Tomasz Burek, znakomity krytyk literacki, rzucił kiedyś ideę napisania historii naszej literatury wedle pewnych biografii symbolicznych. Chodziło mu o wybór takich pisarzy, których życiorysy kształtowały się w cieniu kluczowych zdarzeń nowoczesnych dziejów i zarazem których pisarstwo owe wydarzenia opowiadało w sposób artystycznie wybitny.
Kara śmierci dla 19-latka
W tak pomyślanej historii nowoczesnej literatury polskiej znaczące miejsce musiałby na pewno zająć Janusz Krasiński. Trzeba więc przypomnieć zasadnicze fakty z biografii pisarza. Urodził się w Warszawie w roku 1928. Należał do pokolenia, które potem nazwano młodszymi braćmi Kolumbów albo pokoleniem urwanego lotu. Generacja ta przeżywała dzieciństwo w wolnej Polsce, moment wybuchu II wojny oglądała oczyma nastolatków, właściwie wciąż jeszcze dzieci, szybko dojrzewała w czasie okupacji kraju, często angażując się w walkę podziemną, a w dorosłość wchodziła w pierwszych latach budowy komunizmu.
Należał do pokolenia, które potem nazwano młodszymi braćmi Kolumbów albo pokoleniem urwanego lotu. Generacja ta przeżywała dzieciństwo w wolnej Polsce, moment wybuchu II wojny oglądała oczyma nastolatków, właściwie wciąż jeszcze dzieci, szybko dojrzewała w czasie okupacji kraju, często angażując się w walkę podziemną, a w dorosłość wchodziła w pierwszych latach budowy komunizmu.
Krasiński – młodszy o siedem lat od Krzysztofa Kamila Baczyńskiego – jest tego losu idealnym przykładem. Lata trzydzieste XX w. to dlań czas normalnego, szczęśliwego dzieciństwa, które przerywa agresja totalitarnych Niemiec na Polskę. W roku 1941 wstępuje do Szarych Szeregów. Po klęsce Powstania Warszawskiego wraz z matką, Zofią, trafia do obozu przejściowego w Pruszkowie, a następnie do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau (ma numer obozowy 191497). Tam 16-letni Krasiński zostaje rozdzielony z matką, która wkrótce zostanie zamordowana. Jego samego Niemcy po miesiącu przenoszą do obozu Hersbruck pod Norymbergą, a stamtąd zostanie ewakuowany pieszym transportem do Dachau, gdzie w kwietniu 1945 r. doczeka wyzwolenia. Przez dwa kolejne lata przebywa w amerykańskiej strefie okupacyjnej w Niemczech. Tam uczy się w szkole średniej i służy w Polskich Oddziałach Wartowniczych.
Do kraju Krasiński decyduje się powrócić w roku 1947. Bardzo szybko, bo już po kilku miesiącach, zostanie aresztowany przez komunistyczny Kontrwywiad Wojskowy pod absurdalnym zarzutem szpiegostwa na rzecz Amerykanów. Ma wtedy ledwie dziewiętnaście lat. Po szybkim procesie zostanie skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na piętnaście lat więzienia (prokurator żądał kary śmierci!). Przebywa w więzieniu na Mokotowie, potem we Wronkach i w Rawiczu. Tam poznaje elity Polski niepodległej i podziemnej: Władysława Łukasika „Młota”, Kazimierza Pużaka, Wacława Lipińskiego, Władysława Tarnawskiego i wielu innych. Poznaje też swoich rówieśników – jak on skazanych pod nonsensownymi zarzutami lub karanych za sprzeciw wobec komunizmu. Doświadcza wreszcie na własnej skórze, czym jest komunizm. Po dziewięciu latach tych „nauk” – w maju 1956 r. – Krasiński zostaje zwolniony z więzienia. Na uniewinnienie będzie musiał jednak czekać do roku 1998!
W roku 1956 – jest czas tzw. odwilży – ma 28 lat. Nie ma matury, nie ma zawodu. Jego egzaminami dojrzałości i latami uniwersyteckiego terminowania były niemieckie obozy koncentracyjne i komunistyczne więzienia! Na wolności pracuje najpierw w drukarni, potem w jakimś magazynie. Ale od razu próbuje zostać pisarzem. Pierwsze wiersze stworzył w więzieniu i notował je na tabliczkach robionych z chleba. Oto fragment jednego z nich:
„Tu Workuta, tu Workuta! – płyną głosy po kolczastych drutach
Tu Kołyma, tu Kołyma! – tłumi głos śnieżna zadyma”.
Tego utworu nie uda mu się oczywiście opublikować. Inny więzienny wiersz, Karuzelę, wydrukuje jednak słynny tygodnik „Po Prostu”, a więzienne opowiadanie Potworek ukaże się w „Przeglądzie Tygodniowym”. Kariera literacka Krasińskiego nabiera rozpędu. Zwiąże się na wiele lat z pismem „Współczesność”, będzie pracował w Redakcji Słuchowisk Polskiego Radia, w latach 1966–1975 poprowadzi dział prozy w warszawskim tygodniku „Kultura”… I będzie publikował. W roku 1959 wyda powieść Haracz szarego dnia, potem będą kolejne książki. Nie wróci jednak do pisania wierszy, ale napisze cenione powieści, opowiadania, reportaże, dramaty i słuchowiska radiowe. Będzie w nich wracało – raz wyraźniej, raz w sposób jakby utajony – doświadczenie obu totalitaryzmów. O tym pierwszym – hitlerowskim – będzie mógł zresztą pisać bez lęku o ingerencję cenzury. Opisze to doświadczenie we wspomnianym już powieściowym debiucie, a potem w powieściach Wózek (1966) oraz Syn Wallenroda (1980), a także w scenariuszu do filmu Zapamiętaj imię swoje (1974). O doświadczeniu totalizmu komunistycznego zacznie pisać dopiero w czasie stanu wojennego. Wtedy będzie powstawać autobiograficzna, osnuta wokół przeżyć z lat 1947–1956, powieść Na stracenie (1992). Jej bohater Szymon Bolesta – to porte parole autora. Potem pojawią się części kolejne, tworzące niezwykły pięcioksiąg: Twarzą do ściany(1996), Niemoc (1999), Przed agonią (2005) i Przełom (2015). Ostatnia część cyklu ukazała się trzy lata po śmierci pisarza, który zmarł tragicznie w roku 2012.
PRL jako kolonia karna
Kluczowy dla biograficznego, a w konsekwencji literackiego doświadczenia obu totalitaryzmów był oczywiście fakt, że Krasiński odczuł ich skutki na własnej skórze. W efekcie mógł postawić – najpierw w sposób zawoalowany, potem otwarty – tezę, że oba były w gruncie rzeczy syjamskimi braćmi, miały równie zbrodnicze skutki i posługiwały się podobnymi metodami niszczenia ludzi i narodów. To była – i jest! – lekcja wypływająca z doświadczeń powieściowego Bolesty. Jako były więzień Auschwitz i Dachau dostrzegał on analogie między nazizmem i komunizmem. Na przykład kiedy porównywał działacza partyjnego do „czerwonego folksdojcza” lub gdy dochodził do wniosku, że istnieją podobieństwa między hitlerowskim antysemityzmem a
„wrogością klasową podniesioną do rangi idei”.
Dodawał z sarkazmem:
„różnicy szukać należało w zmianie obiektu, […] zalet zaś [komunizmu] … w objęciu nienawiścią bez porównania większej części ludzkości”.
Była to lekcja, której nie chce się wciąż przyjąć do wiadomości. To tłumaczy zapewne wielokrotnie powracającą tezę krytyków, że autor Twarzą do ściany jest pisarzem niesłusznie zapomnianym, a nawet wyklętym.
Oba totalitaryzmy Krasiński ukazywał z punktu widzenia ich ofiar, zwykle wybierając perspektywę ludzi młodych, a przy tym inteligentów. Niekiedy były to ofiary niewinne, bo prześladowane przez totalitarnych funkcjonariuszy bez jasnego powodu, ale czasem – jak było w Haraczu szarego dnia albo Spowiedzi krwawego Młota z powieści Twarzą do ściany – podejmujące walkę z totalitarną opresją. Ofiara była więc zarazem totalitaryzmu wrogiem. Podejmowała walkę mającą dla buntownika zwykle straszliwe skutki. Zarazem totalitaryzm prześladuje w prozie Krasińskiego nie tylko Polaków. W Wózku jego ofiarami są Włosi, Francuzi, a nawet Niemcy. W więzieniu komunistycznym Bolesta spotka Francuza.
Do kraju Krasiński decyduje się powrócić w roku 1947. Bardzo szybko, bo już po kilku miesiącach, zostanie aresztowany przez komunistyczny Kontrwywiad Wojskowy pod absurdalnym zarzutem szpiegostwa na rzecz Amerykanów. Ma wtedy ledwie dziewiętnaście lat.
Totalitaryzmy niemiecki i komunistyczny dysponują w utworach Krasińskiego ogromną przewagą sił i środków. Opierają się przede wszystkim na bezwzględnie stosowanej przemocy. Dążą do unicestwienia swoich ofiar nie tylko fizycznie, ale zarazem duchowo. Chcą w nich zniszczyć nadzieję i sumienie. Jednak nie sięgają do wyrafinowanej erystyki, jak przekonywał nas Czesław Miłosz w Zniewolonym umyśle. Sięgają po tortury, zadają ból i cierpienie, kłamią, straszą, pozbawiają ludzi wzajemnego zaufania, odmawiają zaspokojenia ich elementarnych potrzeb. W Wózku widzimy ewakuację więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego, w czasie której doświadczenie głodu prowadzi nawet do kanibalizmu. Pojawiająca się niemal na samym początku „pięcioksięgu” metafora „dziecka w matni” doskonale będzie określać sytuację Bolesty w PRL. Matnia, ale także labirynt, pułapka, maskarada – tym jest dlań komunistyczna Polska. Świat komunistycznego totalitaryzmu ma tu rys kafkowski i nie jest przypadkiem, że Tomasz Burek pisał à propos pierwszych dwu tomów cyklu Krasińskiego o
„»kolonii karnej« stworzonej przez ten sam [sowiecki] system na obszarze PRL”.
Oba totalitaryzmy tworzą swego rodzaju cywilizacje więzienne, których esencją i zarazem ideałem jest obóz koncentracyjny (w Auschwitz) lub więzienie (we Wronkach), a jej wersją jakby pośrednią, jeszcze rozrzedzoną, niedoskonałą, ale przecież wciąż totalitarną – na przykład – okupowana Warszawa lat czterdziestych lub PRL lat sześćdziesiątych.
Krasiński o tych totalitarnych światach opowiadał, sięgając po poetykę realistyczną, czasem wręcz naturalistyczną, przypominającą czasem reportaż, niekiedy wzbogaconą o elementy czarnego humoru. Zmyślenie, formalne i stylistyczne eksperymenty, ale też nadmiar komentarza, wydawały się mu niestosowne wobec tego rodzaju doświadczeń, unikalnych, a zarazem na tyle porażających, że niepotrzebujących literackich ozdóbek. Bliskie to było Mackiewiczowskiej formule, że
„jedynie prawda jest ciekawa”.
Zarazem oba totalitaryzmy Krasiński opisywał, unikając patosu czy potocznie rozumianego romantyzowania. Szarość, a więc brzydotę oraz nudę, ale i banalność totalitaryzmów podkreśla już zresztą tytuł debiutanckiej powieści. Ta szarość nie przekreśla oczywiście krwawego bilansu obu totalitaryzmów – Krasiński tworzy przejmujące mikroportrety ich ofiar – ale zdaje się być jakąś paradoksalną ich emanacją. W Przełomie Bolesta, obserwując upadek PRL, patrzy nań z pewnym niedowierzaniem, że
„najlepszy z ustrojów runął, lecz tak jakoś bezgłośnie, nikczemnie, nijako; nie wzbijając po sobie kurzu”.
Nie lepiej – jako mieszanina chaosu i zbrodni – wygląda koniec III Rzeszy w Wózku.
Szara jest też rzeczywistość niemieckiej okupacji, ale i szara z nim walka. Haracz szarego dnia opowiada o grupie bardzo młodych warszawskich konspiratorów-inteligentów, którzy biorą udział w nieprzygotowanej akcji wysadzenia niemieckiego pociągu wojskowego. W zamachu zginie miast spodziewanych tysięcy ledwie trzech Niemców, straszną z kolei karę poniosą sami konspiratorzy. Krasiński akcentuje doświadczenie samotności oraz bezsilności tych, którzy stają do walki z Niemcami. Podkreśla też dziecinność, a więc młodość, niewinność, ale i naiwność swoich bohaterów, którzy mają poczucie bezsensu prowadzonej walki. Po wysadzeniu pociągu Gonczar
„poczuł nagle, że wszystko znowu nie ma dla niego sensu. »Jesteśmy gzami, które kąsają byka« […]”.
Nadzieję na zwycięstwo z totalitaryzmem starają się odbierać nie tylko kaci, ale też ich ideowi pobratymcy, a nierzadko rodacy-kapusie. To inna strona totalitarnej szarości, w której nie ma wyraźnej granicy swój–wróg i w której donosicielem może się okazać przyjaciel, co jest tematem Przełomu. A hitlerowcy? Są wprawdzie agresorami, noszą mundury, ale czasem nieźle mówią po polsku. Tak samo komuniści, oprawcy Bolesty, którzy są nominalnie Polakami. Całą ich galerię mamy w Twarzą do ściany oraz Na stracenie. Ale Bolesta widzi w nich przedstawicieli władzy obcej, nawet – kolonialnej. Charakterystyczne są emocje, jakie wzbudzi w nim widok warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki, zobaczonego po raz pierwszy po wyjściu z więzienia w 1956 r.:
„Wschodnia świątynia! Wieńczyło ją coś w rodzaju latarni zakończonej złocistą piką, sięgającą swym ostrzem chmur. Obca, nieprzyjazna, nieprzenikniona jak hiszpańska korweta u brzegów państwa Inków, porażała miasto panując nad nim z bezwzględnością satrapy. Patrzył zdjęty grozą” (podkr. M.U.).
Pałac Kultury i Nauki wyda się Boleście tortem, który władza totalitarna podaje swoim sługom:
„dla jednych w nim trucizna, dla drugich słodki, ubezwłasnowolniający poncz”.
Trucizna to kapusie: są symbolem nowej etyki budowanej w totalitaryzmie. Bolesta zobaczy w donosicielu
„uosobienie sowieckiego zła – plugawą duszę tego systemu”.
W Haraczu szarego dnia kimś takim jest Korsuń, który, patrząc na umierającego konspiratora, mówi:
„Bohater, ładna rzecz […]. Krzyże, historia…. […] Tyle że w historii liczy się chytrość, choćby z furkotem w gaciach; nie narwane pierdziołuszki”.
Podobnie jest w komunistycznych więzieniach, w których przebywa Bolesta. Klawisz we Wronkach mówi mu:
„Wyście są na zgnojenie, a nie na uczenie”.
To gnojenie dotyczy oczywiście ciała, ale także, a może przede wszystkim, duszy. W Wózku narrator, pchający tytułowy wózek z prowiantem dla więźniów i ich nadzorców, jest dobrym przykładem człowieka już „zgnojonego”. Uwewnętrznił niemal całkowicie specyficzną antyetykę świata totalitarnego i zaczyna myśleć jak jego oprawcy. Najważniejsze jest dlań przeżycie nawet za cenę życia współwięźnia, a drugi człowiek, zwłaszcza słaby, jest swego rodzaju zwierzyną łowną. W tej świetnej mikropowieści totalitarny świat, jak zauważyła Agata Kłopotowska, jest piekłem. A inna badaczka twórczości Krasińskiego, Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, uściślała, że jest to rzeczywistość będąca ucieleśnieniem antyboskiego, transcendentalnego porządku, przenikniętego na wskroś wszechobecnym złem.
Wokół sumienia, jego zachowania lub utraty toczy się też w gruncie rzeczy najistotniejsza bitwa Bolesty. Zaraz po aresztowaniu oficer UB tłumaczy mu, że może się ocalić
„tylko przez uwolnienie się od własnego sumienia”.
Docent Andrzej, towarzysz więziennej niedoli, uświadamia z kolei Boleście, że
„komuna nie ścierpi najlichszego robaka, który nie musiałby jeść z jej ręki”.
Ostrzega też przed cynizmem i nihilizmem, który jest trucizną wlewaną w ludzkie umysły przez totalitaryzm sowiecki:
„Komuna w każdym chciałaby zniszczyć tę wiarę. Zmienić ludzkość w społeczeństwo gadów, tak żeby nikt nie podał ci w nieszczęściu pomocy, gdy będą cię katować”.
Dlatego Bolesta będzie buntował się przeciw pokusie przyjęcia owej antyetyki. Obiecuje sobie, że „nie da sobie gwałtem wszczepić sumienia szczura”, a zwierzęca metafora akcentuje tu skalę dehumanizacji, jakiej efektem jest totalitarna przebudowa człowieka. Zamordowany w więzieniu genialny matematyk Zenek to dlań ktoś „niepokruszony, z duszą jak orzech” i z tego powodu niemożliwy do zaakceptowania przez „sowiecki świat”.
W roku 1956 – jest czas tzw. odwilży – ma 28 lat. Nie ma matury, nie ma zawodu. Jego egzaminami dojrzałości i latami uniwersyteckiego terminowania były niemieckie obozy koncentracyjne i komunistyczne więzienia.
Krasińskiego interesować zresztą zdaje się przede wszystkim jednostkowe doświadczenie totalitaryzmu. Stąd poetyka mikroportretów wplatana w historię o życiu Bolesty. Totalitaryzm niszczy przecież istnienie poszczególne.
Oskarżając oba totalitaryzmy, Krasiński zachował jednak trudną nadzieję w człowieka „niepokruszonego” przez totalitaryzm. Bolesta i wielu jego towarzyszy niedoli uchroni swe sumienia. Czasem dzięki wierze w Boga, niekiedy dzięki miłości do ojczyzny lub innego człowieka, a czasem dzięki pięknu. Tak jest w opowiadaniu Potworek, w którym ulepiona z chleba rzeźba daje więźniowi poczucie wolności. Takie okruchy dobra odnajdywał Krasiński w drobnych gestach współczucia i litości, do których zdolni byli nawet bohaterowie Wózka. Opór wobec totalitaryzmu jest w tej prozie możliwy, ma czasem w sobie coś instynktownego, a nawet cielesnego. Bolestę przed kompromisami ostrzega „swędzenie duszy”, czuje on, że
„dusza jak flegma trzymała się ciała i nie potrafił jej wykrztusić”.
Ta wiara to kolejna ważna lekcja, jaką wynosimy z niezwykłych literacko świadectw o obu totalitaryzmach, jakie nam pozostawił Janusz Krasiński.
Tekst pochodzi z numeru 1-2/2023 „Biuletynu IPN”
