W połowie lat pięćdziesiątych odstąpiono od polityki równouprawnienia na rzecz tradycyjnego postrzegania roli i miejsca kobiety w społeczeństwie. Warto pamiętać, że nie tylko przesłanki ideologiczne wpłynęły na większą ich aktywizację po wojnie. Zmuszała ich do tego niejednokrotnie sytuacja rodzinna i ekonomiczna. Po śmierci męża, ojca czy brata, to właśnie na barkach kobiet spoczęło utrzymanie rodziny. Poza tym zarobki jednej osoby w powojennej Polsce nie wystarczały na zaspokojenie podstawowych potrzeb.
Kobiety w stalinowskim aparacie represji
Nie było zatem nic nadzwyczajnego w tym, że po 1944 r. kobiety znalazły zatrudnianie w aparacie bezpieczeństwa. Według danych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego wśród funkcjonariuszy UB stanowiły z reguły kilkanaście procent pracowników. W liczbach bezwzględnych pracowało ich kilka tysięcy. W sierpniu 1945 r. na 18 641 pracowników było 2745 funkcjonariuszek (14,7 proc.). Pań przybywało w strukturach policji politycznej wraz z jej rozwojem organizacyjnym. W 1951 r. na 30 281 osób pracowało ich już 4594 (15 proc.). Przy czym występowały różnice w zależności od szczebla struktury, a także regionów Polski. Najmniej pań zatrudniano w urzędach powiatowych – od kilku do kilkunastu procent, spotykało się je głownie w administracji, a niezmiernie rzadko w pionach operacyjnych. W 1951 r. na ponad 5,5 tys. funkcjonariuszy operacyjnych w urzędach szczebla powiatowego było tylko 20 kobiet. Znacznie więcej pracowało ich w urzędach wojewódzkich i w samym ministerstwie – od kilku do nawet dwudziestu kilku procent.
Pułkownik Brystiger nazywano „piątym wiceministrem bezpieczeństwa”. Cieszyła się zaufaniem i miała dostęp do najważniejszych osób w państwie. Jej departament odpowiadał m. in. za przeprowadzenie w 1946 r. sfałszowanego referendum, a w następnym roku wyborów do Sejmu Ustawodawczego.
W 1951 r. we wszystkich Wojewódzkich Urzędach Bezpieczeństwa Publicznego w komórkach operacyjnych kobiety stanowiły 10,6 proc. pracowników. W 1945 r. najwięcej kobiet zatrudniał Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku (20 proc.) i Olsztynie (17,6 proc.), a najmniej WUBP we Wrocławiu (4,8 proc.) i w Katowicach (6,5 proc.). Później palmę pierwszeństwa w tym względzie przejęła Warszawa. Warto pamiętać, że w męskim świecie policji politycznej istniały komórki mocno sfeminizowane. W 1945 r. należał do nich Wydział Cenzury Wojennej MBP (kobiety stanowiły 61,3 proc.), a także Centralna Szkoła MBP – 57,9 proc. Z kolei w 1951 r. najbardziej sfeminizowane były: Gabinet Ministra (53 proc.), Biuro Finansowo-Budżetowe (51 proc.), a także Departament Kadr (45 proc.). Znaczny odsetek kobiet pracował również w Departamencie II (43,7 proc.), odpowiedzialnym za stosowanie techniki operacyjnej1.
Spośród komórek operacyjnych najwięcej kobiet służyło w wywiadzie cywilnym (32,7 proc.), a także w Departamencie V (25,5 proc.), kierowanym przez płk Julię Brystiger – przedwojenną komunistkę. Należała ona do najlepiej wykształconych funkcjonariuszy ministerstwa. Przed wojną studiowała w Polsce i we Francji. W 1928 r. uzyskała doktorat z historii na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Potem uczyła w wileńskim gimnazjum, skąd wyrzucono ją za zorganizowanie i kierowanie strajkiem nauczycielskim w 1929 r., a następnie odebrano prawo do wykonywania zawodu. Później całkowicie pochłonęła ją działalność w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Pułkownik Brystiger nazywano „piątym wiceministrem bezpieczeństwa”. Cieszyła się zaufaniem i miała dostęp do najważniejszych osób w państwie2. Jej departament odpowiadał m. in. za przeprowadzenie w 1946 r. sfałszowanego referendum, a w następnym roku wyborów do Sejmu Ustawodawczego. Do początku lat pięćdziesiątych nadzorowała i wyznaczała kierunki zwalczania kościołów i związków wyznaniowych. Żadna inna kobieta w UB nie miała takiego znaczenia i wpływów w aparacie władzy. W tym okresie jeszcze dwie funkcjonariuszki kierowały – w wybranych latach – wydziałami V: Maria Putrament w Krakowie i Sonia Rogowska w Białymstoku. Obie zaczynały karierę w bezpiece w 1945 r. jako sekretarki, miały średnie wykształcenie i zostały skierowane do pracy przez lokalne komitety Polskiej Partii Robotniczej. Różniło je podejście do obowiązków służbowych. Podczas gdy Putrament nie chciała pracować operacyjnie i prosiła o zwolnienie jej ze stanowiska, Rogowska odnajdywała się świetnie i pracy poświęcała nawet czas wolny.
Sporadycznie kobiety pracowały w charakterze oficerów śledczych, np. Judyta Dawidson w PUBP w Dzierżoniowie3, a nawet kierowały Wydziałami Śledczym, jak Stanisława Kowalska w WUBP w Katowicach w latach 1947–19484. Judyta Dawidson w 1948 r. w raporcie do szefa WUBP we Wrocławiu pisała:
„Poświęcałam tej pracy dnie i wieczory […], bowiem bardzo lubiłam tę pracę. […] Niekiedy łagodnością, a niekiedy groźbą i ostrością, w zależności od typu i charakteru człowieka, zdobywałam [informacje-JD] w dużej części wskutek załamania się, przyznania i »zasypywania« innych wspólników”5.
Przy czym sytuacje, w których funkcjonariuszki zajmowały stanowiska śledczych, należały do wyjątkowych. Co ciekawe, w aparacie bezpieczeństwa zatrudniano znacznie więcej kobiet niż w tym samym czasie w Milicji Obywatelskiej6.
W zbiurokratyzowanej instytucji MBP panie zatrudniano przede wszystkim w administracji i pionach gospodarczych, a bardzo rzadko – jak wspominałam – w aparacie operacyjnym. W latach 1944–1956 sto kilkadziesiąt kobiet zajmowało najwyższe stanowiska kierownicze w aparacie bezpieczeństwa. Zarządzały głównie sekretariatami, komórkami personalnymi, finansowymi, szkoleniowymi, szpitalami, ale także działami techniczno-operacyjnymi, a wyjątkowo operacyjnymi.
Mimo że kobiety rzadko pracowały w pionach operacyjnych, ministerstwo widziało potrzebę szkolenia ich w tym zakresie. Uważało, że pod względem umiejętności operacyjnych dorównywały mężczyznom. Niektóre funkcjonariuszki jednak wzbraniały się przed powierzaniem im odpowiedzialnych stanowisk, gdyż nie miały predyspozycji do pracy operacyjnej. Ponadto dostrzegano, że młode kobiety z trudem budowały autorytet wśród podległych pracowników i miały problemy z zarzadzaniem męskimi zespołami. Dochodziło czasami do tarć i konfliktów. Warto jednak pamiętać, że nawet kobiety zatrudnione w administracji okazjonalnie angażowano w działania operacyjne.
Tendencja wzrostowa
Służba Bezpieczeństwa, która powstała na gruzach Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego, była początkowo znacznie mniej rozbudowaną strukturą organizacyjną i kadrową. Od połowy lat pięćdziesiątych kobiety stopniowo wycofywano z wydziałów operacyjnych, a droga kariery do stanowisk kierowniczych w tych komórkach została dla nich praktycznie zamknięta7. Wyjątek stanowił pion antywyznaniowy SB. Funkcjonariuszki były tam potrzebne, aby rozpracowywać żeńskie zakony i zgromadzenia8.
Pojedyncze funkcjonariuszki zajmowały wysokie stanowiska kierownicze, ale postaci porównywalnej z Julią Brystiger po 1956 r. próżno szukać.
Poza tym ich aktywność sprofilowano w pionach pomocniczych i administracyjnych. Pojedyncze funkcjonariuszki zajmowały wysokie stanowiska kierownicze, ale postaci porównywalnej z Julią Brystiger po 1956 r. próżno szukać. Jeśli już powierzano im odpowiedzialne stanowiska, to w Wydziałach Paszportów, Wydziałach „W” (kontrola korespondencji) albo „C” (kartoteki, archiwum operacyjne). Co prawda, w latach 1971–1973 zastępcą dyrektora Departamentu IV (zwalczanie kościoła) była Józefa Siemaszkiewicz, ale to nieliczny wyjątek.
W 1971 r. Franciszek Szlachcic – jako minister spraw wewnętrznych – podjął działania, aby zahamować feminizację MSW (kobiety stanowiły wówczas w MSW 10 proc. pracowników, a w jednostkach SB przekraczały dwadzieścia procent). Akcja ta przyniosła krótkotrwały efekt9. W 1972 r. zatrudnienie kobiet w resorcie rzeczywiście spadło, ale od następnego roku już wzrastało. Aby zobrazować wzrost ilościowy kobiet, warto zestawić dane z początku lat sześćdziesiątych i końca lat osiemdziesiątych. W 1961 r. wśród ponad 11 tys. pracowników SB służyło ponad 2 tys. kobiet (ok. 20 proc.), z kolei w 1988 r. na ponad 23 tysiące funkcjonariuszy SB pracowało przeszło 5 tys. funkcjonariuszek (22 proc.). Zatem SB u schyłku swojego istnienia okazała się instytucją bardziej sfeminizowaną niż UB.
* Cytat w tytule za publikacją: R. Klementowski, Urząd Bezpieczeństwa w Lubinie (1945–1956), Lubin–Wrocław 2007, s. 46. Adnotacja tej treści znalazła się na podaniu o pracę Stanisławy Antonkiewicz, która w PUBP w Lubinie zajmowała stanowisko referenta ewidencji operacyjnej.
1 J. Dudek, Kobiety i ich kariery w aparacie bezpieczeństwa w latach 1944–1956 na przykładzie stanowisk kierowniczych, „Dzieje Najnowsze” 2021, nr 3, s. 95–102.
2 P. Sztama, Brystiger Julia [w:] Leksykon bezpieki. Kadra kierownicza aparatu bezpieczeństwa 1944–1956, t.1, red. W. Bagieński, M. Dźwigał, Warszawa 2020, s. 240.
3 R. Klementowski, Słaba płeć w siłowym resorcie – perspektywy badawcze w świetle wybranych przypadków [w:] Kobiety na zakręcie 1933–1989, Wrocław 2014, s. 100–101.
4 T. Kurpierz, Stanisława Kowalska z d. Michalik (1919–1998), naczelnik Wydziału Śledczego WUBP w Katowicach, prokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Olsztynie, adwokat, „ARwPL” 2005, nr 2, s. 439–443.
5 Cytat za: R. Klementowski, op. cit., s. 101.
6 J. Dudek, op. cit., s. 95–102.
7 W. Bagieński, Funkcjonariuszki wywiadu cywilnego Polski Ludowej [w:] Aparat bezpieczeństwa w perspektywie antropologii organizacji i antropologii władzy, Wrocław-Warszawa 2020, s. 97.
8 F. Musiał, Departament IV MSW w latach 1962–1989. Przyczynek do monografii [w:] Instrukcje, wytyczne, pisma Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z lat 1962–1989. Wybór dokumentów, red. i oprac. A. Dziurok, F. Musiał, Kraków-Katowice 2017, s. 69–70.
9 D. Wincenty, Zgniłe jabłka, zepsute skrzynki i złe powietrze. Dysfunkcje w Służbie Bezpieczeństwa w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, Gdańsk-Warszawa 2018, s. 170.
