Na początku XX wieku (1908 r.) na ulicach stolicy pojawił się pierwszy tramwaj elektryczny. Napędzane prądem wagoniki przemieszczały się na trasie pl. Krasińskich – ul. Miodowa – Krakowskie Przedmieście – ul. Królewska – ul. Marszałkowska – pl. Unii Lubelskiej.
Transport w warunkach okupacji
Po zajęciu przez Niemców Warszawy 28 września 1939 r. jednym z najważniejszych postanowień zawartych w akcie kapitulacji podpisanym przez gen. Tadeusza Kutrzebe i gen. Johannesa Blaskowitza było ponowne uruchomienie komunikacji miejskiej. Zadanie to było niezwykle trudne, przede wszystkim dlatego, że w czasie wojny obronnej Niemcy zniszczyli około 80% tramwajowej sieci trakcyjnej.
Znaczna część infrastruktury w postaci torów uległa uszkodzeniu na skutek bombardowań Luftwaffe. Ponad połowa taboru tramwajowego i autobusów została zniszczona lub uszkodzona, ocalało zaledwie 160 z 398 tramwajów. Miasto borykało się z brakiem energii, czego przyczyną było uszkodzenie elektrowni „Powiśle” w czasie oblężenia stolicy.
Prezydent Warszawy Stefan Starzyński w przemówieniu z 30 września 1939 apelował do warszawiaków:
„Leżącą w gruzach Warszawę musimy jak najszybciej podnieść. Musimy życie znów znormalizować. Musimy zagoić tak liczne rany stolicy. Przeliczyć trzeba nasze szeregi, uporządkować, słabszych podciągnąć, przygotować się do nowej pracy i nowym zadaniom sprostać. Odbudowa miasta, a przed tym naprawa uszkodzeń, to nie są rzeczy łatwe. Wymagać będą od nas zdwojonego wysiłku, zdwojonej pracy. Musimy ją dać z siebie, a by zadania te były wykonane”.
Z uwagi na to, że uruchomienie tramwajów wymagało czasu, na ulicach Warszawy w październiku pojawiły się autobusy. Sytuacja ta trwała zaledwie miesiąc, gdyż 3 listopada 1939 r. władze okupacyjne zlikwidowały całą komunikację autobusową, jako powód wskazując konieczność oszczędzania benzyny na potrzeby armii. Z tego samego powodu zarekwirowano w mieście wszystkie taksówki, samochody osobowe i ciężarowe.
18 października na ulice stolicy powróciły tramwaje (aby ograniczyć zużycie paliwa, zmniejszono w nich ilość biegów i zlikwidowano część przystanków). Pierwsza linia ruszyła z placu Wilsona na plac Krasińskich. Do końca listopada kursowało 11 linii tramwajowych, co i tak nie wystarczyło, jak na potrzeby ponad milionowego miasta. W związku z tym w drugiej połowie lutego 1940 r. na warszawskich ulicach ponownie pojawiły się autobusy. Mimo to przez cały okres okupacji tramwaje stanowiły najpopularniejszy i podstawowy środek transportu miejskiego, dziennie korzystało z nich około 900 tyś. osób.
Linia „0”
W kolejnych latach ilość maszyn służących przewożeniu warszawiaków ulegała sukcesywnemu zmniejszeniu. Wpływ na to miało przejęcie i przewiezienie części maszyn do Rzeszy oraz stworzenie wiosną 1942 osobnej linii przeznaczonej wyłącznie do obsługi ludności niemieckiej i volksdeutschów.
Tramwaje te oznaczone były czerwonym kołem na białym polu, przez co potocznie nazywano je linią „0”. Później zmieniono oznaczenie, wprowadzając we wnętrzu koła czerwoną pionową kreskę. Łącznie do obsługi tej linii oddano 14 wozów. Wyznaczono również trzy tramwaje linii „15”, „28” i „29” do obsługi ludności żydowskiej.
Dodatkowo w pozostałych maszynach przedni pomost w wozach przyczepnych lub przedni w pojedynczych zostały przeznaczone do wsiadania i wysiadania wyłącznie dla żołnierzy niemieckich i obywateli Rzeszy. Wyznaczono pewną część odgrodzoną ruchomą drewnianą belką od reszty wagonu, w której znajdowały się miejsca do siedzenia wyłącznie dla Niemców. W przypadku gdy powstawał w niej tłok, konduktor miał obowiązek przesunięcia belki w taki sposób, aby powiększyć ową przestrzeń.
Kto ma chęć płacić?
Cena biletu normalnego nie była wysoka, w pierwszych miesiącach okupacji wynosiła 20 gr, by w maju 1942 r. wzrosnąć do 40 gr. Mimo to wielu pasażerów nie płaciło za nie lub przekazywało kolejnym wsiadającym osobom. Sprzyjało temu przyzwolenie ze strony wielu motorniczych, którzy nie nakazywali pasażerom płacić za bilety, jedynie grzecznie pytali:
„Kto ma chęć płacić”.
Wpływ na to miały pogłoski, iż pieniądze uzyskane ze sprzedaży biletów wspomagały władze okupacyjne. W rzeczywistości środki te trafiały do kasy samorządu miejskiego.
Sytuacja ta doprowadziła do szeregu kontroli w warszawskich tramwajach, przeprowadzonych przez agentów Dyrekcji Tramwajów, które wykazały, że wielu tramwajarzy nie wydawało pasażerom biletów lub przyjmowało je od osób wysiadających i powtórnie je sprzedawało, narażając w ten sposób samorząd miejski na znaczne straty finansowe.
W odpowiedzi na to Niemcy zastosowali surowe represje w postaci wywiezienia 250 tramwajarzy do obozu w Treblince i zwolnienia kolejnych 450.
Podróż warszawskim tramwajem w czasie okupacji charakteryzowała się ciasnotą i niewygodą. Z braku wystarczającej liczby miejsc, pasażerowie jeździli na zderzakach, buforach, stali na stopniach trzymając się uchwytów. Dla praskiej młodzieży taka forma jazdy była pewnego rodzaju formą oporu wobec okupanta. Podróżując warszawskim tramwajem, można było posłuchać ludzi dyskutujących na temat działań militarnych na frontach II wojny światowej, dzielono się najświeższymi plotkami, żartowano i śpiewano piosenki wyśmiewające Niemców.
W okresie całej okupacji przystanki tramwajowe były jednym z miejsc, gdzie esesmani, gestapo i żołnierze Wehrmachtu przeprowadzali łapanki. Zdarzało się że motorniczy, widząc, że na przystanku stoją żołnierze aresztujący ludzi zwalniał na tyle, aby pasażerowie zdążyli zeskoczyć i uciec przed obławą lub przejeżdżał przez całą ulicę, nie zatrzymując się na przystankach, krzycząc do żandarmów, że zepsuł mu się hamulec. W chwili zagrożenia konduktorzy zbierali również broń, bibułę, prasę konspiracyjną od pasażerów.
* * *
Okres prawie pięcioletniej okupacji Warszawy przez III Rzeszę odcisnął wyraźne piętno na wszystkich dziedzinach życia i gospodarki stolicy. Ogromne zmiany można było dostrzec również w sferze transportu publicznego. Ograniczenia i zakazy, wprowadzone przez władze okupacyjne, znacząco pogorszyły jakość transportu publicznego w stolicy. Wielu warszawiaków zmuszonych było podróżować w ciasnocie, w trakcie jazdy stać na stopniach i trzymać się zderzaków lub buforów. Mimo tych trudnych warunków starali się nie tracić ducha i żartować z okupantów.
