Muzeum-Zamek w Łańcucie jest nie tylko placówką muzealną, ale również doskonale zachowanym zamkiem z pięknymi wnętrzami, które nie zmieniły się od wyjazdu ostatniego właściciela. Oczywiście, wiele eksponatów nigdy nie wróciło do zamku z powrotem – liczne meble, obrazy itp. Część innych znajduje się w innych miejscach niż w 1944 r. Zamek wyróżnia się jednak ilością dawnego wyposażenia, które dotrwało do dziś w odróżnieniu od innych muzeów wnętrz, które swoje ekspozycje musiały aranżować od podstaw.
Wojenny los
Jak do tego doszło, że zamek Potockich w Łańcucie nie został zniszczony w 1944 r. w wyniku przejścia frontu i reformy rolnej? Zanim odpowiem na to pytanie, należy chociaż krótkich zdaniach naszkicować historię zamku w okresie okupacji hitlerowskiej. Łańcut, a tym samym zamek, znalazł się pod okupacją niemiecką 10 września 1939 r. Po pewnym czasie oficerowie Wehrmachtu zajęli część apartamentów zamkowych. Tak jak wszystkie większe majątki ziemskie, był zobowiązany do oddawania kontyngentów.
W styczniu 1944 r. wojska sowieckie wkroczyły na międzywojenne terytorium II RP, zajęli Tarnopol. W marcu tego roku w wielu dworach i pałacach właściciele zastanawiali się co się z nimi stanie, gdy niemiecki okupant wycofa się z Polski. Mieli świadomość, że w niedalekiej przyszłości zostaną pozbawieni swoich majątków przez komunistów.
Juliusz Wierciński, oficjalista ordynacji łańcuckiej, był świadkiem wydarzeń w tym przełomowym roku. Już w marcu 1944 r. zauważył, że do zamku dowożono skrzynie, worki i siano, które składowano na parterze oranżerii. Hrabia Alfred Potocki ewidentnie szykował się do wyjazdu i ewakuacji części wyposażenia zamkowego.
Na przełomie czerwca i lipca była słychać w oddali huk armat. Wraz ze zbliżającym się frontem, przez Łańcut przechodziły wyczerpane oddziały niemieckie. 23 lipca 1944 r. ordynat Alfred Potocki oraz jego matka Elżbieta z Radziwiłłów Potocka opuścili na zawsze zamek w Łańcucie. W między czasie Potocki miał zgromadzić wiele elementów wyposażenia zamku jak meble, obrazy, książki, bibeloty itp. Zostały one spakowane w niemal 600 skrzyniach i wywiezione w pociągiem w 11 wagonach. Następnie zostały skierowane w stronę Szwajcarii. Nie były to wszystkie rzeczy, duża część nadal znajdowała się w zamku.
Potocki przekazał pełnomocnictwo Juliuszowi Wiercińskiemu, którego obciążył obowiązkiem opieki nad zamkiem i ordynacją. 26 lipca w zamku zainstalował się na krótko niemiecki sztab. Według relacji Wiercińskiego, miał otrzymać zapewnienie, że zamek nie zostanie zniszczony przez wycofujące się oddziały.
Ostatni niemiecki oddział wycofał się 29 lipca, wysadzając w powietrze rafinerię spirytusu należącą do ordynacji Potockich.
Przybycie Sowietów
30 lipca pojawił się w Łańcucie pierwszy patrol sowiecki. Tego samego dnia, Wierciński kazał umieścić przy wejściach do parku, tabliczki z napisem „Muzeum Narodu Polskiego” w języku rosyjskim. Była to próba uratowania zamku i jego zbiorów przed rabunkiem i zniszczeniem. Tego samego dnia na teren parku wkroczyła jednostka sowiecka. Żołnierze mieli zachowywać się poprawnie, wręcz sprawiali wrażenie niepewnych, chwilami zdystansowanych. Na terenie folwarków sytuacja wyglądała gorzej. Sowieccy żołnierze w folwarku Dolne nie zważali na nikogo – kradli zwłaszcza spirytus.
31 lipca weszły do miasta główne siły sowieckie. Wojsko zajęło teren parku. W tym czasie Wierciński został poproszony na rozmowę z generałem wojsk sowieckich, Pawłem Kuroczkinem. Wierciński tak wspomniał spotkanie z nim:
„Generał (…) przyjrzał mi się badawczo i w tonie ostrym i stanowczym zwrócił uwagę na nieporządek w parku, za który jestem odpowiedzialny. Na zastrzeżenie, że na to, co się dzieje, nie mam i nie mogę mieć żadnego wpływu ani możliwości przeciwstawienia się, generał ponownie wskazał na moją odpowiedzialność »wobec narodu polskiego« – jak odpowiedzialność tę określił – za należyte zachowanie i utrzymanie muzeum”.
Generał wydał rozkaz wojsku opuszczenia parku. Sztab Kuroczkina wydał zaświadczenie Wiercińskiemu, w którym dowództwo sowieckie powierza jemu w zarząd własność Potockiego. Jednocześnie Kuroczkin wyznaczył oddział sowiecki do ochrony zamku, do którego nikt nie mógł wejść. Niebawem również Zarząd Miejski w Łańcucie potwierdził władzę Wiercińskiego nad majątkiem hrabiów Potockich.
Juliusz Wierciński przede wszystkim dopilnował, żeby ruszyła praca w folwarkach, a plony mogły być rozdysponowane na potrzeby miast. W większości folwarków był względny porządek, brakowało po przejściu frontu koni i krów. Niebawem zaczął też działać browar.
* * *
W połowie października 1944 r. komunistyczne władze pozbawiły zarządu Juliusza Wiercińskiego. Został potraktowany jako „wróg klasowy” i współpracownik Alfreda Potockiego, którego ucieczka z Niemcami była traktowana jako zdrada. Krótko po tym Muzeum w zamku zostało oficjalnie otwarte dla zwiedzających.
Alfred Potocki niebawem otrzymał, za pośrednictwem agencji informacyjnej TASS, wiadomość o przejęciu majątku w Łańcucie i parcelacji ordynacji.
