Dyskusje nad nią są asumptem do rozważań zarówno nad strategiami przetrwania, jak i zagadnieniem kolaboracji prześladowanych z okupantami. W Polsce w debatach tych konfrontuje się zazwyczaj dwie postacie, oceniane w skrajnie odmienny sposób – prezesa warszawskiego judenratu Adama Czerniakowa, który popełnił samobójstwo nie chcąc przykładać ręki do eksterminacji swych rodaków, oraz „króla” łódzkiego getta Chaima Rumkowskiego, który – wierząc w ocalenie choćby części mieszkańców dzielnicy zamkniętej – wydał Niemcom na śmierć setki osób „nieproduktywnych”, a więc dzieci, starców, kalekich i chorych. Niekiedy – niejako pomiędzy nimi – przypomina się także postać Jakuba Gensa z Wilna, współpracującego z Niemcami, ale równocześnie wspierającego żydowski ruch oporu, który zginął po odrzuceniu propozycji ukrycia się poza gettem.
Szmul Josek i Samuel Józef
Wśród prezesów judenratów, których losy mogą być cennym przyczynkiem do poznania okupacyjnej tragedii polskich Żydów, znajduje się m.in. Przewodniczący Naczelnej Rady Starszych Ludności Żydowskiej Dystryktu Radomskiego Samuel Józef Diament.
Jako młody człowiek zmienił on urzędowo swe dotychczasowe imiona na Samuel Józef, a po zawarciu związku małżeńskiego jego córki otrzymały czysto polskie imiona – Stefania i Henryka. Aż do wybuchu wojny pracował w przemyśle i handlu, nie angażując się zupełnie w życie publiczne ludności żydowskiej, ani w działalność społeczną.
Urodził się on w Radomiu 8 lutego 1894 r., a w aktach ewidencji ludności zarejestrowano go pod imionami Szmul Josek. Chociaż brak jest jakichkolwiek informacji na temat zawodu wykonywanego przez jego ojca, z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że utrzymywał on siebie i swych bliskich z pracy w handlu, lub też w rzemiośle i usługach. Rodzina Diamentów była wielodzietna, a – co interesujące – bohater niniejszego tekstu był jedynym chłopcem, wychowywanym wraz z sześcioma siostrami. Jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości jedna z nich – Frymeta – zawarła związek małżeński z Chaimem Izraelem Rozenbergiem – młodym, radomskim przemysłowcem, który wkrótce stał się współwłaścicielem Fabryki Odlewów Żelaznych i Emalierni „Glinice”. Szmul Josek Diament rozpoczął pracę w tym zakładzie, zostając jego kierownikiem. Już wcześniej zaczął się proces jego polonizacji – jako młody człowiek zmienił on urzędowo swe dotychczasowe imiona na Samuel Józef, a po zawarciu związku małżeńskiego jego córki otrzymały czysto polskie imiona – Stefania i Henryka. Aż do wybuchu wojny Diament pracował w przemyśle i handlu, nie angażując się zupełnie w życie publiczne ludności żydowskiej, ani też w działalność społeczną.
Przewodniczący Rady Starszych
We wrześniu 1939 r. Diament znalazł się wśród Żydów, którzy nie ulegli panice i nie uciekli z miasta przed zbliżającymi się wojskami niemieckimi. Gdy Radom został zajęty przez Wehrmacht został wybrany wiceprzewodniczącym, a wkrótce przewodniczącym komitetu, reprezentującego lokalną społeczność żydowską wobec okupantów. Gdy w pierwszych dniach grudnia 1939 r., Niemcy zarządzili utworzenie żydowskiej rady starszych, właśnie jemu polecono skompletowanie składu tego organu, lokując go na stanowisku przewodniczącego. Po krótkim czasie kompetencje rady – w większości aspektów czysto teoretyczne – wykroczyły poza Radom, obejmując cały dystrykt, w granicach którego znajdowały się takie miasta jak Częstochowa, Kielce czy też Sandomierz. Chociaż dla większości radomskich Żydów Diament był osobą niemalże zupełnie nieznaną, realia okupacji sprawiły, że ta właśnie anonimowość stała się jego najważniejszym atutem. Nie był związany z żadnym środowiskiem politycznym, a wiedza z zakresu buchalterii i handlu oraz doświadczenie w kierowaniu zakładem przemysłowym lokowały go w oczach Niemców na pozycji najlepszego reprezentanta radomskich Żydów.
Działalność judenratu firmowanego nazwiskiem Diamenta dzieli się wyraźnie na dwie sfery, które możemy nazwać umownie „ciemną” i „jasną”. Pierwsza z nich obejmowała udział rady w realizowanych przez Niemców, szeroko rozumianych działaniach represyjnych wobec ludności żydowskiej – konfiskatach mebli, kontrybucjach finansowych, formowaniu komand robotników przymusowych.
Realia okupacji sprawiły, że właśnie anonimowość stała się jego najważniejszym atutem. Nie był związany z żadnym środowiskiem politycznym, a wiedza z zakresu buchalterii i handlu oraz doświadczenie w kierowaniu zakładem przemysłowym lokowały go w oczach Niemców na pozycji najlepszego reprezentanta radomskich Żydów.
Podpis Diamenta widniał też na licznych afiszach rozwieszanych na murach Radomia, w których zapowiadano zastosowanie „najcięższych kar więzienia albo obozu koncentracyjnego” wobec osób uchylających się od rejestracji do pracy przymusowej, bojkotujących zarządzoną przez Niemców zbiórkę metali czy też osiedlających się w mieście bez zezwolenia. Apogeum krytyki działań przewodniczącego nastąpiło w grudniu 1940 r., kiedy to Niemcy zarządzili wysiedlenie z Radomia 2 tys. Żydów, skierowanych następnie w okolice Buska-Zdroju i Opatowa. Diament doprowadził wówczas do skonfiskowania kartoteki podopiecznych radomskiej delegatury Żydowskiej Samopomocy Społecznej i przekazania jej komisji wysiedleńczej. W następstwie tego posunięcia do opuszczenia miasta zostali zmuszeni ludzie najubożsi – inwalidzi, kalecy, starcy, znajdujący się w skrajnie trudnej sytuacji życiowej, nie mający w praktyce szans na przeżycie bez stałego wsparcia.
Równocześnie rozgrywały się wydarzenia kształtujące drugą, „jaśniejszą” stronę działalności przewodniczącego. W skrajnie trudnych realiach Naczelna Rada Starszych Ludności Żydowskiej Dystryktu Radomskiego utrzymała działalność szeregu instytucji o ogromnej wadze dla Żydów mieszkających w Radomiu: szpitala ogólnego, sierocińca, przytułku dla starców i kalek. W miarę upływu czasu stworzyła też w mieście szpital zakaźny, ambulatorium i punkt dezynfekcyjny, przystępując też do budowy baraków dla bezdomnych. Diament i jego współpracownicy wspierali liczne inicjatywy dobroczynne, opiekując się Żydami wysiedlonymi z Głowaczowa, Przytyka i innych miejscowości, a także starając się o dalsze zamieszkiwanie wyznawców judaizmu w miejscowościach planowanych przez Niemców do wysiedlenia (Iłża, Wierzbica, Wolanów).
Negatywne oceny i śmierć w Auschwitz
Wraz z upływem czasu opinie na temat Józefa Diamenta i jego współpracowników stawały się jednak coraz bardziej negatywne. Budowa lokalnych struktur Żydowskiej Samopomocy Społecznej (komitet miejski i powiatowy), która przejęła od judenratu prowadzenie wszystkich instytucji opieki społecznej, sprawiła, że rada starszych zaczęła być postrzegana wyłącznie jako organ administrujący gettem, co w znacznej części sprowadzało się do wykonywania coraz bardziej represyjnych poleceń Niemców. W powojennych relacjach mieszkańców radomskiej dzielnicy zamkniętej zazwyczaj brak jest passusów poświęconych samemu Józefowi Diamentowi i jego zachowaniu wobec okupantów. Wyjątek stanowi wspomnienie jednego z pracowników judenratu, który opowiadał o częstych wizytach niemieckich oficerów w biurach rady. W jego pamięci pozostał obraz Józefa Diamenta jako człowieka pełnego godności, który nigdy nie wstawał z krzesła w chwili wejścia Niemców do jego gabinetu, ale przyjmował postawę stojącą dopiero na wyraźny rozkaz.
Uwięzienie, a następnie koszmarne warunki życia obozowego zachwiały stanem jego zdrowia. Nie wiadomo, do jakiej pracy został skierowany i czy w jej trakcie nie został np. pobity przez któregoś z więźniów funkcyjnych lub też niemieckich nadzorców. Zmarł po niespełna miesiącu pobytu w Auschwitz-Birkenau.
Przewodniczący wpisany został jednak w opinie ocalonych o – traktowanej jako monolit – radzie i jej pracownikach. Opinie te były zawsze skrajnie negatywne. Dominowało w nich przekonanie, że członkowie i pracownicy rady odseparowali się od pozostałych mieszkańców getta, tworząc własne środowisko, uprzywilejowane i żyjące na dość wysokiej – oczywiście w kategoriach dzielnicy zamkniętej – stopie. Rozchodzącym się po getcie plotkom o hucznych przyjęciach urządzanych przez urzędników towarzyszyły informacje o ich skorumpowaniu, swobodzie obyczajowej, a także utrzymywaniu bliskich kontaktów z Niemcami.
Józef Diament został aresztowany przez Niemców 28 kwietnia 1942 r. pod enigmatycznym zarzutem „naruszenia przepisów o gospodarce wojennej”. Spędził w radomskim więzieniu blisko trzy miesiące. Zapewne w czasie tym był wielokrotnie przesłuchiwany przez funkcjonariuszy niemieckiej Policji Bezpieczeństwa, stosujących powszechnie przemoc fizyczną i psychiczną wobec więźniów. Dnia 21 lipca 1942 r. włączono go do transportu, który tego samego dnia dotarł do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Tam Diament został zarejestrowany jako „urzędnik” narodowości żydowskiej i oznaczony numerem 50281. Uwięzienie, a następnie koszmarne warunki życia obozowego zachwiały stanem jego zdrowia. Nie wiadomo, do jakiej pracy został skierowany i czy w jej trakcie nie został np. pobity przez któregoś z więźniów funkcyjnych lub też niemieckich nadzorców. Jego nazwisko odnotowano w księdze szpitala więźniarskiego na Bloku 28. Zmarł po niespełna miesiącu pobytu w Auschwitz-Birkenau, 12 (według innych danych: 18) sierpnia 1942 r. W getcie radomskim, lub też w obozie zagłady w Treblince, zakończyła życie jego żona oraz dwie córki.
Gdyby Józef Diament przeżył okres wojny z pewnością stanąłby przed sądem, zdając – z mniejszą lub większą wnikliwością – sprawozdanie ze swego postępowania. Polityka Niemców sprawiła, że i on stał się ofiarą nazistowskiego ludobójstwa. Chociaż ocena jego okupacyjnej drogi jest więcej niż trudna, w przekonaniu piszącego te słowa Diament pozostaje postacią tragiczną, w biografii której czyny pozytywne są znacznie liczniejsze od negatywnych.
