizacji, liczbę ewakuowanych książek ograniczyli do 100 tysięcy tomów, punkty przechowywania ewakuowanych zbiorów wyznaczyli na terenie III Rzeszy sprzed 1939 r.; zagwarantowali zarazem środki transportu, służące m.in. codziennemu dowożeniu z Pruszkowa (stąd nazwa akcji) do Warszawy polskich uczestników przedsięwzięcia.
Prowadzona w takiej formie akcja ewakuacyjna została zaakceptowana przez polskie władze podziemne, które – obok jawnie działającej organizacji charytatywnej, Rady Głównej Opiekuńczej – pokrywały związane z nią wydatki.
Zabytkom na ratunek
Uczestnikami akcji byli polscy historycy, historycy sztuki, muzealnicy, artyści, architekci, bibliotekarze, kolekcjonerzy… – łącznie ponad 100 osób.
„Wyjeżdża się samochodami ciężarowymi z Pruszkowa. Trzeba wstać o 4 1/2 rano, o 5.55 wyjechać z Milanówka, żeby przed 7 stanąć na rynku pruszkowskim. Tam następuje wielogodzinne czekanie na szoferów, opiekunów niemieckich, przepustki etc. O jakiejś godzinie (nikt nie wie jakiej, bo zegarka brać nikt nie ryzykuje) rusza się. Przy pierwszej »wasze« legitymują samochód, przy drugiej kontrolują. Przybywa się wreszcie do Räumungsstabu na Wolskiej. Tam się czeka jeszcze dłużej, aż samochód otrzymuje żandarma – »Begleitera«. Z nim przejeżdża się wymarłe miasto i ma się kilka godzin na pracę. Kiedy się zaczyna robić szaro, przyjeżdża znowu samochód i całą gromadę tą samą drogą odwozi, odbywając znów dłuższe postoje mniej więcej w tych samych miejscach. Przy Räumungsstabie pracownicy są często rewidowani. Wraca się do domu już po ciemku. Pokrzepienie daje myśl, że się coś ratuje”
– wspominał Wacław Borowy, historyk literatury, przed 1939 r. dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie2.
Oceniany z perspektywy czasu bilans przedsięwzięcia przekroczył jego pierwotnie zakładane cele, gdyż ewakuowano ok. 300 tys. tomów m.in. z Bibliotek: Uniwersyteckiej, Narodowej, Publicznej, Ordynacji Zamoyskich; ponadto – ok. 80 ton zbiorów muzealnych, m.in. z Muzeów: Narodowego i Wojska; oraz – 8,5 wagonów akt archiwalnych.
Techniczna współpraca z władzami okupacyjnymi wynikła z przekonania, iż o ile przed Powstaniem polską racją stanu było utrudnianie ewakuacji dóbr kultury do Niemiec, o tyle po Powstaniu ich wywiezienie stało się rozwiązaniem, wobec systematycznego niszczenia miasta przez Niemców, racjonalnym, dającym szansę na odzyskanie ewakuowanych do Niemiec dóbr kultury w niedługiej perspektywie zakończenia wojny. Warto podkreślić, iż praktycznym efektem akcji było ocalenie na tyle znaczących fragmentów polskiego zasobu kulturalnego i naukowego, by można było na ich bazie odtwarzać po wojnie instytucje nauki (np. Uniwersytet warszawski), archiwa, biblioteki, muzea, czy wreszcie – zrealizować odbudowę stolicy.
1 J. Zachwatowicz, Wspomnienia z lat okupacji, w: Walka o dobra kultury 1939–1945. Warszawa 1939–1945, red. S. Lorentz, Warszawa 1970, t. I, s. 123-128.
2 W. Borowy, Listy Borowego do żony, w: Walka o dobra kultury 1939–1945. Warszawa 1939–1945, red. S. Lorentz, Warszawa 1970, t. II, s. 221-223.
