Trzej redaktorzy konspiracyjnego miesięcznika literackiego „Sztuka i Naród” postanowili zorganizować manifestację patriotyczną, składając wieniec pod pomnikiem Kopernika. Zamieszony na szarfie napis "Geniuszowi Słowiańszczyzny – Rodacy" miał przypomnieć światu, że ten był Polakiem, a nie Niemcem.
Niestety, akcja miała tragiczne zakończenie. Wacław Bojarski, redaktor naczelny pisma, został podczas próby ucieczki śmiertelnie ranny przez niemieckiego policjanta. Jego śmierć była bolesnym ciosem dla całego podziemia literackiego i patriotycznego ruchu oporu, ale także symbolem oporu wobec okupanta.
Jeden z Kolumbów
Wacław Bojarski urodził się w Warszawie w 1921 r. w rodzinie rzemieślniczej. Przed wojną uczęszczał do kilku warszawskich gimnazjów. W 1939 r. ukończył prestiżowe XVIII Liceum Ogólnokształcące im. Jana Zamoyskiego w Warszawie. Maturę zdał jednak dopiero na tajnych kompletach w 1940 r. W terminowym zdaniu egzaminów przeszkodziła mu choroba płuc. W okresie okupacji studiował polonistykę na Tajnym Uniwersytecie Warszawskim.
Swój debiut poetycki zaliczył jako szesnastolatek na łamach „Wieczoru Warszawskiego”. Bojarski był autorem licznych artykułów, wierszy oraz piosenek żołnierskich. Najpopularniejsza z nich „O Natalio” była śpiewana w całej okupowanej Polsce i została poświęcona jego ukochanej, Halinie Marczak, łączniczce oraz sanitariuszce posługującej się w okresie okupacji właśnie tym pseudonimem.
Wiosną 1941 r. wstąpił do Konfederacji Narodu, organizacji konspiracyjnej o charakterze polityczno-wojskowym, utworzonej w środowisku działaczy ONR-Falanga. Tam włączył się w prace Wydziału Propagandy. Pod pseudonimem „Czarnota” brał udział w organizowaniu tajnego życia literackiego oraz teatralnego. Wraz z Bronisławem Onufrym Kopczyńskim był jednym z założycieli oraz redaktorów naczelnych miesięcznika „Sztuka i Naród”, jedynego wydawanego regularnie w okupowanej Polsce podziemnego miesięcznika literackiego.
„Czarnota” odznaczał się nie tylko talentem literackim, ale również zdolnościami organizacyjnymi, aktywnie animując życie środowiska powiązanego z czasopismem, wciągając do pracy nad kolejnymi numerami kolegów z tajnej polonistyki. Ukazujące się w latach 1942-1944 pismo skupiało wokół siebie utalentowanych twórców młodego pokolenia: Andrzeja Trzebińskiego, Tadeusza Gajcego, Zdzisława Stroińskiego, Kazimierza Winklera, Stanisława Marczaka, Romana Bratnego, czy Lesława Bartelskiego.
Wacław Bojarski objął funkcję redaktora naczelnego po Kopczyńskim, który na początku stycznia 1943 r. został aresztowany przez Gestapo oraz wywieziony do obozu koncentracyjnego na Majdanku, gdzie zmarł trzy miesiące później. Śmierć Kopczyńskiego zapoczątkowała serię tragicznych losów, jakie stały się udziałem wszystkich redaktorów naczelnych „Sztuki i Narodu”. Środowisko mówiło o wręcz o klątwie, fatum ciążącym nad wszystkimi, którzy zaczynali kierować czasopismem. Kopczyński, Bojarski, Trzebiński, Gajcy – żaden z nich nie dożył końca wojny.
Pod pomnikiem Kopernika
Inicjatorem pomysłu złożenia wieńca pod pomnikiem astronoma był Bojarski, który wciągnął w akcję dwóch innych redakcyjnych kolegów: Stroińskiego oraz Gajcego. Zgodnie z planem to on miał być odpowiedzialny za złożenie kwiatów, a całe zajście miało zostać sfotografowane przez Stroińskiego. Zdjęcia planowali przesłać na Zachód i opublikować w prasie emigracyjnej. Gajcy miał stanowić obstawę, mając za zadanie obserwować przebieg akcji oraz alarmować, gdyby pojawiło się niebezpieczeństwo.
Całe przedsięwzięcie było ryzykowne – nie tylko ze względu na charakter samego czynu, jakiego chcieli podjąć się młodzi literaci. W bezpośrednim sąsiedztwie pomnika znajdowała się Komenda Miejsca Policji. Niebezpieczeństwo było więc ogromne. Sprawę pogorszył brak rozpoznania przeprowadzonego przez redaktorów „Sztuki i Narodu”. Nie wiedzieli, że dzień wcześniej kwiaty złożyli w tym miejscu harcerze z Szarych Szeregów. Można było spodziewać się, że w tych okolicznościach okolice pomnika będą znacznie częściej patrolowane.
Tym bardziej, że pomnik był już w przeszłości celem akcji harcerzy polskiego podziemia w ramach „małego sabotażu”. W 1940 r. Niemcy zasłonili na pomniku astronoma napis w języku polskim „Mikołajowi Kopernikowi – Rodacy”, umieszczając tablicę o treści „Dem Grossen Astronomen Nikolaus Kopernikus” (pol. „Wielkiemu astronomowi Mikołajowi Kopernikowi”). 11 lutego 1942 r., na tydzień przed 400-setną rocznicą urodzin Kopernika, Maciej Aleksy Dawidowski „Alek” zdjął ważącą blisko 100 kilogramów tablicę, którą udało się później ukryć. Gubernator Ludwik Fischer w odwecie nakazał zniszczyć pomnik Jana Kilińskiego na placu Krasińskich.
Redaktorów „Sztuki i Narodu” poniosła brawura. Rankiem 25 maja 1943 r. znaleźli się o krok o tragedii, która zaważyła na życiu każdego z nich.
Katastrofa
Była szósta rano, gdy pod Pałacem Staszica pojawiło się trzech młodych mężczyzn. Jeden z nich trzymał okrągły wieniec z gładko zachodzącymi na siebie liśćmi laurowymi. Bojarski kupił go dzień wcześniej w zakładzie pogrzebowym. Zanim udali się pod pomnik, spotkali się we trzech w jego mieszkaniu, gdzie Stroiński zrobił kilka zdjęć pożyczonym na tę okazję aparatem.
Gdy pojawili się pod Pałacem Staszica wydawało się, że nie ma niebezpieczeństwa. Bojarski skierował kroki pod pomnik. Wydarzenia przyspieszyły, gdy miał schodzić z postumentu.
„Zbierającego się do zejścia z pomnika Wacka przygwoździł obcy głos. Z podcieni Pałacu Staszica wyłonił się »granatowy« policjant, nakazując zabierać się stamtąd czym prędzej, żeby śladu nie zostało. (…) Całą tę scenę obserwował z bliska Zdzisław, sparaliżowany zaskoczeniem. Nie widział jej Tadeusz stojący dalej, z drugiej strony, przekonany, że Wacek rozmawia ze swoim fotografem”
– wspominała narzeczona Bojarskiego1.
Świadkowie nie są zgodni, co wydarzyło się chwilę później. Czy Gajcy, który obserwował całe zajście stojąc pod filarami Pałacu Staszica, uległ panice i wystrzelił z broni na znak ostrzenia? Czy zrobił to na polecenie Bojarskiego? W relacji narzeczonej redaktora naczelnego „Sztuki i Narodu”, która rozmawiała z nim o przebiegu całego zajścia, Gajcy widząc policjanta miał wyjąć broń i oddać strzał. W innej z kolei wersji miał zrobić to na komendę samego Bojarskiego. Jedno jest pewne: cała akcja przebiegła w sposób bardzo chaotyczny.
Po oddaniu strzału przez Gajcego na pobliskich ulicach i w znajdującym się niedaleko gmachu Komendy Policji zapanowało poruszenie. Młodzi mężczyźni zaczęli uciekać, co ostatecznie udało się jedynie Gajcemu. Bojarskiego zatrzymał patrol niemieckiej żandarmerii, żądając okazania kenkarty. Gdy obejrzeli dokument, jeden z nich wyciągnął broń i strzelił z bliskiej odległości Bojarskiemu w brzuch. Krwawiącego i prawie nieprzytomnego zawleczono go do budynku Komendy. Po pewnym czasie doprowadzono również Stroińskiego, który próbował ukryć się w jednym z domów przy ul. Kopernika. Bojarski wyparł się znajomości z redakcyjnym kolegą, któremu, jak się okazało, udało się zniszczyć kliszę.
Stroiński został początkowo przewieziony na Szucha na przesłuchanie. Został osadzony na Pawiaku, skąd parę miesięcy później dzięki pomocy rodziny wyszedł na wolność. Gajcemu udało się zbiec, nie wzbudzając zainteresowania mijających go Niemców.
Ciężko rannego Bojarskiego przetransportowano do szpitala na rogu Al. Niepodległości i Koszykowej. Świadkiem wydarzenia była Danuta Grzeszkiewicz-Kwiatkowska (ps. „Danusia”), która miała okazję poznać go już wcześniej. Tego dnia pełniła dyżur na izbie przyjęć.
„Parę minut po godzinie 7-ej dwóch młodych mężczyzn przywiozło ciężko rannego, którego położyli na noszach, prosząc jedynie o opiekę nad rannym. Ranny był bardzo blady, krwawił, przytomności jednak nie stracił. Był tak zmieniony, że trudno go było rozpoznać, ale nazwisko figurujące w dokumentach jakie przy sobie posiadał, też mi nic nie mówiło. Kiedy nachyliłam się nad nim przypomniał mi się mówiąc »Jestem Czarnota«. W dalszej rozmowie prosił o przekazanie wiadomości narzeczonej. (…) Zawiadomiłam »Natalię«”
– wspominała po latach2.
Bojarski trafił od razu na salę operacyjną. Okazało się, że został postrzelony w wątrobę. Jego narzeczona Halina pojawiła się w szpitalu przed 9., gdy ranny był jeszcze operowany. Poznali się kilka miesięcy wcześniej, w noc sylwestrową 1942 r. Parę szybko połączyło uczucie. Stan zdrowia Wacława był poważny. Halina postanowiła nie opuszczać narzeczonego na krok, spędzając z nim kolejne dni w szpitalu. Jeszcze tego samego dnia, gdy było pewne, że Bojarski jest o krok od śmierci, postanowili się pobrać. Ślubu udzielił im kapelan Konfederacji Narodu, Józef Warszawski. Obrączka, którą otrzymała Halina, była zrobiona z kuli, która przeszyła ciało Bojarskiego.
Wydawało się, że stan zdrowia Wacława z każdym dniem polepsza się. Obrażenia okazały się zbyt ciężkie. Wacław Bojarski zmarł 5 czerwca 1943 r. Został pochowany na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.
1 W gałązce dymu, w ogniu blasku... : wspomnienia o Wacławie Bojarskim, Tadeuszu Gajcym, Onufrym Bronisławie Kopczyńskim, Wojciechu Menclu, Zdzisławie Stroińskim, Andrzeju Trzebińskim / zebrał i oprac. Józef Szczypka, Warszawa : Instytut Wydawniczy "Pax" 1977, s. 175-176.
2 Archiwum Akt Nowych, Archiwum Biura Historycznego Stowarzyszenia PAX, 2/2614/0/-/135, k. 390.
