Pierwszą ofiarą Niemców byli Żydzi – już kilka tygodni po zajęciu tych ziem, w październiku 1939 r., Niemcy wygnali ich z domów i przepędzili na stronę niepodległej jeszcze Litwy. Chwilowo byli tam bezpieczni, ale po niespełna dwóch latach, gdy III Rzesza zaatakowała Związek Sowiecki, a niemieccy żołnierze zajęli Litwę, oni również zostali zamordowani. Polacy, w myśl niemieckich planów, na razie mieli pracować na rzecz nowych panów, a z czasem i oni powinni „zniknąć”.
Proboszcz parafii w Wiżajnach
Jedną z osób, które w nowej rzeczywistości nie uległy zwątpieniu, był proboszcz parafii rzymskokatolickiej ks. Stanisław Piotr Maciątek. Z wielu powodów była to postać nietuzinkowa – zanim trafił do Wiżajn był wcześniej jezuitą (wystąpił z zakonu trzy lata po święceniach kapłańskich), spowiednikiem bł. Anieli Salawy w Krakowie oraz autorem książek o tematyce religijnej. Treść jednej z nich – Na Sobór Watykański –spowodowała nałożenie na niego kary rocznej suspensy.
Z wielu powodów była to postać nietuzinkowa – zanim trafił do Wiżajn był wcześniej jezuitą (wystąpił z zakonu trzy lata po święceniach kapłańskich), spowiednikiem bł. Anieli Salawy w Krakowie oraz autorem książek o tematyce religijnej. Treść jednej z nich – Na Sobór Watykański –spowodowała nałożenie na niego kary rocznej suspensy.
Był człowiekiem o szerokich horyzontach, otwartym umyśle i szczerze zatroskanym o losy Polski, czego wyrazem była nie tylko twórczość literacka i treść kazań, ale także aktywnie szerzona wśród kolegów-kapłanów inicjatywa cyklicznych mszy za ojczyznę. Te cechy oraz wierność wartościom zostały poddane próbie, gdy rozpoczęła się niemiecka okupacja.
Począwszy od 17 września 1939 r., tj. od wycofania się z Wiżajn żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, nie było żadnego oficjalnego ośrodka władzy, gdyż administracja cywilna przestała funkcjonować, a wojska niemieckie nie przejawiały chęci zajęcia opuszczonego terytorium. Sowieci, którzy pojawili się 24 września i pozostali do 4 października, zajęci byli rabowaniem i nie przejęli odpowiedzialności za okupowany obszar. Wobec powyższego, chcąc zapewnić porządek i bezpieczeństwo mieszkańców, ks. Stanisław Maciątek 19 września 1939 r. powołał Komitet Straży Obywatelskiej z siedzibą na plebanii. Jednym z pierwszych zadań Komitetu stało się przeprowadzenie zbiórki na potrzeby tzw. rezerwistek, czyli kobiet, których mężowie zostali powołani pod broń i walczyli na froncie.
Chcąc zapewnić porządek i bezpieczeństwo mieszkańców, ks. Stanisław Maciątek 19 września 1939 r. powołał Komitet Straży Obywatelskiej z siedzibą na plebanii. Jednym z pierwszych zadań Komitetu stało się przeprowadzenie zbiórki na potrzeby kobiet, których mężowie zostali powołani pod broń i walczyli na froncie.
Okres przejściowy zakończył się 6 października, gdy do Wiżajn wkroczyły wojska niemieckie. Trzy dni później ks. Maciątka aresztowano pod zarzutem namawiania wiernych do zatruwania studni i głoszenie podżegających przeciwko Niemcom kazań. Po kilkudniowym pobycie w areszcie gminnym został przewieziony do Suwałk. 4 listopada został zwolniony, do parafii wrócił dwa dni później, lokalne władze niemieckie wolały się jednak kontaktować z wikariuszem, ks. Stanisławem Wierzbickim, udając, że nie dostrzegają powrotu gospodarza.
Amtskomisarz Gutzeit od początku swoich rządów utrudniał życie obu kapłanom. Wśród wielu podjętych przez niego działań można wymienić: zabranie kluczy do domu katolickiego i niewpuszczanie do niego księży, a także kradzież znajdujących się tam instrumentów muzycznych, zniszczenie wyposażenia i książek z tamtejszej biblioteczki, zabranie i zepsucie elektrowni, grabież przewodów elektrycznych, zajęcie większości pomieszczeń plebanii, stajni i stodoły na potrzeby niemieckiej służby celnej, kradzież futra i sań oraz zamknięcie najkrótszej drogi łączącej plebanię z kościołem, przez co księża zmuszeni byli chodzić okrężną trasą.
Drugie aresztowanie
8 marca 1940 r. ks. Maciątek został aresztowany po raz drugi. Oto jak opisuje to ks. Wierzbicki w Kronice parafialnej:
„Po mszy św. ks. proboszcz Maciątek wracał z kościoła na plebanię okrężną drogą przez rynek wzdłuż ogrodzenia parafialnego, z dołu nadszedł żandarm Erentz z psem (był to szczególnie złośliwy człowiek), ten sam, który w dniu 6 stycznia wtargnął do kościoła aż pod ambonę i wymierzył bronią w ks. proboszcza czytającego lekcję na ambonie. Nakazanego zdjęcia czapki przed Niemcem w mundurze [ks. Maciątek – J.W.] nie honorował. Żandarm zażądał oddanie sobie tej czci i poszczuł psem. Wtedy ksiądz miał, wg jednych świadków (ja wtedy kończyłem nabożeństwo w kościele) uderzyć żandarma w twarz, wg innych laską, którą już nosił, uderzył psa. W każdym razie żandarm od razu aresztował księdza. Zaprowadził do aresztu w gmachu szkolnym, a rano 9 marca […] pod eskortą przewieziono [go] do suwalskiego więzienia”.
To był dzień, w którym ks. Wierzbicki widział swojego proboszcza po raz ostatni.
Księdza Maciątka zwolniono z aresztu 15 marca, ale nie pozwolono mu wrócić do Wiżajn. Przeniósł się więc do parafii w Mikaszówce, którą wcześniej administrował, ale już 6 kwietnia 1940 r. został aresztowany wraz z proboszczem ks. Stanisławem Konstantynowiczem i ponownie trafił do suwalskiego więzienia. W ramach tej akcji Niemcy aresztowali dwudziestu kapłanów i czterech kleryków z terenu wcielonej do Rzeszy Suwalszczyzny. Zarzucano im, że podtrzymywali ducha oporu przeciw narodowi niemieckiemu. Księży umieszczono we wspólnej celi. W porównaniu z tym, co czekało ich później, można stwierdzić, że warunki były znośne, bo pozwolono dostarczać im żywność i przekazywać odzież do prania. Ksiądz Maciątek objął duchowe przewodnictwo nad uwięzionymi, prowadził modlitwy, kilka razy przed świtem w kącie celi na walizce odprawiał z pamięci mszę św., do której służył mu ks. Kazimierz Hamerszmit, późniejszy opiekun „Solidarności”.
Niemcy aresztowali dwudziestu kapłanów i czterech kleryków. Zarzucano im, że podtrzymywali ducha oporu przeciw narodowi niemieckiemu.
17 kwietnia 1940 r. aresztowani księża zostali przewiezieni do obozu w Działdowie, gdzie znęcano się nad nimi poprzez głodzenie, bicie, pozbawienie wody do mycia i rzeczy osobistych, spanie na podłodze, upokarzające warunki sanitarne.
Zaraz po przyjeździe ks. Maciątek odprawił ostatnią w swoim życiu mszę św. – podobnie jak w suwalskim więzieniu, za ołtarz posłużyła mu walizka. Również i tutaj przewodniczył modlitwom i podnosił na duchu załamanych psychicznie.
Kto choruje, musi umrzeć
3 maja 1940 r. ks. Maciątek wraz z grupą innych kapłanów został przewieziony do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen na północ od Berlina. Warunki opisywane później przez ks. Hamerszmita były równie złe jak w Działdowie, a nowo przybyłych przywitało przemówienie, w którym stwierdzono, że
„to jest obóz dla żyjących i zmarłych. Chorych nie ma. Kto choruje, musi umrzeć. Każdy najmniejszy znak nieposłuszeństwa czy oporu będzie tłumiony bronią”.
Mimo urągających ludzkiej godności warunków
„gdy wszyscy byli na izbie, ks. Maciątek rozpoczynał modlitwy”.
Księdzu Hamerszmitowi szczególnie utkwiła w pamięci modlitwa:
„Jeśli szukasz cudów, idź do św. Antoniego”.
W trakcie jednej z takich chwil zwrócił się z apelem do współwięźniów:
„Bracia, rodacy! Może ja nie doczekam, wy macie wrócić w imieniu Kościoła i ojczyzny”.
Przez sześć (lub cztery, jak podaje Kronika parafialna) tygodni urządzano uwięzionym tzw. sport, który polegał na biegach, skakaniu „żabką” z rękoma wyciągniętymi do przodu, rolowaniu się po ziemi, długotrwałym staniu w niewygodnej pozycji itp. Ksiądz Hamerszmit zauważył, że ks. Maciątek miał nabrzmiałe żyły na skroniach, trzymał się za serce. Na nogach miał wojłoki, było gorąco, nie mógł nadążyć za wszystkimi, dlatego był bity. Szybko tracił siły. Po zakończeniu tego swoistego okresu „kwarantanny” więźniów zagoniono do pracy, która polegała na przynoszeniu do obozu cegieł z odległości około dwóch kilometrów.
Ostatnie chwile ks. Maciątka we wspomnieniach ks. Hamerszmita przytaczam w całości:
„Pewnego dnia zachorował, z placu apelowego znieśli go dwaj więźniowie, do których ks. Maciątek powiedział: »Głowa do góry, nie bójcie się, ja nie wrócę, wy wrócicie i Polska będzie«. Miał opuchnięte nogi, bo nerki były chore. Dostał zapalenia płuc, zaprowadzono go na rewir, czyli niby szpitalik i tam w czwartek dnia 27 czerwca 1940 r. zmarł jako ofiara za wiarę i Ojczyznę w 51. roku życia, w 20. roku kapłaństwa. Zwłoki spalono w krematorium”.
Ksiądz Maciątek, chociaż nie miał rodzinnych kontaktów z parafią, także pozostał w żywej pamięci osób, które miały szczęście spotkać go na swej drodze. W kościele znajduje się ufundowana przez parafian tablica upamiętniająca jego męczeńską śmierć.
