Polskie Siły Powietrzne na terenie Wielkiej Brytanii zaczęły się tworzyć wraz z organizacją Polskich Sił Zbrojnych już w trakcie kampanii francuskiej w 1940 r. Polscy lotnicy kontynuowali więc swą walkę z okupantem, tyle że w brytyjskich mundurach. Historia bitew znalazła swe odzwierciedlenie na kartach podręczników, a marzenia i dramatyczne przeżycia zostały uwiecznione w poezji. W roku 1987 w Londynie ukazał się dzięki inicjatywie zapaleńców tom Antologia poezji i prozy lotniczej.
Już nie trzeba nas – polskich lotników
Jednym z najtrudniejszych tematów pojawiających się w tej liryce była zdrada aliantów. Gdy 5 lipca 1945 roku mocarstwa zachodnie uznały Rząd Tymczasowy powstały w Polsce, oznaczało to początek końca Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W krótkim czasie władze brytyjskie postanowiły rozwiązać PSZ. Dotyczyło to również Polskich Sił Powietrznych, które podlegały operacyjnie Royal Air Force. Symbolem dramatu jest historia wyhaftowanego w Wilnie sztandaru, który 16 lipca 1941 r. w trakcie podniosłej uroczystości w obecności generalicji RAF-u w hangarze na lotnisku Sinderby k. Lincoln został uroczyście wręczony gen. L. Żeligowskiemu z prośbą o przekazanie go Naczelnemu Wodzowi gen. Sikorskiemu. Jako pierwsi otrzymali go lotnicy 300. Dywizjonu Bombowego – najstarszego dywizjonu PSP. Zgodnie z regulaminem każdy dywizjon przechowywał sztandar przez 3 miesiące, po czym przekazywał go kolejnemu dywizjonowi. Po rozwiązaniu PSP sztandar trafił do Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie (22 sierpnia 1992 r. został przekazany Stowarzyszeniu Lotników Polskich w Wielkiej Brytanii, a po uzyskaniu niepodległości przez Polskę i upadku systemu komunistycznego – w trakcie Światowego Zjazdu Lotników Polskich we wrześniu 1992 r. został przywieziony do Polski: delegacja weteranów lotnictwa Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie przekazała go Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie).
Zdradzeni przez brytyjski rząd lotnicy nie kryli swego oburzenia:
„Znad wód Kanału, sponad ruin Ruhry
Zwołani dzisiaj – lądujemy w szyku
Z min niewyraźnych odgadując z góry,
Że już nie trzeba nas – polskich lotników…
My, co nas mierził fetor niedowiarków,
My, Don Kichoty z niebieskiej granicy,
Za nieobecnych, leżących w Newarku
Słuchamy pochwał… my, polscy lotnicy.
Słuchamy ględzeń o sławie, o dumie,
O czynach, których nikt nam nie zapomni.
W naszym matolstwie nie mogąc zrozumieć
O czym mówicie… my polscy bezdomni.
„Pierwsi w potrzebie”, „niezrównani w boju”
(I w naiwności, której nikt nie zmierzy)
Zbieramy od was w godzinę pokoju
Ochłapy glorii… my, polscy frajerzy.
Gdy jedną ręką rzucacie ordery
Drugą – zbyt lotne wyrywacie pióra,
Wiedzcie, że mamy – do ciężkiej cholery –
Skrzydła wrośnięte! A nie przy mundurach”.
(P. Moskwa, Na pożegnanie RAF-u)
Wasz wielki V. E. Day
Trudno było pogodzić się z zabraniem munduru, jeszcze trudniej nauczyć się żyć na emigracji, z dala od kraju, do którego powrót nie gwarantował bezpieczeństwa, jakiego oczekiwali od wyzwolonej Ojczyzny. Bolała zdrada, której efekty odczuwali w wielu dziedzinach, ale jedną z bardziej bolesnych był Dzień Zwycięstwa, którego nie dane im było nawet świętować:
„Dziękujecie Bogu za zwycięstwo,
wasz Mąż Stanu zyskał nieśmiertelność…
Trochę wcześniej król angielski dziękował
dzielnym polskim sojusznikom za męstwo,
za żołnierski trud, za te lata
gdy się razem walczyło i marło…
Za niezłomną lojalność i w i e r n o ś ć!
(…)
Dziś jest wasz wielki V.E. Day!1
Nie wspólny. My z udziału skreśleni.
Nie nasz – choć płacony tak hojnie
młodym życiem – tu i wszędzie na świecie
gdzie o wolność lała się krew…
Dziś wy, pełni zwycięskiej radości
po wygranej nareszcie Wielkiej Wojnie
tryumf w whisky kąpiecie i w ginie,
a my – a nas rozpacz za gardło,
żal i gorycz, cholera – i gniew!
(…)
Walczyliśmy, żeby w tej Wielkiej Chwili –
– Ja stawiam – tym dwóm też w szklanki lej!
Twoje, psiakrew zdrowie! Pij, Willy…
Pij – za wasz wspaniały V.E. Day…
(M. Reszczyńska-Stypińska, Wielki dzień)
Autorka wiersza nawiązuje do 8 czerwca 1946 r., gdy ulicami Londynu przeszła wielka defilada wojskowa dla uczczenia zwycięstwa aliantów nad państwami Osi w II wojnie światowej. W londyńskiej Paradzie Zwycięstwa udział wzięli żołnierze z USA, Francji, Belgii, Brazylii, Czechosłowacji, Danii, Egiptu, Etiopii, Grecji, Iranu, Iraku, Luksemburga, Meksyku, Nepalu, Holandii, Norwegii i Transjordanii. Zabrakło Polaków, bowiem żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie wykluczono z parady.
Władze RP na obczyźnie, a w zasadzie ich reprezentacja wojskowa, otrzymała co prawda zaproszenie do wzięcia udziału w paradzie zwycięstwa, ale pod adresem tej delegacji sformułowano istotne ograniczenia: zaproszono tylko lotników, uczestników bitwy o Wielką Brytanię, określając ich liczbę na 26 osób – 25 pilotów i 1 dowódca. Ta szczątkowa reprezentacja PSZ w defiladzie miała maszerować w ramach formacji RAF-u (co oznaczało, że bez wspomnianego sztandaru narodowego).
„Zasługi tych pilotów były niezaprzeczalne, ale w czasie Bitwy o Anglię walczyło 144 polskich pilotów służących w różnych polskich i brytyjskich dywizjonach powietrznych. (…) W Bitwie o Anglię Polacy zestrzelili 170 samolotów niemieckich. Według niektórych szacunków było to aż 12 proc. strat Luftwaffe”.
Pominięto także bohaterów bitwy o Narwik z Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, żołnierzy 1. Dywizji Pancernej dowodzonej przez gen. Stanisława Maczka (którzy wyzwolili kilka holenderskich i belgijskich miast, w tym m.in. Ypres, Gandawę i Passchendaele) oraz bohaterów spod Monte Casino z II Korpusu Polskiego, wchodzącego w skład brytyjskiej 8. Armii:
„Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie stali się pierwszą ofiarą zimnej wojny”.
Nie poprawiło sytuacji ani nastrojów tłumaczenie podsekretarza stanu w MSZ, Maca Neila:
„Całkowicie zdając sobie sprawę ze wspaniałych usług, które żołnierze i marynarze polscy oddali, walcząc ramię przy ramieniu z Siłami Zbrojnymi JKM, którym to usługom oddaję należny hołd, rząd JKM żałuje niezmiernie z powodu niemożności poczynienia odpowiednich zarządzeń dla udziału ich w Defiladzie".
Lotnicy odrzucili zaproszenie, ponieważ w defiladzie
„zabrakło miejsca dla tych, co walczyli pod Falaise i Monte Cassino".
Jak tłumaczy Tadeusz Wolsza:
„Na decyzji lotników zaważyło kilka spraw. Po pierwsze, był to akt solidarności z tymi, którzy zaproszenia nie otrzymali, czyli piechotą i marynarzami. Po drugie, pod koniec maja Brytyjczycy, jakby było jeszcze mało, dość niefrasobliwie postanowili przekazać rządowi w Warszawie osławione w boju okręty: Błyskawica, Burza i Wilk. (…) Po trzecie, również generałowie, m.in. Anders, Kopański i Kukiel, stanęli na stanowisku bojkotu parady”.
Fakty oburzają, ale emocje zawarte w wierszu udzielają się czytelnikom dużo silniej, bowiem są to zatrzymane w poetyckich strofach autentyczne uczucia pokrzywdzonych bohaterów – obcych na angielskiej ziemi i równie już wtedy obcych na polskiej.
1 V.E. Day, VE Day lub V-E Day - Victory in Europe Day – „Dzień Zwycięstwa w Europie”.
