„Wzrastać jako Polak to słuchać historii takich jak te, tak trudnych do wysłuchania, ale także mieć poczucie ich całkowitego pominięcia w szerszym dyskursie….”.
Powyższe słowa wypowiedziane zostały przez Dominika (l.41), jednego z przedstawicieli trzeciego pokolenia ocalonych (w poniższym kontekście to właściwe słowo) Polaków, z którymi rozmawiała dr Alexandra Rush, badaczka amerykańska i autorka pracy Exploring Trauma, Loss, and Posttraumatic Growth in Poles Who Survived the Second World War and Their Descendants (Badając traumę, stratę i potraumatyczyny wzrost wśród Polaków, którzy przetrwali drugą wojnę światową oraz ich potomków). Choć wyglądać mogą niepozornie, stanowią pewnego rodzaju podsumowanie polskiej historycznej traumy narodowej, o której mowa jest w świetnej i godnej polecenia (choć nie idealnej) książce, jaka ostatnio trafiła do rąk czytelników i obok której przejść obojętnie nie sposób.
Między historią a socjologią i psychologią
Mowa tutaj o publikacji Traumland. Polacy w cieniu przeszłości (Wydawnictwo „Mando”, Kraków 2024) autorstwa Michała Bilewicza, pracownika Uniwersytetu Warszawskiego i kierownika Centrum Badań nad Uprzedzeniami na tamtejszym Wydziale Psychologii. Praca ta, jak tytuł wskazuje, poświęcona jest roli przeszłości w funkcjonowaniu naszego społeczeństwa. Pokazuje czym jest i/lub czym może być, pamięć o historii w skali ogólnokrajowej. Jak bardzo konkretne doświadczenia sprzed dziesięcioleci, a nawet setek lat, kreować mogą współczesne wydarzenia. Jak to, co przeżyli nasi przodkowie, nadaje ton obecnej polityce, życiu kulturalnemu, a nawet młodzieżowemu slangowi. Jakim wreszcie ciężarem, albo przeciwnie – wsparciem, może być odpowiednie podejście do historii we współczesnej rywalizacji międzynarodowej na polu gospodarczym i technologicznym.
Nie są to oczywiście rzeczy nieznane, autor nie odkrywa czegoś specjalnie nowego, a jednak jego praca jest wyjątkowa z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze, podsumowuje niejako stan wiedzy, którą umiejętnie wplata w wydarzenia historyczne i współczesne, przekładając ją jednocześnie na możliwie najprostszy, dostępny dla każdego czytelnika język. Po drugie, nazywa po imieniu to, co wielu, szczególnie badaczy historii, wiedziało, ale nie stosowało z uwagi na brak przygotowania z zakresu socjologii i psychologii (są tutaj rzecz jasna wyjątki, jak choćby Marcin Zaremba, co udowodnił swoją wybitną pracą Wielka Trwoga. Polska lat 1944-1947. Ludowa reakcja na kryzys, Kraków 2012).
Autor przede wszystkim przypomina o zapomnianej w dużym stopniu powojennej polskiej szkole badań nad doświadczeniem wojennym społeczeństwa polskiego. (...) Dowodzi, że ustalona po wojnie wiedza o stanie psychicznym, z jakim Polacy wyszli z wojny, w dużej mierze, jeśli nie całkowicie, została zapomniana i zignorowana – a przynajmniej przez naukowy i społeczno-polityczny mainstream.
W efekcie dorobek nauk pokrewnych w niewielkim, znikomym tylko stopniu, implementowany był przez nauki historyczne. Czy teraz to się zmieni? Bardzo możliwe. W każdym razie, pisząc o wielu aspektach współczesnej polskiej historii, trudno będzie uniknąć odniesień do tej pozycji lub przynajmniej do ustaleń w niej zawartych.
Autor przede wszystkim przypomina o zapomnianej w dużym stopniu powojennej polskiej szkole badań nad doświadczeniem wojennym społeczeństwa polskiego. Pojawiają się tu m.in. postacie Stefana Baleya, Zygmunta Putkiewicza, Ludwika Bandury, jak i również późniejszych oraz współczesnych badaczy, takich jak Antoni Kępiński, Maria Orwid czy Maja Lis-Turlejska. Pokazuje ustalenia niektórych polskich psychologów i badaczy, uwzględniających zdobycze psychologii i socjologii, takich jak Wojciech Dragan, Roman Cieślak, Katarzyna Schier, Dariusz Doliński, Aleksandra Cichocka, Łukasz Krzyżanowski i wielu innych. Dowodzi, że ustalona po wojnie wiedza o stanie psychicznym, z jakim Polacy wyszli z wojny, w dużej mierze, jeśli nie całkowicie, została zapomniana i zignorowana – a przynajmniej przez naukowy i społeczno-polityczny mainstream. Pokazuje też ustalenia badaczy zagranicznych, takich jak Zahava Solomon, Mario Mikulincer, Maria Brave Heart, Rachel Yechudy, Laurie Anne Pearlman, Daniel Bar-Tal, Kenzo Nera i inni. Co ciekawe, jak sam zauważa, badania nad traumą cieszyły się największym powodzeniem wśród badaczy zagranicznych w jakiś sposób związanych z Polską. Innymi słowy to doświadczenie historyczne ziem polskich było dla nich najczęściej inspiracją.
Wprowadza wiele terminów i definicji zakresu psychologii. Do najbardziej znanych należy PTSD (Zespół Stresu Pourazowego – Post-Traumatic Stress Disorder). Wtórna traumatyzacja, czyli jak trauma jest przenoszona przez kolejne pokolenia. Mentalność oblężonej twierdzy, czyli wiara, że wszyscy inni stanowią zagrożenie, a cierpienie własnej grupy jest wyjątkowe. Krańcowy błąd atrybucji, co w skrócie wyjaśnić można jako zastrzeganie dobrych cech tylko dla „swoich”. Rozpad traumatyczny – kiedy na tle dramatycznych wydarzeń występuje radyklana polaryzacja (przykładem może tu służyć podział społeczeństwa polskiego na temat katastrofy smoleńskiej w roku 2010). Panika moralna, za którą kryją się tak polowania na czarownice znane ze średniowiecza, jak i powojenne pogromy na ocalonych Żydach. Czy też wzrost potraumatyczyny, który rozumieć można jako wyzwolenie w jednostce na tle stresu cech pomagających dobrze funkcjonować w nowej rzeczywistości.
Traumland
Ustalenia tej książki, mimo lekkiego, publicystycznego wręcz, stylu, nie należą do łatwych i jakkolwiek dają pewne nadzieje, to – wbrew pozorom – nie są specjalnie optymistyczne (ale czy muszą być?). Żyjemy w „Traumlandzie”, kraju głęboko straumatyzowanym i zamkniętym w „zaklętym kręgu traumy”, z którego, jak można domniemywać, wydostanie się nie zależy jedynie do nas.
Trauma ta nie wzięła się jednak znikąd. To przede wszystkim doświadczenie II wojny światowej, ale nie tylko. To także, jakże zapomniane społecznie, doświadczenie I wojny światowej, której ziemie polskie były w dużej mierze teatrem. To zarazem pamięć, często podświadoma, o rozbiorach i naszej międzynarodowej, ale też osobistej, przedmiotowości. To, jakże chętnie wypierane, wspomnienie niewoli wewnętrznej (pańszczyzny i całej niedoli stanu chłopskiego, z którego wywodzi się 90 % Polaków). To wreszcie zniewolenie po roku 1945, które jak wiele na to wskazuje, miało decydujący wpływ nie tylko na niemożność odreagowania i poprawy stanu psychologicznego społeczeństwa polskiego, ale nawet na pogorszenie się, a przynajmniej rozwój objawów traumy w 2. i 3. pokoleniu, jakie dorosły po zakończeniu działań wojennych1.
Efekt? Choć autor nie mówi tego wprost, to jednak między wierszami konsekwencje tego stanu rzeczy wypisane są, chciałoby się powiedzieć, wielkimi, drukowanymi literami. Nie jesteśmy, trzeba to powiedzieć wprost, normalnym europejskim społeczeństwem. Pod względem traumy historycznej plasujemy się na poziomie ludów kolonialnych, okupowanych kiedyś przez kraje i mocarstwa europejskie. Jesteśmy, nie uchybiając nikomu w żaden sposób, na poziomie ludów afrykańskich, na tej samej pozycji co Afro-Amerykanie czy Indianie w USA, mieścimy się na tej samej skali, co potomkowie plemion – ofiar belgijskiego ludobójstwa w Kongo i przeżywamy podobne rozterki co potomkowie eksterminowanych przez Turków Ormian czy nawet dzieci i wnuki żydowskich ofiar Holocaustu. Czy oznacza to jednak, że w sferze zadośćuczynienia polityczno-gospodarczego albo etyczno-moralnego powinniśmy być traktowani na tym samym poziomie oraz równie szczególnie? O tym autor nie mówi. Trudno jednak byłoby znaleźć argument przeciwko temu.
Zaklęty krąg traumy
Jakie są bowiem wedle autora warunki wyrwania się z „zaklętego kręgu traumy”? Przede wszystkim jest to doświadczenie uznania własnej traumy przez innych. Krótko mówiąc, Polacy muszą odczuć, że inni doceniają i rozumieją ich doświadczenia i traumę jaką przeszli w związku z nimi, muszą poczuć, że inni rozumieją ich stan psychiczny2. Ponadto, muszą sami dokonać ogromnej pracy nad samymi sobą, by inaczej podejść do spraw historycznych. Rozmawiać o historii, ale nią nie żyć. Nauczać historii, ale nie zamieniać szkół w miejsca pamięci. Stworzyć warunki do tego, by o traumie umieć i chcieć rozmawiać wewnątrz własnej grupy. Otworzyć się na wątki dotychczas przemilczane (gwałcone kobiety i rodzące się w konsekwencji dzieci, zbrodnie na Żydach itp.). Najpierw na poziomie najbliższych, potem na poziomie społecznym. Nie powielać traumy na ile tylko jest to możliwe. Dostrzec we własnej historii nie tylko dzieje zawłaszczone przez warstwę inteligencko-ziemiańską, sprowadzające się do martyrologicznego poświęcenia dla idei, ale także dzieje postępu gospodarczego, małych sukcesów. Odzyskać dla historii polskiej wartości mieszczańskie i chłopskie, wytrwałość, zaradność, spryt. Innymi słowy przejście w historiografii z narracji regresu (rozpamiętywanie dawnej świetności) do narracji postępu (żyjemy w coraz lepszych czasach i możemy mieć sprawczość, o ile tylko zechcemy).
W tym celu warto pogodzić się z historią taką jaka była, nie idealizować jej, mieć dla siebie samych nieco współczucia jako dla ludzi niedoskonałych, bo wszyscy takimi są (czyż sama książka nie jest tego wyrazem!). Tylko w ten sposób możemy na poziomie społecznym osiągnąć to, co psychologia nazywa wzrostem potraumatycznym, ujawniającym, aktywizującym najlepsze cechy, pozwalające wygrywać w walce z rzeczywistością. W przeciwnym przypadku pozostaniemy jeszcze długo społeczeństwem nieufnym, przewrażliwionym na własnym punkcie, negatywnie oceniającym samych siebie, a jednocześnie narcystycznym, pesymistycznym wreszcie, którego podstawowym rysem kultury jest narzekanie i przygotowywanie się do kolejnej porażki. Czyż nie brzmi to boleśnie znajomo?
Na zakończenie cytat z książki Michała Bilewicza, pokazujący z jakim problemem w postaci traumy Polaków mamy do czynienia i stanowiący zarazem zachętę do lektury tej pozycji:
„(…)Ale stąd [z Traumlandu – MU] tak łatwo uciec się nie da. Trauma historyczna przenika naszą kulturę, naszą zbiorową mentalność i codzienne rytuały. Wpływa na to, kim jesteśmy i jak siebie postrzegamy. Kładzie się cieniem na naszych relacjach z innymi narodami. Gdy próbujemy ją zakwestionować – zaczynamy wchodzić w koleiny kultury narzekania. Oczekujemy uśmiechu od ludzi, którym historycznie nie było do śmiechu. Oczekujemy zaufania od ludzi, którzy przez dziesięciolecia nie mieli komu zaufać (…)”.
Czy zatem uciekniemy z Traumlandu? Czy narrację regresu przekujemy na narrację postępu? Na te pytania każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. W każdym razie trzeba tę traumę w sobie przerobić. Nikt nas od tego nie zwolni.
* * *
Nie przypadkiem na początku wspomniano o pracy dr Alexander Rush z Montclair State University, która, co ciekawe, ale już chyba łatwe do przewidzenia, jakkolwiek urodzona i wychowana w USA, jednak, tak jak badacze wspominani przez Michała Bilewicza, również związana jest z Polską. Bowiem jednym ze sposobów przerobienia własnej traumy jest mówienie i pisanie o niej. W tym celu konieczne jest nie tylko przywrócenie polskiemu społeczeństwu pamięci o dotychczasowych dokonaniach na polu badania polskiej traumy, ale także zaimplementowanie w świadomości polskiej tych badań, które prowadzone i rozwijane są obecnie – jak choćby właśnie praca amerykańskiej badaczki. Nie jest to praca obszerna, liczy sobie niewiele ponad sto stron, a więc dla niektórych może być zaledwie bardzo obszernym artykułem. Dla jednych może być to wadą, dla innych zaletą. Tym niemniej, z uwagi na brak takich tekstów, utrzymanych na stosownym poziomie naukowym, a jednocześnie cennych z uwagi na wywołane źródła historyczne (relacje ustne), wprowadzających tym samym nowy materiał do obiegu historycznego, jest to praca bardzo ważna, pokazująca jak obecnie można takie badania prowadzić, jakie aspekty uwzględniać i na czym się skupiać. Z tego względu i za zgodą autorki, zamieszczono tę pracę (w wersji oryginalnej, a więc po angielsku) pod niniejszym tekstem.
1 Owo zamknięcie ust Polakom po roku 1945 Autor oddaje cytując Tadeusza Borowskiego, który na prośby o napisanie szkicu autobiograficznego odpowiadał: „Szkic autobiograficzny? Cóż bym w nim napisał […]? Czy to, że moi bliscy na piętnaście lat przed wojną zwiedzili gruntownie wszystkie więzienia i obozy północy i Azji? Że początek mego wychowania – to była szkołą sowiecka? Czy że na dobry ład nie miałem nigdy życia rodzinnego, bo albo Ojciec siedział pod Murmańskiem, albo Matka była na Syberii, albo ja byłem w internacie, na prywatce czy w obozie? Czy że podczas wojny miałem przyjaciół z Konfederacji [Narodu] i z Gwardii [Ludowej], z Uniwersytetu i z lasu? Że zostałem aresztowany… i że widziałem śmierć miliona ludzi, dosłownie, a nie metaforycznie?” [Autor cytuje za: A. Bikont, J. Szczęsna Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu, Prószyński i S-ka, Warszawa 2006, s. 70.]. Znamiennym jest tu fakt, że niedługo po napisaniu tej odpowiedzi Borowski popełnił samobójstwo.
2 Autor przytacza tutaj przykład tego jak bardzo niezrozumiana jest historia Polski, notabene identyczny z doświadczeniem niżej podpisanego (a z tego co wiadomo, także znacznie szerszej grupy badaczy), kiedy mając wykład dla grupy 15 badaczy z USA zapytał ich o Powstanie Warszawskie (1944). Okazało się, że słyszało o nim cokolwiek zaledwie czterech z nich. Co gorsza, po krótkiej rozmowie okazało się, że nawet te cztery osoby, nic o Powstaniu Warszawskim tak naprawdę nie słyszały, a to, co chodziło im po głowie, dotyczyło nie Powstania Warszawskiego a Powstania w getcie warszawskim (1943). Innymi słowy z doświadczenia wojennego Warszawy pozostało, a i to w minimalnym zakresie, zaledwie doświadczenie żydowskie, polskie zaś zapadło w całkowitą niepamięć.
