Wydaje się, że uwarunkowania cywilizacyjne, kształtowane przez całe wieki, w sposób zasadniczy mogły wpłynąć na „sukces” i sposób tworzenia systemów totalitarnych, które zagościły na gruncie europejskim. Być może tu również znajdziemy odpowiedź, dlaczego Polska w XX w. dobrowolnie nie przyjęła żadnego modelu totalnego socjalizmu.
Aspekt cywilizacyjny
Nade wszystko należy podkreślić, że oba ustroje miały charakter totalitarny, a więc wpisywały się w bardzo popularny trend w pierwszej połowie XX w. obecny na kontynencie europejskim. Pojęcie totalitaryzmu zdefiniował chociażby Benito Mussolini, twórca innego ustroju totalitarnego (faszyzmu), budowanego we Włoszech od 1922 r. Mussolini twierdził:
„Totalitaryzm to zasada polityczna, która głosi: Nic przeciw państwu, nic poza państwem, nic bez państwa”1.
Widzimy zatem skrajnie gromadnościowe podejście do życia społecznego w ustroju totalitarnym. To państwo jest tutaj podmiotem wszelkich działań, człowiek zaś całkowicie zostaje podporządkowany władzy. Wszystko to przypomina w dużym stopniu starożytne cywilizacje gromadnościowe, wielkie starożytne imperia rządzone przez władców na sposób despotyczny. Należy zauważyć, że niemiecki narodowy socjalizm i bolszewicki komunizm opierały się zasadniczo na innej bazie cywilizacyjnej. Idąc drogą Feliksa Konecznego, możemy Niemcom przypisać dominujący czynnik bizantyński w ich ustroju życia zbiorowego2, z kolei Rosji czynnik wschodniomongolski, zwany przez Konecznego mianem cywilizacji turańskiej3.
Rosję wielu znawców tematu zaliczało od strony kulturowej do azjatyckiego kręgu. Współczesny głośny politolog rosyjski Aleksander Dugin sam określił Rosjan mianem „dzieci Dżyngis-chana”. Bardzo ciekawie brzmi opis życia społecznego przeprowadzony przez markiza de Custine’a, francuskiego arystokratę podróżującego po Rosji pierwszej połowie XIX w. Astolphe de Custine w taki oto sposób opisywał miejsce obywatela w systemie rosyjskim:
„Ten członek, funkcjonujący zgodnie z wolą, która nie jest jego wolą, ma tyle samo życia w sobie, ile śruba w mechanizmie, a przecież w Rosji to się nazywa człowiekiem!… Widok tych dobrowolnych automatów przejmuje mnie trwogą, jest coś nieludzkiego w osobniku sprowadzonym do stanu zwykłej maszyny. Jeśli w krajach o rozwiniętej mechanice drewno i metal mają mieć duszę, w ustroju despotycznym ludzie wydają się nam zrobieni z drewna: zastanawiamy się, co oni mogą robić ze swym nadmiarem logiki, i czujemy niesmak na myśl o presji, jaką musiano wywrzeć na rozumnych istotach, aby zrobić z nich rzeczy. W Rosji lituję się nad ludźmi, w Anglii natomiast bałem się maszyn. Tam wytworom ludzi brak tylko słowa, tu słowo jest zbędne tworom państwa”4.
Ten przerażający opis życia obywatelskiego doskonale pokazuje, że Rosja od zarania swojej państwowości była organizowana jako państwo totalitarne. Społeczeństwo przed rewolucją bolszewicką niejako z natury było przystosowane do zmian, które nastały po dojściu komunistów do władzy. Bolszewicy nie tyle dokonali jakichś wielkich zmian rewolucyjnych w 1917 r., lecz na skutek słabej władzy w Rosji przeprowadzili zamach stanu, który pozwolił im przejąć władzę, a później pokazując siłę, charakteryzującą się również niebywałym okrucieństwem, tę władzę utrzymali i ugruntowali.
W Niemczech sytuacja wyglądała nieco inaczej. Sto lat wcześniej Alexis de Tocqueville pisał:
„Nie ma rewolucji w Niemczech, bo policja nie pozwoliłaby na to”5.
Ta uwaga bardzo jednoznacznie charakteryzuje społeczeństwo niemieckie zorganizowane na sposób bizantyński od strony cywilizacyjnej. Mamy tutaj do czynienia z niespotykanym wręcz przywiązaniem do biurokracji i do litery prawa, przy całkowitym niemal zapomnieniu prawa naturalnego.
Richard Grunberger w znakomitej pracy Historia społeczna Trzeciej Rzeszy pisze:
„naziści niestrudzenie powoływali się wciąż na »prawo, zgodnie z którym od początku formowali swoje szeregi«”.
W innym miejscu czytamy:
„Stosunek Niemców do władzy można niemal dokładnie opisać w kategoriach zapożyczonych z teologii. Jedną z takich kategorii jest Staatsfrömmigkeit – quasi-religijna, nabożna cześć wobec państwa”6.
Taka „nabożna cześć” dla państwa objawiała się też w stosunku społeczeństwa do armii. Rozkład w tym zakresie, jaki dotknął Republikę Weimarską po I wojnie światowej, był bardzo źle widziany. Generał Ludwig Beck miał twierdzić:
„Zakaz poboru wojskowego był czymś w rodzaju zakazu religii: naturalnej i świętej praktyki, bez której nie można sobie wyobrazić życia; w rezultacie zaczęła się w narodzie spontaniczna i niekontrolowana rekrutacja do Nazi”7.
W tej perspektywie narodowi socjaliści bardzo mocno podkreślali kult państwa i armii. Doskonale też wykorzystali bizantyńskie przywiązanie Niemców do litery prawa po zwycięskich dla siebie wyborach parlamentarnych w 1933 r. Późniejsze podpalenie Reichstagu doprowadziło do zgody na powierzenie kanclerzowi Hitlerowi przywileju wydawania dekretów z mocą ustawy. Na podstawie głównie tego prawa dokonała się rewolucja narodowosocjalistyczna, łącznie ze zbrodniczymi ustawami rasistowskimi8. Przywiązanie do litery prawa i brak rozumienia prawa moralnego w przestrzeni politycznej bardzo mocno dał się zauważyć po upadku Niemiec w czasie procesów norymberskich, kiedy to niemal wszyscy zbrodniarze usprawiedliwiali się stwierdzeniem, że „wykonywali rozkazy”.
Podsumowując można stwierdzić, że system narodowosocjalistyczny w Niemczech opierał się na innej bazie cywilizacyjnej niż bolszewicki komunizm. Jednakże charakterystyczne jest to, że oba te systemy odwoływały się do cywilizacji gromadnościowych i w sposób perfekcyjny wykorzystały mechanizmy charakterystyczne dla tych cywilizacji, by władzę zdobyć i ją utrzymać. Dla społeczności poddanych socjalistycznym rewolucjom rozwiązania zastosowane przez komunistów i hitlerowców znajdowały swoje prawzory w przeszłości narodu niemieckiego i narodu rosyjskiego. W jakimś stopniu bowiem tak cywilizacja turańska, jak i bizantyńska były od zarania cywilizacjami „totalitarnymi”.
Aspekt ideologiczny
Dla różnych badaczy zajmujących się porównywaniem obu omawianych systemów, narodowy socjalizm niemiecki to ustrój „skrajnie prawicowy” (mylnie określany mianem ustroju faszystowskiego), zaś bolszewicki komunizm – skrajnie lewicowy. Całe nieporozumienie dotyczy kwestii określenia „narodowy”, zawartego w nazwie NSDAP.
Tymczasem rozumienie narodu w myśli niemieckiej nie miało nic wspólnego z dookreśleniem tej wspólnoty jako więzi kulturowej, opartej na tradycji chrześcijańskiej (na dziedzictwie chrześcijańskiej kultury europejskiej), co uprawniałoby do zaliczenia narodowego socjalizmu w poczet nurtów prawicowych. Tymczasem hitlerowska koncepcja narodu była skrajnie rasistowska, wywodziła się ze scjentystycznej (ewolucjonistycznej) koncepcji człowieka, sformułowanej w poważnej mierze w XIX w. Możemy zatem powiedzieć, że Hitler propagował po prostu rasizm narodowy9.
Cały szereg badaczy pomija przymiotnik „socjalistyczny”, opisując obóz hitlerowski. Tymczasem „socjalizm” był czynnikiem w sposób bardzo jednoznaczny konstytuujący NSDAP. Jak pisze Alan Bullock, Hitler w dyskusji z radykalniejszym od siebie narodowym socjalistą, Otto Strasserem, w ten sposób miał się wyrazić:
„Jestem socjalistą […]. Nie ma innych rewolucji prócz rewolucji rasowych; nie może być rewolucji politycznej, ekonomicznej lub socjalnej, zawsze jest to tylko walka niższej warstwy, gorszej rasy przeciwko panującej wyższej rasie i jeżeli ta wyższa rasa zapomni o swoim prawie do życia, to poniesie klęskę”10.
Hitlerowcy starali się w dużej mierze organizować życie gospodarcze na modłę sowiecką, posiłkując się typowo socjalistycznymi hasłami. Bardzo modne były wówczas tzw. Reicharbeitdienst – sześciomiesięczne (obowiązkowe dla osiemnastolatków) hufce pracy. Jak czytamy u Grunbergera:
„atmosfera hufców była antyreligijna, grubiańska, ze słabo przygotowanymi instruktorami i obsesją »musztry z łopatą«, przypominająca obyczaje SA i Hitlerjugend”11.
Co ciekawe, członkowie SA zwracali się do siebie per „towarzyszu”, nawet do księcia Augusta Wilhelma pruskiego, syna byłego cesarza mówili „towarzyszu Auwi”. Wydaje się, że ów socjalistyczny szlif hitlerowców można odnaleźć w słynnym napisie na bramie Auschwitz „Arbeit macht frei”. Jak się okazuje, tego typu napisy pojawiały się licznie w niemieckich mieszkaniach robotniczych12.
Wszystko to bardzo mocno przypomina socjalistyczne hasła głoszone w Związku Sowieckim. Życie gospodarcze w hitlerowskich Niemczech było całościowo organizowane i podporządkowane ekspansjonistycznej polityce państwa. Różnica z Sowietami polegała przede wszystkim na tym, że narodowi socjaliści posługiwali się etatyzmem państwowym, zachowując zasadniczo własność prywatną w swoim państwie, socjaliści klasowi (komuniści) – znacjonalizowali praktycznie wszelką własność prywatną, zachowując tu całkowicie totalistyczny sposób zarządzania życiem gospodarczym.
Do spraw ideologicznych należy również zaliczyć stosunek obu omawianych systemów do religii, w szczególności do religii chrześcijańskiej. Komuniści, w myśl marksistowskiego zawołania: „Religia to opium dla ludu”, w sposób metodyczny zwalczali „światopogląd spirytualistyczny”, funkcjonujący niejako w kulturze jako quasi-religia. W Manifeście Partii Komunistycznej czytamy:
„komunizm zaś znosi wieczyste prawdy, znosi religię, moralność, zamiast nadać im nową formę, sprzeciwia się zatem całemu dotychczasowemu rozwojowi historycznemu”13.
„Religijny” wymiar ateistycznego komunizmu zauważył jeszcze przed II wojną światową papież Pius XI:
„Oto, Czcigodni Bracia, owa nauka, którą głosi bolszewicki i bezbożny komunizm jakoby nową ewangelię, jakoby ożywczą nowinę zbawienia i odkupienia ludzkości”14.
„Nowa ewangelia” komunizmu znajdowała swoich fanatycznych wyznawców gotowych przelewać krew milionów ludzi w imię wyznawanej utopii.
Porównując tę sytuację do Niemiec, wielu badaczy znajduje zasadnicze przeciwieństwa, wskazując na podpisanie konkordatu przez Hitlera ze Stolicą Apostolską, a także o wiele mniejszą opresyjność systemu nazistowskiego w stosunku do kościołów różnych wyznań. Tymczasem owa polityka Hitlera w stosunku do chrześcijan była podyktowana bardziej względami taktycznymi (zbyt jeszcze słaba pozycja partii w społeczeństwie) niż przyjaznym stosunkiem narodowych socjalistów do chrześcijaństwa. Wydaje się, że najbardziej istotny i charakterystyczny dla nacjonalizmu niemieckiego był neopogański kult narodu, a nawet okultyzm. Generał Erich Ludendorff na łamach „United Press” w 1935 r. oznajmiał:
„Jestem przeciwnikiem chrześcijaństwa i poganinem, i jestem z tego dumny. Dawno już pożegnałem chrześcijaństwo. […] My Niemcy jesteśmy w tej chwili ludem, który najbardziej odłączył się od chrześcijańskiej nauki. Dopiero wskutek zupełnego odrzucenia chrześcijaństwa nabędzie lud niemiecki zwartości, której potrzebuje i której byłby potrzebował w ciężkich chwilach roku 1918”15.
Jeszcze radykalniej wypowiadał się Fryderyk Nietzsche, dodajmy – filozof, którego można było zaliczyć do najpopularniejszy w Niemczech w okresie międzywojennym. W swoim dziele Antychryst (1895) pisał:
„Co jest dobre? – Wszystko, co uczucie, wolę mocy, moc samą w człowieku podnosi. Co jest złe? – Wszystko, co ze słabości pochodzi. Co jest szczęściem? Uczucie, że moc rośnie – że przezwycięża się opór”.
W innym miejscu:
„Potępiam chrześcijaństwo, podnoszę przeciw Kościołowi chrześcijańskiemu najstraszniejsze ze wszystkich oskarżeń”16.
Wśród działaczy NSDAP powstał naturalistyczny panteizm, łączący neopogaństwo z niektórymi wątkami chrześcijańskimi. Kuriozalnie wyglądał kalendarz nowych, partyjnych dni świątecznych w Niemczech: 30 stycznia to Dzień Przejęcia Władzy; 24 lutego – rocznica powstania NSDAP; 20 kwietnia – urodziny Hitlera; 1 maja – narodowe święto pracy (analogiczne do moskiewskich obchodów 1 maja).
„Wszystkie te święta miały wyprzeć z kalendarza święta chrześcijańskie, oczywiście z wyjątkiem Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Naziści sparodiowali zresztą wielkanocny obrzęd śmierci i zmartwychwstania w dwóch swoich świętach: Narodowym Dniu Żałoby i rocznicy puczu monachijskiego”17.
Podobnie jak w Związku Sowieckim powstawało coś w rodzaju religii państwowej, która prostą drogą prowadziła do kultu wodza, przyjmującego niemalże cechy religii państwowej. Grunberger pisze, że Hitlera uważano za „medium pośredniczące między Opatrznością a narodem niemieckim, czasem zaś przypisywano mu nawet moc cudownego uzdrawiania”18.
Papież Pius XI w swojej encyklice Mit brennender Sorge bardzo wyraźnie zauważył antychrześcijańskie (pogańskie) elementy w doktrynie narodowego socjalizmu:
„Kto, hołdując panteistycznej mglistości, utożsamia Boga ze światem, kto z Boga czyni coś ziemskiego a ze świata coś boskiego, nie należy do wierzących w Boga. Kto idąc za wierzeniami starogermańsko-przedchrześcijańskimi, na miejsce Boga osobowego stawia różne nieosobowe fatum, ten przeczy mądrości Bożej i Opatrzności, która »sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią« (Mdr 8,1) i wszystko prowadzi ku dobremu. Taki człowiek nie może sobie rościć prawa, by go zaliczać do wierzących w Boga. Kto wynosi ponad skalę wartości ziemskich rasę albo naród, albo państwo, albo ustrój państwa, przedstawicieli władzy państwowej albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce, i czyni z nich najwyższą normę wszelkich wartości, także religijnych, i oddaje się im bałwochwalczo, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga-Człowieka i daleki jest od prawdziwej wiary w Boga i od światopoglądu odpowiadającego takiej wierze”19.
Widzimy zatem, że tak komuniści, jak i narodowi socjaliści w sposób wrogi odnosili się do chrześcijaństwa. Obie te ideologie bazowały na materialistycznej wizji człowieka. Z tą jednak różnicą, że bolszewicki radykalny ateizm w Niemczech zastąpiony był propagowaniem pogańskich kultów starogermańskich, łącznie z elementami uwspółcześnionego okultyzmu w elicie partii NSDAP.
Stworzyć nowego człowieka i nową etykę
Znana jest powszechnie „moralność socjalistyczna”, propagowana w krajach komunistycznych, jako wyraz nowoczesnego światopoglądu. Tymczasem utopia narodowosocjalistyczna z równą zaciekłością kreowała nowy typ etyki, odwołującej się do założeń rasistowskich i do filozofii nietzscheańskiej. W obu omawianych systemach totalitarnych kreowano nową, socjalistyczną moralność. Celem było stworzenie nowego człowieka i nowej etyki. W Sowietach wzorcem socjalistycznego zachowania moralnego był Pawka Morozow – chłopiec, który wydał swoich rodziców władzy sowieckiej. Jak czytamy w Manifeście komunistycznym:
„rodzina burżuazyjna zaniknie naturalnie wraz z zanikiem tego jej uzupełnienia, a jedno i drugie przestanie istnieć wraz z zanikiem kapitału. Zarzucacie nam, że chcemy znieść wyzysk dzieci przez rodziców? Przyznajemy się do tej zbrodni”20.
Widać wyraźnie, że życie rodzinne i osobiste było tu całkowicie podporządkowane państwu i ideologii.
Rodzina jako rozsadnik burżuazyjnej kultury, wyraz moralnego przesądu to nie tylko sowiecka wizja. W hitlerowskich Niemczech było podobnie, przy czym rodzinę zdefiniowano jako „komórkę rozrodczą narodu”. Stąd pojawiła się akcja „urodziłam dziecko Führerowi”. Zupełnym kuriozum była wymyślona przez Himmlera akcja Lebensborn (źródło życia). Powstała fundacja dla samotnych matek, których dzieci zostały spłodzone przez SS-manów poprzez doraźne kontakty seksualne. Chodziło o pomnożenie siły liczebnej rasy niemieckiej, dzięki wykorzystaniu najlepszych rasowo mężczyzn. Państwo miało sprawować opiekę nad tak poczętymi dziećmi, tak materialną, jak i wychowawczą21.
Jak widzimy, system totalitarny wkraczał w obu przypadkach w najdrobniejsze szczegóły życia ludzkiego, wszystko podporządkowując ideologii: w Sowietach była to ideologia komunistyczna, w Niemczech narodowosocjalistyczna. Wydaje się, że bolszewicki model był tu bardziej brutalny z uwagi choćby na fakt likwidacji własności prywatnej, dającej wszak rodzinie minimum niezależności od państwa. W Niemczech własności prywatnej nie zlikwidowano.
Nowa moralność dwóch socjalizmów nie dotyczyła tylko sfery życia rodzinnego. Najbardziej bolesne jej przejawy to głoszenie haseł nienawiści rasowej bądź nienawiści klasowej. Wymordowanie milionów ludzi „innych ras” bądź „wrogich klas” uchodziło za cnotę. W myśl tych zasad dokonano najstraszniejszych zbrodni w historii ludzkości.
Współdziałanie i walka
Pomimo różnorakich różnic między narodowym socjalizmem a bolszewickim komunizmem, systemy te w dużym stopniu były do siebie podobne22. Ścisła współpraca Niemiec i ZSRS w latach 1939–1941 jest tego namacalnym (praktycznym) dowodem. Dwa totalitarne, antychrześcijańskie systemy i dwa wrogie nam państwa zaatakowały w 1939 r. Polskę. Znaleźć w tym działaniu możemy klasyczne wzorce zaczerpnięte z osiemnastowiecznej epoki rozbiorowej. Z drugiej jednak strony nie mieliśmy do czynienia z typowym najazdem dwóch wrogich państw na państwo polskie i z typowym rozbiorem kraju. Dochodziły tu jeszcze elementy ideologiczne i cywilizacyjne. Dwie gromadnościowe cywilizacje, jeszcze bardziej brutalne przez wpływ zbrodniczych ideologii, chciały zlikwidować łaciński byt cywilizacyjny. Dwie socjalistyczne ideologie uderzyły w naród oparty na kulturze chrześcijańskiej, posiłkując się swoistym komunistycznym bądź rasistowskim „mesjanizmem23. W 1939 r. zamiarem było nie tylko zlikwidowanie państwa polskiego, ale i polskiego narodu24. Zatem walcząc z Niemcami i Sowietami, Polacy walczyli niejako po raz kolejny w imieniu zachodniej Europy, mimo że ta Europa zostawiła nas w dużym stopniu samym sobie25.
W późniejszym czasie miała miejsce śmiertelna walka socjalizmów o dominację na kontynencie europejskim. Ostatecznie po zwycięstwie narodowego socjalizmu miało zapanować „porozumienie między różnojęzycznymi elementami jednej wspaniałej rządzącej rasy”. Bolszewicy chcieli doprowadzić do zbudowania społeczeństwa bezklasowego na kontynencie europejskim, a później na całym globie. Wzajemne oskarżenia obu systemów, np. o faszyzm czy o azjatyckie barbarzyństwo, a także sztuczne wykazywanie różnic, których często nie było, wynikało właśnie z tej śmiertelnej walki obu totalitaryzmów o przywództwo.
Tekst pochodzi z numeru 1-2/2023 „Biuletynu IPN” i stanowi zmienioną wersję artykułu opublikowanego w tomie Totalitaryzm – jawny czy ukryty?, Lublin 2011.
1 Cyt. za: A. Frydrysiak, U źródeł istoty totalitaryzmu, [w:] W kręgu zagadnień europejskich. Opera dedicata in Professorem Boguslaus Polak, red. J. Knopek, Koszalin 2009, s. 303.
2 F. Koneczny, Obronić cywilizację łacińską!, Lublin 2002, s. 173–199.
3 M. Ryba, Polska w XX w. a cywilizacje, „Człowiek w Kulturze” 10 (1998), s. 98.
4 A. markiz de Custine, Listy z Rosji. Rosja w 1839 r., Warszawa 1991, s. 34.
5 Cyt. za: Richard Grunberger, Historia społeczna Trzeciej Rzeszy, przeł. W. Kalinowski, Warszawa 1994, s. 32.
6 R. Grunberger, Historia społeczna…, s. 30, 158.
7 Ibidem, s. 167.
8 M. Ryba, Polska…, s. 99.
9 Ksiądz Tadeusz Guz pisze: „Bytowość »rasy fundamentalnej« w sensie germańskim jest pojęta absolutnie: naród musi być »jednorasowy«”. Zob. T. Guz, Filozoficzny kontekst II wojny światowej, [w:] Bitwy pod Tomaszowem Lubelskim w 1939 r., red. T. Guz, Lublin 2010, s. 23.
10 A. Bullock, Hitler. Studium tyranii, przeł. T. Evert, Warszawa 1997, s. 344.
11 R. Grunberger, Historia…, s. 35
12 Ibidem, s. 226.
13 K. Marks, F. Engels, Manifest Partii Komunistycznej, „Krytyka Polityczna” 20–21 (2010), s. 36.
14 Encyklika Papieża Piusa XI Divini Redemptoris o bezbożnym komunizmie, 19 III 1937, Warszawa 2002, s. 12.
15 B. Grott, Nacjonalizm chrześcijański, Kraków 1991, s. 36.
16 Ibidem, s. 40–41.
17 R. Grunberger, Historia…, s. 92–93.
18 I w innym miejscu: „Hitler był w tych wyobrażeniach tak wszechstronny, że nie odmówiono mu również cech świętego Franciszka. Na wykładzie publicznym zorganizowanym przez NSDAP w Jenie latem 1935 r. referentka opisywała doświadczenia… z mówiącym psem: »Baronowa prosiła swego męża, aby zadał psu jakieś trudne pytanie. Mąż zapytał: Kto to jest Adolf Hitler? – Odpowiedź wzruszyła nas głęboko, z pyska zwierzęcia wydobyły się słowa: Mein Führer«”. R. Grunberger, Historia…, s. 109.
19 www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xi/encykliki/mit_brennender_sorge_14031937.html#p1. Owo panteistyczne uwielbienie narodu miało również swoje źródła w filozofii heglowskiej. Adam Frydrysiak w ten sposób pisze o owych inspiracjach heglowskich: „Rozwój ducha zmierza do uświadomienia sobie własnej wolności i realizuje się w instytucjach społecznych, stosunkach społecznych, w moralności i państwie, osiągając formy najwyższe w sztuce, religii i filozofii”. A. Frydrysiak, U źródeł istoty…, s. 302. Dla porównania heglowskie inspiracje w filozofii marksistowskiej nie pozostawiają dziś żadnych wątpliwości. Por.: R. Service, Towarzysze. Komunizm od początku do upadku. Historia zbrodniczej ideologii, tłum. H. Szczerkowska, Kraków 2008, s. 28.
20 K. Marks, F. Engels, Manifest…, s. 34.
21 R. Grunberger, Historia…, s. 197.
22 Jak pisze ks. prof. Tadeusz Guz, hitlerowcy w swoich rozważaniach nad marksizmem bądź socjalizmem przyznawali np. komunistom rację „w odniesieniu do materialistycznej wizji świata i człowieka oraz do ich dialektycznego rozwoju ewolucyjnego […]”. T. Guz, Filozoficzny kontekst…, s. 27.
23 Por.: T. Guz, Ibidem…, s. 13.
24 T. Guz, Ibidem…, s. 29.
25 Witold Wasilewski pisze: „Politykę umywania rąk ze względu na ważny interes państwa prowadzili przedstawiciele różnych partii i wpływowe osoby o różnych przekonaniach ideowych, często dalekie od sympatii komunistycznych czy lewicowych. Przykładem może być Winston Churchill, który zarówno w latach 1943–1945, jak i na początku lat pięćdziesiątych nie chciał podejmować kwestii sowieckiej odpowiedzialności za Katyń. W czasie wojny obawiał się on pęknięcia koalicji antyhitlerowskiej, której zwycięstwo traktował jako swój życiowy cel; w okresie powojennym już bez wątpienia powodowały nim niskie kalkulacje dyplomatyczne i małostkowe obawy podważenia własnej wojennej legendy. Druga z postaw wynikała z zakorzenionego już od rewolucji bolszewickiej postrzegania ZSRS w licznych i wpływowych środowiskach zachodniej lewicy jako eksperymentu, którego zdezawuowanie podważałoby jej wiarę polityczną w to, że metodą rewolucji politycznej można dokonać przemiany świata i człowieka. W praktyce sprowadzało się to do odmowy przyjmowania do wiadomości faktów kompromitujących Związek Sowiecki. Oznaczałoby to bowiem – w mniemaniu lewicy – przyznanie racji zachodnim konserwatystom, którzy opowiadali się za kontr narracją ideową i historiozoficzną. Prawda stałą się zakładnikiem poglądów politycznych”. Zob. W. Wasilewski, Zachód a Katyń, „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” 2010, nr 4, s. 16–17.
